Gdybyśmy chcieli, to byś zdechł

3 października. Aleksiej Nawalny dochodzi po otruciu nowiczokiem do zdrowia, tydzień temu został wypisany z kliniki Charite, mieszka w wynajętym mieszkaniu w Berlinie z żoną i synem. Udzielił obszernego wywiadu „Der Spiegel”, jego wizerunek zdobi okładkę pisma. Tymczasem rosyjskie władze wykonują niebywałe ewolucje, aby zrzucić z siebie odium truciciela i oskarżyć Zachód o manipulacje, mające – zdaniem Kremla – na celu zepsucie stosunków z Rosją.


Dziennikarze „Spiegla” Benjamin Bidder i Christian Esch, którzy rozmawiali z Nawalnym, powiedzieli, że w klinice odwiedziła go kanclerz Angela Merkel, Nawalny potwierdził (angielskojęzyczna wersja wywiadu w „Spiegel International” https://www.spiegel.de/international/world/alexei-navalny-on-his-poisoning-i-assert-that-putin-was-behind-the-crime-a-ae5923d5-20f3-4117-80bd-39a99b5b86f4). Proszony o komentarz w tej sprawie, zwykle rezolutny rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow był bardzo powściągliwy – Kreml przyjął to do wiadomości i tyle. Nawalny zażartował, że teraz Kreml oskarży panią kanclerz, że to ona otruła go nowiczokiem.


Nawalny dokładnie opisał przebieg wydarzeń na pokładzie samolotu: „Poczułem, że wszystko po kolei się we mnie wyłącza. Nawet nie czułem bólu, tylko pomyślałem, że umarłem. Dopiero potem się okazało, że się pomyliłem”. Cytatem, który przyciągnął największą uwagę, było twarde stwierdzenie Nawalnego: „Za moim otruciem stoi Putin. Innych wersje nie mam […] Rozkaz o użyciu nowiczoka mogą wydać wyłącznie szefowie FSB lub Służby Wywiadu Zagranicznego […] i może jeszcze GRU. Ale żaden z szefów służb nie wyda takiego polecenia bez zgody Putina”.


Po wywiadzie w Moskwie rozpoczął się festiwal, kto z kremladzi (pogardliwe określenie ludzi mediów i kultury, którzy obsługują interesy Kremla) mocniej i dosadniej dokopie Nawalnemu.


Wspominany już powyżej rzecznik Kremla oskarżył Nawalnego o bezpodstawne oczernianie i obrażanie prezydenta. Sformułował także przedziwną tezę, kolportowaną potem przez kremlowskie media: mianowicie że Nawalny współpracuje z agentami CIA, którzy go instruują. Nawalny nie pozostał dłużny i oznajmił, że poda Pieskowa do sądu. Rzecznik Kremla zaznaczył, że po tym wywiadzie władze Rosji nie będą dyskutować o Nawalnym ani komentować jego wypowiedzi.


Zdaniem znanego z wazeliniarstwa przewodniczącego Dumy Państwowej Wiaczesława Wołodina (autora sloganu: „Jest Putin, jest Rosja, nie ma Putina, nie ma Rosji”), to Putin uratował życie Nawalnemu, bo to, co się stało z opozycjonistą, było wyreżyserowane przez zachodnie służby specjalne. A następnie nazwał Nawalnego bezwstydnikiem i podlecem. Zupełnie jak u Orwella: wojna to pokój, prawda to fałsz.


Ożywił się czeczeński wódz, Ramzan Kadyrow: „Nawalny to kolejna zabawka w rękach tych, którzy chcą rozpadu Rosji”, wyraził też zdziwienie, dlaczego rosyjski opozycjonista nie wskazał jego, Kadyrowa, jako autora zbrodni. Kadyrow w swoim posłaniu zwracał się do Nawalnego per ty, z pogardą.


