Śmiech to zdrowie, śmiech to broń

15 marca. Telewizyjny format „Klub Dowcipnych i Błyskotliwych” (КВН, KWN – Клуб Веселых и Находчивых) ma długą tradycję. Pierwsze programy zrealizowano w 1961 r. Swoje skecze, improwizacje, piosenki konkursowe prezentują w nim amatorskie zespoły kabaretowe, najczęściej studenckie. Najlepsze mają otwartą drogę do występów na scenach klubowych i w telewizji. Rywalizacja jest zacięta. Niektóre zespoły kontynuują potem karierę już jako zawodowcy. KWN-owskie korzenie miał m.in. „Kwartał-95” obecnego prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego. Program KWN jest bardzo popularny, przetrwał kolejne fale cenzury (choć na kilka lat był zawieszony w czasach zastoju, wznowiony w okresie pierestrojki). W 2017 r. stał się przedmiotem zainteresowania NATO Strategic Communications Centre od Excellence działającego w państwach bałtyckich, badano, czy KWN może być postrzegany jako instrument geopolitycznych wpływów Kremla. Jeden z kabareciarzy zaprosił ten natowski ośrodek do utworzenia własnej drużyny i wzięcia udziału w konkursie.

W czasach Putina programy satyryczne przeżywają regres. Prezydent lubi się śmiać wyłącznie ze swoich koszarowych dowcipów. Dowcipów z siebie kategorycznie nie lubi. Już na początku pierwszej kadencji dał temu wyraz: niezależny, inteligentny, kpiący z władz telewizyjny program satyryczny „Kukły” nakazał zwinąć. Mające go zastąpić formaty, którym wybito zęby przednie, aby władz nie kąsały, nie przyjęły się.

Rosyjska telewizja z upodobaniem nadaje programy estradowe z elementami kabaretu (jak choćby nieśmiertelna „Jumorina” Pietrosjana itp.), ale są one wyprane z treści politycznych, widzów bawią dowcipy o teściowej, impotencji rogaczy, chcących schudnąć damach, emigrantach źle mówiących po rosyjsku, męsko-damskich kamasutrach itd.

KWN też jest politycznie poprawny, unika drażnienia cioci Leontyny. Dlatego jako sensację odebrano skecz zaprezentowany w Orenburgu przez ekipę studentów. Ich numer polegał na zacytowaniu fragmentów z noworocznych orędzi Putina, a właściwie powtarzającego się we wszystkich wystąpieniach jednego zdania: „To był trudny rok”. Publiczność krzyczy, śmieje się, klaszcze. Prosty, inteligentny numer. Zobaczcie Państwo sami: https://twitter.com/max69xam/status/1238865720009805826

Numer z KWN został rozpowszechniony przez Twitter. Bo właśnie media społecznościowe pozostają sferą, gdzie uprawiana jest nadal swobodna satyra polityczna. Dowcipy, karykatury, występy standuperów, memy, zjadliwe, a zarazem niezwykle czasem trafne komentarze do rzeczywistości politycznej wypełniają lukę, jaką stwarza cenzurowana telewizja. Czasem są dosadne, czasem wręcz wulgarne. Ale bawią, otwierają oczy, wyszydzają hipokryzję, zachłanność i inne grzechy władzy. Czyli robią to, do czego powołana jest satyra.
Ostatnie osiągnięcie Putina w postaci wyzerowania liczby kadencji w związku z przyjęciem poprawek do konstytucji doczekały się już setek żartobliwych reakcji: „Można bez końca patrzeć na trzy rzeczy: jak płonie ogień, jak płynie woda i jak zeruje się Putin”. A jak „się zeruje”, widać na przykład na tym filmiku: https://twitter.com/Buddy_Judge/status/1238904888530173959?s=20. Karykaturzysta Alosza Stupin też nie odpuszcza (np. https://twitter.com/ponochevny/status/1238479767055171586?s=20). Hasło z protestu: „Uśmiechnij się, jeśli jesteś przeciwko Putinowi” (https://twitter.com/ValBodin/status/1238369568554450944?s=20).

