Ustawa amnestyjna, przyjęta w dwudziestą rocznicę konstytucji, o kilka miesięcy skróciła wyroki uczestniczkom skandalizującego nabożeństwa punkowego – członkinie zespołu Pussy Riot Maria Alochina i Nadieżda Tołokonnikowa wyszły dziś na wolność.
Obydwie z mety oświadczyły, że zamierzają poświęcić się działalności na rzecz obrony praw człowieka, w pierwszym rzędzie pomagać tym, którzy siedzą.
Alochina powiedziała, że gotowa była siedzieć do końca wyroku. „Gdyby nie to, że amnestia jest przymusowa, to nie wyszłabym z kolonii. Ta amnestia nie jest aktem humanitaryzmu, a akcją PR” – oznajmiła. I dodała jeszcze, że gdyby miała taką możliwość, to dokończyłaby punk-modlitwę „Bogurodzico, przegoń Putina”. Nic nie wskazuje na to, że w miejscu odosobnienia skruszała. Wręcz przeciwnie. Tołokonnikowa z kolei jeszcze siedząc w kolonii karnej w Mordowii wysłała list z opisem warunków pobytu i pracy w łagrze. List opublikowały światowe media. Sprawa zrobiła się głośna, bo Tołokonnikowa wyciągnęła na światło dzienne kilka grzechów głównych systemu penitencjarnego. Prowadziła głodówkę, protestując przeciwko temu, jak jest traktowana. Zyskała tylko tyle, że z Mordowii przeniesiono ją do Kraju Krasnojarskiego (przy czym wieziono ją przez kilka dni, nie informując rodziny, dokąd mianowicie). Zaraz po wyjściu Tołokonnikowa zadeklarowała, że będzie domagać się zwolnienia naczelnika mordowskiego oddziału Federalnej Służby Więziennictwa, „w przeciwnym razie nic się nie zmieni i ludzi będą tu zabijać i fizycznie, i moralnie”. „Uwięzienie uczyniło mnie silniejszą. Nie wiem, czym można zastraszyć człowieka, który odsiedział dwa lata” – podsumowała odsiadkę. Też nie skruszała. Co więcej, wezwała, by zbojkotować igrzyska w Soczi i rosyjskie ropę i gaz. Chyba prezydent Putin nadal nie będzie się chciał z nią przyjaźnić. A ona z nim.
Pod amnestię nie podpadł partner biznesowy Chodorkowskiego, Płaton Lebiediew (kończy odsiadkę w maju 2014). Skomentował wydarzenia ostatnich dni: „Jestem bardzo rad za wszystkich tych, którzy wyszli na wolność na mocy amnestii. Bardzo się cieszę z powodu Michaiła. W Rosji wszystko jest możliwe – i wsadzić kogoś bezprawnie, i wypuścić”.
Wczoraj Chodorkowski odbył dwie konferencje prasowe w Berlinie – jedną dla wąskiego, drugą dla szerokiego kręgu dziennikarzy. Sensacji nie było. Chodorkowski wypowiadał się ostrożnie, ważąc każde słowo. Potwierdził część wcześniejszych spekulacji o zawarciu ugody z władzami. W skrócie: rezygnacja z uprawiania polityki w zamian za wolność.
