Chianti i merloty putinowskiej elity

5 sierpnia 2025. Drugą część miniserialu o przygodach rosyjskich parlamentarzystów w Genewie zakończyłam zapowiedzią: „Dziurawe rzeszoto europejskich sankcji nieustannie przecieka. O jeszcze jednym bardzo ciekawym aspekcie tej sprawy napiszę w następnym odcinku”. A odcinek ten będzie o unijnych dotacjach dla… Dmitrija Anatoljewicza Miedwiediewa i innych członków putinowskiej elity.

O słabości byłego prezydenta Rosji Dmitrija Miedwiediewa do napojów wyskokowych wróble ćwierkają nie od dziś. Jeszcze w trakcie pełnienia urzędu prezydenckiego wsławił się ewidentnym nadużyciem w trakcie szczytu G8 w roku 2009. Do mediów wyciekły wtedy zdjęcia, na których zamroczony Miedwiediew chwiejąc się, ledwie idzie prowadzony przez druga Silvio Berlusconiego. Teraz chyba tylko najbardziej leniwi nie zauważają, że bojowe wpisy Dmitrija Anatoljewicza w mediach społecznościowych powstają pod wpływem kolejnych takich nadużyć. Ostatnio tak mocno szarżował na Amerykę z głowicą nuklearną pod pachą, że wywołał wzrost napięcia na linii Moskwa-Waszyngton i został nie tylko przywołany do porządku przez Donalda Trumpa, ale nawet schłodzony w swych atomowych zapędach przez rzecznika Kremla. To temat na oddzielną analizę, dziś chciałam skupić się na działalności Miedwiediewa nie jako konsumenta, a producenta win.

To, że Miedwiediew ma winnicę w Toskanii, w 2017 roku wywąchał Aleksiej Nawalny (pisałam o tym na blogu: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2017/03/03/dzialka-w-toskanii-czyli-eine-kleine-dimongate/), śledzący wraz z grupą współpracowników, co kupują członkowie elity za rentę korupcyjną, sowicie rozdawaną przez Putina ludziom systemu. Nawalny został wykończony przez ten system w łagrze, a jego współpracownicy na emigracji kontynuują przyglądanie się, na czym tuczą się putinowskie tłuste koty. Nie tylko oni. Dziennikarze śledczy portalu „The Insider” we współpracy z włoskimi kolegami z „IRPIMedia” sporządzili raport o tym, jak świetnie poczynają sobie rosyjscy właściciele włoskich winnic i gospodarstw rolnych (https://theins.ru/inv/283609; https://irpimedia.irpi.eu/sanctionsgame-vigne-in-toscana-fondi-pubblici-oligarchi-russi/).

Zacytuję wstęp: „Winnice rosyjskiej elity we Włoszech od dawna stają się obiektem głośnych skandali, wydawałoby się, że po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji [Rosji na Ukrainę] putinowskie otoczenie powinno było zapomnieć o swoich posiadłościach. Ale jak się okazało w trakcie śledztwa dziennikarskiego, winny biznes przyjaciół Putina rozkwita. Winnica Miedwiediewa, której mniejszościowym udziałowcem jest jego kolega ze studiów Ilja Jelisiejew, otrzymuje unijne dotacje. Igor Rotenberg (syn Arkadija) nadal włada posiadłością w Toskanii (11 lat po tym, jak ludzie Nawalnego złożyli skargę w policji finansów Włoch). Związany z Igorem Sieczinem (Rosnieft’) Roman Trocenko zachował kontrolę nad lotniskiem w Toskanii, z którego korzystają włoskie siły lotnicze. Przepisał własność na przyjaciółkę swojej żony. Łącznie w ciągu ostatnich dziesięciu lat winnice rosyjskich oligarchów i kleptokratów otrzymały ponad milion euro unijnych dotacji z CAP i nie tylko. Głównym sojusznikiem rosyjskich korupcjonistów okazał się luksemburski biznesmen Patrick Hansen (https://www.occrp.org/en/project/beneficial-ownership-data-is-critical-in-the-fight-against-corruption/this-luxembourg-businessman-got-europes-corporate-registries-shut-down-but-whose-privacy-was-he-protecting), który doprowadził do sądowej blokady rejestrów własności przedsiębiorstw”. Według ustaleń ICIJ partnerem biznesowym Hansena był oficer KGB Nikołaj Bogaczow.

Dziennikarze „The Insider” dotarli do informacji, do kogo należą włoskie winnice. Całość obszernego materiału jest tu: https://theins.ru/inv/283609

Na potrzeby blogu – kilka wyimków.