W rosyjskiej telewizji jest taki codzienny program „O najważniejszym”, czyli o zdrowiu. Jednym z prowadzących jest doktor Aleksandr Miasnikow. W okresie pandemii awansował, został szefem sztabu ds. zwalczania koronawirusa, udziela się jako ekspert, zawsze zgodnie z linią Kremla, również w sztandarowych programach publicystycznych rosyjskiej telewizji. Miasnikow dołączył do chóru wieszających psy na Nawalnym i to w formie, która nie ma nic wspólnego z kulturą (https://t.me/drmyasnikov/583): „Posłuchaj, gdybyśmy chcieli, to zdechłbyś już pierwszego dnia”. My? Jacy my? W czyim imieniu wypowiada się pan doktor? Może doktor Miasnikow nie jest doktorem? A może jest nie tylko doktorem? Ciekawe.


Ministerstwo Spraw Zagranicznych Rosji wydało w ciągu ostatnich dni kilka komunikatów w sprawie otrucia Nawalnego. Zapewnia w nich, ze Zachód nie chce współpracować, jest nieobiektywny, że oskarżenia pod adresem Rosji są bezpodstawne itd. W nerwowym oczekiwaniu na werdykt Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) rosyjska dyplomacja prewencyjnie informuje, że choć OPCW „niewątpliwie stwierdzi w biopróbkach blogera Nawalnego ślady nowiczoka”, to przecież wszyscy wiemy, jak bardzo stronnicza jest ta organizacja. Ciekawe, że MSZ Rosji nie ma wątpliwości, że OPCW obecność nowiczoka potwierdzi. Dziś szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas zapowiedział, że jeżeli OPCW faktycznie wyda komunikat potwierdzający, to sankcje wobec Rosji będą nieuniknione.

Samozamach nowiczokiem domowej roboty

25 września. Kreml potyka się o własne nogi i tonąc w kłamstwach w sprawie otrucia Nawalnego, domaga się od Zachodu pełnej współpracy i zrozumienia. Wersje wypływające ze szczytów rosyjskiej władzy są sprzeczne. Chyba że o to właśnie chodzi. Można je streścić tak: „Nawalny nie został otruty. To znaczy został otruty, ale to nie był nowiczok. Znaczy się to był nowiczok, ale absolutnie nie był to rosyjski nowiczok, bo Rosja nigdy nie produkowała nowiczoka. A właściwie to był nasz nowiczok, ale Nawalny sam go zażył, a może nawet sam go upitrasił gdzieś na Łotwie”. Niewiarygodne? Nie szkodzi.


Miedziane czoła rosyjskich polityków obficie spływają potem, zwoje mózgowe skręcają się i rozkręcają, aby wycisnąć kolejny fake, który można wrzucić do przestrzeni medialnej. Dla odwrócenia uwagi, dla zamącenia wody, dla opuszczenia zasłony itd. Najpierw szef wywiadu Siergiej Naryszkin zapewniał, że Rosja zniszczyła wszystkie zapasy nowiczoka zgodnie z konwencją o zakazie broni chemicznej (wspominałam o tym w poprzednim odcinku epopei o otruciu Nawalnego: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/09/18/butelka-z-nowiczokiem/). Zaraz potem znana z prymitywnej konfabulacji rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa wypaliła, że Rosja nigdy nie produkowała nowiczoka. Zatem gołosłowne oskarżenia Zachodu o otrucie Nawalnego nowiczokiem nie mają żadnych podstaw.


No i jakże tu nie wierzyć tym koryfeuszom samej prawdy i tylko prawdy? Obie wypowiedzi pomniejszych harcowników zbladły jednak wobec tego, co mówił w tej sprawie szef wszystkich szefów. Francuska „Le Monde” zacytowała fragment rozmowy telefonicznej prezydentów Macrona i Putina. Zadzwonił Macron i spytał wprost o Nawalnego. Władimir Władimirowicz westchnął i wyraził przypuszczenie, że Nawalny sam się otruł substancją z grupy nowiczok. Bo ten nowiczok ma mniej skomplikowaną formułę, niż wcześniej przypuszczano [w domyśle: a zatem można go wyprodukować bez mała domowym sposobem]. A tak w ogóle, to należy sprawdzić wersję, czy trucizny Nawalny nie skołował sobie z Łotwy, gdzie mieszka, zdaniem Putina, jeden z twórców nowiczoka [nie wiadomo, kogo Putin miał na myśli]. Poza tym nie ma się co roztkliwiać nad Nawalnym, bo to człowiek niepoważny, taki internetowy bałamut, do tego symulant, a ta cała jego Fundacja Walki z Korupcją to narzędzie do szantażowania deputowanych i urzędników.