Fantastyczne są okoliczności towarzyszące jego uwolnieniu. O drugiej w nocy „zek numer jeden” został zerwany z pryczy przez naczelnika kolonii karnej. Naczelnik oznajmił, że Chodorkowski ma jechać do domu. Zgodnie z regułami gatunkowymi politycznego thrillera szpiegowskiego, do domu jednak nie pojechał. Pod bramą kolonii w Siegieży czekał na niego samochód, który ekspresowo dostarczył go na plac, gdzie czekał śmigłowiec. Śmigłowiec poleciał do Pitra. W Pitrze niewyspany Michaiła Borysowicz został zapakowany do prywatnego samolotu niemieckiego biznesmena. Po drodze pono dowiedział się, że nie poleci do Moskwy, tylko do Berlina. Poleciał. Nazajutrz do stolicy Niemiec doleciała rodzina. Z kilku źródeł zostały wypuszczone wieści, że swoje uwolnienie Chodorkowski zawdzięcza „tajnej niemieckiej dyplomacji”. Zabrzmiało ciekawie, znowu zgodnie z wymogami gatunku powieści szpiegowskich. Najciekawsze jest to, w jaki sposób i w jakim celu dobijano targu o wolność dla Chodorkowskiego. Pytań jest multum. Ułaskawienie Chodorkowskiego nosi znamiona operacji specjalnej. Tajna umowa – komunikat prezydenta o ułaskawieniu rzucony od niechcenia przez ramię – uwolnienie z kolonii – wszędzie gotowe konie pocztowe, by trojka wioząca ważnego zeka dojechała gdzie trzeba – dokumenty podróży w porządku. Po co to wszystko?
Niedawno rosyjska telewizja wyemitowała serial Walerija Todorowskiego „Odwilż” o wegetariańskich czasach – latach sześćdziesiątych, Chruszczowowskim poluzowaniu, które po antyludzkiej zimie stalinizmu zdawało się wiosną swobody. Serial został zilustrowany muzycznie wpadającą w ucho piosenką „Ach, kak ja była wlublena, i czto tiepier’ – ja dumała, eto wiesna, a eto ottiepiel” (Ach, jakże byłam zakochana i co teraz – myślałam, że to wiosna, a to odwilż). Przez media przetoczyła się dyskusja, czemu tak modna jest dziś w Rosji nostalgia po tych czasach i czy można znaleźć jakieś analogie z czasami dzisiejszymi. Czy teraz – to szczególnie nasiliło się w związku z amnestią i ułaskawieniem Chodorkowskiego – mamy do czynienia z wiosną czy tylko z krótkotrwałą odwilżą? Odwilż to w meteorologii niebezpieczna pora, łudzi, że będzie ciepło, w każdym razie cieplej. Czasem zwiastuje nastanie wiosennych roztopów, a czasem jest tylko przerwą przed kolejnym atakiem mrozów.
Amnestia może być związana z chęcią poprawy wizerunku prezydenta Putina, któremu zależy na dobrej atmosferze wokół igrzysk w Soczi. Ale Duma pracuje zgodnie z planem: przyjmuje kolejne ustawy, świadczące o politycznych przymrozkach. W ostatnich dniach np. znany skądinąd najbardziej radioaktywny deputowany Dumy Andriej Ługowoj zgłosił projekt ustawy, zgodnie z którą mają być blokowane strony internetowe, na których zostaną zamieszczone komunikaty o zwoływaniu niesankcjonowanych zgromadzeń publicznych. 20 grudnia Duma przyjęła ustawę w drugim i trzecim czytaniu. Ja dumała, eto wiesna, a eto daże nie ottiepiel.
Chodorkowski na wolności
Pierwsze hausty świeżego powietrza swobody już stały się udziałem Michaiła Chodorkowskiego. Machina biurokratyczna zadziałała z prędkością światła: ledwie wczoraj o 16.10 czasu moskiewskiego prezydent Putin powiedział, że ma zamiar ułaskawić „zeka numer jeden” (http://labuszewska.blog.onet.pl/2013/12/19/chodorkowski-ulaskawiony/), a już dziś o godz. 12.20 Michaił Borysowicz opuścił kolonię karną w karelskiej Siegieży. O godzinie 16.57 czasu moskiewskiego agencja RIA Nowosti podała, że Chodorkowski wyleciał do Niemiec, gdzie na leczeniu przebywa jego matka. Marina Chodorkowska wyraziła zdziwienie, że „Misza dokądś poleciał”, bo ona przebywa pod Moskwą.
„Kierując się zasadami humanitaryzmu, postanawiam: ułaskawić skazanego Chodorkowskiego Michaiła Borysowicza, zwalniając go z dalszego odbywania kary pozbawienia wolności” – brzmi suchy tekst prezydenckiego dekretu, który stał się główną sensacją polityczną końca roku.
