18 października. Niedługo w Rosji będzie realny problem: gdzie kupić najprostszą rzecz, na której nie byłoby Putina – napisał jeden z użytkowników Twittera, prześmiewczo komentujących rosyjską rzeczywistość.
Zajrzałam do Internetu, co rynek proponuje dla zwolenników „patriotycznej mody”. Zacznijmy od odzieży. Na stronie internetowej „fabrika maek” – spory wybór dla każdej kategorii wiekowej. Od najmłodszych lat można się ubrać z politycznym fasonem. Wariant dla dzieci – koszulka z wizerunkiem umiłowanego przywódcy: http://fabrikamaek.ru/product/child/416969
Znajdzie się coś i dla większych chłopaków: http://fabrikamaek.ru/product/manshort/417941 (świeci w ciemności) albo taki http://fabrikamaek.ru/product/manshort/422072 (nie świeci).
Są też modele dla kobiet, których serca biją mocno: http://fabrikamaek.ru/catalog/type/womanshort/putin (mój faworyt: http://fabrikamaek.ru/product/womanshort/444029 i jeszcze: http://fabrikamaek.ru/product/womanshort/674488).
Rusłan Sobolew, założyciel innego sklepu internetowego z proputinowską odzieżą, mówi: „Ludzie, którzy kupują rzeczy z mojej prezydenckiej serii, wierzą w Rosję i naszego prezydenta, kochają kraj i jego przywódcę. Putin zrobił dla Rosji dostatecznie wiele […], zmusił wszystkie pozostałe kraje, by szanowały nas jeszcze bardziej, dlatego nasi obywatele z każdym rokiem coraz bardziej dowierzają prezydentowi. Patriotyzm ma dobry czas, rośnie. Ja jako patriota robię takie ubrania. To właśnie jest patriotyzm i zaufanie dla naszej władzy” (http://teoramag.ru/2015/05/26/modniy-patriotizm/).
Producenci odzieży starają się nadążyć za bieżącymi wydarzeniami i ledwie zaczęły się rosyjskie bombardowania Syrii, już rzucili na rynek najnowsze wzory. Koszulki z napisem „Poprzyj Asada” można zakupić w sklepie firmowym Ministerstwa Obrony. Podobno idą jak woda (http://ru.euronews.com/2015/10/16/support-assad-t-shirts-are-latest-must-have-fashion-in-russia/; http://lenta.ru/news/2015/10/13/asad_tshirt/).
Na tych, którzy nie tylko chcą nosić prezydenta na piersi, ale także przytykać go do swych spragnionych ust, w sklepikach i kramach czekają kubeczki na każdą okazję. Porcelana, szkło, zwykła zastawa stołowa – proszę bardzo, od śniadania do kolacji prezydent dodaje apetytu. No bo przecież nie odbiera. Wizerunek Putina spotkać można na magnesikach na lodówkę – sprzedawcy w kioskach z pamiątkami w miastach „Zołotogo Kolca” mówią, że turyści częściej kupują Putina niż cerkwie, będące głównymi atrakcjami Włodzimierza, Suzdala, Rostowa Wielkiego itd. Zdjęcia pochodzą z blogu Ilji Warłamowa:
http://echo.msk.ru/blog/varlamov_i/1641984-echo/
Proszę zwrócić uwagę na zdjęcia trzecie i czwarte, uwidoczniony jest na nim (w dolnym rządku) magnesik z wizerunkiem premiera Miedwiediewa, który płynnie przechodzi w wizerunek Putina. W zamierzchłych czasach na Bazarze Różyckiego można było nabyć takie trójwymiarowe cacka z mrugającą oczkiem Japonką albo panią w bikini lub bez.
Podobny asortyment można nabyć w sklepie „Anty-NATO” – nie tylko Asad, ale nieboszczyk Kadafi, nie tylko koszulki, ale także breloczki, torby, filiżanki, termosy (http://antinato.printdirect.ru/), dla każdego coś miłego.