Tyle „Le Monde”. Szok? Szok. Mimo wszystko szok. Chociaż przecież nie od dziś znamy geniusz zła Władimira Władimirowicza, jego firmowy styl wykręcania kota ogonem, zaprzeczania rzeczywistości tam, gdzie wygląda ona niekorzystnie dla Kremla. Co na putinowskie dictum główny lokator Pałacu Elizejskiego? Można sądzić po przemówieniu w ONZ. Macron powiedział: „W celu zapewnienia naszego wspólnego bezpieczeństwa jeszcze raz wzywam Rosję, aby wyjaśniła w najdrobniejszych szczegółach próbę zabicia opozycjonisty przy pomocy substancji paralityczno-drgawkowej z grupy nowiczok […] Francja nie zamierza akceptować obecności broni chemicznej w Europie”.

Komentarz do słów Putina opublikował też sam zainteresowany. W mediach społecznościowych Nawalny napisał: „Władimir Putin powiedział francuskiemu koledze, że Nawalny sam mógł zażyć truciznę. Niezła wersja. Uważam, że zasługuje na drobiazgowe sprawdzenie. W kuchni wypichciłem sobie porcję nowiczoka. A w samolocie po cichu golnąłem z manierki. Wpadłem w śpiączkę. Ale zawczasu dogadałem się z żoną, przyjaciółmi i współpracownikami, że jeżeli ministerstwo zdrowia będzie się domagać, aby mnie zawieźli na leczenie do Niemiec, to żeby w żadnym razie się nie zgadzali. Bo ostatecznym celem mojego chytrego planu było umrzeć w omskim szpitalu i wylądować w omskiej kostnicy. Ale Putin mnie ograł. Jego się nie da tak po prostu wywieść w pole. W rezultacie jak ten idiota przeleżałem w śpiączce osiemnaście dni, a celu nie osiągnąłem. Moja prowokacja się nie udała!”.


Dobre wiadomości są takie, że Nawalny czuje się coraz lepiej. Został wypisany ze szpitala. Ma pozostać w Niemczech do końca rehabilitacji. Nad jego planami powrotu do Rosji zawisł jednak znak zapytania. Wczoraj się okazało, że 27 sierpnia, gdy opozycjonista znajdował się jeszcze w stanie śpiączki, komornicy zajęli jego mieszkanie. Jest to związane z roszczeniem Jewgienija Prigożyna, który domaga się 88 mln rubli. Prigożyn jakiś czas temu zapowiedział, że puści Nawalnego i jego fundację w skarpetkach. Wykupił długi od firmy Moskowskij Szkolnik (znowu Prigożyn!).


W ramach miłych dialogów z władzą Nawalny zaczął domagać się zwrotu ubrania, które pozostało w Omsku: „Skoro po miesiącu nie wszczęto śledztwa, to poproszę moje ubranie”. To może być ważny dowód w sprawie. Wczoraj rosyjska telewizja w głównym wydaniu wieczornego dziennika powiedziała mimochodem, że ubranie, którego zwrotu domaga się teraz Nawalny, zabrała jego żona Julia. „Niech pan nie krzyczy na naszego pracownika. Ja tutaj jestem kierownikiem tej szatni! Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? Cham się uprze i mu daj. No skąd ja wezmę, jak nie mam”.

Butelka z nowiczokiem

18 września. Ostatni wpis o sytuacji wokół otrucia Nawalnego zakończyłam informacją o szczodrobliwości Jewgienija Prigożyna, nazywanego kucharzem Putina – przekazał on mianowicie milion rubli na konto kliniki Charite na leczenie Aleksieja Nawalnego (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/09/08/spiaczka-klamstwa-i-szczodry-kucharz-putina/). Wczoraj klinika oficjalnie zakomunikowała, że odesłała pieniądze na konto ofiarodawcy z zaznaczeniem, że z nich nie skorzysta. Danie kucharza Putina okazało się niestrawne.


