Rosja + Krym = ?

„Obama, zajmij się Alaską”, „Wierzymy Putinowi”, „Cudzego nam nie trzeba, swoje obronimy” – to kilka z licznych haseł towarzyszących zebranym dziś na placu Czerwonym w Moskwie. Przyszło – wedle oficjalnych danych – 110 tysięcy, by zamanifestować aprobatę dla krymskiego Blitzkriegu prezydenta Putina (według reporterów portalu Slon.ru żadną miarą nie mogło być tyle osób, na placu nie było ścisku. Ale aplauz był. I to jaki!). Sam prezydent wystąpił przed tłumem, wznoszącym okrzyki „Rosja, Rosja” i „Putin, Putin”. Powiedział: Po długim i wyczerpującym rejsie Krym i Sewastopol nareszcie zawinęły do rodzimej przystani. Na stałe.

Wcześniej w dłuższym wystąpieniu przed Zgromadzeniem Narodowym (obie izby parlamentu) i licznymi przedstawicielami najwyższych władz państwowych, religijnych i biznesowych przedstawił nową poolimpijską twarz Rosji. Odniósł się do najnowszych wydarzeń. Referendum na Krymie jest prawomocne; Ukraina nadal znajdująca się w szponach banderowców i antysemitów poduszczanych przez wiadomych sponsorów zasługuje na pomoc (jesteśmy jednym narodem), Ukraina to ból; Zachód przekroczył granice [przyzwoitości], ale teraz niech przestanie histeryzować i uzna Rosję za zasługującego na respekt gracza; Niemcy powinni zrewanżować się za wsparcie Rosji w dziele zjednoczenia państw niemieckich; kto nie wierzy, jest piątą kolumną; rozpad ZSRR doprowadził do wielu „upuszczeń” i błędów, teraz to naprawimy, Rosja została okradziona, a nawet ograbiona, ma prawo upomnieć się o swoje. Zwraca jeszcze uwagę serwilistyczny gest wobec Chin.
Na Kremlu zaraz po orędziu prezydenta podpisano w te pędy umowy o przyjęciu „niepodległego” Krymu i wydzielonego miasta Sewastopola w skład Federacji Rosyjskiej. Jeden z sygnatariuszy – szpakowaty pan z bródką wystąpił w czarnym swetrze (i tak dobrze, że nie w szortach – skomentowali opozycyjni obserwatorzy). Był to wybrany na wiecu pod koniec lutego „ludowy” mer miasta Sewastopol Aleksiej Czałyj.

Pan prezydent długo zaprzęgał, szybko pojechał. Zaprzęgał, wprowadzając od swego powrotu na Kreml dwa lata temu jeden za drugim akty prawne pozwalające na kontrolowanie wszystkiego, co się rusza, czyszcząc i tak już wyczyszczoną polityczną polankę, konserwując beton i betonując konserwę, stwarzając atmosferę oblężonej twierdzy, odbudowując militarną stronę mocy, doskonaląc metody propagandy. I teraz wszystko się przydało. Objęcie Krymu błyskawiczną opieką przy pomocy anonimowych „zielonych ludzików” poszło jak z płatka. Parlament przyjął posłusznie, sprawnie i szybko wszystkie listki figowe, by stworzyć pozory działań zgodnych z prawem.
Środowiskiem naturalnym nowej rosyjskiej polityki będą ruchome piaski. „Prezydent Putin szuka argumentów, by zmusić społeczność międzynarodową, aby uznała prawo Rosji do robienia tego, co uważa ona za stosowne w sferze interesów narodowych” – pisze politolożka Tatiana Stanowaja.

Jak szybko odżyły w rosyjskim społeczeństwie sowieckie klisze, tęsknoty za utraconym mocarstwowym rajem. Reanimowano demony odwetu, odebranie Krymu jest postrzegane jako przywrócenie sprawiedliwości dziejowej. To swego rodzaju rekompensata, wywołująca bezrefleksyjną euforię. No i teraz znów jesteśmy razem! Ostatnie sondaże wykazują wzrost poparcia dla Putina.

