Kremlowski smok zieje ogniem

10 października. Na siedemdziesiąte urodziny Putin dostał w „prezencie” uszkodzenie Mostu Kerczeńskiego. W dzisiejszym wystąpieniu telewizyjnym nazwał on wysadzenie dwóch przęseł mostu aktem terroru, który przypisał Ukrainie; odpowiedzią jest atak na obiekty wojskowe, energetykę i telekomunikację Ukrainy (tak zapewnił). Cywili, którzy zginęli w wyniku ostrzału, nie zauważył.

Od kilku tygodni, w trakcie których ukraińska armia odnosiła sukcesy na froncie, wypychając okupantów z kolejnych miejscowości na wschodzie kraju, w rosyjskich mediach – tych oficjalnych i społecznościowych – pobrzmiewały wezwania do postawienia tamy tej tendencji. W programach publicystycznych propagandyści i zapraszani do studia eksperci mówili o konieczności „wzięcia się na poważnie do walki”. Powtarzano też mantrę: „My nie możemy przegrać”. Zaczęły się pojawiać przecieki, że partia jastrzębi wzmogła nacisk na Putina, domagając się mocnego uderzenia na Ukrainę.

10 października rankiem armia rosyjska rozpoczęła zmasowany atak na obiekty infrastruktury krytycznej (głównie energetycznej) na całym terytorium Ukrainy. Wystrzelono rakiety, które raziły obiekty w Kijowie, Charkowie, Lwowie, Odessie, Tarnopolu, Zaporożu (to miasto ostrzeliwane było już od kilku dni, rosyjskie rakiety zabiły wielu cywilów, w tym dzieci) i w wielu innych miastach. Straty są bardzo poważne, doszło do wyłączeń dostaw prądu i wody w wielu zaatakowanych miejscowościach (https://meduza.io/video/2022/10/10/rossiyskaya-armiya-nanesla-raketnye-udary-po-vsey-territorii-ukrainy). Według strony ukraińskiej, Rosjanie wystrzelili 80 rakiet (z morza i z samolotów), z których 45 zostało zestrzelonych, z dwunastu dronów Ukraińcy unieszkodliwili dziewięć. To najsilniejsze rosyjskie uderzenie od 24 lutego. Atak na infrastrukturę wrażliwą to ewidentna próba wywołania paniki wśród ludności cywilnej Ukrainy, obliczona na obniżenie morale i zaniechanie działań na froncie.

Dzisiejszy barbarzyński atak na Ukrainę to pierwsza znacząca akcja nowego dowodzącego „operacją specjalną”, generała Siergieja Surowikina. Wsławił się on w Syrii zrównaniem z ziemią niepokornego Aleppo. Jak piszą niezależne media, jest on znany z brutalności i braku skrupułów. Jego nominacja miała zadowolić wspomnianą wyżej partię jastrzębi. I zastraszyć przeciwnika, który miał odczuć na własnej skórze, że litości nie będzie. Nawiasem mówiąc, litości nie było od początku wojny.

Jak podkreślił w audycji Radia Swoboda Aleksandr Czerkasow z Memoriału: „Ataki na obiekty cywilne, takie, jakich dokonała dziś Rosja, i to, że doszło do nich jakoby w odpowiedzi na atak na Most Krymski (Kerczeński), jest naruszeniem pierwszego uzupełniającego protokołu do konwencji genewskiej. Atakowanie obiektów cywilnych to przestępstwo, kolejna zbrodnia w łańcuchu zbrodni dokonanych [przez rosyjską armię] podczas agresji. Tłumaczenie Putina nie uzasadnia tych działań. […] Tu nie ma żadnego usprawiedliwienia. To, co mówił Putin, było jeszcze jednym wierutnym kłamstwem”. Zdaniem Czerkasowa, rosyjskie władze od pewnego czasu przygotowywały się do wzmocnienia nacisku militarnego na Ukrainę – stąd ogłoszenie mobilizacji i postawienie na czele „operacji” rzeźnika Surowikina. Decyzje zapadły przed wybuchem na Moście Kerczeńskim.

