Kryzysowe wojny futbolowe

O postawach kibiców, szczególnie tych najbardziej zaangażowanych – kibiców piłkarskich, napisano wiele książek, nie mówiąc o artykułach prasowych. Piłka nożna sama z siebie wyzwala ogromne emocje, ale gdy do tego dochodzi jeszcze gorączka polityczna, robi się naprawdę gorąco.

Można to było zaobserwować podczas meczu Białoruś-Ukraina w ramach eliminacji do mistrzostw Europy, który odbył się na Białorusi. Od razu podam wynik – Ukraina wygrała 2:0, ale tym razem nie o wynik chodziło. A o to, jak zachowywały się trybuny. Ale po kolei.

W ukraińskiej i rosyjskiej prasie przed meczem pojawiły się informacje, że szykuje się największa od lat ustawka pomiędzy kibicami Rosji i Ukrainy. Takie ustawki odbywały się niejednokrotnie przed wojną rosyjsko-ukraińską, ale teraz mają jeszcze wymiar dodatkowy. Na stronach internetowych rosyjskich kibiców można znaleźć obszerne opisy poprzednich ustawek. Rosyjscy kibole twierdzą, że wszystkie „machacze” (rosyjska nazwa ustawki) wygrywają oni – Ukraińców z pola boju znoszą nieprzytomnych. Czy w białoruskim Borysowie doszło do bitwy kiboli – nie wiadomo, media nic nie o tym nie piszą. Natomiast piszą o tym, co wydarzyło się na stadionie. Trybuny kibiców ukraińskich i białoruskich prowadziły zadziwiający dialog. „Żywe Biełaruś” – krzyczała białoruska trybuna, a także: „Sława Ukrainie”, Ukraińcy odpowiadali „Herojam sława”. Na trybunie rozwinięto ogromny baner po białorusku: „Spotkanie braci”. Śpiewano pieśni zespołu Lapis Trubieckoj oraz słynny przebój ukraińskich kibiców (i nie tylko kibiców) „Putin ch… la la la la la la”. Na twitterze pojawiło się natychmiast mnóstwo komentarzy, np. „Ukraina strzela bramki, Białoruś wpuszcza, ale przegrywa Rosja”.  Po meczu białoruskie KGB zatrzymało kilkanaście osób pod zarzutem publicznego używania niecenzuralnych słów.

Jeszcze pod koniec lutego, po krwawych wydarzeniach na Majdanie i ucieczce Janukowycza z Kijowa, rosyjscy kibice (tym razem hokejowi) wyrażali solidarność z protestującą Ukrainą (http://www.aif.ua/sport/other/1115053). W czasie meczu Spartaka i CSKA trybuny wykrzykiwały „Sława Ukrainie”. Dzisiaj w Rosji nie do pomyślenia.

Równie ciekawie było na meczu eliminacyjnym Rosja-Szwecja w Sztokholmie w ostatni czwartek.  Pod stadionem jeszcze przed początkiem spotkania kilka osób stało z ukraińskimi flagami w ręku, plakatami „czerwona kartka dla Putina” i wezwaniami do odebrania Rosji organizacji mistrzostw świata w 2018 roku. Przybywający na mecz rosyjscy kibice rzucili się na protestujących, jeden z Rosjan nazwał uczestników pikiety „faszystami”. Doszło do przepychanki, interweniowała policja. Do incydentu doszło również w trakcie meczu. Rosyjski kibic wyciągnął flagę samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej i chciał ją wywiesić na barierze. Taka manifestacja polityczna nie spodobała się reszcie rosyjskiego sektora, znowu doszło do szarpaniny.

Z poparciem dla „projektu Noworosja” wystąpili natomiast rosyjscy kibice podczas dzisiejszego meczu Rosja-Mołdawia, który odbył się w Moskwie: nad trybuną wznieśli portrety Igora Girkina vel Striełkowa, Walerija Bołotowa i innych dowódców separatystów działających teraz i wcześniej na wschodzie Ukrainy, pod portretami wywieszono baner z napisem „Duma narodu”. Mecz zakończył się remisem, choć Rosja ostrzyła sobie zęby na wysokie zwycięstwo. Stosunki rosyjsko-mołdawskie nie należą do najcieplejszych, zwłaszcza po podpisaniu przez Kiszyniów umowy stowarzyszeniowej z UE. O tym, jakie emocje towarzyszą ostatnim wydarzeniom, niech świadczy wymiana ciosów pomiędzy prezydentami Rosji i Mołdawii podczas niedawnego szczytu WNP. Mołdawski prezydent wyraził ubolewanie, że po podpisaniu przez jego kraj umowy stowarzyszeniowej z Unią Rosja faktycznie zamknęła swój rynek dla mołdawskich towarów i że Mołdawia została de facto wypchnięta ze wspólnej przestrzeni wolnego handlu WNP. Na co Putin odparł: trzeba było wcześniej pomyśleć, jakie skutki będzie miało podpisanie umowy z UE. I nawet wtedy, kiedy zaczął przemawiać kolejny z prezydentów, obaj panowie wymieniali groźne słowa, gesty i spojrzenia. No i teraz jeszcze ten niekorzystny wynik meczu…