Z doniesień prasy (m.in. „Kommiersanta”) wynika, że niedawno miało miejsce tajemnicze zakulisowe spotkanie Chodorkowskiego z wysłannikami tajnych służb. Rozmówcy mieli poinformować więźnia o złym stanie zdrowia mamy, Mariny Chodorkowskiej, cierpiącej na chorobę nowotworową i o perspektywach „trzeciego procesu”, podczas którego MBCh mógłby znów być pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Wszystko wskazuje na to, że strony osiągnęły ugodę. O spotkaniu nie wiedzieli ani adwokaci, ani rodzina Chodorkowskiego (stąd ich wczorajsze bezbrzeżne zaskoczenie decyzją prezydenta). „Nie ma wątpliwości, że wypuszczenie MBCh na wolność zostało obwarowane warunkami z obu stron: […] Putin zażądał, by Chodorkowski trzymał się z dala od polityki i nie dochodził swoich praw do [odebranego] majątku przed europejskimi sądami, a MBCh domagał się zapewne uwolnienia innych uczestników sprawy Jukosu i gwarancji, że w stosunku do niego samego nie będzie już nowych prześladowań” – napisał Siergiej Aleksaszenko.
Zawarto pakt o nieagresji. Władza, osobiście Putin, pokazuje swoją łagodniejszą twarz, wypuszczając Chodorkowskiego, by mógł się spotkać z chorą matką. Widmo „trzeciego procesu” znika z horyzontu, przynajmniej na razie. A Chodorkowski znika ze sceny politycznej. On sam zresztą sygnalizował już wcześniej, że po wyjściu na wolność chce się poświęcić rodzinie i ewentualnie działalności społecznej.
Feliksowi Dzierżyńskiemu przypisuje się autorstwo sloganu: „Czekista powinien mieć czyste ręce, gorące serce i chłodny umysł”. Serce czekisty dziś – w Dniu Czekisty (jak się w slangu określa branżowe święto tajnych służb) – pokazało, że potrafi być ludzkie.
Przed igrzyskami w Soczi prezydent Putin stara się ocieplić swój wizerunek i wybić z rąk oponentów argumenty o przetrzymywaniu więźniów politycznych. Do Soczi klimat w Rosji zapewne złagodnieje. Co będzie później – zobaczymy.
Dziś najważniejsze jest to, że Chodorkowski wyszedł na wolność. To świetna wiadomość.
Chodorkowski ułaskawiony?
Doroczny rytuał w stylu bizantyjskim: spotkanie Władimira Putina z dziennikarzami krajowymi i zagranicznymi odbywa się zwykle pod koniec grudnia i jest swoistym podsumowaniem roku w polityce. Dzisiejsza konferencja prasowa trwała ponad cztery godziny. Pan prezydent był w stanie odpowiedzieć na każdy temat – od stanu użytków rolnych w obwodzie kurgańskim, przez Iskandery nad Bałtykiem po szyty właśnie w prokuraturze „trzeci proces” Michaiła Chodorkowskiego. W związku z ogłoszoną kilka dni temu amnestią temat zwolnienia „zeka numer jeden” znów w Rosji powrócił – odpowiednie sformułowanie zapisów ustawy amnestyjnej pozwoliłoby wypuścić Chodorkowskiego na wolność bez dodatkowych procedur. Zamiast tego jednak pojawiły się doniesienia prokuratury o przygotowywaniu kolejnego procesu, w którym Chodorkowski miałby być oskarżony o wypranie 10 mld dolarów za granicą. Na pytanie dziennikarki opozycyjnej gazety na temat tego możliwego „trzeciego procesu” prezydent odpowiedział wymijająco: „Nie wnikam w szczegóły. Jako człowiek patrzący na to z zewnątrz, bez zagłębiania się, nie widzę specjalnych perspektyw dla tej sprawy. Nie rozumiem, na czym miałoby to polegać. Żadnego zagrożenia nie dostrzegam”. To była świetna okazja, żeby rozwinąć temat Chodorkowskiego, więzionego od dziesięciu lat. Prezydent wszelako ograniczył się tylko do takich ogólnikowych sformułowań. Bombę odpalił dopiero po konferencji.