Sekretarz prasowy prezydenta w zeszłym roku, kiedy przetaczała się pierwsza fala popularności koszulek z Putinem po aneksji Krymu, powiedział, że prezydent nie jest zachwycony tym wzmożeniem popularności swego wizerunku na częściach garderoby. Ale przeciwstawianie się tej fali nie jest w tym momencie wskazane.
Miesiąc: październik 2015
Dwa raporty kolejno
16 października. Tragedia pasażerskiego boeinga Malezyjskich Linii Lotniczych zestrzelonego nad wschodnią Ukrainą w lipcu 2014 roku powraca w kolejnych odsłonach.
Na popołudnie 13 października holenderski urząd ds. bezpieczeństwa (OVV) zapowiedział ogłoszenie wyników dochodzenia, mającego określić techniczne parametry katastrofy. Już w godzinach porannych tego dnia z własnym raportem wystąpili na konferencji prasowej przedstawiciele rosyjskiej firmy Ałmaz Antiej (producenta m.in. systemów Buk), którzy poinformowali o przeprowadzeniu eksperymentu, mającego odtwarzać okoliczności zestrzelenia malezyjskiego samolotu. (Materiał filmowy z tego eksperymentu można obejrzeć tu: https://www.youtube.com/watch?v=4vciPXEDhYY). Specjaliści koncernu stwierdzili, że rakieta została wystrzelona z terytorium kontrolowanego przez armię ukraińską z okolic miejscowości Zaroszczenskoje. Zacytuję jeden z wielu komentarzy do tego eksperymentu: „Ludzie zajmujący się badaniem katastrofy musieli się nieźle uśmiać. Jak ustawiony nieruchomo na ziemi korpus Ił-86 może cokolwiek udowodnić w sprawie przyczyn katastrofy Boeinga-777 lecącego na wysokości 10 tys. metrów z prędkością 900 km na godzinę w temperaturze minus pięćdziesiąt stopni? […] Jasne, że dyrektor Antieja nie chce stracić stołka, ale takie eksperymenty mówią jednoznacznie, że albo jest durniem, albo wysługuje się Kremlowi”.
Poprzednie wersje strony rosyjskiej, wskazujące np., że malezyjski samolot został zestrzelony przez ukraiński myśliwiec, jakoś niepostrzeżenie odpadły, choć lansowane były przez oficjalną propagandę jako jedyne słuszne i prawdziwe.
Dzisiaj przedstawiciel koncernu Ałmaz Antiej oznajmił, że zamierza włączyć poniesione na przeprowadzenie wyżej wzmiankowanego eksperymentu wydatki do listy strat, jakich doznaje z powodu sankcji UE. Brzmi absurdalnie? O co chodzi – otóż koncern złożył w sądzie w Luksemburgu pozew w sprawie zniesienia sankcji nałożonych wobec niego przez UE w zeszłym roku (z tego tytułu, że jest producent systemów obrony powietrznej, używanych w konflikcie w Donbasie). Zdaniem kierownictwa koncernu podstawą skargi jest to, że brak dowodów na dostarczenie jego produkcji separatystom walczącym na wschodzie Ukrainy, ergo – na destabilizację sytuacji na Ukrainie, ergo – sankcje są bezprawne i należy się odszkodowanie.
Ale wróćmy do raportów w sprawie zestrzelonego Boeinga. Holendrzy przedstawili wyniki swojego śledztwa. Oprócz dokumentu (http://cdn.onderzoeksraad.nl/documents/report-mh17-crash-en.pdf), w którym opisane zostało dochodzenie, opublikowali film: https://www.youtube.com/watch?v=iGm00TdqirY
Ustalono, że samolot został zestrzelony: nad kabiną pilotów z lewej strony rozerwała się nadlatująca od przodu samolotu rakieta z ładunkiem typu 9N314M wystrzelona z kompleksu Buk. W raporcie wykreślono obszar, z którego wystrzelono złowieszczą rakietę: 320 km kwadratowych. Dyrektor OVV Tjibbe Joustra na spotkaniu z członkami parlamentu stwierdził, że Buk znajdował się na terytorium kontrolowanym przez prorosyjskich separatystów.