Sankcje? Za co? Ale skoro taka wola – to proszę bardzo. Zresztą Rosja odpowie „adekwatnie”. Dotychczasowe sankcje towarzysko są może i nieprzyjemne, ale gospodarczo na razie niedotkliwe. Prezydent po raz kolejny zaprezentował rozczarowanie co do postawy Zachodu. Deputowani Dumy Państwowej w ramach akcji solidarnościowej z posłanką Mizuliną, umieszczoną na liście polityków objętych symbolicznymi sankcjami Zachodu, zaproponowali, by wszystkich deputowanych wpisać na tę listę. „Nacjonalizacja elity” też poszła błyskawicznie. Według nowej mody, nieładnie teraz mieć gustowny pałacyk na Riwierze czy apartament w Miami, teraz ładnie jest jeździć na Krym, do Soczi i inwestować w kraju lub blisko za granicą (najbogatszy z rosyjskich krezusów Aliszer Usmanow sprzedał ostatnio swoje akcje Apple i Facebook i zainwestował w chińską firmę o wymownej nazwie Alibaba Group Holding; Usmanow doskonale wyczuwa kierunki politycznych wiatrów). Z sankcji Zachodu rosyjska wierchuszka śmieje się do łez. A łzy żalu być może roni w zaciszu kurnej chaty na Rublowce.

Wypatrywałam wśród siedzących w kremlowskim pałacu deputowanych i innych zaproszonych gości Wiktora Janukowycza. Ostatnio przecież został pokazany – jak sam to określił – „żywy”, obiecał, że nie zostawi Ukrainy. Widocznie może siedzieć w Rostowie u kolegi, a moskiewskie salony – nie dla niego.

Rada nierada

W ostatnim głosowaniu nad projektem rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie nieprawomocności krymskiego referendum Rosja nałożyła na dokument weto. Moskwa uważa, że referendum jest zgodne z prawem międzynarodowym i uznaje jego wyniki za wiążące. Pozostali członkowie – stali i niestali – zagłosowali za rezolucją. Jedynie Federacja Rosyjska ją zawetowała. Za rezolucją nie zagłosowały Chiny, ale…
O tym za chwilę.

Przedstawicielka USA w Radzie Samantha Power powiedziała po głosowaniu, że choć „zgodnie ze statutem ONZ Rosja ma prawo nałożyć weto na rezolucję Rady Bezpieczeństwa, niemniej nie może nałożyć weta na prawdę”. Według Power projekt rezolucji był oparty na zasadach zapewniających międzynarodową stabilność i prawo. Czyli tych wartości, w obronie których występuje Rosja. Z wyjątkiem tych przypadków, kiedy dotyczą one samej Federacji Rosyjskiej. Przedstawiciel Francji uznał rosyjskie weto za świadectwo, że siła jest ważniejsza niż prawo. Przedstawiciel Wielkiej Brytanii wystąpił z pomysłem, aby nad rezolucją głosowało Zgromadzenie Ogólne NZ. Tam Rosja nie dysponuje prawem weta.

Przedstawiciel Rosji w Radzie Bezpieczeństwa Witalij Czurkin argumentował, że sytuacja na Krymie to rezultat „próżni prawnej, która powstała w wyniku niekonstytucyjnego zbrojnego przewrotu, dokonanego w Kijowie przez radykałów nacjonalistów w lutym 2014 oraz na skutek bezpośrednich gróźb ze strony tych ostatnich, że zaprowadzą swoje porządki na terytorium całej Ukrainy”.

