W wielu rosyjskich komentarzach na temat pierwszej wizyty Baracka Obamy w Moskwie czerwoną nicią przewijają się porównania do przełomowych spotkań przywódców USA i ZSRR – Chruszczowa z Kennedym, Nixona z Breżniewem, Reagana z Gorbaczowem. Przypominane są uzgodnione wówczas historyczne porozumienia – po rozmowie z Kennedym Chruszczow doszedł do wniosku, że przystojny amerykański inteligencik jest słabeuszem i ZSRR może sobie pozwolić na awanturę w Zatoce Świń, po spotkaniu Nixona z Breżniewem nastąpiło odprężenie i zapoczątkowano proces rozbrojenia, a Reagan z Gorbaczowem mimo formuły „Dowieriaj, no prowieriaj” (Ufaj, ale sprawdzaj) wpuścili do dwustronnego dialogu dużo świeżego powietrza, które ogrzało kończącą się właśnie krachem ZSRR zimną wojnę. Spotkanie Reagan-Gorbaczow było w tej serii ostatnim spotkaniem równych liderów dwóch supermocarstw. Tego dwubiegunowego świata już dawno nie ma – Rosja nie jest „tym jedynym” partnerem Stanów Zjednoczonych, od którego zależą losy świata. Jest jednym z ważnych partnerów, od którego zależy wariant rozwiązania kilku problemów – jeśli Rosja zechce współpracować, to warianty rozwiązania problemu będą dla Waszyngtonu łatwiejsze do zrealizowania, jeśli zechce bruździć (a potencjał szkodzenia ma wielki) – to problem rozwiązać będzie trudno. Mimo osłabienia kryzysem Stany nadal pozostają największym supermocarstwem świata, Rosja walczy o utrzymanie statusu mocarstwa (już nie supermocarstwa). A zatem, jak mówią w Odessie, tamte spotkania na szczycie i obecna wizyta prezydenta Obamy w Moskwie eto dwie bolszych raznicy.
Po wczorajszych rozmowach Obama i Miedwiediew wygłosili ogólnikowe komunikaty (miejscami sprzeczne ze sobą) i podpisali deklarację intencji zawarcia traktatu rozbrojeniowego, który zastąpi wygasający w grudniu 2009 roku START. Obu politykom bardzo zależy na podkreśleniu, że osiągnięto sukces. Ich sukces. Polityczną decyzję w sprawie obniżenia pułapów głowic i środków ich przenoszenia podjęto zatem w atmosferze wzajemnego zrozumienia. I bardzo dobrze. Eksperci się tylko trochę pogubili w tych optymistycznych oparach – tekst deklaracji udało się stronom uzgodnić w jedenaście dni. „Ale cudów nie ma i nie będzie mimo najlepszej woli prezydentów – rokowania nad START 1 trwały dziewięć lat, teraz wszystkie szczegóły trzeba dopiąć w pół roku. Jak?” – mówi jeden z obserwatorów. Stronie rosyjskiej nie udało się formalnie powiązać kwestii rozbrojenia ze sprawą elementów tarczy przeciwrakietowej w Polsce i w Czechach.
Bardzo ważna dla obu stron jest kwestia tranzytu zaopatrzenia dla natowskiej misji w Afganistanie. Rosja wyraziła zgodę na tranzyt ładunków wojskowych (drogą powietrzną i lądową). Obecność Amerykanów i spółki w Afganistanie daje względny spokój Rosji. Obie strony są więc zadowolone.
Powołano komisję Obama-Miedwiediew do spraw wszelkich, ma ją tworzyć trzynaście grup roboczych, wałkujących najważniejsze tematy (w skład komisji ds. społeczeństwa obywatelskiego ma wejść główny ideolog „suwerennej demokracji” Władisław Surkow, sprawnym cięciem skalpela wycinający rosyjską opozycję; niezły spec od wolności społeczeństwa, trzeba przyznać).
Nadal nie wiadomo, jakie uzgodnienia (czy w ogóle jakieś uzgodnienia) zapadły w kwestii tarczy przeciwrakietowej. Pozycja Stanów Zjednoczonych nadal obwarowana jest szeregiem warunków. W wystąpieniu na moskiewskiej uczelni ekonomicznej Obama zapewnił po raz kolejny, że tarcza nie jest wymierzona w Rosję (o czym władcy Rosji, mam wrażenie, doskonale wiedzą) i że USA będą współpracować z Rosją nad nową architekturą bezpieczeństwa.
Tyle Obama i Miedwiediew. Dzisiaj rano śniadaniem podjął amerykańskiego prezydenta premier Putin. Pogryzając przepiórki i jaja z czarnym kawiorem, panowie rozmawiali dwie godziny. Wczorajsze wypowiedzi Obamy na temat rządzącego tandemu i dzisiejsze jego spotkanie z premierem są faktycznie „klepnięciem” rosyjskiej tandemokracji, uznaniem przez Waszyngton specyficznego układu władzy w Rosji. (Niewątpliwie warto przyjrzeć się uważniej tej konwersacji prezydenta z premierem przy samowarze – może w następnym wpisie).
Obserwatorzy zgodni są co do tego, że atmosfera w stosunkach dwustronnych została „ocieplona”. Choć o przełomie mówić trudno – zbyt wiele różnic dzieli, zbyt mało pozytywów łączy. Jeżeli uda się zrobić coś konkretnego w dziele rozbrojenia, to może w przyszłości stanie się to podstawą do budowy zaufania, którego w stosunkach dwóch państw ciągle jest jak na lekarstwo. A może jeszcze w ogóle nic z tego nie wyjdzie.