Tucker the day after

11 lutego 2024. Dwa dni temu amerykański eks-prezenter telewizyjny, lobbysta i popularny medialny influencer Tucker Carlson opublikował wywiad z Władimirem Putinem. Rozmowa od razu znalazła się w centrum zainteresowania światowych mediów i opinii publicznej. Podzielony na dwie części wywiad na koncie Carlsona na platformie X obejrzało już ponad 150 mln osób.

O treści wywiadu i jego znaczeniu pisałam w „Tygodniku Powszechnym” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/oredownik-trumpa-robi-wywiad-z-putinem-po-co-kremlowi-ten-zabieg-propagandowy-186211) i mówiłam w audycji radia TOK FM (https://audycje.tokfm.pl/podcast/153033,Manipulacje-i-mity-O-wywiadzie-Carlsona-z-Putinem).

Dziś zatem tylko przypomnienie i próba poważnego komentarza. Oraz na deser – komentarz żartobliwy, co nie znaczy, że niepoważny.

Rozmowa trwała dwie godziny. Przed nagraniem chyba doszło do małego nieporozumienia, może nawet spięcia pomiędzy interlokutorami. Putin był wyraźnie rozdrażniony, jego cienkie nóżki nerwowo stepowały, twarz miał ściągniętą i niemiłą. Nie dał Carlsonowi dojść do słowa i z mety przystąpił do półgodzinnego wykładu o tym, jak widzi historię ze szczególnym uwzględnieniem dziejów Rosji (od Ruryka) i Ukrainy (z zaskakującym wklejeniem wątku Bohdana Chmielnickiego). Próby ożywienia rozmowy wtrącanymi nieśmiało pytaniami nie pomogły: Putin jechał swoim czołgiem pełnym wypaczeń i deformacji, nie zważając na nic. Wywód miał uzasadnić przyczyny rozpętania przez Rosję wojny. Ale czy amerykańskich odbiorców może przekonać twierdzenie (powtarzane już przez Putina któryś raz), że Rosja nie zaczynała tej wojny, a tylko chce ją zakończyć? Bo tak naprawdę, zdaniem Putina, wojnę zaczęła Ukraina w 2014 r. Czy amerykański widz jest w stanie wysłuchać dwugodzinnej nudnej cegły, skoro wymięka nawet podczas (zbyt długiego, jego zdaniem) meczu piłki nożnej i wybiera szybkie wymiany piłek w koszykówce czy dynamikę futbolu amerykańskiego?

Kolejny blok rozmowy poświęcony był źle układającym się stosunkom Rosji z USA. Tu również włączona została stara płyta ze skargą Putina na to, że partnerzy z Zachodu nie dotrzymali obietnic: NATO miało się nie rozszerzać, a się rozszerzyło itd. Powtórką były też deklaracje gotowości Rosji do rozmów pokojowych. Według Putina, Rosja chce pokoju. Ale na swoich warunkach. „Niech oni zrozumieją, że trzeba do tego podchodzić rozsądnie, traktować Rosję i jej interesy z szacunkiem. Po co mam dzwonić do Bidena? Niech przestaną zaopatrywać Ukrainę w broń i wszystko się skończy” – dowodził Putin. Ziem raz zdobytych nie oddamy nigdy. I niech Waszyngton pouczy Zełenskiego: siadaj do stołu i dogaduj się z Moskwą.

Już nie po raz pierwszy Putin zasygnalizował, że gotów jest do targowania się z Zachodem o nowe rozdanie w ładzie międzynarodowym.

Była też mowa o Polsce i państwach bałtyckich. Putin zastrzegł, że nie ma żadnych interesów, aby napadać na te kraje, a wojska rosyjskie mogą wmaszerować do Polski tylko w wypadku napaści Polski na Rosję. Bo, jak powszechnie wiadomo, miłująca pokój Rosja nigdy na nikogo nigdy nie napadała. W części historycznej dotyczącej genezy II wojny światowej Putin uświadomił Carlsona, że pokojowo nastawiony Hitler w 1939 r. został zmuszony przez Polaków do agresji.