Winnica Miedwiediewa nazywa się Fattoria della Aiola. Nominalnym właścicielem jest wspomniany wyżej kolega ze studiów Ilja Jelisiejew. W 2022 r. po rozpoczęciu agresji na Ukrainę Jelisiejew został objęty sankcjami przez Wielką Brytanię, Kanadę, Nową Zelandię i USA. Ale nie przez Unię Europejską! I nadal ubiega się o dotacje UE i je otrzymuje! Ponad 115 tys. euro. Niemało.

Jednym z wiernych pretorianów Putina jest Nikita Michałkow, ongiś wybitny reżyser, obecnie obsługujący propagandowo putinizm w dziedzinie tak zwanej kultury. Dzięki temu znakomicie zarabia w Rosji. Ale nie zrezygnował z interesów za granicą. „The Insider” pisze: „W 2010 r. partner biznesowy Michałkowa, Konstantin Tuwykin zaproponował reżyserowi jeszcze jeden wspólny interes – winnicę w Toskanii. Zakupiono ziemię niedaleko wybrzeża, zbudowano nowe budynki, zaproszono do współpracy znanego enologa Riccardo Cotarellę. Początkowo właścicielami La Madonna Sarl, która produkuje wina Dodici, po równo byli Tuwykin i Michałkow, obecnie po 10 proc. i 90 proc. firma należy do Konstantina Tuwykina i jego syna Stiepana”. Wina Dodici były od 2013 r. serwowane na pokładach samolotów Aerofłotu na trasie Moskwa-Soczi, obecnie są sprzedawane w firmowych sklepach w Niżnym Nowogrodzie i Pawłowie. Firma przynosi straty.

Piękne poetycko brzmiące nazwy winnic Riecine, Case Dell’Olmo, Castello di Antognolla, Poggio del Moro, La Scarpa i wiele innych należą do członków putinowskiego dworu, zajmujących wysokie urzędy lub wysokie pozycje na liście Forbesa: Igor Rotenberg, Iwan Frank (zięć bliskiego przyjaciela Putina, Giennadija Timczenki), eksminister Leonid Rejman, eksminister Władimir Strżałkowski i wielu innych. Ta lista jest długa.

Po publikacji raportu poseł do włoskiego parlamentu Emiliano Fossi skierował do rządu zapytanie poselskie (interrogazione parlamentare). Domaga się ustalenia właścicieli wskazanych winnic, sprawdzenia procedur finansowania, które umożliwiły otrzymywanie dotacji przez osoby objęte sankcjami, oraz żąda odzyskania nielegalnie pozyskanych dotacji. Czekamy na ciąg dalszy.

Te wina mają smak krwi.

Desant w Genewie, część 2. Geneza i pokłosie

1 sierpnia 2025. Wyprawa delegacji rosyjskich „parlamentarzystów” do Genewy na konferencje zorganizowane przez Unię Międzyparlamentarną zwróciła uwagę na kwestię niemrawego egzekwowania europejskich sankcji wobec członków ekipy Putina.

Delegacja z objętą europejskimi sankcjami przewodniczącą Rady Federacji Walentiną Iwanowną Matwijenko na czele przyjechała bez przeszkód na międzynarodowy zjazd do Szwajcarii (opisałam ten skandal na blogu: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/07/28/desant-w-genewie-czyli-rozmiekczanie-europy/).

Czemu to się udało? Kto wpuścił Matwijenko na trybunę, aby mogła szerzyć kłamliwe tezy zbrodniczego putinowskiego reżimu?

Może odpowiedzi na te pytania przybliży krótki kurs pozyskiwania przez Rosję polityczek z dalekich krajów. W lipcu 2024 r. świeżo wybrana przewodnicząca Unii Międzyparlamentarnej (IPU) Tulia Ackson z Tanzanii przyjechała na zaproszenie Walentiny Matwijenko do Petersburga na forum parlamentarne państw BRICS, a we wrześniu 2024 r. wygłosiła online przemówienie na organizowanym również pod auspicjami Matwijenko Eurazjatyckim Forum Kobiet (też w Petersburgu), jednej z platform, na których w iście sowieckim stylu krzewi się bujnie gadanina o walce o pokój, wzmacnianiu pozycji kobiet w polityce, postępowej postawie w pokonywaniu wyzwań XXI wieku itd. Kilka miesięcy wcześniej kontakty w ramach inicjatyw IPU i Forum ożywiał zastępca Matwijenko w RF, Konstantin Kosaczow, który chętnie jeździ do Genewy i uczestniczy w zjazdach kobiet-przewodniczących parlamentów (w tym roku też przyjechał). Spotkał się podczas zeszłorocznej konferencji z panią Ackson i zaprosił ją do odwiedzenia Rosji w dowolnym czasie. Kontakty mimo sankcji, jak widać, rozwijają się przy każdej nadarzającej się sposobności, co kilka miesięcy rozmowy i wizyty. Podczas tegorocznej wyprawy Matwijenko z Kosaczowem et consortes do gościnnej Szwajcarii Tulia Ackson ponownie spotkała się z rosyjskimi przyjaciółmi. W tle rosyjskie media państwowe raportują o wzroście wartości dwustronnych obrotów handlowych pomiędzy Rosją a Tanzanią oraz o spisaniu przez Moskwę tanzańskich długów.