Można powiedzieć: żadnych rewelacji. Ale też nie o rewelacje tu chodziło, a o skrupulatne spisanie technicznych parametrów. Prokuratura nadal prowadzi śledztwo, uznała materiał urzędu Joustry za „wielce pomocny”. Wyniki śledztwa mają zostać opublikowane w lutym 2016 roku.
W rosyjskiej telewizji często powtarzana jest teza, że strona rosyjska jest tendencyjnie pomijana przez międzynarodową komisję wyjaśniającą okoliczności. Goście audycji Radia Swoboda wskazali, że tak nie jest: „W raporcie detalicznie przedstawiony został dyskurs pomiędzy stroną holenderską i rosyjską. Ze strony przeciwników wersji, że samolot został zestrzelony z terytorium kontrolowanego przez separatystów, często słyszymy taki argument, że podobno dowody, informacja, ekspertyzy strony rosyjskiej nie są w ogóle brane pod uwagę. Minister spraw zagranicznych Ławrow ostatnio tak powiedział. To nieprawda. W raporcie w części V/A zostały zacytowane komentarze strony rosyjskiej do roboczej wersji raportu i odpowiedzi strony holenderskiej, dlaczego uwagi są przyjmowane lub nie. […] Z jakiegoś powodu stronie rosyjskiej szczególnie zależało, aby w tekście raportu nie było wniosków komisji odnośnie typu ładunku (głowicy)”.
O co chodzi z tym typem głowicy? Buki starszego typu ma na swoim wyposażeniu armia ukraińska. Armia rosyjska – nowsze typy. Ze starszych, jak twierdzą eksperci wojskowi, nie da się wystrzelić rakiet z nowszymi typami ładunków. Toteż określenie, co niosła w sobie rakieta wystrzelona z Buka, ma znaczenie.
Swoje śledztwo prowadzi też nadal grupa Bellingcat. Materiały o MH17 można obejrzeć na ich stronie internetowej:
(wersję rosyjską opublikowała strona Openrussia Michaiła Chodorkowskiego: https://openrussia.org/post/view/9967/)
Bellingcat nie ma wątpliwości: Buk przyjechał z 53. brygady przeciwlotniczej rosyjskiej armii.
Na koniec – krótka sonda uliczna przeprowadzona w Rosji. Kilka odpowiedzi na pytanie o sprawstwo katastrofy: – nie wiem, nie słyszałam. A ci, którzy słyszeli, mówią: – nie interesuje mnie to, co tam sobie Holendrzy ustalili, nasi przeprowadzili eksperyment i tylko to jest wiarygodne./ To Ameryka i ich przydupasy Ukraińcy./
https://www.facebook.com/currenttimetv/videos/1686065464941821/
Znowu kłopotliwy Nobel
12 października. Mówi się, że w Rosji poeta to więcej niż poeta. Można sparafrazować to popularne twierdzenie: literacki Nobel to w Rosji więcej niż literacki Nobel.
Nagrodę Akademii Szwedzkiej w dziedzinie literatury otrzymał w 1933 roku Iwan Bunin. Kłopot dla Moskwy. Bunin był emigrantem. Uciekł przed breweriami bolszewików, których rząd określał mianem „odrażającej galerii przestępców”. ZSRR odwrócił się do nagrodzonego i nagradzających plecami. Książki Bunina zaczęły się ukazywać w Związku Radzieckim dopiero po śmierci Stalina, ale nie wszystkie, niektóre wyszły drukiem dopiero w latach pierestrojki. W kanonie lektur szkolnych były co najwyżej w wykazie literatury uzupełniającej. Teraz Bunin przeżywa „drugą młodość”, jest czytany i ceniony w ojczyźnie. Nikita Michałkow zekranizował jego dzieła, znajdujące się w ZSRR na indeksie.
