2 kwietnia 2026. Kremlowscy inżynierowie dusz zwykle chowają Putina, gdy dzieją się rzeczy niepopularne w narodzie. Putin nie może się kojarzyć z niepowodzeniami, klęskami na froncie czy działaniami spotykającymi się z niezadowoleniem społecznym. Tak, nawet we wziętej pod obcas zbiorowości zdarzają się sytuacje, gdy widać autentyczną reakcję niezadowolonych.
Tak się dzieje i teraz, gdy w związku z narastającymi i powtarzającymi się blokadami mobilnego internetu, odcinaniem rosyjskich użytkowników od zachodnich komunikatorów rośnie liczba niezadowolonych, głównie wśród ludzi młodych, przedsiębiorczych, zaangażowanych. Oddzielnym problemem stała się niezrozumiała dla ogółu, a także dla tych, których to dotyczy, akcja wybijania krów na Syberii i Uralu.
Putin tych tematów nie porusza.
Zacznijmy od internetu. Miesiąc temu rosyjskie władze mocno nacisnęły na pedały w dziele wzmocnienia kontroli nad dostępem ludności do internetu. Internet ma być „nasz, ciasny, ale własny, ojczysty”, a zatem wolny od zachodnich brudów. No i znajdujący się pod pełną kontrolą właściwych organów. Oficjalnie mówi się o względach bezpieczeństwa. Wzięcie internetu na krótką smycz ma, w ujęciu władz, ukrócić werbunek dywersantów (dotyczy to głównie komunikatora Telegram) oraz (rzekomo) zapobiegać atakom ukraińskich dronów. Na marginesie: według niepotwierdzonych informacji na Kremlu powstało ogromne zamieszanie po otrzymaniu informacji z Teheranu o zabiciu ajatollaha Ali Chamenei; wyśledzenie, gdzie znajduje się przywódca Iranu, miało być możliwe dzięki uzyskaniu przez Mosad danych z ulicznych kamer. Federalna Służba Bezpieczeństwa ruszyła więc do pracy nad zagłuszeniem sygnałów, mogących ułatwić namierzenie, gdzie znajduje się Putin. Jak pisały media społecznościowe, od tego feralnego dnia, gdy zginął ajatollah, Putin zminimalizował swoje wizyty na Kremlu, a Federalna Służba Ochrony zmieniła trasy i wzmogła kontrolę (doraźnym efektem też jest rozszerzenie przez FSO tzw. specjalnej strefy ochrony na rezydencje Dmitrija Miedwiediewa i Siergieja Szojgu pod Moskwą – https://www.agents.media/fso-ustanovit-ohrannuyu-zonu-vokrug-rezidentsii-medvedeva-domov-timchenko-i-shojgu/).
Jak napisały w analizie ekspertki Ośrodka Studiów Wschodnich, „wspomniane działania służą testowaniu i wprowadzeniu w całej Rosji systemu „białych list” zasobów internetowych: chodzi o utrzymanie dostępu społeczeństwa wyłącznie do wybranych portali, serwisów i platform internetowych przy jednoczesnym uniemożliwieniu korzystania ze źródeł nieautoryzowanych przez Kreml. Flagowym projektem władz jest uruchomiony w połowie 2025 r. komunikator Max – aplikacja szpiegująca użytkowników i pozbawiona niezbędnych zabezpieczeń. Decyzja o ostatecznej „suwerenizacji” rosyjskiego internetu budzi poważne kontrowersje w elicie rządzącej i nasila napięcia w Rosji. Blok ekonomiczny rządu i środowiska biznesowe wyrażają zaniepokojenie skutkami blokad dla gospodarki i finansów państwa. Urzędnicy odpowiedzialni za propagandę obawiają się natomiast zamknięcia efektywnych kanałów operacji dezinformacyjnych wymierzonych w odbiorców zagranicznych, a także kanałów oddziaływania na społeczeństwo rosyjskie przed tzw. wyborami parlamentarnymi we wrześniu 2026 r.” (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2026-03-17/rosja-przyspiesza-blokade-internetu).
Na razie niezadowoleni z wyłączania internetu próbowali się nawet zorganizować w grupy protestu. Służby zdusiły takie pomysły w zarodku znanymi sposobami – zastraszanie, zatrzymania, przesłuchania (https://www.agents.media/protesty-protiv-blokirovok-stali-krupnejshimi-s-leta-2023-goda-po-chislu-zaderzhannyh-do-aktsii/). Internet na razie znowu „puszczono w ruch”. Na jak długo? Aż znowu trzeba będzie przykręcić. Po pierwszym szoku użytkownicy poszukają by-passów. Niektórzy przywykną do nowego wymiaru trudnej rzeczywistości.
Trudna rzeczywistość dotyczy też akcji wielkiego wybijania krów w dziesięciu regionach Rosji (orientacyjnie, według niepotwierdzonych oficjalnie danych, wybito ok. 100 tysięcy sztuk). Z fragmentów informacji, jakie docierają głównie poprzez media społecznościowe, można się zorientować, że dzieje się coś niedobrego – najprawdopodobniej chodzi o opanowanie epidemii jakiejś groźnej choroby bydła (zapewne pryszczycy). Z opowieści farmerów, którym zabrano krowy: do wioski, na farmę wpada bez zapowiedzi grupa złożona z weterynarzy, agronomów i policjantów, bez wyjaśnienia wywlekają z obór bydło, zabijają je, a następnie podpalają wielki stos martwych ciał zwierząt (pojawiły się tez doniesienia, że palono żywe krowy). Farmerzy próbują protestować (doszło m.in. do blokad dróg). Niektórzy nagrywają gorące apele do prezydenta Putina, prosząc o interwencję i obronę (bez rezultatu – Putin nie zabrał dotychczas głosu w tej bulwersującej sprawie). „Krowy stały się bohaterkami frontu wojny bakteriologicznej” – napisał jeden z komentatorów. „Zostaliśmy bez środków do życia” – płaczą farmerzy. „W najbliższych wyborach nie pójdziemy głosować” – grożą przedstawicielom lokalnych władz, którzy poza nakazem zarekwirowania zwierząt nie przywożą hodowcom nic więcej.
A władze, jak to władze starają się zapanować nad niepokojami społecznymi i nad rozpowszechnianiem informacji o powodach drastycznej akcji według przepisu czarnobylskiego: nic nie mówić, mówić półprawdy, zaprzeczać oczywistości, nie dbać o interes ludzi (https://www.currenttime.tv/a/russia-cattle-foot-and-mouth-disease/33718649.html).
Czy uda się uniknąć wyjaśnień? Czy uda się zapanować nad epidemią? Dziś przyszła informacja, że w Chinach, w pobliżu granicy z Rosją potwierdzono kilkaset przypadków pryszczycy w wielkich stadach bydła (https://ru.themoscowtimes.com/2026/04/02/v-kitae-vblizi-granitsi-s-rossiei-obnaruzhili-vspishku-yaschura-a191634).