W kwietniu br. Matwijenko pojechała do Taszkentu, aby wziąć udział w 150. Zgromadzeniu Unii Międzyparlamentarnej. I tam również uściskała się serdecznie z przyjaciółką Tulią. Po czym oznajmiła w zachwycie, że IPU pozostała niezaangażowaną politycznie organizacją międzynarodową i bardzo zyskała pod przewodnictwem pani Ackson – „człowieka mającego własną opinię, niepoddającego się naciskom”. I zapewne to w ramach tego braku nacisków i dzięki własnej opinii Tulia Ackson zorganizowała koleżance z Rosji wycieczkę do Genewy.

W poprzedniej części opisałam pokrótce pierwsze wystąpienie Matwijenko na genewskiej konferencji, wyraziłam wtedy zdziwienie, że nikt ze słuchaczy nie oprotestował wygłaszanych przez Walentinę Iwanowną propagandowych łgarstw o konieczności wystąpienia przez Rosję w obronie donbaskich dzieci, które „benderowcy” jedli na śniadanie, obiad i kolację. Cisza, spokój. Nazajutrz zachęcona powodzeniem swojego przemówienia Matwijenko ponownie wspięła się na trybunę. Tym razem jednak nie poszło tak gładko: kilka delegacji z państw UE i – rzecz jasna – przedstawiciele Ukrainy opuścili salę obrad w ramach protestu.

Rzecznik MSZ Ukrainy napisał na platformie X: „Miejsce Matwijenko jest na ławie oskarżonych, a nie na konferencjach międzynarodowych. Jej zaproszenie do Genewy jest haniebne i nigdy nie powinno mieć miejsca”. Zapowiedział, że chętnie zorganizuje jej kolejną zagraniczną podróż: do Hagi, gdzie powinna stanąć przed trybunałem i odpowiedzieć za zbrodnie wojenne.

Przeciwko obecności rosyjskich polityków protestowali też rosyjscy emigranci, około dwustu podpisało list protestacyjny, byli to m.in. ludzie z Fundacji Walki z Korupcją, dawni współpracownicy Aleksieja Nawalnego. Na co dzień zajmują się wyciąganiem na światło dzienne pokątnych biznesów rosyjskiej wierchuszki. Dzisiaj hitem internetów stało się ustalenie poczynione przez włoskich dziennikarzy z „Linkiesta” – syn Walentiny Iwanowny, Siergiej Matwijenko wraz z żoną Julią mieszkają sobie spokojnie w wilii nad Adriatykiem.

Do wiadomości o tej wilii Fundacja Walki w Korupcją dokopała się już w 2022 r.: 774 mkw, na działce 26 hektarów. Maleństwo, nie ma o czym mówić. Matwijenko zakupiła ją w 2009 r., a następnie przepisała na firmę Dominanta – wydmuszkę, służącą wyłącznie temu, aby tacy właściciele jak rodzina Matwijenko mogli zarządzać nieruchomością.

Może gdyby Walentina Iwanowna nie pchała się do Genewy, może gdyby wokół tej wyprawy nie powstała taka wrzawa, nikt by się tą skromną willą pod Pesaro nie zainteresował na nowo. Kto wie, kto wie.

Jak twierdzą dziennikarze „Linkiesta”, Siergiej Matwijenko ma włoski numer identyfikacji podatkowej, choć żadnej działalności zarobkowej w Italii nie prowadzi. Według ich ustaleń, wkrótce po nałożeniu sankcji UE na Walentinę Matwijenko (co miało miejsce w 2014 r.), syn przeniósł znaczną część rodzinnych aktywów do San Marino, które stało się nowym sezamem majętności rodzinnych.

Sankcje, jakie sankcje? No ile można o tych sankcjach. Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobisz. Dziurawe rzeszoto europejskich sankcji nieustannie przecieka. O jeszcze jednym bardzo ciekawym aspekcie tej sprawy napiszę w następnym odcinku.