Mieszkająca od dawna za granicą rosyjska publicystka Julia Łatynina dostrzegła w ostatnich działaniach Kremla jeszcze inne pokłady: „Po raz pierwszy od początku wojny ten ostrzał rakietowy nie jest tylko rezultatem bezsilnej złości [Putina]. I nie jest to też tylko sposób odwrócenia uwagi Z-patriotów od upokarzających porażek na froncie. Te rakiety i zabici ukraińscy cywile to pierwsze wystrzały w wewnętrznej wojnie o tron”.

To być może rozważania na wyrost, w elicie różnicy zdań na razie nie widać (co nie znaczy, że ich nie ma, z tym że nikt się nie kwapi, by się wychylać). Ale niepokój Putina rośnie – przedłużająca się wojna o niepewnym rezultacie niesie zagrożenie dla jego pozycji.

Dzisiejszy atak rakietowy na Ukrainę spodobał się członkom klubu „Wazelina” i Z-patriotom. Na przykład Siergiej Mironow, przewodniczący partii Sprawiedliwa Rosja, wierny putinista, pospieszył z takim wpisem na Twitterze: „Dzisiaj było lekkie ostrzeżenie dla tych, którzy zbyt mocno uwierzyli w siebie, uwierzyli w to, że można wysadzać nasze mosty, atakować nasze miasta, urządzać dywersje i akty terroru, mające zastraszyć obywateli Rosji. Nie uda się. Odpowiedź będzie mocna. Rozumiecie?”. Na Twitterze pojawiały się też relacje z zachowań Z-patriotów, którzy z entuzjazmem witali to, że „nasi nareszcie dają łupnia tym bezczelnym Ukraińcom”.

Oblicza mobilizacji

4 października. Mobilizacja ogłoszona przez Putina jako częściowa okazała się kosztownym eksperymentem demograficznym. Nie pierwszym i zapewne nie ostatnim w dobie panikującego putinizmu.

Władimir Putin 21 września, zwierając żelazne szczęki, ogłosił, że dobiegła końca faza dystansowania się społeczeństwa rosyjskiego od bandyckiej wojny rozpętanej przez niego przeciw Ukrainie. Rosjanie, a przynajmniej duża ich grupa, muszą opuścić strefę komfortu. Nie wystarczy już nie protestować przeciwko wojnie, jak na samym początku, nie wystarczy już popierać wojnę słowem, jak to było w drugiej fazie, teraz nadszedł czas na popieranie wojny czynem – trzeba dać się zmobilizować i wyruszyć na front (pisałam o tym w autorskiej rubryce „Rosyjska ruletka” – Putin wzywa na wojnę. Co oznacza „częściowa mobilizacja” w Rosji | Tygodnik Powszechny)..

Mobilizacja została określona przez Putina jako częściowa – miała dotyczyć zaciągu 300 tysięcy. Dziś minister obrony Siergiej Szojgu zaraportował, że zmobilizowano już 200 tys. A telewizja 1tv zachłystywała się w wieczornym wydaniu, że do służby zgłaszają się nie tylko zmobilizowani, ale także ci, którzy nie podlegają mobilizacji, a chcą „bronić ludności Donbasu” w szeregach „drugiej armii świata”. Pono za pośrednictwem specjalnej strony internetowej zgłosiło się już 70 tys. chętnych. Nie bardzo wiadomo, gdzie oni są i dokąd trafiają, kto (i czy) ich szkoli, kto zapewnia ekwipunek itd.

W telewizji wszystko wygląda pięknie: mobilizacja przebiega bez przeszkód i zgodnie z planem. Tak jak wszystko od 24 lutego.