Po co Kremlowi taki wywiad? Tucker Carlson jest postrzegany jako gorący orędownik Donalda Trumpa, a w Moskwie był odbierany wręcz jak jego wysłannik, zwiastujący (po wyczekiwanej przez Kreml wygranej Trumpa) nowe otwarcie. Celem wywiadu było wyłożenie racji Moskwy w nadziei, że zostaną one uwzględnione po ewentualnej zmianie w Białym Domu.

Putin od 24 lutego 2022 r. jest izolowany na arenie międzynarodowej. Chciałby mieć sposobność dotarcia do zachodnich elit i społeczeństw. I przekonać je do swoich interesów. Czy mu się to udało? Na razie za wcześnie, by to ocenić. Jedno już dziś jest widoczne: zainteresowanie było ogromne (zainteresowanie nie musi oznaczać zapoznania się z nudnym materiałem ani przyznania racji Putinowi). Jeśli nawet Kreml nie osiągnie założonych celów, to już samo zamącenie wody przed amerykańskimi wyborami może być uznane za bonus. Z kremlowskich kuluarów dobiegają echa, świadczące o niezadowoleniu niektórych osób z otoczenia Putina z wydźwięku rozmowy. Skrzydło bojowo-konserwatywne oczekiwało, że prezydent rozwinie temat obrony przez Rosję tradycyjnych wartości, tymczasem niemal nie poświęcił temu uwagi. Ugrzązł w historycznych zawiłościach (jak powszechnie wiadomo, Putin uwielbia granie historią, uważa się za znawcę, podczas gdy historię zna kiepsko, wyrywkowo i tworzy na tej niepewnej podstawie wielkie konstrukcje, które łatwo podważyć; niemniej warto przy okazji przypomnieć, że te tworzone przez Putina historyczne konstrukcje stanowią fundamenty jego myślenia o współczesnym świecie i podstawę podejmowanych na bieżąco decyzji). Bardziej wyrobiona publiczność, kochająca teorie spiskowe może się nawet pożywić, o ile będzie w stanie przebrnąć przez labirynt dygresji i mędrkowania niezbyt lotnego i pilnego ucznia.

Emigracyjny socjolog Igor Ejdman zamieścił na swoim kanale w Telegramie wpis pod tytułem „Prawdziwy tekst sławnej rozmowy” (https://t.me/igoreidman/1237).

– Władimirze, dlaczego napadliście na Ukrainę?

– Zaraz to w skrócie wyjaśnię. Wszystko zaczęło się od Ruryka i Lenina. Ruryk stworzył Rosję, a Lenin – Ukrainę. Potem Polacy wymusili na Hitlerze, aby na nich napadł. A Austriacy nie wiedzieć czemu spolonizowali Rosjan. O tym napisał mi Bohdan Chmielnicki. Dima, przynieś listy!

Tak w ogóle to Bohdan zalecał się do Katarzyny II i już wszystko było na dobrej drodze, ale Chruszczow się wtrącił, zabrał Katarzynie Krym i oddał Ukrainie. Caryca się obraziła, poskarżyła się Stalinowi, a Stalin – mnie. Synku, powiada, weź mi pomóż, bo tam są nasi ludzie, Rosjanie. No więc pomogłem.

Dalej mnie i Jarosława Mądrego (obaj jesteśmy mądrzy, ale nazbyt ufni) wzięli i wyprowadzili w pole Amerykanie, po prostu wystrychnęli na dudka. Rozszerzyli NATO na wschód. Musiałem się wobec powyższego zwrócić o wsparcie do chana Batyja. I za jednym zamachem – do Bismarcka. Bismarck mnie zrozumiał i poparł: bo najważniejszy jest, powiada, potencjał.

Potem wysłałem ojca Zełenskiego na front, żeby języka złapał. A on samego Hitlera złapał i synowi oddał w charakterze żywej zabawki. A Wołodia z Hitlerem się zaprzyjaźnił i Hitler nauczył Wołodię nazizmu. A ja mu mówię: Jak to tak, Wołodia?”.

Wreszcie, jak pisze Ejdman, Putin zaczął się denerwować, wykrzykiwał „Ukraina! Wykiwali nas! Lenin, Stalin” itd. A potem omdlał i już nie odpowiadał na pytania lekarza.