Rosja nadal idzie w zaparte, jeśli chodzi o wyjaśnienie okoliczności otrucia opozycyjnego polityka. Dopomina się, aby Niemcy przekazali materiał dowodowy, ale sama śledztwa nie wszczyna. Rosyjscy politycy różnych szczebli wskazują na luki w przebiegu wyjaśniania sprawy przez Zachód. Przedstawicielstwo Rosji przy UE wystosowało cały elaborat, pokpiwając z Nawalnego (który ma 2-procentowe poparcie, a zatem nie ma po co go truć) i wijąc się jak piskorz w wykazaniu, że nie ma powodów, by przypuszczać, że został otruty w Rosji. Bardzo pouczający dokument. Gdyby ktoś chciał studiować wykręcanie kota ogonem, to lektura obowiązkowa (https://echo.msk.ru/blog/echomsk/2709891-echo/).


Chłód na linii Moskwa-Berlin staje się coraz bardziej odczuwalny. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow (który notabene wzywał swojego niemieckiego kolegę, aby zaprzestać „polityzacji sprawy Nawalnego”) miał w tym tygodniu odwiedzić Niemcy. Do wizyty nie doszło.


Zdjęcie opozycjonisty w otoczeniu rodziny zamieszczone przez niego na Instagramie (https://www.instagram.com/p/CFJwV0Dly0Z/) znalazło się na pierwszych stronach czołowych zachodnich dzienników. Sprawa otrucia oponenta Kremla przy użyciu trucizny z grupy nowiczok nie przestaje szokować. Zwłaszcza że dochodzą nowe elementy układanki. W tym tygodniu dwa niezależne laboratoria – francuskie i szwedzkie – potwierdziły wyniki badań próbek pobranych z organizmu Nawalnego, opublikowanych przez laboratorium Bundeswehry. Nie ma wątpliwości: Nawalnego próbowano otruć trucizną z grupy nowiczok.


W rankingu kuriozalnych wypowiedzi na temat sprawy Nawalnego wysoką pozycję zajął szef Służby Wywiadu Zagranicznego Siergiej Naryszkin: „Nawalny nie mógł zostać otruty nowiczokiem, gdyż Rosja całe zapasy nowiczoka zniszczyła”. No więc skoro zniszczyła, to go otruć nowiczokiem nie mogła. Proste, nieprawdaż? Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz. Ale skoro trzy laboratoria twierdzą, że pacjent został otruty tą substancją, to może jednak Rosja nie zniszczyła całego zapasu, choć powinna? Co więcej, wiele wskazuje na to, że nadal prowadzi prace laboratoryjne nad udoskonaleniem trucizny.


I tak od bramy do bramy chodzimy i ludziom gramy. Wykręty, kłamstwa, uniki. Streszczenie nielogicznych wygibasów prezentowanych przez rosyjskie władze i akolitów wziął na siebie Oleg Pszeniczny (The Insider Russia): „Nawalny nie został otruty, ale wyleczyli go omscy lekarze. Pobrali wszelkie niezbędne próbki do analizy, ale teraz potrzebne są nam niemieckie próbki, aby móc zrozumieć, z czego został uleczony. Osobom postronnym bez zaświadczenia o zawarciu małżeństwa dostęp do szpitala [w Omsku] murujemy, ale za to nie powiemy, co to za goście siedzieli dwa dni w gabinecie ordynatora. Nawalnemu dwukrotnie podano atropinę, ale broń chemiczna w Rosji została dawno zlikwidowana. Podstaw do wszczęcia śledztwa nie ma, ale policja przesłuchała drobiazgowo wszystkich, którzy mieli z Nawalnym kontakt na lotnisku i w samolocie. […] Być może trucizna dostała się do organizmu Nawalnego już w Niemczech, ale najprawdopodobniej otruła go asystentka w Tomsku. A to zdjęcie z kliniki Charite to inscenizacja!”.


Nawalny bojowo oznajmił, że jak tylko wyzdrowieje, wraca do Rosji i do tego, czym się zajmował przed otruciem. Kiriłł Szulika ocenia: „Nawalny powróci do Rosji jako człowiek, który gościł przez długi czas na pierwszych stronach światowej prasy. Jego nazwisko wymieniali w rozmowach z Putinem europejscy liderzy”. O, to musiało być przykre dla Putina, który przez długi czas próbował czarować rzeczywistość, nigdy nie wypowiadając głośno nazwiska Nawalnego. Kremlowskie media miały szlaban na wymienianie nazwiska Nawalny. Taka równoległa rzeczywistość.