Kolejnym noblowskim laureatem piszącym po rosyjsku został Borys Pasternak w 1958 roku. Został w kraju poddany szykanom – powieść „Doktor Żywago”, za którą został nagrodzony, uznano za utwór antyradziecki, „przynętę na zardzewiałym haczyku antyradzieckiej propagandy”, Pasternaka wykluczono ze Związku Pisarzy Radzieckich. Pod naciskiem odmówił przyjęcia nagrody. Przez łamy prasy przewaliła się fala krytyki, reżimowi wazeliniarze dowodzili, że twórczość Pasternaka nie jest warta funta kłaków. „Nie czytałem, ale potępiam” – to absurdalne zdanie często pojawiało się jako kwintesencja zorganizowanej nagonki. Pisarza rehabilitowano w latach pierestrojki, jego syn odebrał dyplom Akademii Szwedzkiej w 1989 r.
W 1965 r. literacką Nagrodę Nobla otrzymał Michaił Szołochow. To jedyna nagroda, która nie wzbudziła w ZSRR kontrowersji. Szołochow był uznany za wzorcowego twórcę radzieckiego, od 1962 r. był członkiem KC KPZR.
Kolejny rosyjskojęzyczny laureat literackiej „Nobielewki” – Aleksander Sołżenicyn (1970) znowu nie wpasował się w oczekiwania najwyższych władz partyjnych i państwowych, został wyklęty, wyrzucony z kraju i obwołany wrogiem publicznym. Lud pracujący protestował przeciwko pisarzowi, jego dzieła trafiły na indeks z „Archipelagiem GUŁag” na czele. Z emigracji Sołżenicyn powrócił w 1994 r., powitany z honorami, z honorami też traktowany był przez Putina, którego poglądy w ostatnich latach życia podzielał.
W 1987 r. laureatem został poeta Josif Brodski, w ZSRR wiecznie ścigany jako „bumelant” i w ogóle człowiek nieodpowiedni, pozbawiony w 1972 r. radzieckiego obywatelstwa, wygnaniec, który znalazł przytulisko w USA, a potem w ukochanej Wenecji, gdzie spoczął na cmentarnej wyspie świętego Michała.
Literackie Noble były w ZSRR odbierane jako wroga manifestacja Zachodu wobec Moskwy i oręż w zimnej wojnie. Przyznawanie nagrody pisarzom, których władze nie pieściły (wyjątek stanowi, jak napisałam wyżej, Szołochow), uznawano za akt polityczny, wzmocnienie antyradzieckich trendów w kraju. ZSRR nie ma już, chwalić Boga, od prawie 25 lat, ale tendencje w ocenie literackich Nobli dla rosyjskojęzycznych pisarzy okazały się w Rosji trwałe jak elana.
Komitet Noblowski przyznał tegoroczną nagrodę Swietłanie Aleksijewicz, pisarce o pochodzeniu białorusko-ukraińskim, tworzącej w języku rosyjskim. Jej metoda pisarska to non fiction, zapis rozmów ze świadkami wielkich wydarzeń okrutnej epoki. Na polski zostały przetłumaczone jej książki o kobietach na wojnie (II wojna światowa, a właściwie Wielka Wojna Ojczyźniana), chłopakach walczących w „Afganie” (relacje kobiet, których synowie, mężowie, ojcowie, nie wrócili z wojny), o konsekwencjach Czarnobyla, o życiu człowieka postradzieckiego. Aleksijewicz zagląda w oczy, zagląda w duszę, pokazuje historyczne wydarzenia i procesy poprzez opowieść zwykłego człowieka, wplecionego – najczęściej wbrew swojej woli – w historię, pochyla się nad tymi połamanymi losami, jest rzecznikiem człowieka skrzywdzonego. Piękna karta literatury. Nic tylko czytać, uczyć się, cieszyć i gratulować.