Donos nasz powszedni

6 lutego 2024. Donos stał się w Rosji sposobem na załatwianie różnych społecznych i politycznych problemów. Władze tak mocno rozwinęły w ostatnim czasie zasób przewinień, za które można być pociągniętym do odpowiedzialności, że donosiciel nie musi się specjalnie napinać, by znaleźć powód do ścigania adwersarzy. A śledczy nie muszą mieć dowodów, aby ścigać.

Za przykład może posłużyć nie tylko wybujała działalność bogini donosów Jekatieriny Mizulinej (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/11/25/galeria-figur-nieforemnych-czesc-2/), ale też aktywność zwyczajnych obywateli bez politycznych ambicji.

Anastasija Akińszyna, lat 34, przyszła do przychodni z siedmioletnim synkiem, który miał problemy z okiem. Skierowano ją do gabinetu pediatry, 67-letniej Nadieżdy Bujanowej. Chłopiec zaczął kaprysić i brykać. Lekarka zwróciła uwagę, że dziecko zachowuje się nieadekwatnie i zapytała, czemu tak jest. Matka odpowiedziała, że syn mocno przeżywa stratę ojca, który zginął podczas „specjalnej operacji wojskowej”.

Według Akińszynej, lekarka miała oznajmić, że poległy mąż był „legalnym celem dla Ukrainy”. A Rosja „dokonała agresji wobec Ukrainy”.

Po tych słowach wdowa dostała palpitacji, plam na szyi i zawrotów głowy. Poleciała z jęzorem do szefowej przychodni. Ta próbowała ją uspokoić. Bezskutecznie. „Zrozumiałam, że te larwy będą chciały wszystko spuścić po drucie. Nic z tego. Pytanie brzmi: gdzie mam złożyć skargę na tę dziwkę, żeby ją do ch*ja pana wyj*bali z kraju?” – zadała grzecznie pytanie na filmiku, który trafił do mediów społecznościowych. Pobiegła na policję, gdzie złożyła doniesienie, iż pediatra Nadieżda Bujanowa zajmuje się dyskredytacją rosyjskiej armii, domagała się też sprawdzenia, czy lekarka nie sponsoruje ukraińskich sił zbrojnych i czy przebywa w Rosji legalnie, bo uczyła się na lekarza we Lwowie. Zdaniem donosicielki, tak czy inaczej pani doktor powinna trafić za kraty.

Sprawą w mig zajął się Komitet Śledczy, a konkretnie osobiście szef tego organu, Aleksandr Bastrykin. Wszczęto sprawę z artykułu o rozpowszechnianie fejków o armii. Tak, donosem imputującym jakąś wypowiedź lekarki zajmuje się kierownictwo ważnego organu, powołanego do ścigania poważnych przestępstw.

Kierownictwo przychodni wpadło w panikę i zwolniło pediatrę Bujanową z pracy. Akińszyna odgrażała się, że szefową lekarki, która próbowała ją uspokoić, też pogonią.

Śledczy przyszli do mieszkania Bujanowej z rewizją (adwokata nie puścili), wywrócili je do góry nogami. Zdjęcie ze zrujnowanego lokum zamieściło wiele mediów (https://meduza.io/news/2024/02/04/politseyskie-razgromili-kvartiru-pediatra-iz-moskvy-nadezhdy-buyanovoy-na-vracha-zaveli-ugolovnoe-delo-posle-zhaloby-vdova-voennogo-pogibshego-v-ukraine). Komentatorzy zwrócili uwagę nie tylko na straszliwy bałagan, jaki zostawili po sobie śledczy, ale także na nader skromny wystrój niewielkiego mieszkanka w starym bloku.

Bujanowa stanęła przed sądem, który miał określić, czy zostanie aresztowana. Sąd jednak nie przychylił się do wniosku prokuratury o osadzenie lekarki w areszcie śledczym (jak piszą komentatorzy w mediach społecznościowych, sam Bastrykin wydał polecenie, aby lekarkę zamknąć w areszcie śledczym). Orzekł jedynie o zakazie użytkowania przez Bujanową internetu i telefonu oraz wydał zakaz kontaktów ze świadkami.

Nadieżda Bujanowa twierdzi, że nie mówiła tego, co zarzuca jej Akińszyna. Zwróciła się z wnioskiem o przesłuchanie taśm zawierających nagrania rozmów, jakie toczą się w przychodni w gabinetach. Na razie śledztwo nie podjęło tego wątku.