A teraz jeszcze kilka słów o pewnej plastikowej butelce. Skoro rosyjskie organy ścigania nie garną się do wszczynania śledztwa, za wyjaśnienie okoliczności otrucia zabrali się bliscy współpracownicy Nawalnego (https://www.proekt.media/investigation/gde-otravili-navalnogo/). Wyjaśnili m.in., że Aleksiej został otruty, jeszcze zanim zjawił się na lotnisku (podstawowa wersja na początku była taka, że zatruta była herbata, którą wypił przed lotem w lotniskowej kafejce). Trucizna była mianowicie w butelce wody, która stała w pokoju hotelowym, gdzie nocował Nawalny. Godzinę po tym, jak okazało się, że został otruty, jego współpracownicy „zabezpieczyli” ją (relację można obejrzeć na Instagramie Nawalnego (https://www.instagram.com/p/CFOnffrHZ0d/?utm_source=ig_embed). Butelki pobrane przez współpracowników zostały dostarczone do Niemiec.


Nagrania z kamer zainstalowanych w hotelu, które pozwoliłyby ustalić, kto wchodził do pokoju Nawalnego, dziwnym trafem zniknęły.

Cichy donośny głos

10 września. Zanim wrócę do wątku otrucia Aleksieja Nawalnego i zapowiadanej analizy wewnętrznych reperkusji w Rosji, poświęcę dłuższą chwilę drugiemu tematowi, który od miesiąca zajmuje pierwsze strony gazet: wydarzeniom na Białorusi. A właściwie niewielkiemu, ale ważnemu aspektowi tego, co tam się dzieje: stosunkowi Rosjan do sąsiadów z zachodu. O politycznych grach pisałam i na blogu, i w „Tygodniku Powszechnym”. Dziś chciałabym oddać głos rosyjskiej inteligencji i zacytować wpisy na profilach FB kilku osób – pisarza, politologa i dziennikarza.

Borys Akunin, autor popularnych książek o przygodach Erasta Fandorina: „Donoszą, że Maryja Kalesnikawa, która odmówiła wyjazdu z Białorusi, została aresztowana, do drzwi mieszkania Swiatłany Aleksijewicz dobijają się łukaszenkowowscy siepacze.

Patrząc na to, co się dzieje w Mińsku, myślę jeszcze i o tym, że na naszych oczach płcie zamieniają się miejscami. Płeć żeńska staje się ważniejsza. Wiem, że to niepoprawne politycznie, ale to prawda.

Język rosyjski nie nadąża za wydarzeniami. Wcześniej powiedzielibyśmy: histeryczna baba z wąsami wypowiedziała wojnę mężnym kobietom. Teraz przyjdzie nam zweryfikować stare klisze, wziąć na warsztat nową leksykę.

Kobiety są silniejsze, bardziej odważne, wytrwałe. To fakt”.

Teraz spojrzenie Dmitrija Trawina, politologa z Petersburga, poruszającego inne wątki: odpowiedzialności inteligencji za milczenie, zaciskania się macek autokratyzmu na szyi społeczeństw, tradycji dysydenctwa:

„Pisarka Swiatłana Aleksijewicz zapytała, dlaczego milczy rosyjska inteligencja, widząc, co się obecnie dzieje na Białorusi. Żaden z nas nie może oczywiście odpowiedzieć w imieniu całej inteligencji, ale myślę, że każdy może podzielić się swoimi obserwacjami. Każdy może opowiedzieć o tym, co widzi.

Nie, ludzie w Rosji nie milczą. Swoje oburzenie wobec tego, co Łukaszenka wyprawia, wypowiadają tysiące ludzi. Wykorzystują do tego te nieliczne kanały wyrażenia własnej opinii, które jeszcze są w Rosji dostępne. W ostatnich latach nie było w Rosji bardziej poruszającego tematu niż los narodu białoruskiego, który powstał przeciwko autorytarnemu reżimowi. Nie mam sposobności, aby bezpośrednio zwrócić się do Swiatłany Aleksandrowny Aleksijewicz, ale mam nadzieję, że ona czuje, co wielu ludzi w Rosji pisze – to znaczy mniej więcej to samo, co piszę tu ja. Wielu solidaryzuje się z Białorusinami i życzy im powodzenia.