Tymczasem… W Moskwie obudziły się demony z czasów Pasternaka. Nagroda dla Swietłany Aleksijewicz wzbudziła w wielu komentatorach niechęć, nawet agresję. Pouczyć laureatkę za nieadekwatne zachowanie pospieszył nawet rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow. A co poszło tym razem? Aleksijewicz powiedziała mianowicie, że „doświadcza uczucia antypatii wobec 84 procent Rosjan, którzy opowiadają się za zabijaniem Ukraińców”, że Ukraina jest „okupowana” przez inne państwo. Interwencję Rosji w Syrii porównała do konfliktów w Afganistanie i Czeczenii. Pieskow nie kazał na siebie długo czekać: „Swietłana ma za mało danych, aby pozytywnie ocenić to, co się dzieje na Ukrainie”.
Zaraz za sekretarzem prasowym Putina w bój przeciwko Aleksijewicz ruszyły zastępy usłużnych ludzi pióra. Jeden przez drugiego oburzali się, jak można było przyznać Nobla takiej miernocie, która nawet nie jest literatem, a jedynie jakimś dziennikarzyną co najwyżej. Eduard Limonow, mający chyba ciągle jeszcze pretensje do bycia literatem, deprecjonował samą nagrodę: „kiedyś przynajmniej dawali z przyczyn politycznych, a teraz każdemu jak leci”.
„Wata”, czyli zwolennicy #Krymnasza, Noworosji, Nowosyrii i innych fajnych pomysłów Putina, zdecydowanie wystąpili przeciwko Aleksijewicz. Wadim Lewiental w „Izwiestiach” wywodził, że gdyby Komitet Noblowski mógł nagrodzić ukraińskiego pisarza, to by nagrodził, ale wobec braku laku [w podtekście: nie ma ukraińskich pisarzy nadających się do nagrodzenia] stanęło na Aleksijewicz. „Aleksijewicz nagrodzono, bo jest antyrosyjska” – wyrąbał jeden z dziennikarzy obsługujących prezydenta. A inny komentator podkreślił, że laureatka na pewno nie otrzymałaby nagrody, gdyby nie mówiła wszem wobec o okupacji Krymu przez Rosję. „Nobel dla rusofobki”. „Zachód postępuje tak, jak w latach ZSRR – daje upolitycznione nagrody wrogom Rosji”. „To, co pisze Aleksijewicz, to poziom prowincjonalnej gazetki”. Itd., itp.
Ale wielu kolegów literatów ucieszyło się z nagrody dla pisarza piszącego po rosyjsku. Borys Akunin napisał: „Czy jest Rosjanką, czy Białorusinką, to nieważne. To rosyjska literatura, skoro napisana została po rosyjsku. Gratulacje dla Swietłany Aleksijewicz. Brawa dla Komitetu Noblowskiego”. A Marat Gelman ujął to tak: „Aleksijewicz urodziła się na Ukrainie, jest białoruską pisarką piszącą po rosyjsku. To ona jest prawdziwym rosyjskim światem [russkij mir]. A Chołmogorow, Prochanow i Putin to samozwańcy”. [Dla wyjaśnienia: idea rosyjskiego świata przyświecała zeszłorocznej ofensywie Putina na wschodzie Ukrainy, Chołmogorow i Prochanow – pisarze, publicyści, dziennikarze – byli gorącymi orędownikami tej akcji i jej hasła].
Urodziny najlepszego przyjaciela rapera Timati
7 października. #PutinDay – taki hashtag wprowadził Twitter. A to dlatego, że rosyjski prezydent obchodzi dzisiaj 63 urodziny.
Rosjanie podarowali prezydentowi na ten prześwietny dzień swoje bezbrzeżne zaufanie. Według ostatniego badania opinii publicznej Centrum Lewady, aż 80% obywateli Federacji Rosyjskiej ufa Putinowi i tylko 7% mu nie dowierza.