Czy casus Nadieżdy Bujanowej to punkt zwrotny? Czy teraz będzie tak, że każdy donosiciel, któremu nie spodoba się, powiedzmy, diagnoza albo nie dostanie skierowania, zaraz poleci do Bastrykina i nakabluje, że lekarz nie lubi rosyjskich żołnierzy? A Bastrykin niesprawdzalnym wymysłom uwierzy i zaordynuje wszczęcie dochodzenia. Bo żadnych dowodów już nie trzeba, wystarczy donos. A więc już nawet prywatne rozmowy są na cenzurowanym.

W mediach społecznościowych tymczasem pojawiły się informacje na temat Akińszynej. Jej znajomi twierdzą, że ów poległy mąż od kilku lat już jej mężem nie jest – para rozwiodła się jeszcze przed wojną (w dostępnych archiwach sądowych można znaleźć dokumenty, świadczące o tym, że po rozwodzie Akińszyna próbowała wydębić od eksmałżonka alimenty na najstarsze dziecko; być może obecne zabiegi o uznanie jej za pogrążoną w smutku wdowę mają też podłoże finansowe). Anastasija ma nowego partnera i dwoje nowych dzieci. Gdy sprawa nabrała rozgłosu, usunęła swoje profile w mediach społecznościowych, gdzie można było znaleźć dane na temat jej życia rodzinnego i zajęcia.

Zatrzymanie człowieka skorumpowanego

2 lutego 2024. Rosyjscy urzędnicy swoją rentę korupcyjną nadal próbują chomikować na Zachodzie. Ciekawy jest pod tym względem przypadek Dmitrija Owsiannikowa, którego zatrzymano w Londynie.

Błękitne oczęta, błękitny garnitur, błękitna rapsodia nieostrożności – były gubernator Sewastopola na okupowanym przez Rosję Krymie w latach 2016-2019 Dmitrij Owsiannikow po przyjeździe do Londynu został zatrzymany. Zarzuca mu się naruszenie reżimu sankcji i pranie brudnych pieniędzy.

Rosyjscy urzędnicy pracujący na Krymie, uważanym przez wspólnotę międzynarodową za terytorium ukraińskie, są objęci zachodnimi sankcjami. Owsiannikow również znalazł się na liście sankcyjnej w 2017 r. Po zakończeniu misji gubernatorskiej w Sewastopolu w grudniu 2022 r. złożył wszelako w sądzie UE skargę, w której domagał się zdjęcia sankcji, jako że ponosi przez nie wymierne straty – sankcyjne ograniczenia przeszkadzają mu mianowicie w prowadzeniu interesów na terytorium UE. Pod koniec października 2022 r. sąd orzekł o uchyleniu decyzji UE o sankcjach wobec Owsiannikowa. Sędziowie uznali, że Owsiannikow nie jest już gubernatorem Sewastopola, za co był objęty sankcjami. Tym bardziej że złożył urząd na własną prośbę. (Tutaj przyda się krótki przypis: „własna prośba” to kamuflaż; Owsiannikow stracił posadę za różne poważne przewiny, m.in. za swoje chuligańskie wybryki, jak np. na lotnisku w Iżewsku, gdzie wywołał skandal, darł się na obsługę, próbował sforsować kontrolę, w końcu rzucił się do ucieczki przed policją; poważniejsze zarzuty ciążyły na nim za korupcję i malwersacje; został nawet wyrzucony z partii Jedna Rosja, innych konsekwencji nie poniósł).

Wielka Brytania po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę przedłużyła sankcyjne ograniczenia wobec Owsiannikowa. Podobne sankcje wobec eksgubernatora podtrzymały USA, Kanada, Szwajcaria, Australia i Ukraina.

Być może Owsiannikow nie doczytał sądowych papierów, może nie popatrzył na mapę, a może przeoczył brexit – dość że niefrasobliwie przyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam, jak pisze „The Times”, został 24 stycznia br. zatrzymany w swoim londyńskim domu przez funkcjonariuszy National Crime Agency. Zarzuca mu się świadome obejście sankcji: Owsiannikow rok temu otworzył rachunek w brytyjskim banku i posłużył się przy tym „brudną” kasą.