W Rosji od dwudziestu lat panuje taki sam autorytarny reżim jak na Białorusi. Autokracja może zagłuszyć głosy, sprawić, że nie będą one słyszalne w Mińsku. Ale cichy głos nie znaczy słaby. Ciche wypowiedzi poszczególnych ludzi często bywają o wiele bardziej uczciwe niż ryk wielomilionowego tłumu zbałwanionego przez wodzów. Ciche wypowiedzi sowieckich dysydentów nie mogły obalić reżimu Breżniewa, ale miały ogromne znaczenie. Każdy, kto mógł się z nimi zapoznać, wiedział, że oprócz generalnej linii partii, chyboczącej się od zjazdu do zjazdu, istnieje jeszcze prawdziwa opinia ludzi, którzy chcą innego życia. Życia bez kłamstwa, bez tyranii, bez żelaznej kurtyny.

Nasz głos nie może dziś wpłynąć na stanowisko kremlowskich władz, bo to nie nasze władze. Ale nasz głos tak czy inaczej może trafić na Białoruś. Bo Kreml to nie cała Rosja. Istnieje Rosja, która chce widzieć swoich sąsiadów, którzy są naprawdę wolni, szczęśliwi i odnoszący sukcesy. Bo bez waszej wolności, szczęścia i sukcesów my sami nie może ich odnosić.

Jesteśmy razem. Mamy tożsame cele. Mamy wspólne nadzieje na przyszłość. I łączy nas wiara w to, że kiedyś to nastąpi”.

Na koniec tego nietypowego wpisu blogowego głos dziennikarza Andrieja Łoszaka, redaktora niezależnego portalu „Takije Dieła”.

„Przyciśnięci do muru Białorusini patrzą z nienawiścią na OMON-owców i widzą za ich plecami rżącą Simonjan i jej pana (Margarita Simonjan jest szefową tuby propagandowej Kremla RT, ostatnio przyjechała do Mińska, by zrobić wywiad z Łukaszenką, przy powitaniu śmiała się od ucha do ucha). Tego oni nam nigdy nie wybaczą. I bardziej rosyjskie władze będą się obejmować i pieścić z Łukaszenką, tym silniej wściekły dyktator będzie kąsać naród białoruski. Poparcie ze strony mocarstwa atomowego dodaje mu skrzydeł. Już wczoraj zaczął walić na odlew bez umiaru: po raz pierwszy jego psy łańcuchowe zaatakowały pokojowe demonstracje kobiet. Teraz „Karalucha” już nic nie powstrzymuje – „starszy brat” w razie czego przyjdzie z pomocą. Za to nie tylko duszę, ale i cały kraj można oddać.

Taktyczne poparcie dla dyktatora – a po Putinie nie można się było spodziewać niczego innego – to strategiczna porażka w przyszłości. Młodzieży, która nienawidzi reżim Łukaszenki, od teraz dyktatura, przemoc i niesprawiedliwość będą się kojarzyć nie tylko z „Karaluchem”, ale i z Rosją. Pozostali sąsiedzi Białorusi – Polska, Litwa, Ukraina – demonstrują solidarność z narodem, a nie z pozbawionym rozumu tyranem. Protest, który wcześniej nie miał charakteru antyrosyjskiego, teraz będzie również antyrosyjski. Wcześniej czy później agonia Łukaszenki się zakończy, i wtedy wyzwolona Białoruś – podobnie jak Ukraina i inni sąsiedzi – pomknie w inną stronę, byle jak najdalej od Rosji. Nikt nie będzie się oglądał, żeśmy bracia, sąsiedzi i mówimy tym samym językiem. Bo z jednej strony będzie wolna, syta i empatyczna Europa, a z drugiej – wieczny Putin ze swoimi rakietami, nędza, izolacja, korupcja i reżim policyjny. Jak myślicie – co wybierze naród białoruski (i każdy inny)?

Stracimy też język. […] Zaczną się procesy desowietyzacji i derusyfikacji Białorusi.