O koronawirusie i reakcji władz też powstały dowcipy. „Program Putina jest jasny i prosty: korona dla mnie, wirus dla narodu”. „Są i dobre wiadomości o koronawirusie: u mojego dziecka w szkole wreszcie w toalecie pojawiło się mydło”. „Władze przypominają, że koronawirus jest niestraszny dla tych, którzy przyjdą 22 kwietnia zagłosować za poprawkami do konstytucji, a jest groźny tylko dla tych, którzy urządzają protesty uliczne”.

Są też satyryczne piosenki – komentarze do bieżących wydarzeń: https://twitter.com/Sandy_mustache/status/1237407868141195264

Putin plus minus nieskończoność

10 marca. Ranek w Moskwie był dość nerwowy, bo na giełdzie odnotowano znowu spadki, dolar i euro umocniły się wobec rubla, a najbogatsi Rosjanie stracili na tych spadkach, jak napisał Forbes, 9 mld dolarów. Deputowani Dumy zebrali się na posiedzenie, aby w drugim czytaniu omówić i przegłosować poprawki do konstytucji, które mają zostać poddane pod ogólnonarodowe głosowanie 22 kwietnia.

Niektórzy, poziewując, już oddali się swoim ulubionym zajęciom pod kasetką – a to błądzili po przestworzach „Mordoknigi” (Facebooka), a to oglądali w internetach najnowsze kolekcje zegarków z brylancikami, gdy oto na trybunę nieoczekiwanie „poza trybem” weszła deputowana Walentina Władimirowna Tierieszkowa. Łypnęła znad okularów na zgromadzenie i wyrąbała, budząc kolegów z przyjemnego letargu: „Po co się tutaj wymądrzać, trzeba wykreślić z konstytucji ograniczenia dotyczące limitu prezydenckich kadencji. Prezydent powinien w związku z przyjęciem poprawek do konstytucji mieć ponownie możliwość startu w wyborach”. Takie wyzerowanie kadencji to będzie – mówiła Walentina Władimirowna – czynnik stabilizujący dla kraju, ochłodzi gorące głowy tych, którzy pragną sytuację rozkołysać. Deputowani przyjęli propozycję wyzerowania oklaskami. Tierieszkowa pod koniec wystąpienia dramatyczne zawiesiła głos: no bo przecież nie wiadomo, jak do tych jej propozycji odniesie się sam Władimir Putin. W rzeczy samej – trudne pytanie, na pewno administracja prezydenta nie miała nic wspólnego z tekstem, który sztywno przeczytała Tierieszkowa i na pewno Putin będzie zaskoczony tą propozycją. Powód do niepokoju był, bo w trakcie toczących się od kilku tygodni prac nad poprawkami WWP kilkakrotnie powtarzał, że NIE zamierza przekraczać określonego w konstytucji limitu kadencji. Obecna to druga z kolei, jeśli odliczać od 2012 r., kiedy Putin powrócił na Kreml po czteroletniej prezydenturze Miedwiediewa. I konstytucja kolejnej nie przewiduje. I tak ma zostać, mówił.

Putin nie kazał deputowanym zbyt długo czekać w tej gęstej od niepewności atmosferze. Osobiście zjawił się w Dumie, by powiedzieć: silna władza prezydencka jest niezbędna dla stabilności, republika parlamentarna to się w Rosji nie sprawdzi. A przekazanie prerogatyw prezydenta takim instytucjom jak Rada Bezpieczeństwa czy Rada Państwa – organom, które nie są wybierane – nie ma nic wspólnego z demokracją – powiedział Putin, jeszcze raz dowodząc, że demokrata z niego co się zowie. A więc prezydent musi trzymać wszystkie lejce w swoich rękach.