Na konto w banku HBOS były urzędnik przelał 65 tys. funtów w czterech transzach. Zapewne przelewów dokonała osoba trzecia. Podczas przeszukania skromnego lokum biednego eksgubernatora zarekwirowano 77,5 tys. funtów w gotówce.

Brytyjski sąd przystąpi do rozpatrywania sprawy Owsiannikowa 20 lutego. Prasa nie precyzuje, jaka kara mu grozi. Jak pisze „Nowaja Gazieta”, w wokół kazusu Owsiannikowa jest wiele białych plam. Nie wiadomo, kiedy i dlaczego eksgubernator zamieszkał w Londynie. Nie wiadomo, czym zamierzał się zająć. Niektórzy komentatorzy wysuwają przypuszczenie, że posługiwał się fałszywych paszportem.

Wszechwiedzący sekretarz prasowy Kremla Dmitrij Pieskow powiedział na briefingu: „To [zatrzymanie Owsiannikowa] niezupełnie należy do kompetencji Kremla, dlatego nic nie mogę na ten temat powiedzieć. Widzieliśmy wzmiankę w mediach, ale nie dysponujemy szczegółowymi danymi na ten temat”.

W rosyjskich mediach pojawiły się pytania: czy Brytyjczycy wydadzą Owsiannikowa Ukrainie (o co Kijów zabiega), czy Owsiannikow podzieli się ze śledczymi wiedzą tajemną o sprawowaniu władzy na okupowanych przez Rosję terenach i nie tylko o tym – wcześniej Owsiannikow pracował w ministerstwie przemysłu i handlu, był nawet wiceministrem, dużo wie.

Ciąg dalszy tej historii nastąpi z wypiekami na twarzy.

Dwa wyroki jednego dnia i jeszcze jeden wyrok

29 stycznia 2024. Wiadomości z sal sądowych zajmują poczesne miejsce w codziennych doniesieniach z Rosji. Zwracają uwagę wysokie wyroki orzekane w sprawach o rozpowszechnianie fejków o armii, terroryzm czy ekstremizm. Natomiast w ubiegłym tygodniu tego samego dnia zapadły dwa wyroki w ciekawych i niestandardowych sprawach.

Znany w turbo-patriotycznym środowisku weteran „rosyjskiej wiosny” z 2014 roku, Igor Girkin vel Striełkow został skazany na karę czterech lat łagru za nakłanianie do ekstremizmu (o jego drodze do aresztowania pisałam na blogu: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/07/24/aresztowany-igor-strielkow/).

Od początku inwazji Rosji na Ukrainę Striełkow starał się zaistnieć i zbić kapitał polityczny na dobrych radach dla dowództwa armii i przywódcy państwa. Krytykował generalicję za niezborność, w mediach społecznościowych regularnie wygłaszał wykłady o sztuce wojennej. Sam się nawet wybrał na front, aby pokazać „benderowcom”, gdzie raki zimują, a swoim – jak walczy prawdziwy patriota. Ale pobył w pobliżu prawdziwego pola walki niedługo – nie dogadał się ze swoimi niegdysiejszymi kamratami z separatystycznego Donbasu, którzy najwidoczniej wszystkie konfitury już mieli między siebie podzielone i kolejnego udziałowca nie potrzebowali. Striełkow wrócił zatem z podkulonym ogonem do obserwowania sytuacji na froncie z pozycji półsiedzącej, półleżącej. Nikt mu oficjalnie nie zmył głowy za to, że wylewa żale i atakuje ministerstwo obrony i sztab generalny. „Zawinęli” go dopiero na fali czyszczenia pola po nieudanym buncie Prigożyna – szczekająca głowa psa wojny została odrąbana; Kreml wolał wyciszyć głosy, mogące wzmacniać zwolenników innych rozwiązań niż te, które proponuje sam Kreml.