„Co do Chodorkowskiego, to już mówiłem, że Michaił Borysowicz powinien był zgodnie z prawem napisać odpowiedni papier [prośbę o ułaskawienie]. On tego nie robił, ale teraz całkiem niedawno napisał taki papier i zwrócił się do mnie z prośbą o ułaskawienie. Spędził w koloniach karnych ponad dziesięć lat, to poważna kara. On powołuje się na okoliczności o charakterze humanitarnym, ma chorą matkę i ja uważam, że można podjąć decyzję i w najbliższym czasie zostanie podpisany dekret o ułaskawieniu” – powiedział już po zakończeniu konferencji prezydent Putin.
Sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow potwierdził tę informację. Powiedział, że Chodorkowski, składając wniosek, przyznał się do winy, jeśli chodzi o inkryminowane mu przestępstwa – informuje portal Slon. Ale dokumentu nie pokazał i nie zapowiedział, że pokaże.
Co ciekawe, adwokaci Chodorkowskiego i jego oficjalny przedstawiciel nic nie wiedzieli o wniosku o ułaskawienie i nie słyszeli, by ich klient miał taki zamiar. Żona Inna Chodorkowska ani mama Marina Chodorkowska też o wniosku nic nie wiedziały. Później oznajmiono, że wszelkie komentarze adwokatów do czasu ich spotkania z Chodorkowskim są nieważne, usunięto je ze strony internetowej. Jeden z adwokatów Wadim Kluwgant podkreślił, że głowa państwa może ułaskawić danego więźnia bez wniosku z jego strony. Zgodnie z procedurą, wniosek o ułaskawienie więzień może skierować również bez pośrednictwa adwokatów – za pośrednictwem służby więziennej do komisji ds. ułaskawień jednostki administracyjnej, w której znajduje się kolonia karna (w tym wypadku – komisja Republiki Karelii). Ale przedstawiciel komisji w Karelii powiedział, że o ułaskawieniu dowiedział się z telewizji.
Po tych wątpliwościach, czy wniosek faktycznie został napisany przez Chodorkowskiego, głos zabrał sekretarz Pieskow, który zapewnił, że na Kremlu jest wniosek z jego [Chodorkowskiego] podpisem. A prezydent podpisze go niebawem.
Zadziwiająca rzecz. Pomiędzy pytaniem o „trzeci proces” Chodorkowskiego a niespodziewanym oświadczeniem Putina, że ma w ręku wniosek o ułaskawienie od Michaiła Borysowicza i że zamierza go wkrótce podpisać, minęło może piętnaście, może dwadzieścia minut. Przez ten czas otrzymaliśmy dwa diametralnie różne komunikaty w sprawie przyszłości Chodorkowskiego. Prezydent zmienił zdanie? Nagle podjął decyzję? Sam? A Chodorkowski napisał wniosek? Nie napisał? O co chodzi?
Partner Chodorkowskiego, Płaton Lebiediew, który też został skazany w dwóch procesach razem z Chodorkowskim, wniosku w sprawie swojego zwolnienia nie składał. Potwierdził to dziś jego adwokat. Chodorkowski przez dziesięć lat, jakie spędził za kratami, wielokrotnie komunikował, że nie wystąpi o ułaskawienie, bo to oznaczałoby przyznanie się do winy, a on czuje się niewinnie prześladowany.
Władimir Putin najwidoczniej przed igrzyskami w Soczi chce poprawić swój wizerunek w świecie. Zwolnienie Chodorkowskiego byłoby zdecydowanym plusem. W setkach, tysiącach komentarzy, jakie leją się teraz szerokim strumieniem przez agencje i media internetowe, większość wyraża wielką radość z powodu zwolnienia Chodorkowskiego. Dmitrij Miedwiediew będąc prezydentem, powiedział, że wolność jest lepsza niż brak wolności. Na pewno tak.