Propozycja poprawki, aby z konstytucji wykreślić zapis o dwóch dopuszczalnych kadencjach prezydenckich, Putinowi się nie spodobała. Natomiast do poprawki Tierieszkowej, aby wyzerować jego dotychczasowe kadencje w związku z nowelizacją konstytucji, odniósł się z pełnym zrozumieniem i akceptacją. Pod jednym wszakże warunkiem (tu ławy pod deputowanymi jękły i znowu atmosfera stała się gęsta od napięcia i niepewności): że zgodzi się na takie sformułowanie Trybunał Konstytucyjny, a ludność zaakceptuje w głosowaniu 22 kwietnia.

Duma ochoczo przyjęła poprawkę Tierieszkowej, przeciwko głosowali tylko komuniści. Trzecie czytanie odbędzie się już jutro. Wynik nietrudno przewidzieć.

Tak oto Putin zagiął czasoprzestrzeń i w roku 2024 znowu będzie świeżym wyzerowanym kandydatem na prezydenta i może w zgodzie z ustawami i konstytucją rządzić spokojnie do 2036 roku. Co najmniej, bo przecież nie wiemy, jakie zaginanie czasoprzestrzeni przyda się wcześniej czy później. Może się zresztą przydać do zmiany personalnej – Putin może wskazać następcę i udzielić mu wsparcia w przedterminowych wyborach prezydenckich. Scenariusz operacji sukcesyjnej ma, jak się wydaje, kilka wariantów. „Putin plus minus nieskończoność” to tylko jeden z nich. Ostatnio moskiewskie wróble znowu się rozćwierkały o pogarszającym się stanie zdrowia WWP. To żadna nowość, już wielokrotnie o tym plotkowano – niemniej to ptasie radio nadaje zwykle nie bez kozery. Czas pokaże.

Petersburski politolog Dmitrij Trawin napisał w komentarzu na FB: „Putin przedłużył sobie pełnomocnictwa na zawsze. No niby tak, ale jakoś na trybunie w Dumie nie wyglądał na triumfatora. Z ludem dogadał się, gdy lud milczał [cytat z „Borysa Godunowa” Puszkina]. Ale problemy Putina zaczną wkrótce narastać. Proszę zwrócić uwagę: po raz pierwszy od dwudziestu lat WWP sięgnął po rozwiązanie proste – chodzi o utrzymanie władzy i nic więcej. Przedtem jego doradcy starali się, aby była równowaga między trzymaniem władzy i wysokim rankingiem poparcia. Teraz Putin stał się zakładnikiem swoich siłowików. Bo jeżeli lud zacznie mocno wyrażać swoje niezadowolenie, to nieformalną legitymację władzy Putina będą mogli obronić tylko siłowicy”.

Media społecznościowe wybuchły feerią komentarzy, memów i dowcipów. „Władimir Władimirowicz w pełni poparł ideę Władimira Władimirowicza pozostania na stanowisku Władimira Władimirowicza tak długo, jak zechce Władimir Władimirowicz”. A jeden z komentujących napisał: „Bogurodzico, wyzeruj Putina!”.

Białe krzesła dla MH17

9 marca. Pod ambasadą Rosji w Niderlandach stanęło wczoraj 298 białych krzeseł. To niema prośba rodzin ofiar o ukaranie sprawców tragedii samolotu pasażerskiego Malaysia Airlines, zestrzelonego nad Donbasem 17 lipca 2014 r. „Może przynajmniej dowiemy się prawdy” – mówili krewni. Dziś w Amsterdamie ruszył proces w sprawie tej katastrofy – większość ofiar to obywatele Niderlandów, stąd ta lokalizacja.

O spowodowanie śmierci 298 pasażerów oskarżeni są trzej Rosjanie – Igor Girkin vel Striełkow, generał Siergiej Dubinski („Chmurny”) i pułkownik Oleg Pułatow („Giurza”) – oraz obywatel Ukrainy Łeonid Charczenko („Kret”). Jak podkreślają prawnicy, to nie jest pełna lista. W toku śledztwa ustalono, że samolot został zestrzelony z rosyjskiego zestawu „Buk”, należącego do 53. Brygady Wojsk Rakietowych w Kursku w Rosji, który został nielegalnie przetransportowany na Ukrainę do strefy, gdzie toczyły się walki. Ustalenia te potwierdził dziś w sądzie prokurator.