Najciekawsza w tym teatrum, w którym role są już dawno rozdane i na ogół zachowanie poszczególnych graczy nie odbiega od oczekiwań, była pozycja Chin. Zwykle Chiny grają podobnie jak Rosja – wetują i podtrzymują na ogół te same inicjatywy i dokumenty. Tym razem jednak było inaczej. Przedstawiciel ChRL mianowicie wstrzymał się od głosu. Oświadczył przy tym, że przyjęcie rezolucji doprowadziłoby do jeszcze większej konfrontacji, wezwał do politycznego uregulowania konfliktu. Przypomniał, że jego kraj nieodmiennie opowiada się za zasadą suwerenności i integralności terytorialnej państw. Zaproponował chińskie usługi na polu dyplomatycznego uregulowania. Plan chińskiej dyplomacji zawiera propozycję stworzenia międzynarodowego organu z udziałem wszystkich zainteresowanych stron, apeluje o powstrzymanie się od jakichkolwiek działań, mogących doprowadzić do eskalacji konfliktu i wzywa do dialogu.
Władimir Warfołomiejew opublikował na swoim blogu kilka zdjęć z tego posiedzenia Rady Bezpieczeństwa ONZ. Na pierwszym planie przedstawiciel Rosji, Witalij Czurkin i przedstawicielka Stanów Zjednoczonych Samantha Power. Autor blogu uważa, że komentarze są zbędne http://www.echo.msk.ru/blog/varfolomeev/1280264-echo/, zatem komentować i ja nie będę.
Pospieszne jak TGV referendum się na Krymie dziś odbyło. Według danych exit pool frekwencja wyniosła 82 procent, 93 procent głosujących opowiedziało się za przyłączeniem Krymu do Rosji. USA i UE ogłosiły, że nie uznają referendum za ważne. A samozwańcze władze półwyspu oświadczyły, że już jutro Krym rozpocznie procedurę przyłączania się do Federacji Rosyjskiej. Ostorożno, dwieri otkrywajutsia/zakrywajutsia.

Listy i lista

Od razu uprzedzam, że będzie bardzo dużo nazwisk. Kiedyś Lenin powiedział, że kadry decydują o wszystkim. W związku z wydarzeniami na Ukrainie warto zrobić taki mały przegląd kadr.

Pytanie zadane w latach trzydziestych przez pisarza Maksyma Gorkiego: „Z kim jesteście, mistrzowie kultury?”, wymagające w tworzącej się wtedy nowej socjalistycznej rzeczywistości jasnej deklaracji od ludzi sztuki – to znaczy czy są za wodzem, czy przeciw – w dzisiejszej sytuacji znów staje się aktualne. Ministerstwo Kultury zorganizowało akcję zbierania podpisów pod listem popierającym stanowisko prezydenta Rosji w sprawie Ukrainy i Krymu. Urzędnicy ministerstwa dzwonili do poszczególnych twórców i pytali, czy zgadzają się oni umieścić swoje nazwisko pod listem. Obecnie figuruje pod nim 515 nazwisk. Wśród nich m.in. dyrektor Mosfilmu Karen Szachnazarow, kierownik artystyczny Teatru Maryjskiego Walerij Giergiew (zawsze popierający Putina), aktor Siergiej Biezrukow (o którym mówią, że zagra wszystko, ostatnio dowcipnisie podejrzewali, że wystąpił na Majdanie w roli Julii Tymoszenko), piosenkarze – Waleria, Gazmanow, Rastorgujew (zespół Lube, ulubiona kapela Putina). Niektórzy z sygnatariuszy indagowani przez dziennikarzy, dlaczego złożyli podpis, nie potrafili wyjaśnić, dlaczego zdecydowali się na ten krok. Dziwnej odpowiedzi udzielił Oleg Tabakow: „Bo w moich żyłach płynie krew rosyjska, ukraińska, polska i mordwińska”.