Tymczasem Forbes podał dziś, powołując się na źródła w administracji prezydenta, że od momentu ogłoszenia mobilizacji z Rosji wyjechało 700 tys. osób, według innego źródła – nawet milion. Ile osób wyjechało w celach turystycznych i zamierza powrócić – nie wiadomo.

Jak widać, Rosjanie masowo wybrali indywidualne strategie przetrwania, nie czekając, aż dostaną wezwanie do najbliższej komendy uzupełnień. Od 21 września liczne media przekazują reportaże z przejść granicznych w Kazachstanie, Gruzji, Finlandii i in., na których po rosyjskiej stronie stoją gigantyczne kolejki oczekujących na możliwość przekroczenia granicy. Samochodem, rowerem lub pieszo, jakkolwiek, byleby tylko opuścić kraj i uratować się przed wysłaniem do krwawej łaźni. Zamożniejsi wybierają drogę lotniczą. Na Telegramie można codziennie zapoznać się z zestawieniem cen biletów do portów lotniczych, które przyjmują samoloty z Rosji – do Stambułu, do Dubaju. Ceny są horrendalne.

Rekordzistą, jeśli chodzi o liczbę przekraczających granicę Rosjan, jest Kazachstan. Władze tego kraju poinformowały, że od początku mobilizacji wjechało ok. 200 tys. (to tyle, co zdołał zmobilizować Szojgu). Mała Gruzja przyjęła ok. 70 tysięcy. Mongolia ogłosiła, że przyjmie każdą liczbę rosyjskich uciekinierów.

Jak twierdzi w publikacji o przebiegu mobilizacji „Nowa Gazeta. Europa”, mobilizacja jest „częściowa” wyłącznie w warstwie słownej. Tak naprawdę w całym kraju trwa łapanka – kto się nie ukryje, ten wpada w ręce wojskowych (https://novayagazeta.eu/articles/2022/10/04/uzhas-bez-kontsa), a zatem mobilizacja nie jest w żadnym razie częściowa, choć powszechna też nie jest. Wskazana przez prezydenta liczba 300 tys. powołanych pod broń to bujda na resorach, utajniony punkt dekretu mówi o zamiarze zmobilizowania miliona mężczyzn, portal Meduza pisał nawet o 1,2 mln.

Po ogłoszeniu decyzji o mobilizacji w Rosji odbyły się protesty uliczne w wielkich miastach. W Dagestanie protesty przybrały formę blokad na drogach, policja użyła broni do rozpędzania demonstracji (strzelano w powietrze). W rezultacie część zmobilizowanych mężczyzn zdemobilizowano (https://www.kavkazr.com/a/na-voynu-dagestantsev-posylayut-pervymi-chem-zakonchilisj-protesty-v-mahachkale/32064549.html).

Ogłoszenie mobilizacji miało być elementem wielowymiarowej presji na Ukrainę, aby zaniechała walki o swoją ziemię z przeważającą nawałą rosyjską, wzmocnioną potężnym połciem mięsa armatniego. Jeżeli w zamyśle kremlowskiego stratega Ukraińcy mieli się tego wzmocnienia przestraszyć, to jakoś znów coś strategowi nie wyszło, przynajmniej na razie. Armia ukraińska nie przerwała kontrofensywy i codziennie odnosi kolejne sukcesy.

I znowu wszystko idzie zgodnie z planem

17 września. Po Buczy, Borodiance, Ołeniwce – Izium. Kolejne miejsce makabrycznych zbrodni popełnionych przez rosyjskich okupantów na ukraińskiej ludności podbitych terenów. Po wyparciu rosyjskiej armii z obwodu charkowskiego i części donieckiego odkryto w lesie pod Iziumem setki grobów. Pochowano w nich ofiary walk, ostrzałów, egzekucji i tortur.