Od kilku lat 7 października urzędnicy, współpracownicy, sportowcy, artyści, kucharki, rolnicy, tramwajarze, studenci i generałowie prześcigają się w wyśpiewaniu jubilatowi słodkiej hosanny. Przebojem tegorocznych obchodów jest utwór (nazwijmy to tak z braku lepszego określenia) rapera Timati, pracującego w pełnotłustej prokremlowskiej wazelinie. Arcydzieło serwilizmu nosi tytuł „Putin jest moim najlepszym przyjacielem”. Klip zrealizowano z rozmachem na placu Czerwonym, pod murami Kremla, gdzie w pocie czoła na co dzień trudzi się bohater pieśni. Jeśli macie Państwo ochotę na zapoznanie się z tą produkcją, to można ją znaleźć tu (od wczoraj klip na Youtube obejrzało prawie pół miliona widzów; uprzedzam, że można dostać mdłości):
https://www.youtube.com/watch?v=jp9pfvneKf4
Na skromniejsze audytorium może liczyć piewica Natalie z cukierkowo naiwną pieśnią „Wołodia”, w której wyznaje, że zakochała się w WWP już siedząc w szkolnej ławie, w piątej klasie; paragraf za uwodzenie nieletniej prezydentowi wszelako nie grozi, gdyż dziewczę chowało w sercu na dnie to swoje uczucie i ujawnia je dopiero teraz:
Nie pozostają w tyle przedstawiciele sztuk pięknych (no, powiedzmy, że pięknych). Petersburska plastyczka Irina Romanowska uczciła urodziny WWP wykonaniem portretu prezydenta uprawianą przez siebie oryginalną techniką malarską: mazanie po płótnie (kartonie) gołą piersią. Romanowska osobiście zaniosła portret do biura prezydenta. Szeroko powiadomiła media, że na obrazku wykonanym fioletową akwarelą prezydent uśmiecha się zagadkowo jak Gioconda, podnosząc w górę kieliszek. Nic nie wiadomo, czy zamierza zaprezentować także sam „proces twórczy”.
Grupa fanów prezydenta, która w zeszłym roku zorganizowała wystawę „Dwunastu prac Putina” (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2014/10/06/dwanascie-prac-putina/), w tym roku w ramach obchodów prezentuje nową ekspozycję obrazów „Putin Universe”. Putin jest na nich przedstawiony jako (uwaga) Mahatma Gandhi, Joanna d’Arc, Nelson Mandela, Che Guevara itd., itp. Wystawę będzie można obejrzeć w Moskwie i Londynie. (Niektóre z dzieł można zobaczyć np. tu: http://www.politonline.ru/interpretation/22883555.html).
Ci, którzy sami talentami nie grzeszą, ofiarowują jubilatowi swe ciała. Okolicznościowy przegląd tatuaży z wizerunkiem Putina zamieścił dziś „Moskowskij Komsomolec”. Bo Putin to na całe życie, argumentują swoją decyzję właściciele skóry pokrytej Putinem. Władimir Wysocki śpiewał o tym, jak więźniowie w łagrach tatuowali sobie profil Stalina na lewej piersi, aby lepiej słyszał, jak biją dla niego ich serca. Jak można zobaczyć na zdjęciach w „MK”, Putin dobrze się nosi nie tylko na piersi, ale na dłoniach, ramionach, a nawet łydkach.