Jasno swoją pozycję potrafią natomiast argumentować inni twórcy kultury, którzy podpisali inny list, a właściwie kilka listów. Oddzielnie wystąpili filmowcy – odpowiedzieli na antywojenny apel ukraińskich kolegów po fachu. „Jesteśmy przeciwko antyukraińskiej kampanii, rozpętanej przez rosyjską telewizję państwową. Podobnie jak wy, jesteśmy kategorycznie przeciwko kłamliwemu przedstawianiu wydarzeń na Ukrainie, a tym bardziej jesteśmy przeciw rosyjskiej interwencji zbrojnej na Ukrainie. Jesteśmy po stronie prawdy, jesteśmy z wami!”. Pod listem otwartym podpisali się m.in. Witalij Manski, Andriej Smirnow i Aleksiej Popogriebski. Osobny list napisał Aleksandr Sokurow.

O listach – za i przeciw – środowisk literackich pisałam kilka dni temu (http://labuszewska.blog.onet.pl/2014/03/10/panie-i-panowie-zamykamy/). 13 marca z kolejnym listem apelem, antywojennym krzykiem rozpaczy wystąpiła grupa rosyjskiej inteligencji. „Nie po raz pierwszy w rosyjskiej historii ludzi, nie godzących się z agresywną mocarstwową polityką państwa ogłasza się wrogami ludu. Nie po raz pierwszy wiernopoddaństwo ceni się wyżej niż postawę obywatelską. Rozlew krwi na Krymie będzie hańbą Rosji…”. Tutaj też jest kilkaset podpisów: reżyser Andriej Zwiagincew, muzycy Jurij Szewczuk, Borys Griebienszczikow, Andriej Makariewicz, dziennikarze, pisarze, filozofowie, krytycy, aktorzy, fizycy.

Wśród dziennikarzy byli między innymi pracujący w portalu Lenta.ru. Kilka dni temu za zamieszczenie wywiadu z aktywistą Prawego Sektora z posady wyleciała redaktor naczelna. W geście solidarności dziennikarze odeszli też. Lenta nie była portalem opozycyjnym – rzetelna informacja i tyle. Lojalność i neutralność. Ale widocznie w dzisiejszej sytuacji rozpasanej militarystycznej gorliwości, jaka panuje w Rosji w związku z aneksją Krymu, neutralność to już za mało. Nawet ona jest groźna. Już nie wystarczy po prostu informować. Trzeba się zaangażować i z żarem prezentować kłamliwą wersję władz. Wczoraj wieczorem zablokowano dostęp do kilku stron internetowych, opozycyjnych wobec Kremla, niszowych. A także dostęp do blogu Aleksieja Nawalnego, skazanego na areszt domowy. Po kilku godzinach groźna formułka „Niedostępne na mocy decyzji Prokuratury Generalnej” o dziwo zniknęła. Pojawi się znów? Kiedy? Za co? Nie wiadomo. Ale koniec złudzeń, panowie, przykręcamy śrubę na całego.

A towariszcz Wołk kuszajet i nikogo nie słuszajet (a towarzysz Wilk je i nikogo nie słucha). Żadne pokojowe apele – ani twórców, ani polityków – nie przemawiają do prezydenta Putina. Rosyjscy oficjele próbują przekonać Rosjan, Ukraińców i cały świat, że Rosja nie jest stroną konfliktu, została weń co najwyżej wciągnięta, a wszystko to wewnętrzna sprawa Ukrainy, jej konflikt wewnętrzny… Prezydent Putin nie przyznaje się do „zielonych ludzików” paradujących po Krymie z bronią. Na pewno będą świetnymi neutralnymi obserwatorami prawomocnego referendum.

Niemiecka prasa opublikowała dzisiaj listę nazwisk rosyjskich polityków i wysokich urzędników, którzy najprawdopodobniej zostaną objęci sankcjami UE i USA, jeżeli nie uda się wypracować wspólnego stanowiska wobec referendum na Krymie (dzisiaj ministrowie spraw zagranicznych Rosji i USA rozmawiali pięć godzin i pozostali przy swoim). Prawdziwy kwiat rosyjskiego beau monde’u politycznego: wicepremier Dmitrij Rogozin, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Nikołaj Patruszew, strateg politycznych gier Władisław Surkow, szef prezydenckiej administracji Siergiej Iwanow, złotousty Władimir Żyrinowski i in. A także prezes koncernu Rosnieft’ Igor Sieczin i szef Gazpromu Aleksiej Miller.

