Gdzie jest Nawalny?

15 grudnia. Od dziesięciu dni nikt nie ma kontaktu z Aleksiejem Nawalnym, przepadł jak kamień w wodę. Federalna Służba Więzienna, Kreml i sąd podają mętne komunikaty. O co chodzi?

Najważniejszy rosyjski opozycjonista, najpilniej strzeżony więzień sumienia, polityczny wróg Putina, antysystemowy pogromca korupcji i kleptokracji – Aleksiej Nawalny, osadzony w 2021 r., po sfingowanym procesie, w obwodzie włodzimierskim w kolonii karnej IK-6. W tym rajskim przybytku nieustannie poddawany jest szykanom i represjom – pozbawiany możliwości kontaktów z rodziną, ostatnio także adwokatami, wsadzany do karceru za najmniejsze (często wydumane) przewinienie – łącznie spędził w karcerze 250 dni. Lekceważone są jego skargi na stan zdrowia (Nawalny prowadził nawet dramatyczną głodówkę, aby uzyskać zgodę na konsultacje z lekarzami). Dodatkowo w sierpniu br. sąd w Moskwie skazał Nawalnego na 19 lat łagru o zaostrzonym rygorze za „działalność ekstremistyczną”, nawoływanie do ekstremizmu, rehabilitację nazizmu i jeszcze kilka przewinień (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/08/04/nawalny-19-lat-lagru-o-zaostrzonym-rygorze/).

W opresji znaleźli się również prawnicy wspomagający Nawalnego – w październiku br. zostali aresztowani pod absurdalnym zarzutem udziału w organizacji ekstremistycznej (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/10/18/oblawa-oblawa-na-adwokatow-oblawa/).

Alarm podnieśli 6 grudnia współpracownicy Nawalnego (niemal wszyscy wyjechali za granicę): adwokat, który przyjechał do łagru na widzenie, nie został wpuszczony, czekał przez siedem godzin w niepewności, po czym został odesłany z kwitkiem.

Współpracownica Nawalnego, Kira Jarmysz, stwierdziła, że to pierwszy taki przypadek. Niepokój we współpracownikach wzmógł się jeszcze po tym, jak Jarmysz wyjawiła, że w poprzednim tygodniu Nawalny źle się poczuł, upadł na podłogę.

Nazajutrz sytuacja się powtórzyła: wartownicy potrzymali prawnika w nadziei, że zaraz otworzą się bramy IK-6 i będzie się mógł zobaczyć z klientem, po czym oznajmiono mu, że ich dzień pracy się skończył i z widzenia nici. Nawalny miał tego dnia uczestniczyć online w kolejnej rozprawie w kolejnej szytej przeciw niemu sprawie. Służba Więzienna jako powód niestawienia się podała „awarię elektryczności”. Bardzo wiarygodna przyczyna, nieprawdaż?

Numer z trzymaniem prawników w poczekalni powtórzył się również 8 grudnia. I ponownie Nawalny nie stawił się online przed obliczem sądu. I znowu wykręt z brakiem prądu. I nadal żadnych wieści, gdzie przebywa. 11 grudnia Służba Więzienna poinformowała adwokata, że nie ma takiego więźnia „Aleksiej Nawalny” na stanie kolonii karnej IK-6. Dzień później agencja TASS zacytowała słowa złotoustego sekretarza prasowego Putina, Dmitrija Pieskowa (jak i ta agencja znanego z prawdomówności): „Nie mamy ani zamiaru, ani możliwości przyglądać się, co się dzieje z więźniami przebywającymi w zakładach penitencjarnych”. Dodatkowo Pieskow wyraził oburzenie, że w sytuację z Nawalnym wtrącają się Stany Zjednoczone: „To niedopuszczalne”.

Zaczęła się bitwa na polu informacyjnym. Prokremlowski kanał Baza na Telegramie podał, że Nawalny został przewieziony do aresztu śledczego w Moskwie. Którego? Nie uściślono. Być może ta wiadomość to był klasyczny „wbros diezy”, czyli wrzucenie nieprawdziwej informacji dla zamącenia obrazu.