Striełkow przesiedział kilka miesięcy w areszcie, z rzadka przypominając o sobie publiczności szerszej niż zasiadający na dwóch kanapach współpracownicy. A ci prowadzili za niego kanał na Telegramie i zamieszczali tam od czasu do czasu płomienne manifesty aresztanta. Striełkow w pewnym momencie postanowił nawet zostać prezydentem Rosji i zgłosił swoją kandydaturę, ale niewiele wskórał poza kpinkami w internetach. Przed ogłoszeniem wyroku wyrażał obawę, że zamiast kary zostanie „amnestionowany jak Kucharz” (czyli Prigożyn, którego Putin pozbył się ze sceny i upodlił w pamięci Rosjan: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/10/06/klub-waldaj-czyli-kabaret-skeczow-ponurych/; https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/11/01/ktorzy-odeszli-2023-czesc-1/). Jeżeli Striełkow obawia się o swoje życie w putinowskich kazamatach, to ma szanse odbywać karę w bezpiecznym miejscu – został wszak skazany na dożywocie przez trybunał w Hadze za sprawstwo katastrofy samolotu pasażerskiego Maleysia Airlines w 2014 r. nad Donbasem.

Sąd skazał Striełkowa nie tylko na odsiadkę, ale także na trzy lata odebrał mu ulubioną zabawkę: dostęp do mediów społecznościowych. Gdzie teraz niedoceniony Suworow będzie opowiadał swoje doniosłe przemyślenia o wojnie?

Pod budynek sądu przyszło kilkudziesięciu zwolenników Striełkowa, niektórzy przy medalach otrzymanych za zasługi bojowe. Weterani pokrzyczeli trochę, skruszeli na mrozie (do środka wpuszczono tylko kilka osób) i w końcu rozeszli się. Nawet wtedy gdy „bojewaja podruga” Striełkowa, czyli żona Mirosława Reginska, wyszła na schody, ogłosiła decyzję sądu i wzniosła okrzyk „wolność dla Striełkowa”, odpowiedziało jej niewiele głosów. Obrona złożyła dziś apelację.

W porównaniu z innymi wyrokami w sprawach politycznych, jakie ostatnio zapadają w rosyjskich sądach, kara czterech lat łagru to wręcz kosmetyka, łagodne napomnienie ze strony władzy, by nieco przytłumić zapał turbo-patriotów. Władimir Pastuchow w Telegramie rozważał, czy Striełkow – gdy już dotrze do łagru – zgłosi się na ochotnika na front, aby krwią zmazać swe przewiny.

Również 25 stycznia zapadł w wyrok w sprawie zamachu na życie Władlena Tatarskiego, Z-blogera (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zamach-w-petersburgu-i-znaki-zapytania-182982). O dokonanie zamachu (wręczenie figurki z dynamitem, która eksplodowała w rękach Tatarskiego) oskarżono 26-letnią Darię Triepową.

Triepowa została skazana na 27 lat łagru. To najwyższy wymiar kary orzeczony w Rosji wobec kobiety. Daria nie przyznała się do winy, powiedziała w sądzie, że została wrobiona przez organizatorów zamachu, nie chciała zabić Tatarskiego, nie miała świadomości, że może wyrządzić mu krzywdę. (Szczegóły zeznań i procesu m.in. na stronie BBC: https://www.bbc.com/russian/articles/c51rp5grr88o).

Dziś rosyjski wymiar niesprawiedliwości popisał się kolejnym wyrokiem: 72-letnia emerytka Jewgienija Majboroda została skazana na 5,5 roku łagru za dyskredytację rosyjskiej armii i nawoływanie do ekstremizmu. Podstawą oskarżenia emerytki były wzmianki w mediach społecznościowych, zawierające antywojenne treści.

Tymczasem, jak się dziś przypadkiem okazało, Władimir Kara-Murza, jeden z liderów opozycji, skazany na karę 25 lat łagru o zaostrzonym rygorze (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/04/17/putin-zjada-kolejnego-opozycjoniste/) po cichu został przeniesiony do innej kolonii karnej. Gdzie się obecnie znajduje – nie wiadomo.

Słowo zioma. Krew na asfalcie

22 stycznia 2024. Rosja zapadła na serialową gorączkę – ośmioodcinkowy serial w reżyserii Żory Kryżownikowa (wł. Andriej Pierszyn) „Słowo zioma. Krew na asfalcie” (Слово пацана. Кровь на асфальте) pobił rekordy zainteresowania. Na razie jest dostępny tylko w internecie, telewizyjna premiera planowana jest dopiero na wiosnę tego roku w TV NTW.