Białorusko-ukraińskie braterstwo stadionowe, mobilizacja mołdawskiej drużyny podczas meczu z Rosją, portrety „bohaterów Noworosji” w chwili, gdy Kreml po cichu zwija projekt Noworosja – to ważne sygnały trendów społecznych. Jesienią 2011 roku trybuny wygwizdały Putina (http://labuszewska.blog.onet.pl/2011/11/21/zmieszane-sztuki-walki/), to był ważny sygnał niezadowolenia tej grupy społecznej, która potem zorganizowała masowe protesty „białej wstążki” przeciwko fałszowaniu wyborów i powrotowi Putina na Kreml. Czy teraz ktokolwiek na szczytach władzy w Rosji w ogóle chce słyszeć i widzieć sygnały dobiegające ze stadionów? Wiele wskazuje na to, że inżynierowie dusz i ich szef grają swój mecz i nie oglądają się na reakcje widzów. Czy słusznie?

Z dalekiego frontu

Syria. Daleko od Moskwy. W pewnej chwili Syria stała się jednak bliska sercu rosyjskiego przywódcy. W zeszłym roku w rozgrywce z niezdecydowanym Zachodem Władimir Putin zagrał skuteczną partię – powstrzymał USA przed interwencją, która doprowadziłaby do obalenia Baszara al-Asada. A prezydent Asad to przyjaciel Rosji postrzegany przez Kreml jako gwarant, że w Syrii nie powtórzy się „arabska wiosna/kolorowa rewolucja” (kremlowskie wróble ćwierkają od dawna, że pan Putin bardzo nie lubi takich hopsztosów, uważa je za rezultat wrażych knowań Waszyngtonu). Putin po akcji „wstrzymać Obamę, obronić Asada” zyskał uznanie jako człowiek miłujący pokój i skutecznie oń walczący. Rozległy się nawet głosy, by mu za to przyznać Pokojową Nagrodę Nobla. Teraz po Krymie i rozpętaniu wojny w Donbasie nawet najzagorzalsi zwolennicy kandydatury Putina jakoś się z tym pomysłem nie wyrywają. Ale wróćmy do Syrii.

Wobec wydarzeń na Ukrainie Damaszek znalazł się na dalekich pozycjach. Informacje stamtąd rzadko goszczą na łamach rosyjskiej prasy. Tymczasem trzy dni temu z rejonu syryjskiej stolicy napłynęły wiadomości od członków sił antyrządowych (SSA). Otóż, zdobyli oni strategiczne wzgórze Tal al-Hara na południu Syrii, w pobliżu granicy z Izraelem. Nie byłoby w tym żadnej sensacji, gdyby nie to, że na wzgórzu zdobywcy odkryli zakamuflowane radiolokacyjne centrum wywiadowcze. Znalezione tam materiały świadczą o tym, że w wraz z syryjskimi funkcjonariuszami w centrum pracowali specjaliści z Rosji. Pokazane na filmie zamieszczonym w internecie przedmioty zidentyfikowano jako należące do GRU (wywiad wojskowy). W porzuconej dokumentacji znaleziono dowody na to, że ośrodek odwiedzali wysoko postawieni funkcjonariusze rosyjskich służb specjalnych i członkowie kierownictwa ministerstwa obrony. Piętnastu funkcjonariuszy rosyjskiego wywiadu miało pracować w ośrodku niemal do ostatniej chwili: opuścili bazę dwa tygodnie temu i zostali wywiezieni do Damaszku samolotem syryjskiego lotnictwa wojskowego. W przeddzień ataku powstańców z obiektu wywieziono też część nowoczesnego sprzętu – pisze internetowa gazeta „Wzglad”.