Prawnicy Nawalnego udali się kolejno do wszystkich aresztów śledczych, jakie znajdują się w Moskwie, ale klienta w nich nie znaleźli.

Potem w mediach pojawiły się – również niepotwierdzone – domniemania, że Nawalny odbywa jakieś bliżej nieokreślone konsultacje lekarskie. Służba Więzienna twierdzi, że jest on etapowany do obozu o zaostrzonym rygorze. Żadnego potwierdzenia nie ma.
Co do imputowanej przez Pieskowa interwencji USA, to być może chodzi o nieoficjalne (a zatem niepotwierdzone) zabiegi o wymianę więźniów. Kreml zabiega o wydanie Wadima Krasikowa, kilera, który za zabicie w Berlinie Czeczena Zelimchana Changoszwilego odsiaduje wyrok w niemieckim więzieniu. W komentarzach zachodnich mediów na temat tajemniczego zniknięcia Nawalnego pojawia się supozycja, że być może Putin zgodziłby się na taką transakcję: chory Nawalny wyjeżdża z Rosji, a Krasikow wraca do Rosji. To tylko spekulacje, nic więcej.

Do dziś brak jakichkolwiek informacji o tym, co się dzieje z Nawalnym i gdzie może przebywać. Jego współpracownicy gubią się w domysłach. Kira Jarmysz w wypowiedzi dla Deutsche Welle powiedziała: „Aleksiej zniknął na dzień przed tym, jak Putin ogłosił, że będzie startował w tzw. wyborach. To nie przypadek. To strategia Kremla. Chodzi o całkowitą izolację Nawalnego. Albo postarają się o pogorszenie jego stanu zdrowia, albo go przeniosą do innego łagru. Na razie nic nie wiemy”.

Jeżeli potwierdzi się to, co przebąkuje Służba Więzienna i Nawalny został wysłany etapem do łagru o zaostrzonym rygorze, to kontakt z nim będzie mógł być nawiązany dopiero wtedy, gdy zostanie on przetransportowany do nowego miejsca. W Rosji jest około trzydziestu łagrów o zaostrzonym rygorze, najbardziej znane to „Czarny delfin”, „Biały łabędź” czy „Sowa polarna”. Karę odbywają w nich szczególnie niebezpieczni recydywiści i zabójcy skazani na dożywocie. Nawalny nie kwalifikuje się do tych kategorii. Choć dla Kremla na pewno jest „szczególnie niebezpieczny”.

Chcem i muszem

8 grudnia. Władimir Putin odpalił już oficjalnie początek kampanii wyborczej. Podczas dzisiejszej ceremonii wręczenia nagród państwowych na Kremlu oświadczył, że podjął decyzję o starcie w „wyborach Putina”.

Porządek w autokracji udającej (ciągle jeszcze) demokrację musi być. Najpierw była więc decyzja Rady Federacji o wyznaczeniu terminu „wyborów”. Potem oficjalny komunikat Centralnej Komisji Wyborczej, że „wybory” odbędą się w dniach 15-17 marca 2024 r. (tak, głosowanie potrwa trzy dni, będzie dużo czasu i atłasu na niezbędne „korekty”).
I oto dzisiaj Putin, którego deklaracji usłużne kremlowskie media wyczekiwały od pewnego czasu jak kania dżdżu, oznajmił, że wystartuje. Och, co za ulga, co za niespodzianka.

„Wybory” w Rosji nie są w żadnym razie wyborami zgodnymi ze standardami demokratycznymi, pełnią rolę fasadowego rytuału, w którym przywódca ma otrzymać odpowiednią liczbę głosów. I wygrać. I trwać. Już dziś wiadomo, że Putin ma dostać 80% głosów i teraz cały wysiłek licznego aparatu będzie polegać na stworzeniu najbardziej prawdopodobnego obrazka potwierdzającego ten wynik. W Rosji dowolny wynik można narysować. Trochę trudniej z frekwencją – aparat państwowy na wyższych i niższych szczeblach będzie więc musiał dołożyć starań, aby zapędzić do urn jak najwięcej uczestników i żeby to wyglądało na proputinowski spontan.