Tego wszystkiego można byłoby uniknąć, gdyby Putin miał jakiekolwiek inne cele poza bieżącymi. Ale on patrząc na Białoruś, widzi tylko jedno: pełzająca pomarańczowa zaraza podchodzi od zachodu do granic Rosji i zagraża jego władzy. Jeśli nie stłumi się tego tam, to zacznie się kotłować i tu, u nas. To, że nie jest to zaraza, a nieuchronny proces historyczny, zmiatający przegniłe autorytarne reżimy, Putin nie ogarnia. […] To, co dzieje się obecnie na Białorusi, przyjdzie do Rosji.

[…] Sądząc po liście Swiatłany Aleksijewicz (która pyta, dlaczego milczy rosyjska inteligencja), w Mińsku nie widać i nie słychać tego, że w Rosji są ludzie wspierający walkę Białorusinów o wolność. Głos normalnych ludzi jest zagłuszany przez werble oficjalnej propagandy. Musimy z tym coś zrobić. Pisanie postów w Facebooku już na pewno nie wystarcza”.

A zatem na razie tyle – posty z Facebooka. Może następnym razem będzie coś więcej?

PS Reakcje rosyjskiej inteligencji na apel Swiatłany Aleksijewicz zebrało też Radio Swoboda: https://www.svoboda.org/a/30831878.html

Śpiączka, kłamstwa i szczodry kucharz Putina

8 września. Lekarze kliniki Charite w Berlinie podali, że Aleksiej Nawalny został wybudzony ze śpiączki farmakologicznej, reaguje na bodźce. To znakomita wiadomość.

„Teraz Nawalny będzie mógł sam przeprowadzić śledztwo w sprawie swojego otrucia” – ponuro żartuje na Twitterze ChiefLiberal. Coś na rzeczy jest, bo rosyjska Prokuratura Generalna nadal nie widzi przesłanek do wszczęcia śledztwa. Minister spraw wewnętrznych Kołokolcew nie dostrzegł w otruciu opozycjonisty znamion przestępstwa. Rzecznik Kremla Pieskow wzrusza ramionami: przecież gdy Nawalny przebywał na terytorium Rosji, nie stwierdzono w jego organizmie żadnych toksyn. Na wszelki wypadek: oczy w słup.

W obecność toksyn – i to z grupy nowiczok – nie wątpi natomiast kanclerz Angela Merkel. 2 września wojskowi toksykolodzy ze specjalnego laboratorium Bundeswehry podali wyniki analiz próbek pobranych od Nawalnego. Stwierdzono w nich obecność paralityczno-drgawkowej substancji z grupy nowiczok. Merkel w specjalnym wystąpieniu nazwała otrucie Nawalnego „próbą zabicia jednego z najważniejszych opozycyjnych polityków Rosji”. Wezwała rosyjskie władze do podjęcia śledztwa i wyjaśnienia okoliczności otrucia.

Rosyjskie władze natychmiast zaczęły wydawać z siebie groźne fuknięcia, że, owszem, chętnie przystąpią do wyjaśniania, ale Niemcy nie przekazują dokumentacji, co hamuje proces i tak dalej w tym duchu. Rzeczniczka MSZ Rosji zadawała na Facebooku pytania, czemuż to niemieccy lekarze nie odpowiadają na propozycję rosyjskich lekarzy, aby wspólnie pracować nad przypadkiem Nawalnego i próbowała puszczać dym pod hasłem: „Niemcy blefują”. Niemcy wzywali do MSZ rosyjskiego ambasadora w Berlinie, Rosja wzywała niemieckiego ambasadora w Moskwie. Nerwowy ping pong trwał przez kilka dni.

W rosyjskich mediach toczyła się tymczasem kampania, mająca na celu podważenie wersji toksykologów Bundeswehry. Wypowiadali się rosyjscy toksykolodzy, chemicy i oczywiście politycy. Z ekranu telewizyjnego padły m.in. takie wiekopomne słowa: „Niemcy jeszcze w I wojnę światową używali trujących gazów bojowych i ten kraj utracił możliwość odtwarzania łańcucha przyczynowo-skutkowego dotyczącego użycia broni chemicznej i biologicznej” – perorował zajadle ekspert w jednym z politycznych talk show. Jednym słowem, genetyka wszystkiemu winna.