Wezwania sądowe zostały wystosowane do wszystkich wyżej wymienionych, ale żaden z nich nie stawił się dziś na rozprawie – ława oskarżonych świeciła pustkami. Tylko Pułatow przysłał dwoje prawników, aby go reprezentowali. Siergiej Dubinski aktualnie przebywa na Krymie, gdzie wypoczywa – tak w każdym razie poinformował w mediach społecznościowych.
Co się dzieje z Girkinem? Ostatnio wypowiadał się niepochlebnie o Władisławie Surkowie, który z ramienia Kremla zawiadywał „rosyjską wiosną” na Donbasie, sterował ręcznie separatystami. Girkin-Striełkow nie po raz pierwszy krytykuje Kreml za niezborną politykę na Ukrainie – wielokrotnie wypowiadał się negatywnie i o Putinie. Jego zdaniem operacja ukraińska była nieudana, doprowadziła do kompromitacji idei „ruskiego miru”. O niepowodzenia Girkin oskarża personalnie Surkowa, ale nie tylko.

Striełkow wydaje się nadal nie rozumieć, że w 2014 r. nie chodziło obronę Donbasu przed „kijowską juntą”, a o zrobienie tam bałaganu, który uniemożliwi Ukrainie rozwój i prowadzenie prozachodniej polityki. A co do samego procesu, to Girkin na początku lutego oznajmił, że nie ma najmniejszego zamiaru składać zeznań: „Nie uznaję tego sądu, nie uznaję tego oskarżenia, ci ludzie nie mają prawa mnie sądzić”.

Pułatow z kolei twierdzi, że nie ma z zestrzeleniem samolotu żadnego związku i nie rozumie, dlaczego ma stawić się w sądzie.

Zdaniem prawników, proces będzie trwać długo, może nawet kilka lat. Sprawozdania z procesu będzie można śledzić na stronie internetowej (https://www.courtmh17.com/ – przewidziane jest tłumaczenie na angielski).

Rosja wytoczyła znowu swoje armaty z fake newsami, podważającymi wersję śledztwa międzynarodowej grupy śledczej JIT. Dzisiejsze wydanie „Wiesti” zamieściło spory materiał o początku procesu. Prowadzący od razu zastrzegł, że „z góry można przewidzieć wynik”. A to dlatego, że sąd uznaje materiały śledztwa, a Rosja ma do niego uwagi, a w ogóle to nie została do śledztwa dopuszczona, a Ukraina została dopuszczona, a rosyjskie materiały nie zostały uwzględnione. Śledczy faktycznie wysłali do Rosji prośbę o ustosunkowanie się do kilku pytań, Moskwa na niektóre pytania odpowiedziała, ale okazało się, że… sfałszowała przekaz.

5 marca holenderska gazeta „Volkskrant” opublikowała obszerny artykuł o manipulacjach Rosji w sprawie zestrzelenia MH17 (https://www.volkskrant.nl/kijkverder/v/2020/russische-manipulatie-en-sabotage-in-mh17-onderzoek~v335877/?referer=https%3A%2F%2F). Opisane w niej zostały znane już akcje: szum medialny, mnożenie wersji, wrzutki fake news, hakerzy z Fancy Bear itd., a także nowe dane o operacjach GRU w 2018 r. w Rotterdamie (celem była siedziba prokuratury generalnej) oraz w Malezji.

Na łamach tej samej gazety Sander van Luik, którego brat Klaas-Willem zginął w katastrofie, pisze (cytuję za https://www.svoboda.org/a/30477171.html): „Federacja Rosyjska pragnie być szanowana na całym świecie, ale od sześciu lat zachowuje się [w sprawie zestrzelenia MH17] jak szczur, który chowa się w kanalizacji. Potoki kłamstwa wybijające z tej kanalizacji są wprost niesamowite. Być może nacisnęli guzik pomyłkowo. Ale wszystko, co doprowadziło do tragedii i wszystko, co zostało zrobione potem, już pomyłką nie było. Dostarczono separatystom broń, dostarczono „Buk”. [A potem było] ukrywanie dowodów i świadków. Rzeka kłamstwa. To wszystko zrobiono już świadomie. Ten proces będzie pojedynkiem godności i cynizmu”.