Oficjalna Moskwa nabrała na razie wody w usta, za to w Waszyngtonie ochoczo podchwycono temat. Eksperci Pentagona uznali znalezione w centrum poszlaki świadczące o obecności Rosjan za wiarygodne. „To świadczy o bezpośrednim udziale Rosji w konflikcie syryjskim” – podkreślają. Zdaniem znanego kremlinożercy senatora Johna McCaina, znaleziska świadczą niezbicie, że Moskwa okazuje Damaszkowi nie tylko wsparcie wojskowe, ale wręcz bezpośrednio koordynuje działania i zarządza konfliktem.

Stephen Blank z amerykańskiej rady ds. polityki zagranicznej, specjalizujący się w tematyce wojskowej w wywiadzie dla Radia Swoboda powiedział, że centrum było zapewne wykorzystywane nie tylko dla pozyskiwania danych o działaniach armii izraelskiej, ale „wykorzystywano [je] do śledzenia amerykańskich transportów wojskowych na Bliskim Wschodzie. Sens zakładania takiego ośrodka polega na tym, aby przechwycić możliwie jak najwięcej informacji elektronicznej. […] Rosjan interesowały w pierwszym rzędzie działania USA w Turcji, Iraku i Jordanii”. Od początku arabskiej wiosny Rosja i Syria wymieniały informacje wywiadowcze. Niewykluczone, że rosyjscy wojskowi pomagali syryjskiej armii rządowej w prowadzeniu walk.

„Ta sprawa nie będzie miała wielkiego znaczenia dla ogólnego krajobrazu stosunków amerykańsko-rosyjskich. Dla nas też się nic nie zmieni: Rosja jak popierała reżim Asada, tak nadal będzie go popierać, to nasza pryncypialna linia. I żadne amerykańskie oświadczenia i krzyki nie powstrzymają nas” – powiedział w cytowanej powyżej gazecie „Wzglad” rosyjski ekspert ds. wojskowych Igor Korotczenko. A teraz deser, posłuchajcie Państwo. – „Sytuacja zmieniła się po kryzysie na Ukrainie. Mamy rozwiązane ręce w kwestii jakiejkolwiek pomocy Syrii. Obecnie Rosja absolutnie nie będzie się kryć z udzielaniem pomocy sojusznikom”. Hulaj dusza, piekła nie ma.

Rosja jeszcze przez kryzysem ukraińskim też się niespecjalnie kryła. W październiku 2012 roku doszło do incydentu: Turcja przechwyciła rosyjskie ładunki wojskowe wiezione do Syrii (http://labuszewska.blog.onet.pl/2012/10/12/przymusowe-ladowanie-przymusowe-hamowanie-2/).

Zdaniem Blanka, na terytorium Syrii z całą pewnością istnieją jeszcze inne obiekty wywiadowcze, w którym pracują rosyjscy specjaliści. Rosyjscy specjaliści wojskowi wykazują ostatnio dziwną predylekcję: zamiast niewzruszenie stać na straży ojczystych granic i własnego terytorium, co rusz błądzą gdzieś po świecie. Kilka tygodni temu „zabłądzili” podczas rzekomych ćwiczeń w pobliżu granicy z Ukrainą i weszli wraz z całym sprzętem w głąb terytorium sąsiada…

Dwanaście prac Putina

Na sześćdziesiąte drugie urodziny prezydent od grupy swoich zwolenników dostanie nie lada prezent: wystawę wybitnych prac plastycznych „Dwanaście prac Putina” – donosi dziś „Gazeta.ru”. Sieć Zwolenników Władimira Putina (na FB można ich znaleźć tu – https://www.facebook.com/moiputin) poinformowała, że w sali wystawowej Krasnyj Oktiabr’ (Czerwony Październik) chętni będą mogli obejrzeć kolekcję poświęconą osiągnięciom jubilata.