Ta lista, te nazwiska, te sankcje za eskalowanie napięcia wokół Krymu – to jeszcze nic pewnego. Okaże się 17 marca, po referendum. Rosja na razie odgraża się, że odpowie na sankcje Zachodu „odpowiednio”.

Ballada z trupem

Wprost z Białowieży wracam i łup – w Rostowie nad Donem przemawia polityczny trup. Jeszcze kilka dni temu prezydent Putin mówił, że ów polityk nie ma politycznej przyszłości. Choć nadal jest jedynym prawowitym prezydentem Ukrainy. Mowa o Wiktorze Janukowyczu, który nadal usilnie szuka swojej zgubionej legitymacji władzy.

Dzisiejsze pojawienie się Janukowycza przed dziennikarzami w Rostowie nad Donem było puste. Wszystkie tezy, z którymi wystąpił, znamy. Powtarzają je rosyjscy politycy, powtarzają je gadające głowy w rosyjskiej telewizji: w Kijowie rządzą bandyci, wybory w maju będą nielegalne, bo zastraszona ludność Ukrainy nie będzie głosować zgodnie z własnymi poglądami, tylko pod przymusem, a on sam nie uciekł – był w Kijowie, a potem był w Charkowie, Doniecku, na Krymie. Czyli ojczyzny w potrzebie nie rzucił. Był, ale się nie odzywał. Palił, ale się nie zaciągał. Nikt nie mógł go znaleźć. Nikt nie może potwierdzić jego słów.

Janukowycz zaapelował jeszcze do Stanów Zjednoczonych, żeby nie dawały władzom w Kijowie żadnych pieniędzy, bo amerykańskie prawo zabrania finansowania bandytów.

„Może nie trup to, może to kukła” – jak śpiewał Bronisław Pawlik w balladzie w Kabarecie Starszych Panów. Janukowycz wystąpił w Rostowie nad Donem w garniturze, ale przypomniał, że jako prezydent jest zwierzchnikiem ukraińskiej armii. Złośliwie można w tym kontekście zauważyć, że mógłby zgodnie ze słowami swego promotora zakupić na tę okoliczność w sklepie jakiś twarzowy mundurek. Jeden z tych, w których paradują po Krymie tajemniczy „przyjemni ludzie” bez wojskowych dystynkcji. A jeśli chodzi o ukraińską armię, to Janukowycz przestrzegł, że nowe władze każą jej występować pod banderowskimi proporcami.

Jeszcze jedno małe spostrzeżenie: Janukowycz na koniec wystąpienia, wygłoszonego po rosyjsku z silnym akcentem donieckim, zacytował incipit ukraińskiego hymnu po ukraińsku. Optymistyczne zakończenie – Ukraina „ne wmerła”, i ja też jeszcze żyję, choć czuję się kiepsko.

Odniosłam wrażenie, że głównym celem pokazania się Janukowycza publicznie było potwierdzenie słów Putina sprzed tygodnia, że Janukowycz jest „żyw i zdrów, i jeszcze się przeziębi na pogrzebie tych, którzy rozpuszczają wieści o jego śmierci”. Wieści faktycznie krążyły różne. Ostatnio kolportowano wiadomość, że Janukowycz z zawałem trafił do jednego z moskiewskich szpitali. „Gdybym się uparł, mógłbym go tknąć, lecz głupio trupa tak tknąć jak bądź”.

Niespełna kwadrans po zakończeniu tego dziwnego seansu politycznej nekrofilii agencje podały wiadomość: parlament Krymu przyjął deklarację niepodległości. Operacja „Krym” w toku…

Panie i panowie, zamykamy!