Dwie rocznice

5 marca 1953 roku Józef Wissarionowicz Stalin upadł na podłogę w swoim pokoju na daczy w Kuncewie, przeleżał porażony wylewem kilka godzin i nie odzyskawszy zmysłów, zmarł. Na jego pogrzebie szloch wstrząsał nie tylko najbliższą rodziną – płakały w poczuciu osierocenia tłumy ludzi, wierzących w jego boskość i wątpiących w to, czy bez niego w ogóle możliwe jest życie na Ziemi, a w każdym razie w wielkim kraju, którym rządził prawie trzydzieści lat.

*

5 marca 1940 roku zebrało się Biuro Polityczne KC WKP(b) i wydało tajną dyrektywę w sprawie egzekucji polskich jeńców wojennych, przetrzymywanych w obozach w Ostaszkowie, Starobielsku i Kozielsku. „Sprawy rozpatrywać w trybie nadzwyczajnym, zastosować najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie. Sprawy rozpatrzeć bez wzywania aresztowanych i bez przedstawienia aktu oskarżenia, decyzji o zakończeniu śledztwa […] Sprawy mają być rozpatrywane przez trójkę [NKWD] w składzie tow. Wsiewołod Mierkułow, Bogdan Kobułow (szef Głównego Zarządu Gospodarczego NKWD), Leonid Basztakow (naczelnik 1 oddziału specjalnego NKWD)”. Trzy dni wcześniej towarzysz Ławrientij Beria, ludowy komisarz spraw wewnętrznych, wystosował do Stalina tajną notatkę (nr 794/B), w której określił przetrzymywanych w obozach i więzieniach polskich jeńców jako „zdeklarowanych i nie rokujących nadziei na poprawę wrogów władzy sowieckiej”. Wobec powyższego NKWD uważa za uzasadnione rozstrzelanie tego podejrzanego elementu.

Od 3 kwietnia do 21 maja 1940 roku rozstrzelano 22 tysiące jeńców. Bez sądu, bez możliwości obrony, bez dania racji, potajemnie, zrzucając ofiary mordu buciorem do rowu wykopanego w lesie. Pamięć o zamordowanych w Katyniu przysypano piaskiem zapomnienia. Gdy mogiły znaleźli w 1943 r. Niemcy, Sowieci wytoczyli wielką armatę propagandy i utkali całun kłamstwa, wskazując jako sprawców Niemców.

Na zorganizowanej dziś przez Centrum Dialogu Polsko-Rosyjskiego konferencji poświęconej pamięci o Katyniu badacz tych wydarzeń Nikita Pietrow ze stowarzyszenia Memoriał mówił o swoich badaniach nad ustaleniem personaliów enkawudzistów, którzy brali udział w katyńskich egzekucjach. „To fascynująca praca – odtwarzanie ludzkich życiorysów, dochodzenie, kim byli ci ludzie, jak dalej potoczyły się losy. Już żaden z katów nie żyje, ostatnia osoba zmarła w 2003 r. Kiedyś z Aleksandrem Gurjanowem myśleliśmy, że władze nie udostępniają dokumentów, dopóki żyją sprawcy, ale gdy już ich nie będzie, to archiwa będzie można otworzyć. Nic takiego się nie stało, wręcz przeciwnie, zbrodnia – choć oficjalnie potępiona przed laty przez władze – jest nadal anonimowa”. Coraz częściej w mediach można spotkać za to publikacje wskazujące na niemieckie sprawstwo zbrodni (tak jak dzisiejsza wypowiedź Władisława Szweda dla agencji RIA NOVOSTI – https://ria.ru/20200305/1568164675.html). Pietrow zwraca uwagę, że po ostatnich badaniach może wskazać personalnie wykonawców tajnej dyrektywy Politbiura z 5 marca 1940 r., tymczasem niemieckich sprawców nikt nigdy nie wskazał. Nawet w czasach ZSRR, gdy oficjalna propaganda trzymała się „wersji niemieckiej”.