Uwielbiać prezydenta można także przez sen. Redakcja pisma „Metro” zaproponowała czytelnikom, aby z okazji urodzin prezydenta podzielili się z resztą postępowej ludzkości treścią swych snów o Putinie. „Przyśniło mi się raz, że siedzę sobie na ławce w parku i smucę się, gdyż nie mogłam znaleźć pracy, aż tu widzę, że idzie ku mnie Putin, przysiadł się do mnie powiada: nie lękaj się, znajdziesz pracę. No i rzeczywiście, po kilku tygodniach dostałam pracę” – podzieliła się z całym światem Natalia Rieznik. A 31-letnia księgowa Jelena Czerkowiec miała taki sen: „Przyszedł do mnie Putin i mówi: zrób mi kawki, a ja mu na to, że nie umiem obsługiwać ekspresu. Putin wziął w ręce instrukcję i mówi: To razem poczytajmy i zróbmy kawę. I zaczął punkt za punktem czytać i tak oto wspólnym wysiłkiem zrobiliśmy pyszną kawę”. Być może w sennikach, które tak lubią Rosjanie, pojawi się nowa wykładnia: „Putina śnić – wygrać samochód na loterii”. Albo przynajmniej ekspres do kawy.
Z okazji urodzin prezydenta są też radości bardziej przyziemne. Apteka w Briańsku zrobiła urodzinową promocję wyrobów firmy Priezidient: szczoteczki do zębów, pasty, nici stomatologiczne (https://twitter.com/romanpopkov1/status/651717896322875392).
Sam prezydent też postanowił sobie zrobić prezent na urodziny. Wybrał się do ulubionego Soczi i rozegrał mecz w hokeja na lodzie w ramach gali Nocnej Ligi Hokeja (drużyna weteranów lodu). Strzelił siedem goli w ciągu całego meczu (jego drużyna wygrała z wynikiem 15:10). No, do rekordu Lewandowskiego to mu jednak trochę brakuje.
Pierwszy milion
3 października. Szanowni Państwo! Dzisiaj zostałam blogerką milionerką: licznik, rejestrujący odwiedziny Czytelników na blogu „17 mgnień Rosji”, odnotował dziś milion odsłon. Bardzo dziękuję Państwu za aktywność i zapraszam nadal do czytania i komentowania.
W tych pięknych okolicznościach przyrody i blogowania zapraszam do rzadko prezentowanego przeze mnie tematu – dowcipnego ujęcia aktualnych wydarzeń na scenie politycznej. Nawet o tak dramatycznych okolicznościach jak rosyjskie bombardowania na terytorium Syrii po sieci rozpełzają się setki memów, demotywatorów i żartów.
Ten plakat nawiązuje do słynnego zdjęcia z okresu II wojny światowej, przedstawiającego prowadzącego w bój oficera. Dzisiaj ma to inny wymiar:
http://beseder.ru/news/entryid/424
Podobnie jak przeróbka legendarnego plakatu „Matka Ojczyzna wzywa” – dziś rozpowszechniana w Internecie w wersji „Matka Syria wzywa” https://twitter.com/ANAKOYHER/status/649946726602813440
Są też setki tweetów, odnoszących się bezpośrednio do wypowiedzi polityków czy wiadomości agencyjnych. „Miedwiediew nazwał operację w Syrii obroną Rosji przed terroryzmem. Pod takim hasłem można i pingwiny na Antarktydzie wyciąć w pień”. Inny komentarz całkiem trzeźwy: „Asad poprosił Putina o pomoc i Rosja zgodnie z prawem bombarduje Syrię. Jeśli zatem Poroszenko poprosi Amerykę o bombardowanie separatystów w Donbasie, to będzie OK?”.
W nawiązaniu do opisywanej przeze mnie wczoraj deklaracji Ramzana Kadyrowa, który chce posłać do Syrii swoich dzielnych chłopaków, jeden z komentatorów zadał pytanie: „Jeśli kadyrowcy trafią do Syrii, to kto komu będzie głowy ucinał?”
Komentarz do tego, że synowie wierchuszki politycznej nie rwą się do walki w Syrii: „Powiadają, że w Dumie i Radzie Federacji coraz większą popularnością cieszy się inicjatywa deputowanych: Poprzyj Putina, wyślij do Syrii swego syna”.