Grupa przeprowadzająca ekshumacje dopiero zaczęła prace, śledczy starannie dokumentują upiorne znalezisko. Ale już teraz można powiedzieć o niebywałej skali zbrodniczego procederu rosyjskiej armii w ukraińskich miastach i wsiach. Na ciałach ofiar widać ślady tortur. Wiele z nich ma związane nogi i ręce. Na leśnym cmentarzu grzebano też tych, którzy zginęli w wyniku ostrzałów – Rosjanie szturmowali Izium przez miesiąc, stosując metodę huraganowych ataków artyleryjskich. Zdaniem deputowanego miejscowej rady, z rąk Rosjan mogło zginąć nawet tysiąc cywilnych mieszkańców Iziumu.

Internetowa telewizja „Nastojaszczeje Wriemia” opublikowała na swoim kanale Telegram zdjęcia z miejsc pochówków: https://www.currenttime.tv/a/v-lesah-pod-izyumom-obnaruzhili-massovye-zahoroneniya-/32035628.html

„Wszędzie, gdzie stacjonowała rosyjska armia, można znaleźć podobne ślady. W Czeczenii grzebano ofiary w lesie za lotniskiem w Groznym. Rosyjscy wojskowi traktują ludność okupowanych terytoriów jak wrogów i nie widzą nic zdrożnego w torturowaniu i zabijaniu ludzi, których właśnie za wrogów uważają. Podobne zbrodnie armia popełniała w Afganistanie. W tym kontekście ciekawym byłoby określenie, kiedy wojskowi przestali odpowiadać za zabijanie cywili podczas przesłuchań” – napisał w komentarzu na Facebooku emigracyjny politolog Nikołaj Mitrochin.

Mitrochin zwraca też uwagę na to, jak kremlowscy propagandyści próbują przedstawić znalezisko pod Iziumem: to ciała poległych żołnierzy sił zbrojnych Ukrainy, których nie zabrała strona ukraińska. „Być może są tam też [pochowani] ukraińscy wojskowi. Ale mam wątpliwości co do tego, że ukraińscy żołnierze ginęli ze związanymi przez siebie samych rękami i nogami”.

Prezydent Putin na wczorajszym spotkaniu z dziennikarzami po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w Samarkandzie poświęcił uwagę także wydarzeniom w Ukrainie. O Iziumie nie mówił. Zapewnił, że „główny cel operacji specjalnej – wyzwolenie Donbasu – nie podlega korekcie. Kontynuujemy te działania, nie zważając na wszystkie próby przeprowadzenia kontrofensywy ukraińskiej armii. Zobaczymy, czym się ta kontrofensywa zakończy. […] Walczymy tylko częścią naszej armii, tylko tą kontraktową. Na Donbasie rosyjska armia zdobywa coraz nowe tereny” (https://www.youtube.com/watch?v=ewWHL7TzSp0). A zatem ciąg dalszy starej śpiewki: „wszystko idzie zgodnie z planem”. Zdaniem Putina, to Ukraina prowadzi działania terrorystyczne. Jako przykład podał wczorajszy zamach w Ługańsku na tzw. prokuratora generalnego tzw. Ługańskiej Republiki Ludowej. Nie wiadomo, kto dokonał zamachu, w tzw. Ługańskiej Republice Ludowej zginęło już w zamachach wielu watażków – były to na ogół porachunki pomiędzy grupami mafijnymi, które dzieliły łupy. Ale Putin już wie, że to Kijów maczał w tym palce.

Dziennikarstwo to przestępstwo

6 września. Rosyjskie władze dorzynają resztki dziennikarstwa i likwidują ostatnie bastiony wolnych mediów – dziennikarz „Wiedomosti” i „Kommiersanta” Iwan Safronow został skazany na karę 22 lat łagru o zaostrzonym rygorze za zdradę państwa, a „Nowa Gazeta” Dmitrija Muratowa otrzymała decyzję sądu o unieważnieniu licencji na wydania papierowe pisma, wkrótce oczekiwane jest również oficjalne zamknięcie strony internetowej.