Przypominanie o zbrodni katyńskiej jest bardzo nie w smak dzisiejszym władzom Rosji. Władimir Putin szykuje bombastyczne obchody 75. rocznicy Pobiedy 9 maja, w oficjalnej narracji lansowany jest mit o niepokalanym poczęciu zwycięstwa, zatem takie ciemne strony wojny jak pakt Ribbentrop-Mołotow czy zbrodnia katyńska, które mit ten obalają, nie pasują do wyznaczonej linii sakralizacji wojny. Moskwa nie chce o nich wspominać, a tym bardziej się z tego tłumaczyć. Wielkie trąby propagandy będą zapewne zagłuszać niewygodne pytania, wskrzeszać „wersję niemiecką” czy „anty-Katyń”.

O pewnym brzasku w katyńskim lasku
Strzelali do nas Sowieci…

Ze Stalinem i bez Stalina, część piąta

1 marca. Poprzednią część cyklu o miejscu Stalina w polityce jego następców na stanowisku sekretarza generalnego KPZR zakończyłam na „schyłkowym Breżniewie”. Umiarkowany, stopniowo pogrążający kraj w marazmie, unikający zadrażnień na tle historycznym (i nie tylko), lansujący własną wersję historii ZSRR, zwłaszcza przebiegu wielkiej wojny ojczyźnianej, Leonid Iljicz wolał spuścić nad postacią Stalina zasłonę milczenia. Lepiej było o nim nie mówić niż mówić.

Breżniew zmarł w 1982 r., wcześniej przez długi czas chorował, kwestia destalinizacji czy restalinizacji na pewno nie należała do pierwszoplanowych zadań partii wobec ogromu wyzwań i postępującego paraliżu systemu. Ster władzy przeszedł w ręce dyrektora KGB, Jurija Władimirowicza Andropowa. Jak przystało na szefa potężnego, złowróżbnego molocha, prześwietlającego społeczeństwo, ścigającego wolnomyślicieli i walczącego na froncie ideologicznym (i nie tylko) z zagranicą, Andropow był postacią tajemniczą. Jego biografia zawiera wiele znaków zapytania i niejasnych zwrotów. Zdaniem wielu obserwatorów, historyków i biografów Andropow był zwolennikiem twardej linii. Krytykował Chruszczowa za sposób rozprawienia się z kultem jednostki, doskonale zdawał sobie przy tym sprawę, że Chruszczow jest umoczony w stalinowskie zbrodnie. Przy czym Andropow Stalina zbrodniarzem nigdy nie nazywał. Jurij Władimirowicz cenił Ojca Narodów za jego dzieło, miał zwyczaj powtarzać, że nastanie dzień, gdy imię Stalina zostanie docenione przez rzeczone wszystkie narody świata.

Za Andropowa zmienił się kierunek myślenia o epoce stalinowskiej – jeśli za Breżniewa, zwłaszcza w drugiej połowie jego długich rządów, Stalin był niechętnie widzianym gościem w dostępnej dla szerokiej publiki debacie czy na ekranach kin i kartach książek, to Andropow zapuścił „przywracanie pamięci”. O Stalinie mówiono dobrze i z szacunkiem. Z podręczników zniknęły wzmianki o „błędach i wypaczeniach” Józefa Wissarionowicza.

Andropow rządził piętnaście miesięcy, przez ostatnie tygodnie był przykuty do szpitalnego łóżka (cierpiał na poważną chorobę nerek). Zmarł w lutym 1984 r. Na główny piedestał władzy wstąpił równie wiekowy i równie twardogłowy Konstantin Ustinowicz Czernienko.
Pogrzeb Andropowa odbywał się z przewidzianą dla najwyższych partyjnych notabli pompą. Uroczystość transmitowała telewizja. Był mroźny lutowy dzień. Zanim kondukt ruszył, Czernienko zwrócił się do premiera Nikołaja Tichonowa z pytaniem: „Zdejmujemy czapki? Zimno…”. Mikrofony telewizji były włączone, toteż pytanie Czernienki poszło w eter, usłyszeli je widzowie w całym kraju.