Sukcesy Putina na politycznej niwie anonimowi autorzy pomysłu porównują do mitycznych prac Heraklesa. I tak: (1) zabicie lwa nemejskiego to w ujęciu pomysłodawców walka z terroryzmem [tego lwa Putin chciał dorwać nawet w kiblu, ale lew się co rusz z tego kibla wymyka]; (2) zgładzenie hydry lernejskiej – odpowiedź na sankcje [prezydent znajduje zawsze adekwatną odpowiedź na sankcje wstrętnego Zachodu: obkłada sankcjami swoich poddanych, tak było w przypadku wprowadzenia ustawy Dimy Jakowlewa, tak jest w przypadku ostatnich sankcji, ograniczających dostęp Rosjan do żywności z zagranicy]; (3) przepędzenie ptaków stymfalijskich – powstrzymanie bombardowania Syrii [to faktycznie był dyplomatyczny majstersztyk – akcja Putina pozwoliła utrzymać się przy władzy Asadowi, choć wojny i nieszczęść nie zakończyła]; (4) schwytanie łani kerynejskiej – olimpiada w Soczi [najdroższe igrzyska w dziejach; obiekty w Soczi stoją teraz puste];  (5) schwytanie dzika erymatejskiego – likwidacja oligarchii [o, tego dzika to faktycznie Putin pogonił na cztery wiatry, to znaczy jednych oligarchów wykurzył lub wsadził do więzienia, ale wyhodował sobie pokaźne stadko własnych dzików]; (6) oczyszczenie stajni Augiasza – walka z korupcją [stajnie pełne są uczciwych urzędników od dołu do góry tabeli rang]; (7) schwytanie byka kreteńskiego – Krym [na razie nie wiadomo, czy Putin go schwytał za rogi czy za ogon]; (8) schwytanie koni Diomedesa – kontrakt na Mistrale [zamówienie Mistrali to było świetnie posunięcie, teraz Putin czeka na ruch Francji w obliczu sankcji]; (9) zdobycie pasa Hipolity – South Stream [pas się nie dopina]; (10) uprowadzenie wołów Herionesa – kontrakt gazowy z ChRL [skórka za wyprawkę]; (11) zerwanie złotych jabłek w ogrodzie Hesperyd – wsparcie dla mińskiego rozejmu [wycofanie z Ukrainy części wojska, którego podobno nigdy tam nie było, utrzymanie kontroli nad pokaźnym odcinkiem granicy rosyjsko-ukraińskiej, przez który można wwozić wszystko, przymuszanie Kijowa do przyjęcia warunków Moskwy w sprawie umowy stowarzyszeniowej z UE itd., tu lista jest bardzo długa]; (12) poskromienie Cerbera – walka z USA [jaki Cerber, takie poskromienie].

Uff, Herakles chyba miał łatwiej.

Wiadomość o wystawie została momentalnie podchwycona przez media i rozwałkowana na cienkie placuszki. Komentatorzy zastanawiali się, czy to autentyczny wyraz podziwu dla nieulękłego wodza – który i amfory wyławia z dna mórz, i stadu żurawi w powietrzu przewodzi, nie bacząc na stan kręgosłupa, i na fortepianie zagra przed gwiazdami Hollywoodu – czy czysty żywy żart. Dziennik „Moskowskij Komsomolec” wprost poinformował, że wiadomość o wystawie to fake („Gazeta.ru” w chwili, gdy piszę te słowa, nie zdementowała wcześniejszych informacji).

Satyryczne portale internetowe od dawna prowadzą listę przebojów wyczynów Putina. „Redburda.ru” zrobił własne zestawienie (z 2008 roku), wśród bohaterskich dokonań wymienił m.in. „Putin nie pozostaje na trzecią kadencję prezydencką. W tym celu musiał pokonać piterską hydrę […]. Ale najtrudniejsza okazała się walka z samym sobą. Putin zamknął się na Kremlu i walczył, długo walczył, aż w końcu pokonał sam siebie” albo „Putin chwyta Connie, za którą pół godziny ganiała cała ochrona Kremla. Putin osobiście przeniósł Connie do Psiego Pałacu. Naród o tym wyczynie ułożył pieśń: Ale dostała mi się Connie narowista…”

Bardziej aktualną listę (wykorzystującą częściowo tę z „Redburda.ru”) prowadzi Lurkmore; wśród prac Putina a la Herakles są tam: oczyszczenie jukosowych stajni i wprowadzenie króla Chodora do Matrosskiego Królestwa [nawiązanie do przetrzymywania właściciela Jukosu Michaiła Chodorkowskiego w areszcie śledczych Matrosskaja Tiszyna]; Putin podbija Krym (dwie wersje); Putin zabija dzika breżniewowskiego.