Moskiewski sąd miejski skazał Safronowa za (niedowiedzione w procesie) szpiegostwo i zdradę stanu. Dziennikarz od dwóch lat przebywał w areszcie śledczym Lefortowo. Ogłoszenie wyroku zajęło sędziemu dziesięć minut – nie przedstawiono sentencji wyroku z uwagi na to, że jego treść i uzasadnienie zaliczono do kategorii tajemnicy państwowej. Jak pisze „Projekt” (https://www.proekt.media/narrative/delo-ivana-safronova/), oskarżenia o szpiegostwo czy zdradę państwa nie było na czym zawiesić: artykuły, dane, dokumenty, które Safronow miał rzekomo dostarczać czeskiemu i niemieckiemu wywiadowi, znajdują się w otwartym dostępie. O Safronowie i jego sprawie pisałam w blogu dwa lata temu, gdy dziennikarz został aresztowany: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/07/15/czeski-szpieg-w-roskosmosie/

Dziennikarze „Meduzy.io” (internetowe medium wydawane na Łotwie przez rosyjskich dziennikarzy na emigracji) napisali dziś. „Kodeks karny, na podstawie którego skazano dziś Safronowa, klasyfikuje przygotowania i rozpętanie agresywnej wojny jako ciężką zbrodnię. Innymi słowy, oskarżając o przestępstwa dziennikarzy, władze starają się ukryć swoje zbrodnie. Metodycznie pozbywają się świadków, sięgając po nieograniczone środki siłowe. Ci, którzy zostali w Rosji i nadal próbują się zajmować dziennikarstwem, są narażeni na fizyczną rozprawę. 22 lata łagru to próba odebrania życia nie tylko temu, kto został skazany, ale także wszystkim, którzy go kochają i których on kocha”.

„To po prostu zemsta. Sąd uznał dziennikarstwo za przestępstwo” – napisała „Nowa Gazeta”. Los pisma, którego redaktor naczelny Dmitrij Muratow otrzymał w zeszłym roku Pokojowego Nobla, wisi na włosku. Po rozpoczęciu agresji na Ukrainę w Rosji wprowadzono ostrą wojenną cenzurę. Każdy materiał, który nie jest prowojenną agitką, może zostać podciągnięty pod paragrafy o „dyskredytacji rosyjskiej armii” lub „rozpowszechnianie fałszywych informacji”. Roskomnadzor (agencja federalna ds. kontroli mediów) powykręcał ręce i pozamykał usta ostatkom niezależnych od Kreml, niszowych wydań. „Nowa Gazeta” zamieszczała świetne reportaże o najważniejszych wydarzeniach na froncie i na tyłach, analizy i komentarze do bieżącej sytuacji, wywiady. Otrzymała dwa ostrzeżenia od Roskomnadzoru, trzecie groziło zamknięciem. Muratow podjął decyzję o czasowym zawieszeniu działalności, aby nie narażać redakcji na likwidację. Dziennikarze „Nowej”, którzy przebywają na emigracji, zaczęli wydawać internetową gazetę „Nowa Gazeta. Europa” (https://novayagazeta.eu/), jej redaktorem naczelnym jest Kiriłł Martynow.

Muratow w ostatnich dniach odważył się na ożywienie strony internetowej, zamrożonej w marcu i zamieścił materiały odnoszące się do ważnych wydarzeń. Pożegnał zmarłego 30 sierpnia Michaiła Gorbaczowa (zacytowałam jego tekst w „Rosyjskiej ruletce”: https://www.tygodnikpowszechny.pl/zmienil-swiat-nie-potrafil-zmienic-swojego-kraju-zmarl-gorbaczow-178189), przypomniał o ważnym śledztwie dziennikarskim Jeleny Miłaszynej o zamachu terrorystycznym na szkołę w Biesłanie, ujawniające odmęt kłamstw władz i ich nieudolność (https://novaya.media/articles/2022/09/01/beslan-rassledovat-vechno), na stronie znalazły się również teksty poświęcone sprawie Iwana Safronowa i wyrazy solidarności z niesłusznie skazanym kolegą. Solidarność w specjalnym liście wyrazili również koledzy skazanego z redakcji „Kommiersanta”.