„Myślę, że to, co się dzieje na Ukrainie – jest straszne. Ale to, co się dzieje w Rosji – jest o wiele straszniejsze” – Borys Chersoński, poeta z Odessy.
Jest taki obraz radzieckiego malarza Aleksandra Dejneki – górą po wiadukcie idą ludzie, zakutani w płaszcze, samotnie i grupkami, zwyczajni ludzie, dołem, w przeciwnym kierunku, pod tymże wiaduktem też idą ludzie, ale nie są już zwyczajni: idą w szyku, każdy ma na ramieniu broń. Patrząc na ten obraz zawsze myślałam, jak łatwo jest tych zwyczajnych ludzi z góry wiaduktu zmienić w ludzi z karabinem, jak łatwo obudzić demony wojny. Jak łatwo zejść z górnego poziomu wiaduktu, ale jak trudno znów nań wejść.
Z rosnącym niepokojem patrzę na to, z jaką łatwością, jak skutecznie oficjalna propaganda kremlowska otumania, jak wszystkie tuby propagandowe dmą w quasi-patriotyczne trąby, jak sprawnie przypinają fałszywe łatki, jak wypaczają rzeczywistość, jak umiejętnie porcjują półprawdy i kłamstwa, jak zuchwale uzasadniają agresję na sąsiadów. Jak mocny jest głos nienawiści, jak mocny jest głos kłamstwa, a jak słaby głos rozsądku, wzywający do opamiętania, do przywrócenia proporcji, do mówienia prawdy, do zaniechania agresji.
Reżyser Aleksandr Sokurow powiedział: Jestem porażony tą absolutną fascynacją wojną. Jestem porażony jednomyślnością Rady Federacji głosującej w kwestii, powiedziałbym, tragicznej [chodzi o głosowanie 1 marca – Rada udzieliła prezydentowi zgody na wprowadzenie wojsk rosyjskich na terytorium Ukrainy]. Nikt nie zapytał, nie miał cienia wątpliwości co do tego, czy należy wprowadzać wojska. Nikt się nie zająknął, nawet nie próbował prezydentowi zadać pytania, dlaczego mamy wprowadzać wojska, dlaczego nie możemy rozwiązać problemu na drodze politycznej, członkowie Rady nie pomyśleli o ofiarach – a chodzi przecież o życie naszych rodaków. […] Tak fundamentalna kwestia nie wywołała dyskusji. Odniosłem wrażenie, że wszyscy się momentalnie zakochali w rozwiązaniu siłowym.
Pod auspicjami władz odbywają się w wielu rosyjskich miastach wiece poparcia. Nie bardzo tylko mogę wywnioskować, co w istocie popierają uczestnicy wyposażeni w rosyjskie flagi i hasła „Wierzymy Putinowi”. W Moskwie w piątek zebrano pod murami Kremla 65 tysięcy ludzi. Z trybuny przemawiali przedstawiciele samozwańczych władz Krymu. To dla nich to poparcie? Dla samozwańców? Poparcie dla aneksji kawałka cudzego terytorium? Dla siłowego rozwiązania problemu, o którym mówił Sokurow? Dla rozpętania wojennej zawieruchy?
Dziś na antywojennej pikiecie w Moskwie zebrało się trzysta pięćdziesiąt osób. Tym razem uczestników nikt nie szarpał za klapy i nie wsadzał do suk. Organizatorzy mieli zgodę władz miasta na udział w proteście pięciuset osób. Nawet tyle nie przyszło. W sobotę ma się odbyć „Marsz pokoju”, protest przeciwko wojnie. Ile osób przyjdzie?
Część pisarzy ze Związku Pisarzy Rosji poparła agresywną politykę Putina. Zdaniem sygnatariuszy listu, kierownictwo Euromajdanu doszło do władzy nielegalnie i zamiast zająć się zaprowadzeniem porządku i zapewnieniem bezpieczeństwa obywateli, zatroszczyło się o zakaz języka rosyjskiego i prześladowaniem wszystkich, kto mówi po rosyjsku [to typowa kalka z kremlowskiej propagandy, która wykorzystuje uchylenie ustawy językowej przez Radę Najwyższą Ukrainy; uchylenie jednak nie weszło w życie – nie podpisał aktu p.o. prezydent Turczynow]. W tych okolicznościach pisarze popierają decyzję władz, by okazać wszechstronną pomoc narodowi ukraińskiemu i narodom Krymu.