Wyrok orzeczony w drugim procesie Chodorkowskiego dobiegnie końca w sierpniu 2014 roku.
Wiatr z kierunków wschodnich
Miłosierna zniżka cen na gaz i obietnica rozciągniętego w czasie wykupywania przez Rosję obligacji państwowych Ukrainy za łączną sumę 15 mld dolarów. Takie ustalenia zapadły wczoraj w Moskwie podczas wizyty ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza. Oferta doraźnie ratująca polityczne życie Janukowyczowi i podłączająca kroplówkę znajdującej się na skraju przepaści ukraińskiej gospodarce. O przystąpieniu Ukrainy do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu, jak głosi oficjalny komunikat, wcale nie rozmawiano. Co w zamian za tę rosyjską hojność? Tego właśnie nie wiemy.
Cena rosyjskiego gazu dla Ukrainy od kilku lat była niebotyczna, jak dla najgorszego wroga. Niezreformowana gospodarka ukraińska dusiła się od tego, dusiła i byłaby się udusiła chociażby z powodu niewykonalnych spłat zadłużenia, gdyby nie nagła łaskawość gazowego sąsiada. Chociaż nie wiem, czy nagła czy wykalkulowana właśnie na ten moment, kiedy cofnięcie decyzji o paskarskich cenach będzie miało dodatkowy polityczny wymiar i sens.
Co Rosja spodziewa się otrzymać za tę łaskawość? To główne pytanie, które dziś zadają sobie komentatorzy. Według spekulacji portalu „Politcom.ru” Rosja będzie mogła wreszcie posiąść (przynajmniej częściowo, może w połowie) swój „mroczny przedmiot pożądania”, czyli system ukraińskich rurociągów. Taktyka duszenia okazała się skuteczna wobec Białorusi (dwa lata temu 50% Biełtransgazu stało się własnością Rosjan), może się okazać skuteczna i wobec słabej w tym momencie ukraińskiej gospodarki. Przejęcie kontroli nad ukraińską gazrurką zmniejszyłoby problemy z bezpieczeństwem dostaw rosyjskiego gazu na Zachód. To oczywiście tylko hipoteza. O ewentualnej transakcji nie było ani słowa. Ponadto Rosja czyni starania, by zbudować South Stream, który szerokim łukiem ominąłby Ukrainę i stwarzane przez nią problemy z tranzytem. Ale ten rurociąg też trzeba dopiero zbudować i jeszcze pokonać przeszkody prawne, stawiane przez Komisję Europejską. Jeżeli rurociąg powstanie, Ukraina znacznie straci jako partner tranzytowy Rosji.
Wśród kart, które leżą na stole (choć niekoniecznie rozgrywane były teraz w Moskwie), jest rosyjska Flota Czarnomorska stacjonująca na Krymie i współpraca przemysłów zbrojeniowych.
Rosyjscy komentatorzy pienią się dziś obficie, próbując dociec, dlaczego Putin tak beztrosko rzucił Ukrainie koło ratunkowe warte 15 mld dolarów. To pieniądze pochodzące z Funduszu Dobrobytu Narodowego, należącego do obywateli Rosji, zapewniającego pokrycie deficytu funduszu emerytalnego. Zdziwienie cokolwiek teatralne – Putin może rzucić dowolną kwotę z dowolnych funduszy, jak tak mu się spodoba. Duma go nie ogranicza, rząd go nie ogranicza. To po pierwsze. A po drugie, wcale nie wiadomo, jaka będzie ta kwota. Wykup ukraińskich obligacji ma następować stopniowo. Pieniądze miałyby trafiać do Kijowa porcjami. Do czasu wyborów prezydenckich, zaplanowanych na marzec 2015 roku. Kroplówka, żeby pacjent przeżył. I może miał szansę zawalczyć o reelekcję.