Dowolny narysowany wynik dający Putinowi piątą kadencję i tak nie uczyni zeń legalnego władcy – po drodze do tej piątej, a właściwie pierwszej (po „wyzerowaniu”) kadencji, Putin pogwałcił konstytucję i sprzeniewierzył się zasadom demokracji. Jego legitymacja władzy jest pognieciona, nieważna, a od prawie dwóch lat obficie skąpana we krwi. Po 17 marca 2024 r. Putin będzie uzurpatorem.

Wróćmy jeszcze na Kreml, gdzie dziś odbywała się uroczystość wręczania nagród państwowych. Putin wbijał złote gwiazdy w wypięte piersi Bohaterów Rosji. Jednym z wyróżnionych był niejaki Artiom Żoga z tzw. Donieckiej Republiki Ludowej, wierny putinista, separatysta, dowódca batalionu Sparta. W pewnym momencie Żoga wstał i dziarskim krokiem (niezatrzymywany przez ochronę) zbliżył się do umiłowanego przywódcy. Za nim pobiegło stadko innych uczestników ceremonii. Umiłowany przywódca wyciągnął ku Żodze prawicę, nadstawił ucha, co też doniecki separatysta ma mu do powiedzenia.

– Chciałem zwrócić się do pana z prośbą o wystartowanie w wyborach – wyrżnął Żoga z mety. – Pracy jest dużo: trzeba przeprowadzić integrację, zbudować komunikację społeczną. Chcielibyśmy tego dokonać pod pańskim przewodem. Jest pan naszym prezydentem, a my jesteśmy pańską drużyną.

Prezydent spuścił skromnie oczy, ale zaraz je podniósł na stojącego przed nim na baczność człowieka: – Nie będę ukrywać, że w różnym czasie różne miałem myśli. Ma pan rację: teraz mamy takie czasy, że trzeba podejmować decyzje. Wystartuję w wyborach prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Ech, śmiała decyzja, Władimirze Władimirowiczu.

Galeria figur nieforemnych, część 3

4 grudnia. Do rydwanu kremlowskiego władcy zaprzężeni są liczni artyści. Chodzą na pasku władz, wykonując zadania związane z opiewaniem przywódcy i jego wojny i otrzymując za to sowite gratyfikacje. Jednym z beneficjentów putinowskiej wersji kultury jest dyrygent Walerij Giergijew (Valery Gergiev). Do kolekcji stanowisk i honorów Giergijew dodał ostatnio wyjątkowo cenną perłę: stanowisko dyrektora najważniejszej rosyjskiej sceny operowej: moskiewskiego Teatru Bolszoj.

„Nazwisko Walerija Giergijewa od wielu lat pojawia się na pierwszych stronach gazet. I to nie tylko za sprawą głośnych wykonań symfonii Szostakowicza, ale w kontekście ważnych wydarzeń politycznych. Putin organizuje igrzyska olimpijskie w Soczi – Giergijew dyryguje orkiestrą na uroczystościach otwarcia i zamknięcia olimpiady. Rosja anektuje Krym – Giergijew podpisuje list z poparciem dla „słusznej linii” władz, rosyjska armia interweniuje w Syrii – Giergijew jedzie do Palmyry, by dać tam koncert w rzymskim amfiteatrze. Kreml zawsze może liczyć na jego wsparcie, a Giergijew – na wsparcie Kremla dla swoich projektów muzycznych i biznesowych. Idealny sojusz tronu i batuty” – pisałam w „Tygodniku Powszechnym” w 2017 r. (https://www.tygodnikpowszechny.pl/sojusz-tronu-i-batuty-150323).

Od tamtej pory de facto niewiele się zmieniło, można dodać jedynie kilka kolejnych punktów węzłowych – Giergijew zawsze stał wiernie przy Kremlu. W lutym 2022 r., po inwazji Rosji na Ukrainę, nie tylko nie potępił barbarzyństwa, ale spotykał się z Putinem i wsłuchiwał w jego słowa dotyczące roli kultury. Miesiąc po rozpoczęciu wojny prezydent przybył własną osobą na spotkanie z laureatami nagród państwowych w dziedzinie kultury i sztuki. Obecny na tym miłym wieczorku Giergijew przyjął z wdzięcznością sugestię Władimira Władimirowicza, aby stworzyć połączoną dyrekcję Teatru Maryjskiego w Petersburgu (Giergijew od wielu lat jest dyrektorem Mariinki) oraz Teatru Bolszoj w Moskwie. Tak jak było za carów, gdy istniała Dyrekcja Teatrów Cesarskich (Imperatorskich).