Demotywatory też zrobiły swoje zestawienie: http://demotivation.me/6ha9x0yjyji0pic.html#.VDKCJRtxmic

Bezlitośnie przejechał się po liście wybitnych osiągnięć Putina jeden z internautów. Oto jego propozycje: (1) dolar po raz pierwszy w historii zanotował historyczne minimum – 40 rubli; (2) Putin uczynił Rosję liderem pod względem wszystkich negatywnych wskaźników ONZ; (3) Putin faszyzm uczynił lejtmotywem masowych nastrojów społecznych; (4) rozwalił sądownictwo; (5) Biesłan; (6) Nord Ost; (7) zestrzelony przez putinowskich najemników samolot Malezyjskich Linii Lotniczych; (8) z członków kooperatywy Oziero zrobił bogaczy; (9) zorganizował najdroższą w historii olimpiadę, z niesłychanym złodziejstwem środków na tle ubożenia społeczeństwa, podupadającej służby zdrowia, nierozwiniętej edukacji, mizernych emerytur; (10) z władzy ustawodawczej zrobił kieszonkowe zgromadzenie, mające za zadanie utrzymać go na tronie; (11) rozpętał wojnę z bratnim narodem; (12) zawrócił kraj ku średniowieczu, skompromitował państwo.

Jak widać, niektórzy potraktowali tę zabawę poważnie. Swoją drogą – taka kpina z przywódcy (jeżeli wiadomość o wystawie to rzeczywiście fake, a nie przykład wazeliny) z okazji urodzin to duży numer. Ale kpina to inteligentna, czerpiąca pełnymi garściami z kremlowskiej propagandy, która codziennie opowiada Rosjanom różne mity.

Magister rzuca urok

W gabinecie osobliwości i oczywistych idiotyzmów to wydarzenie i ta postać zajmują wyjątkowe miejsce. Tytułujący się jako „magister wudu” mieszkaniec Jekaterynburga Anton Simakow przeprowadził w ostatnich dniach złowróżbny obrzęd, mający pozbawić życia prezydenta Ukrainy Petra Poroszenkę i inne osoby z ukraińskiego politycznego establishmentu. Akcja została rozpropagowana wpierw przez miejscowe uralskie media, a potem podchwycona przez całą resztę „russkiego mira”. Rytuał można obejrzeć na kanale youtube.

Simakow dokonał rytualnego obcięcia łba kogutowi – złożenie ofiary było, wedle jego zapewnień, konieczne i zgodne z nakazami haitańskiej religii. „Zdychaj, Petrze, zdychaj, Arseniju, zdychaj, zdychaj” – szeptały nad kogutem i woskowymi figurkami magiczne wargi magistra, który już nie po raz pierwszy użył praktyk swego hochsztaplerskiego rzemiosła na rzecz rozwiązania bieżących problemów politycznych. Kilka lat temu siłę magii zaangażował w popieranie jednego z kandydatów na mera Jekaterynburga. Bez widomych efektów. Ponownie zasłynął jako performer wspierający członkinie Pussy Riot: urządził pokaz układania się w trumnie w intencji uwolnienia „pusiek”. Rezultat Państwo znacie: Nadieżda Tołokonnikowa i Maria Alochina poszły siedzieć.

Mag z Jekaterynburga od lat wykonuje usługi dla ludności: rzuca urok, karze niewiernego ukochanego, pomaga rozwinąć biznes i dojść do pieniędzy, leczy z nieuleczalnych chorób itd. „Raz poproszono mnie, bym nawiązał kontakt z Dumą Państwową, ale mi się nie udało, najwidoczniej z tamtej strony była silna obrona” – skarżył się Simakow w jednym z wywiadów dla prasy. Nawiasem mówiąc, patrząc na to, co dzieje się w Dumie, można nabrać przekonania, że tam też pracują podobni do Simakowa specjaliści od zarzynania kogutów i kłucia woskowych lalek szpilkami.

Czarny mag z Jekaterynburga ma zastępy uczniów i naśladowców. Reklamuje swoje usługi na wielkich bilbordach stojących na ulicach rodzinnego miasta. „Powrót męża na łono rodziny. Ochrona przed zdradą małżeńską” – obiecuje. Zresztą nie on jeden. Rosjanie lubują się w praktykach ezoterycznych. Rynek wróżb, wszelkiego rodzaju guseł, niekonwencjonalnych usług medycznych i innego rodzaju oszukańczych praktyk to miliardy rubli rocznie. W Petersburgu planowano obłożenie podatkami usług wróżów i okultystów. Ale chyba nic z tego nie wyszło.