W niemieckich mediach wałkowano zaś temat możliwych sankcji wobec Rosji, które zapowiedziała ogólnikowo kanclerz Merkel. Dziś na posiedzeniu frakcji CDU/CSU zaznaczyła, że odpowiedź na otrucie rosyjskiego opozycjonisty powinna zostać sformułowana na poziomie europejskim. W grze jest cały czas rzecz wrażliwa dla Rosjan: dokończenie gazociągu Nord Stream 2. Zdania co do tego są w Niemczech i nie tylko podzielone. „W UE nie wszyscy chcą powiązać sprawę budowy NS2 ze sprawą Nawalnego” – powiedziała Merkel na wzmiankowanym posiedzeniu. Niemniej o konieczności wprowadzenia wspólnych europejskich sankcji mówią i Merkel, i minister spraw europejskich Michael Roth. „Władze Niemiec są otwarte na wszelkie warianty sankcji. To konflikt między Rosją i demokratycznymi państwami prawa. Otrucie Nawalnego to poważne naruszenie konwencji o zakazie broni chemicznej” – podkreślił Roth.

Ewidentne złamanie zasad tej konwencji, która zakazuje produkowania, posiadania i użycia broni chemicznej pod jakimkolwiek pozorem, w jakichkolwiek okolicznościach, to kluczowy argument na rzecz wprowadzenia sankcji wobec Rosji, która – jak większość państw – jest sygnatariuszem konwencji. Niemcy zamierzają, wedle enuncjacji przedstawicieli władz, zwrócić się do Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej o wyjaśnienie casusu Nawalnego. To będzie ciekawa rozgrywka.

Tak ostrego tonu w wypowiedziach niemieckich polityków wobec Rosji nie słychać było od dawna. Widać determinację wielu czołowych przedstawicieli władz, aby sprawie nadać wysoki priorytet. Czy to doprowadzi do przełomu w łagodnym do tej pory kursie Berlina wobec łamiącej permanentnie prawo międzynarodowe Rosji? Przekonamy się o tym już wkrótce.

„Czynnik Nawalnego” wkroczył na arenę międzynarodową. Jak kształtuje on politykę Zachodu? Co mówi o Zachodzie? Zasady wspólnoty liberalnej i oburzenie wobec tego, jak w Rosji traktuje się opozycjonistów, wymuszają na zachodnich politykach ostrą reakcję. Poza ostrą retoryką nie mają oni jednak na razie nic do zaoferowania. Odpowiedź Zachodu [na otrucie Nawalnego] może być dotkliwa, gdy będzie wspólna i uderzy we wrażliwe miejsca. Tymczasem dotychczas zachodnia odpowiedź Rosji okazywała się najczęściej bańką mydlaną. Moskwa więc z przekąsem się uśmiecha i wzrusza ramionami – pisze politolożka Lilia Szewcowa (https://echo.msk.ru/blog/shevtsova/2705147-echo/). I dalej: kanclerz Merkel, domagając się od Moskwy śledztwa, nie może odpuścić. Bo to oznaczałoby klęskę na finiszu jej wspaniałej kariery politycznej. […] „Czynnik Nawalnego” osłabił pozycje zachodnich zwolenników współpracy z Moskwą. Inicjatywa Macrona o zbliżeniu z Rosją wywołuje wątpliwości co do możliwości realizacji [w nowych okolicznościach]. Berliński pacjent plus buntująca się Białoruś, która Moskwa pomaga uciszyć – to dwie rzeczy, które nie pozwalają zmęczonej liberalnej demokracji drzemać”.

*
W kolejnym odcinku „kobry” o otruciu Nawalnego skupię się na aspektach wewnętrznych kryzysu. Natomiast na zakończenie dzisiejszych wywodów przytoczę jedną sensacyjną informację. Jewgienij Prigożyn – który jeszcze kilka dni temu odgrażał się, że wykończy finansowo Fundację Walki z Korupcją – przekazał milion euro na rzecz kliniki Charite. „Widocznie liczy na to, że jak trybunał w Hadze skaże go na więzienie, to Nawalny będzie mu przysyłał paczki żywnościowe” – żartują opozycjoniści w mediach społecznościowych.