Może faktycznie Janukowycz tak rozmawiał z Rosją, by była ona skłonna ratować przed rozeźlonym Majdanem jego polityczną skórę. I to był jego cel jedyny. A Rosja postawiła warunki, które będą dyscyplinować Janukowycza. Krok w stronę Europy zaowocuje wstrzymaniem kroplówki. Cena na gaz będzie przecież ustalana co kwartał, a wykup obligacji też nie będzie jednorazowy, a porcjowany. Do końca roku Kijów otrzyma 3 mld dolców. Co do reszty – to się zobaczy.
Ukraińska opozycja jest przekonana, że prezydent zawarł w Moskwie diabelski pakt. Że Rosja etapami będzie przymuszać Ukrainę do Unii Celnej. Możliwe, że taki jest strategiczny plan Moskwy. Dla Putina i jego ekipy wypłynięcie Kijowa na europejskie wody jest nie do pomyślenia. Bo bez ukraińskiej perły czapka Monomacha nie będzie miała odpowiedniego ciężaru gatunkowego. Ba, może nawet całkiem straci rację bytu.
Rozwija tę tezę Lilia Szewcowa z moskiewskiego Centrum Carnegie w wywiadzie dla „Le Nouvel Observateur”: „[Putin] uważa, że zawrócenie Ukrainy pod skrzydła Moskwy zapewni przetrwanie jemu i jego klanowi. Ostatnio zaczął zdawać sobie sprawę, że stosowanej przez lata strategii utrzymania się u władzy – represje, propaganda – może nie wystarczyć. Podobnie jak inni carowie stara się znaleźć rozwiązanie wewnętrznych problemów poprzez politykę zagraniczną. Dwa lata temu włączył starą płytę: oblężona przez zewnętrznych wrogów Wielka Rosja powinna się bronić. Jak? Stać się jeszcze większa. Bez Ukrainy zbudowanie reinkarnacji Związku Radzieckiego – Unii Eurazjatyckiej się nie powiedzie. A zatem przeszkodzenie w zbliżeniu Kijowa z UE jest głównym celem dzisiejszej strategii Putina. Kiedy Obama i zachodni liderzy okazali słabość i niepewność w kwestiach Syrii i Iranu, Kreml zrozumiał, że może rozegrać swoją kombinację, niczym nie ryzykując. Reakcja Zachodu, w tym UE, była bardzo słaba. Myślę, że teraz Putin pójdzie jeszcze dalej”.
O ile cyrkulacja wschodnia na Ukrainie się utrzyma. A co do tego pewności nie ma. Są tylko chłodne kalkulacje.
Rosja dziś
„Jeśli zamierzacie uprawiać sabotaż, to nie odpowiada to moim planom. Praca w agencji musi się wiązać z miłością do Rosji” – powiedział na spotkaniu z podwładnymi Dmitrij Kisielow nowy szef nowej struktury informacyjnej „Rossija Siegodnia”, powstającej na gruzach agencji RIA Nowosti. Przez ostatni tydzień temat powołania tego nowego zbrojnego ramienia ministerstwa prawdy nie schodzi z pierwszych stron rosyjskich gazet. Ale po porządku.
Była państwowa agencja informacyjna RIA Nowosti. Na jej czele stała Swietłana Mironiuk, menedżerka, umiejętnie lawirująca pomiędzy Scyllą lojalności a Charybdą przyzwoitości. Na skutek zakulisowych gier pomiędzy kilkoma osobami z otoczenia prezydenta Putina agencję zlikwidowano (chodziły słuchy, że wywalenie Swietłany Mironiuk kończy wielkie sprzątanie po Miedwiediewie, który pod koniec swojej kadencji, hłe, hłe, kadencji, stanął murem za Mironiuk). Jak twierdzą obserwatorzy, zamiana RIA Nowosti nowym tworem pozostaje w ścisłym związku z ponownym podziałem rynku medialnego i reklamowego. W tych dniach poinformowano, że bracia Kowalczukowie (najwierniejsi z wiernych pretorianie Władimira Putina związani z nim przez kooperatywę Oziero) zakupili holding medialny Profmedia. Wraz z kontrolowanym przez nich Gazprom-Media stworzy to wielką strukturę kontrolującą większość stacji telewizyjnych, rozgłośni radiowych oraz poczytnych tytułów prasowych. „Putin lubi monopole” – komentuje Julia Łatynina. Można by dodać: lubi mieć wszystko pod kontrolą.