Koniec lat osiemdziesiątych. Tatarstan, Kazań. Czas formowania się nowego rosyjskiego życia – sowiecki kolos zdycha, system załamuje się, śmierdzi. I w tych oparach zgnilizny trzeba jakoś żyć. Według innych zasad niż te, które wbija do głów partia i Komsomoł. Jakich? Honorowych. Takich, jakim hołduje ulica. Ulica zawsze ma rację. Siła? Tak, jest ważna. Ale nie tylko siła, ważny jest kodeks.

Młodzi bohaterowie serialu – delikatny blondynek Andriej, ćwiczący pięść w walce o swoje Marat i jego starszy brat, weteran Afganu, Wowa poszukują dla siebie miejsca w hierarchii. Dobrą pozycję daje umocowanie w nieformalnej grupie podwórkowych ziomów. Ziom (пацан) to ktoś, kto wyłamuje się z porządku prawnego, solidaryzuje z podobnymi sobie, podporządkowuje się grupie, a grupa podporządkowuje sobie teren. Na tym terenie dyktuje warunki, rządzi – dokonuje rozbojów, robi drobne biznesy, wymusza haracze. Konkurencję zwalcza. Niepokornych lub dopuszczających się uchybień wobec „starszych” uczy moresu – w sposób niezbyt wyszukany: waląc w ryj. Składa przysięgę na wierność kodeksowi ziomala („ziom nie przeprasza”), który nie ma prawa zdradzić kumpli ani ich okłamać.

A jednak zdradza i okłamuje, wychodzi za ramy ustanowione przez przywódców. I o tym jest opowieść. Podstawę scenariusza stanowi książka dziennikarza Roberta Garajewa „Słowo zioma. Kryminalny Tatarstan 1970-2010”, w którym opisany został tzw. kazański fenomen, czyli życie nieformalnych subkultur młodzieżowych. Bohaterowie serialu są zmyśleni, realne natomiast są realia, znakomicie odtworzone wnętrza, wygląd ulic i ludzi. W pierwszym odcinku wykorzystane zostały autentyczne kroniki z tamtych lat, pokazujące prawdziwych kazańskich ziomali. Kilku drugoplanowych ziomów miało swoje autentyczne prototypy – ich późniejsze losy streszczono w kilku stop klatkach: ten zginął w strzelaninie, ten w wojnie gangów, ten został zastrzelony pod bramą swojego domu itd., itp.

Serial wywołał wielowątkową dyskusję w mediach społecznościowych. I nie tylko – padały głosy (np. rzeczniczki praw dziecka Tatarstanu), aby zabronić dystrybucji serialu jako szkodliwego: przedstawione w nim rytuały i modele postępowania miały inspirować współczesnych młodych ludzi do niepożądanych zachowań. Uznano, że to romantyzacja bandytyzmu. Ostatecznie Roskomnadzor nie znalazł powodów do zakazania rozpowszechniania, zatroskani deputowani umilkli.

A może popularność serialu należy przypisać temu, że pokazuje on kawałek życia. Brutalnego, ale prawdziwego. Nie jest plastikowym wytworem owiniętym w propagandową folię jak większość rosyjskiej produkcji filmowej. To kino z nerwem. Najwidoczniej Rosjanie rozpoznali w nim siebie. Kult siły, pierwociny tego świata, który zakręcił Rosją i ją sobie podporządkował.

Twórcy uszarpali się z zakończeniem. Powstały dwie wersje końcowego odcinka – Kryżownikow zdecydował się na zmianę, inaczej poprowadził głównych bohaterów do finału, przemontował materiał. W internecie są dostępne obie wersje. Widz może wybrać, która jest mu bliższa. Obie wersje pokazują bohaterów przegranych – grupa oddanych ziomali nie uchroniła ich od popełnienia życiowych błędów. W finale jest też nieszczęśliwa miłość i zdeptany honor. Bohaterowie nie chcieli czynić zła, poszukiwali zasad, swojego prawa, ale jednak prawa. Nie znaleźli.

Zwraca uwagę świetna ścieżka dźwiękowa, a wśród wykorzystanych w serialu utworów znakomita piosenka duetu Ajgieł.