Obywatel Janukowycz

Tajnym dekretem Władimir Putin przyznał obywatelstwo Federacji Rosyjskiej eksprezydentowi Ukrainy Wiktorowi Janukowyczowi. A także eksprokuratorowi generalnemu Pszonce, ekspremierowi Azarowowi i członkom ich rodzin. Taką informację, powołując się na sekretne źródła operacyjne, podał doradca ukraińskiego ministra spraw wewnętrznych Anton Heraszczenko. „Rosja swoich obywateli nie wydaje, choćby to byli seryjni maniacy zabójcy” – napisał na FB. Przeciwko wszystkim wymienionym nowym obywatelom Rosji ukraińska prokuratura prowadzi śledztwa.

Strona rosyjska w sprawie nadania obywatelstwa „ukraińskim brontozaurom” [określenie moskiewskiego dziennikarza Antona Oriecha] nabrała wody w usta. Rzecznik Putina, Dmitrij Pieskow w rozmowie z dziennikarką rozgłośni Echo Moskwy wił się jak piskorz, by nic nie powiedzieć.

– Po pierwsze [Janukowycz] został objęty opieką przez państwo rosyjskie. Co do reszty, to nie znam szczegółów i dlatego nic pani nie mogę powiedzieć – takiej odpowiedzi udzielił na pytanie o to, czy może potwierdzić rewelacje Heraszczenki.

– A zatem czy to, że [Janukowycz] nie otrzymał obywatelstwa, jest pewne? – nie ustępowała dziennikarka.

– Ja po prostu nie wiem. Jak mogę mówić coś konkretnie, coś potwierdzać, skoro nie wiem.

– Czy możemy mieć nadzieję, że się pan dowie za jakiś czas?

– No raczej nie, raczej nie, bo nie mam czasu.

I dodał, że Kreml nie zamierza reagować na eskapady doradców ukraińskiego ministra. W rosyjskim segmencie internetu natychmiast pojawiły się dziesiątki prześmiewczych komentarzy. „Jasne, tam nic nie wiedzą. Tak samo jak o tych paszportach dyplomatycznych na Iwana Iwanowicza, z którymi objęci sankcjami urzędnicy jeżdżą sobie teraz swobodnie po montecarlach”.

O różnych sekretnych dekretach Putina związanych z dziwną wojną rosyjsko-ukraińską, do udziału w której Rosja nie chce się oficjalnie przyznać, dobrze poinformowane wróble ćwierkały już nie raz. Dekret o obywatelstwie dla Janukowycza i spółki można postrzegać jako logiczny dalszy ciąg po tym, jak Moskwa udzieliła zbiegowi schronienia zimą tego roku. Kreml wielokrotnie przymierzał się do politycznego wykorzystania Janukowycza w grze z Kijowem, ale jego karta za każdym razem okazywała się bita. Po wyborach prezydenckich na Ukrainie Janukowycz zniknął z radarów. Ktoś go podobno widział z małżonką w Soczi. Dziennikarze wywęszyli, że ma mały biały domek pod Moskwą w elitarnym strzeżonym osiedlu. Azarow według doniesień austriackiej prasy zwiał do Austrii, jego syn ma tam mały biały domek.  Z kolei dziennikarz „Ukraińskiej Prawdy” znalazł siedzibę Azarowa pod Moskwą w willowym osiedlu Monolit (wartość nieruchomości oceniono na 8,5 mln dolarów). Co do Pszonki – to żadnych przecieków nie było. Można założyć, że też ma gdzieś w miłej okolicy mały biały domek. Pewnie tęskni do swojego pałacu pełnego złotych sztabek w kształcie bochenka chleba i naturalnej wielkości portretu w pozie i ubiorze rzymskiego patrycjusza.

Politolog Stanisław Biełkowski patrzy na nowych współobywateli bez zdziwienia: „Wiemy o inicjatywie naszego rządu, aby przyznawać rosyjskie obywatelstwo za 10 mln rubli inwestycji. Możemy nie  mieć wątpliwości, że Janukowycz i jego drużyna dokonali znacznie większych inwestycji w rosyjską gospodarkę. Mówią, że tylko jeden z domów należących do rodziny Janukowyczów na szosie Rublowsko-Uspieńskiej pod Moskwą kosztuje około 50 mln dolarów. Więc dlaczego mielibyśmy nie nagrodzić tych ludzi rosyjskimi paszportami, tak jak na przykład Gerarda Depardieu. A propos, to w thrillerze o Janukowyczu i jego upadku Depardieu powinien zagrać główną rolę.[…] Rosja izolując się od Zachodu staje się mekką dla wątpliwych postaci, właścicieli nieczystych kapitałów pochodzących z przestępstwa, a także dla takiego właśnie kapitału”.