W zeszłym roku głównym tematem w rosyjskich mediach były wydarzenia na Ukrainie. Nawet wtedy, gdy w Rosji działy się rzeczy ważne i ciekawe, to i tak jako pierwsze podawano w serwisach wieści z Ukrainy. Ta praktyka przyczyniła się do powstania mema „Чо там у хохлов?” (Co tam u Ukropów?). Teraz przerobiono to na: „Чо там у ИГИЛ?” (Co tam w Państwie Islamskim?).
Jest mnóstwo memów i żartów o tym, że Putin rozkręca kolejną wojnę, rzecz kosztowną, podczas gdy losy emerytur stanęły pod znakiem zapytania. Jest też i taki tweetowy komentarz: „Rosjanie są dziwnym narodem: wolą zbombardować Państwo Islamskie, niż w swoim kraju zbudować sobie ciepłe toalety”.
Zaklęcia Putina i innych rosyjskich polityków, że Rosja nie zamierza brać udziału w operacji lądowej w Syrii, skwitowano żartem: „Założyło się dwóch syryjskich czołgistów, który ma ładniejszy dom – czy Sierioża w Wołogdzie, czy Wołodia w Pietrozawodsku?”.
Komentarzem na temat rosyjsko-syryjskiego braterstwa broni jest przeróbka cytatu z Bismarcka: Będziemy mogli pokonać Rosję wtedy, kiedy Rosjanie i Syryjczycy uwierzą, że są dwoma różnymi narodami.
https://twitter.com/gniloywest/status/650027425745797121
Ten żart pochodzi z jednego z najbardziej odjechanych zasobów „Gnijący Zachód” (https://twitter.com/gniloywest). Dowcipy tam publikowane polegają najczęściej na komentowaniu zdjęć, przeważnie pochodzących z Rosji, przedstawiających jakąś ruinę, pijaństwo albo dramatyczny rozjazd z oficjalną propagandą sukcesu, czemu towarzyszy podpis wskazujący, że fotka pochodzi z Zachodu (gnijącego).Na przykład: https://twitter.com/gniloywest/status/649164255120502784 (Konflikt pomiędzy kapłankami płatnej miłości a narkomanami, Amsterdam, Holandia) albo https://twitter.com/gniloywest/status/646630729695293440 (Freddy Mercury i Pamela Anderson w restauracji Le Gavroche, Londyn, Anglia) albo https://twitter.com/gniloywest/status/646271486530060288 (Antyczna szkoła filozoficzna w Atenach, mistrz opowiada uczniom o kulcie ciała).
A oto wiadomość całkiem na poważnie. „Global Research przyłapał Zachód na kłamstwach o obecności rosyjskich wojsk w Syrii” – poinformowała tuba Kremla na zagranicę telewizja RT. – „Resort obrony USA jest znany ze swej skłonności do fabrykowania informacji i gołosłownej propagandy, pisze na stronie Global Research obserwator Stephen Lendman. Teraz, tak jak wcześniej na Ukrainie, tam mówią, że Moskwa przerzuciła do Latakii wojska i samoloty, ale żadnych przekonujących świadectw tego nie zaprezentowano”. Ten materiał pochodzi z 21 września.
http://russian.rt.com/inotv/2015-09-21/Global-Research-pojmal-Zapad-na
W związku z tym, a może całkiem bez związku, okazuje się, że Obama to jednak чмо:
https://twitter.com/dailykiselev/status/649949046405251072
I na koniec dowcip ogrywający to, że swego czasu Putin po powrocie z KGB-owskiej misji w NRD nie miał środków do życia i zarabiał, wożąc ludzi na łebka prywatnym samochodem:
https://twitter.com/ANAKOYHER/status/649298640704512000 (Gdyby gwiazdy ułożyły się inaczej, Wowa by kręcił kółkiem w zaporożcu [w oryginale rosyjskim jest dodatkowa gra słów, czasownik бомбил oznacza i był kierowcą, i bombardował]. Żadnych bombardowań). Ach, te gwiazdy…