Zdawać by się mogło, że rosyjskie media mają tak ciasno założony kaganiec, że niewiele da się w nim jeszcze mocniej przykręcić. A jednak. Okazuje się, że władza jest niezadowolona. Głównie z tego, że sama wygląda w przekazie medialnym niezbyt atrakcyjnie (choć obsługujący Kreml dziennikarze robią wszystko, by zawinąć towar w błyszczące papierki), że w mediach pojawiają się głosy krytyczne, pokazywane są zjawiska negatywne itd., a to stwarza wrażenie, że władza nie jest piękna i nieomylna. Trzeba coś z tym zrobić. Zmienić władzę? O, nie! Zmienić sposób tworzenia jej wizerunku.
Na miejsce zlikwidowanej RIA Nowosti powstanie zatem wzmiankowana „Rossija Siegodnia”. Ma ona za zadanie, jak powiedział Kisielow, „przywrócenie sprawiedliwego stosunku do Rosji jako ważnego państwa świata kierującego się dobrymi zamiarami”. Od zeszłego roku prezydent Putin kładzie większy nacisk na rozwijanie wpływów „miękkiej siły”. Czyli eksport rosyjskich interesów „poprzez przyciąganie sympatii do Rosji na gruncie jej osiągnięć nie tylko w sferze materialnej, ale także duchowej”. Prezydent Putin na zeszłorocznym spotkaniu rosyjskich ambasadorów podkreślał, że wizerunek Rosji za granicą jest wypaczony, bo „nie jest tworzony przez nas”. No to teraz będzie „tworzony przez nas”. I to przez nie lada fachową siłę. I to wcale niemiękką. Dmitrij Kisielow od dawna cieszy się zasłużoną sławą kremlowskiej tuby, propagandysty tropiącego i gromiącego spiski „mirowoj zakulisy” przeciwko Rosji i Putinowi. Wsławił się kilkoma głośnymi wypowiedziami, m.in.: „Uważam, że karanie gejów za propagandę homoseksualizmu grzywną to za mało. Należy zakazać im oddawania krwi, spermy, a ich serca w razie wypadku samochodowego należy zakopywać w ziemi albo spalić”. Ostatnio widzowie kanału „Rossija” dowiedzieli się od Kisielowa, że w Kijowie zwolennicy eurointegracji „barbarzyńsko zniszczyli” choinkę noworoczną ustawioną na Majdanie, że demonstranci mają „pustkę w oczach”. A podsycanie Euromajdanu przez Polaków, Litwinów i Szwedów (sic!) to ich zemsta na Rosji za przegraną bitwę pod Połtawą z czasów Piotra I. Ciekawe podejście. Na pewno bardzo poprawi wizerunek Rosji w świecie.
„Trzeba mieć chorą wyobraźnię, żeby Dmitrija Kisielowa uczynić twarzą Rosji na eksport. Z drugiej strony – wszystko stało się bardziej logiczne i w pewnym sensie uczciwsze. Putinowska Rosja z twarzą i propagandowym językiem Kisielowa to czysta prawda” – tak Natalia Geworkian zrecenzowała to posunięcie kadrowe Kremla.
Anton Oriech w internetowym „Jeżedniewnym Żurnale” skomentował: „Oni [władza] karmią się ciągle wyobrażeniami z czasów Breżniewa, uważają, że w świecie będą wiedzieć o nas tylko to, co my sami pozwolimy im się dowiedzieć, tylko to, co sami im opowiemy. Agencja Kisielowa ogłosi, że Rosja jest dobra i świat nie będzie miał żadnej sposobności, aby odkryć prawdę. W dobie otwartych granic, internetu i innych kanałów przekazywania informacji oni powołują firmę, która będzie tworzyć jakiś idealny obrazek, w który wszyscy będą musieli uwierzyć”.