Dokładnie w tym samym czasie ówczesny dyrektor Teatru Bolszoj Władimir Urin składał podpis pod antywojennym apelem ludzi kultury. Putinowi z Urinem, jak widać, było nie po drodze. Natomiast Giergijew macha batutą we właściwym z punktu widzenia rosyjskich władz kierunku. Urin pozostał jeszcze przez jakiś czas dyrektorem Teatru Bolszoj (formalnie przestał był dyrektorem „na własną prośbę”). Ale nadal pozwalał sobie na antywojenne komentarze, np. w jednym z wywiadów powiedział z żalem, że nawet w repertuarze opery cenzorzy znajdują powody do interwencji. W kwietniu br. doszło do zdjęcia z repertuaru Teatru Bolszoj przedstawienia „Nuriejew” w reżyserii Kiriłła Sieriebriennikowa z uwagi na opresyjne przepisy dotyczące zakazu „propagandy LGBT”. Potem zdjęto zresztą także kolejną inscenizację Sieriebriennikowa „Bohater naszych czasów”. Dlaczego ten balet nie spodobał się cenzorom – nie wyjaśniono.

Postawa Giergijewa, który nie zdobył się na potępienie decyzji Putina o rozpętaniu wojny, daje dyrygentowi dostęp do konfitur w kraju, ale za granicą spotyka się ze zdecydowaną krytyką. Giergijew stracił posadę w Filharmonii Monachijskiej, przestał być zapraszany przez zachodnie teatry operowe na częste w przedwojennej epoce występy gościnne (m.in. przez prestiżową Metropolitan Opera). Finansowej szkody Giergijew nie poniósł. Jak pisał portal „Agientstwo”, czysty dochód Giergijewa w pierwszym roku wojny zwiększył się czterokrotnie w porównaniu z poprzednim rokiem: ze 138 do 578 mln rubli (https://www.agents.media/rossiya-kompensirovala-dirizheru-gergievu-padenie-dohodov-na-zapade-posle-ego-otkaza-osudit-vojnu/).

Jak pisze „Nowa Gazeta. Europa”, „Giergijew jest swoim człowiekiem dla rosyjskiej elity. Putin i jego otoczenie rzeczywiście uważają go za część drużyny. Fundacja Walki z Korupcją [Nawalnego] wykazała, że sposób prowadzenia biznesu Giergijew przejął od putinistów. Bo trzeba dodać, że Giergijew jest nie tylko muzykiem, ale także menedżerem. Wielu bliskich mu ludzi twierdzi, że jest impulsywny i pragnie sam podejmować decyzje w najdrobniejszych nawet sprawach, co czasami – przy jego wypełnionym po brzegu harmonogramie zajęć – prowadzi do paraliżu”. Giergijew faktycznie jest niebywale zajęty – poza wspomnianymi wyżej sprawami administracyjnymi (Teatr Maryjski to kilka scen w Petersburgu i dwie filie – w Osetii i Kraju Nadmorskim, jest czym zarządzać; a teraz dojdą mu jeszcze sceny Teatru Bolszoj) realizuje własne projekty artystyczne: w miesiącu dyryguje co najmniej kilkunastoma koncertami czy przedstawieniami. To wprost niewiarygodna aktywność dla siedemdziesięcioletniego człowieka.

„Wielkie teatry państwowe w Rosji to feudalne dobra. Za wierną służbę można otrzymać nowe lenno” – kończy swój artykuł Anastasija Sniegowa w „Nowej Gazecie. Europa” (https://novayagazeta.eu/articles/2023/12/01/mechta-dirizhera).