Druga część pisarzy z prezesem PEN Center Andriejem Bitowem w odpowiedzi na list ukraińskich kolegów zaniepokojonych agresją Rosji napisała: „Stanowisko rosyjskiego rządu uważamy za nadzwyczaj niebezpieczne, […] występujemy przeciwko dezinformacyjnej polityce rosyjskich mediów i promowaniu nienawiści i agresji. Wprowadzenie rosyjskich wojsk na terytorium Krymu, choćby zakamuflowane, oznacza początek działań zbrojnych. Wzywamy rosyjski rząd do zaniechania tych niebezpiecznych gier. […] Za naszą i waszą wolność!”. List podpisała m.in. Ludmiła Ulicka. Ostatnio w audycji Echa Moskwy powiedziała, że zastanawiają się w gronie bliskich znajomych, w ile wagonów się pomieszczą, jeśli władza zechce się ich pozbyć, tak jak kiedyś władza radziecka pozbyła się niechcianych inteligentów (statek filozofów w 1922 r.). Ludzie myślący są w czasach nakręcania wojennej retoryki zbędni, wręcz szkodliwi.
Kilku rosyjskich muzyków rockowych wystąpiło z listem otwartym. Zwrócili się do dwóch bratnich narodów – Rosji i Ukrainy – by nie dopuściły do wojny. Ale na wspomnianym wiecu przed 65-tysięczną wystąpiła grupa Lube, grająca patriotycznego rocka, sławiącego rosyjski oręż, przed którym drży cały świat. Śpiewający na Majdanie Swiatosław Wakarczuk z Oceanem Elzy zapowiedział, że pojedzie na Krym z „koncertami pokoju”. Kilka tygodni temu znany z konserwatywnych, jedynych słusznych poglądów deputowany petersburskiego zgromadzenia Witalij Miłonow nie dopuścił do występów ukraińskich muzyków.
Na Krymie nie można od przedwczoraj oglądać ukraińskich kanałów telewizyjnych. Dlaczego? Nie wiadomo. Rosyjską telewizję można oglądać tu bez przeszkód. Poważne przeszkody napotykają na Krymie zagraniczni dziennikarze, o tym rosyjskie telewizje jednak nie mówią. W ukraińskich obwodach graniczących z Rosją wyłączono z kolei sygnał rosyjskich stacji telewizyjnej. Za to, że kłamią. Rosyjska Duma poczuła się bardzo tym zaniepokojona.
Od co najmniej tygodnia zablokowany jest dostęp (ze strony internetowej stacji) do politycznego talk show rosyjskiego programu Pierwyj Kanał „Politika”. Dalibóg, trudno dociec, dlaczego – to w pełni błagonadiożnyj program, realizujący linię polityczną Kremla. Może coś wyrwało się spod kontroli?
Od co najmniej dwóch tygodni na terytorium Federacji Rosyjskiej zablokowany jest dostęp do mojego blogu. „Z przyczyn technicznych”, ma się rozumieć.
Ale gry w zamykanie i otwieranie przestrzeni Rosjan za bardzo nie troskają. Według ostatniego sondażu Centrum Lewady badającego, co najbardziej niepokoi Rosjan, tylko 4 procent pytanych wyraziło zaniepokojenie ograniczeniem swobód i praw obywatelskich, najbardziej (50 procent) respondenci byli zaniepokojeni wzrostem cen. Wielu ekspertów przewiduje, że w związku z interwencją wojskową na Ukrainie nastąpią istotne zmiany wewnątrz Rosji, dotyczyć one będą głównie ograniczania swobód i praw obywatelskich. Jak wynika z sondażu, przejmie się tym najwyżej cztery procent Rosjan.