Nie przeszkodziło to Czernience w objęciu schedy po Andropowie. Kontynuował kurs poprzednika na heroizację Stalina i jego popleczników, a potem nawet się mocno w tym rozkręcił. Osobiście wręczył legitymację partyjną Wiaczesławowi Mołotowowi, któremu po latach przywrócono członkostwo KPZR (wraz z kilkoma innymi bliskimi współpracownikami Stalina został on wykluczony z partii w 1961 r. na fali chruszczowowskiej odwilży). Za czasów Czernienki do ZSRR mogła powrócić Swietłana Alliłujewa, córka Stalina, która w 1967 r. uciekła z ZSRR i zamieszkała w Stanach Zjednoczonych (co było wielkim skandalem i rysą na wizerunku Sowietów).

Czernienko miał i inne szeroko zakrojone plany, jeśli chodzi o rehabilitację Stalina. Był przekonany, że referat Chruszczowa i destalinizacja były wielkim błędem i uczyniły krajowi wielką krzywdę. Tę krzywdę należało naprawić. Państwo Stalina było dla Czernienki ideałem, do którego pragnął dążyć, chciał więc pełnowymiarowego przywrócenia ideologizacji społeczeństwa w stalinowskim stylu: od najmłodszych lat.

Wraz ze zbliżaniem się czterdziestej rocznicy zwycięstwa gensek w 1985 r. wzmógł wysiłki na rzecz uczczenia „wielkiego poprzednika”. Na 9 maja 1985 r. Czernienko szykował wielkie zmiany – chciał przywrócić nazwę Stalingrad Wołgogradowi (wiele lat wcześniej ten pomysł rzucił Andropow, ale sam nie miał okazji go zrealizować). Zlecił przygotowanie materiałów korygujących oficjalną linię propagandową partii i nakazujących odejście od „subiektywnego podejścia do oceny działalności Stalina” z drugiej połowy lat pięćdziesiątych.

Planu tego jednak nie wprowadzono w życie. Jak głosił krążący po Moskwie bezlitosny dowcip (przytoczony przez Leonida Parfionowa w cyklu „Namiedni”): Вы будете смеяться, но Черненко тоже умер (Będziecie się śmiać, ale Czernienko też umarł). 10 marca 1985 r. – śmierć Czernienki – to ważna data w historii ZSRR. Jak się miało niebawem okazać, oznaczała bowiem koniec sowieckiej gerontokracji i początek nowej ery. Czernienko był ostatnim sowieckim przywódcą pochowanym pod murem Kremla – na tym niewielkim cmentarzyku, na którym w 1961 r. zakopano wyniesione z mauzoleum ciało Stalina.

Jeszcze w czasie, gdy formalnie rządził Czernienko (był ciężko chory po tajemniczym otruciu wędzoną rybą, przysłaną w darze przez ministra spraw wewnętrznych i często nie był w stanie pełnić obowiązków), na szczytach partii trwała intensywna dyskusja na temat dalszych działań: frakcja konserwatywna chciała trwać w marazmie breżniewowszczyzny, a nawet powrócić do stalinowskich porządków, frakcja zmian zmierzała do przetrząśnięcia niewydolnego systemu, większe otwarcie w polityce zagranicznej itd. Konserwa lansowała na stanowisko genseka Grigorija Romanowa (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2008/06/09/kto-jest-spadkobierca-romanowa/), przeciwnicy widzieli zaś na czele partii młodego Michaiła Gorbaczowa. Wygrała frakcja zmian. Ogłoszono program pierestrojki i głasnosti (jawności). O tym, co to oznaczało dla destalinizacji/restalinizacji, w następnej części.

CDN.