Na koniec zacytuję jeszcze opinię (anonimowego) muzyka, który wypowiedział się dla portalu Meduza: „W Teatrze Bolszoj zapewne nic się nie zmieni. Teatr o takiej renomie nie może istnieć w przestrzeni pozbawionej powietrza, a właśnie w takiej sytuacji działają obecnie rosyjskie instytucje kultury. W przypadku opery i baletu to jest szczególnie ważne. Popatrzmy, ilu muzyków i innych artystów wyjechało za granicę po 24 lutego 2022 r., brakuje reżyserów, dyrygentów, scenografów, menedżerów z doświadczeniem międzynarodowym. W takich warunkach nie będzie rozwoju, tylko regres” (https://meduza.io/feature/2023/12/03/predlozhi-emu-esche-paru-teatrov-on-soglasitsya).

„Giergijew nie potrafi mówić „nie”, twierdzi cytowany muzyk. Gdyby zaproponowano mu dyrekcję jeszcze kilku teatrów, to on się zgodzi, bo nie zna pojęcia „brak czasu”. Na potwierdzenie słuszności tej opinii nie trzeba było długo czekać – dziś Giergijew został wiceprzewodniczącym Związku Pracowników Teatru. Przewodniczącym został aktor Władimir Maszkow – też putinowska figura nieforemna. Ale to temat na oddzielną opowieść.

Galeria figur nieforemnych, część 2

25 listopada. Liga broni, liga radzi, liga nigdy cię nie zdradzi. Zwłaszcza gdy jest to Liga Bezpiecznego Internetu, a na jej czele stoi Jekatierina Mizulina.

Jekatierina jest córką znanej z parlamentarnych inicjatyw ograniczających prawa obywatelskie senator (wcześniej deputowanej) Jeleny Mizulinej. Od kilku lat prowadzi do boju Ligę Bezpiecznego Internetu. To dziwne ciało, określane jako „okołorządowe” ma za zadanie cenzurowanie internetu w Rosji. W 2011 r. Konstantin Małofiejew, znany bogacz lobbujący przeróżne inicjatywy cerkiewne i tzw. patriotyczne (np. finansował siły walczące w 2014 r. i później w Donbasie), namówił czterech operatorów, by wraz z jego fundacją Marshall Capital Partners, stworzyli organizację przecedzającą internet. Początkowo jako cel deklarowano śledzenie stron propagujących ekstremizm, homoseksualizm, pornografię dziecięcą i pedofilię, szybko jednak okazało się, że Liga przydaje się również jako platforma propagującą odpowiednie z punktu widzenia władz treści i zwalczające/usuwające treści niezgodne z tym punktem widzenia.

Liga ściśle współpracuje z władzą ustawodawczą, występuje z inicjatywami, np. stworzenia rejestru zakazanych stron internetowych i z organami ścigania. Otrzymuje granty, z których się utrzymuje i dzięki którym rozwija działalność. Jekatierina Mizulina została dyrektorką Ligi w 2017 r. I z mety przystąpiła do czesania rosyjskiego internetu wedle własnych upodobań. Zasłynęła składaniem skarg do prokuratury na twórców piosenek i teledysków – np. w utworach popularnego rapera Ełdżeja dopatrzyła się propagandy narkotyków, z jej inicjatywy ukarano za rozpowszechnianie nieodpowiednich treści (propaganda narkotyków) topowego blogera i dziennikarza Jurija Dudia (podobnie jak Ełdżej, został skazany na grzywnę 100 tys. rubli).

Po rozpoczęciu rosyjskiej pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę Mizulina rzuciła się w wir wykrywania antywojennych wpisów w internecie. Zamierzała przegryźć krtań m.in. Wikipedii, oskarżając o rozpowszechnianie fejków i żądając usunięcia takich haseł jak „Rzeź w Buczy” czy „Ostrzał szpitala w Mariupolu”. Sama natomiast w wywiadach powtarzała kłamstwa oficjalnej propagandy, nazywała ludzi o odmiennych poglądach „rozgdakanymi kogucikami” itd. Nadal pilnie wsłuchiwała się w umieszczane w internecie piosenki czy inne utwory – jeśli jej się nie podobały, występowała o ich usunięcie. Dotyczyło to m.in. nagrań popularnych wśród młodzieży wykonawców jak Instasamka czy Scally Milano. Doniosła też do prokuratury na najbardziej znanego w młodzieżowych kręgach blogera Danię Miłochina, który po wybuchu wojny wyjechał z Rosji, a gdy wrócił, Mizulina złożyła w prokuraturze wniosek o ściganie go za uchylanie się od służby wojskowej i pójścia na front. Miłochin po tej akcji wsiadł w samolot i poleciał do Dubaju. Mizulina doprowadziła też do deportacji mołdawskiego tiktokera Niekogłaja (Nikołaja Lebiediewa).

Ambicją Jekatieriny jest nie tylko „oczyszczenie” rosyjskiego internetu z treści, które nie podobają się władzom, ale także wychowanie młodego pokolenia w duchu putinizmu.

Wspomniany wyżej raper Scally Milano po skandalu z usuwaniem „niebłagonadiożnych” nagrań przyszedł do dyrektorki Ligi z przeprosinami, za nim podążyły Hoffmanita (mająca na swoim koncie wspólne nagranie z dziewczynami z Pussy Riot) i Instasamka (której po krytyce ze strony Mizulinej, zarzucającej raperce propagowanie narkotyków, zaczęto odwoływać koncerty). Inni wskazywani przez strażniczkę odpowiednich treści wykonawcy, którzy podobnie jak Instasamka tracili możliwość koncertowania, zaczęli zabiegać o względy wszechmocnej Jekatieriny. Czasami dochodziło do niecodziennych sytuacji – np. Alyona Szwiec (piosenka autorska, nawiązująca do tradycji bardów, miksująca styl indie-pop i rock), której w 2021 r. zarzucono namawianie do samobójstwa i propagandę LGBT, napisała w mediach społecznościowych, że tamte breweria należą do przeszłości i że teraz jej utwory odnoszą się wyłącznie do tradycyjnych wartości.

Kształtowanie gustów młodzieży stało się dla Mizulinej oczkiem w głowie. Już na wstępie swojej działalności w Lidze wzywała do tego, aby zabronić rosyjskim nastolatkom korzystania z zachodnich gier komputerowych, które skłaniają do agresji. Ostatnio do głoszenia swoich poglądów i aktywizowania młodych ludzi umiejętnie kapłanka rosyjskiego internetu wykorzystuje media społecznościowe. Pokochała streaming i stara się i tym sposobem zaistnieć. Dwoi się i troi – prasa niemal codziennie pisze o jej czujności wobec niecnych zakusów różnych blogerów, raperów i innych postaci ze świecznika, których młodzież słucha i naśladuje. Mizulina organizuje konkursy z nagrodami dla uczniów (np. konkurs wypracowań o odpowiednich zachowaniach w sieci) albo szkolenia dla wolontariuszy, którzy potem umiejętnie prześwietlają internet, wyszukując nieodpowiednie treści itd. We wrześniu pojechała do regionów odebranych Ukrainie i wcielonych do Federacji Rosyjskiej, zebrała dzieciarnię i ogłosiła konkurs na najlepszy rysunek o charakterze patriotycznym, nagrodami w konkursie były koszulki z podobizną Putina. Mizulina zachęca młodych do robienia dostępnym sprzętem filmików, popularyzujących ideę bezpiecznego internetu, oczywiście w rozumieniu Ligi. Skutecznie lansuje się na przewodniczkę duchową.

Jak przystało na prawdziwą putinowską patriotkę Jekatierina dba o swój wygląd, zwłaszcza że dość często pojawia się w mediach. Nie może przecież założyć walonek i kufajki – woli ciuszki od Diora i biżuterię najlepszych marek światowych, warte grube tysiące (ekipa Nawalnego pokusiła się o przegląd i wycenę garderoby Mizulinej: https://www.youtube.com/watch?v=4P5erw8xG2E).

Ciąg dalszy nastąpi

Galeria figur nieforemnych, część 1

21 listopada. Opętanie putinizmem niejedno ma imię i niejedną formę przyjmuje. Niektórzy opętani ze szczerego serca tłoczą w umysły swoich zwolenników treści urągające zdrowemu rozsądkowi i pozostające daleko poza orbitą normalności. Inni robią to samo, ale z cynicznym uśmiechem zarabiają na tym procederze i to jest jedyny sens ich działania. Jeszcze inni wskakują na wojenną falę, licząc, że wyniesie ich na wyżyny. Krótki przegląd postaci z wianuszka nieformalnych putinistów zacznę od przedstawienie pani pastor Kościoła „Misja Światło Chrystusa” w Petersburgu, doktora teologii Olgi Golikowej.

Kościół „Misja Światło Chrystusa” jest niszowym odłamem zielonoświątkowców, przystosowanym do rosyjskich realiów. Na swojej stronie internetowej (https://msh.spb.ru/) głosi, że dąży do odrodzenia Rosji poprzez odrodzenie każdego z osobna. Pastor Olga Golikowa zamieszcza swoje interpretacje psalmów i nauki na co dzień i od święta na kanale Youtube lub na kanale własnym Misji. Nie są specjalnie popularne – kazania mają zwykle po kilkanaście tysięcy odsłon. Kilka dni temu pojawiła się tam np. relacja z godzinnego spotkania pani pastor z wiernymi, kazanie miało roboczy tytuł „Tajemnica Bożej broni”. Golikowa opisała moc Stwórcy, używając pojęć militarnych, jak „balistyczna trajektoria Bożych planów”, „duch to naddźwiękowa broń, pokonująca każdą odległość”, „Bóg podarował nam arsenał” itd. (https://www.youtube.com/watch?v=7_GLspP5l4E). Ale prawdziwym hitem mediów społecznościowych stało się nagranie, na którym pani pastor i zgromadzeni wierni śpiewają wzniosłą pieśń „Rosyjska duszo, obudź się”, również naszpikowaną słownictwem militarnym. Podmiot liryczny zawierza Rosję Najwyższemu, zapewnia, że Rosja należy do Jezusa. „Panie, wznosimy się z tego pasa startowego, śmigamy Twymi rakietami balistycznymi, lecimy samolotami naddźwiękowymi, aby wszędzie dotrzeć z przesłaniem, że Rosja należy do Chrystusa”. Uniesione uzbrojonym po zęby natchnieniem wokalistki, towarzyszące kapłance, w bojowych kontrapunktach odgrażają się, że choć cały świat sprzysiągł się przeciwko Rosji, to ona i tak wzniesie się ponad te gnuśne spiski i wytrwa. „My jesteśmy wielcy, jedyni, wybrani”. Wokół sceny kręci się w tym czasie balecik z chorągwiami – większość z nich w barwach narodowych Rosji, niektóre mają dodatkowo napis „Rosja dla Chrystusa”, wśród nich pojawia się też flaga Izraela (całość performance’u można obejrzeć tu: https://www.youtube.com/watch?v=dMF1ktQmoCw). Nie wiem, czy te pienia obudziły rosyjską duszę, o ile takowa w ogóle istnieje. Golikowa pod koniec występu wpada w trans, ewidentnie nie wystarcza jej terytorium Rosji, choć jest duże – obejmuje swym zamiarem całą planetę. Skoro te rakiety balistyczne dał jej sam Pan Bóg, to nie ma się co ograniczać – jak szaleć, to szaleć…

Czekałam, aż w górnolotnych wezwaniach z pogranicza balistyki i mistyki padnie nazwisko prezydenta. To byłoby logiczne rozwinięcie przesłania zawartego w pieśni, nawiązującego do wielu myśli, które wypowiada Putin przy różnych okazjach. Na stronie internetowej rosyjskich zielonoświątkowców (https://www.cef.ru/) na poczesnym miejscu znajduje się portret Putina, biskup tego Kościoła był obecny na oficjalnym spotkaniu prezydenta z przedstawicielami związków wyznaniowych obecnych w Rosji. Żadnych zgrzytów na linii Kreml-zielonoświątkowcy nie ma. Pełen balistyczny sojusz.

Ciąg dalszy nastąpi