Dziś na stronie pojawił się list-odezwa redakcji „Nowej Gazety” (https://novayagazeta.ru/articles/2022/09/05/pokushenie-na-ubiistvo-novoi-gazety), zaczynający się od słów: „Sąd postanowił unicestwić naszą gazetę”. I dalej: „Dziś powtórnie zostali zamordowani nasi koledzy, już zabici przez państwo za wykonywanie swoich zawodowych obowiązków: Igor Domnikow, Jurij Szczechoczichin, Anna Politkowska, Stanisław Markiełow, Anastasija Baburowa, Natalia Estemirowa, Orhan Dżemal”. Wstrząsające.

Wersje i kontrowersje

27 sierpnia. Mija tydzień od zamachu na córkę ideologa Aleksandra Dugina, Darię. Zginęła w wyniku wybuchu ładunku podłożonego pod samochód, który prowadziła. Jak pisałam w poprzednim wpisie na ten temat (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2022/08/22/zamach-w-odincowie/), po niespełna dwóch dniach Federalna Służba Bezpieczeństwa przedstawiła wyniki błyskawicznego śledztwa. Według FSB, zamachu dokonała przysłana z Ukrainy agentka. Wersja jest mocno naciągana, ale po jej przedstawieniu w kremlowskich mediach niemal całkowicie wygaszono temat zamachu. Może właśnie po to była potrzebna.

Przy omawianiu różnych wersji tragicznego wydarzenia pominęłam wątek przedstawiony przez rosyjskiego opozycjonistę, od kilku lat mieszkającego w Ukrainie, Ilję Ponomariowa. O tym, kim jest Ponomariow i o jego pokręconych losach, pisał projekt „HOLOD.media” (https://holod.media/2022/08/23/ponomarev/). Z tej publikacji pochodzi cytowany fragment: „Po inwazji Rosji na Ukrainę Ponomariow wstąpił w szeregi obrony terytorialnej, a następnie stworzył projekt „Lutowy poranek”, który, według jego słów, opowiada Rosjanom „prawdę o tej koszmarnej wojnie”. 21 sierpnia po zabójstwie Darii Duginej właśnie w „Lutowym poranku” Ponomariow oznajmił, że dokonali go przedstawiciele Narodowej Armii Republikańskiej (NAR). Przyznał, że wiedział od dawna, że tego dnia coś się wydarzy, ale miejsca i nazwisk nie znał. Trzy-cztery miesiące wcześniej nawiązali z nim kontakt przedstawiciele organizacji o tej nazwie, która jakoby prowadzi działalność partyzancką w Rosji”. Ponomariow powiedział, że popiera cele głoszone przez NAR, w tym zwalczanie ludzi, którzy stoją po stronie wojny. Na kanale „Lutowy poranek” został zaprezentowany manifest NAR (https://www.youtube.com/watch?v=ljdXbLjKdgc): uwolnić Rosję od władzy uzurpatora, rozpędzić na cztery wiatry jego klikę, okradającą Rosję i prowadzącą ją do zguby. W manifeście tajemniczy partyzanci grożą, że będą likwidować wszystkich, którzy pracują na rzecz reżimu.

Po sensacyjnym oświadczeniu Ponomariowa większość komentatorów wzruszyła ramionami – nikt wcześniej nie słyszał o NAR. Dziennikarka Julia Łatynina (od dawna na emigracji) powiedziała, że istnienie, a zwłaszcza sprawne działanie takich struktur w Rosji jest niemożliwe: „To gra służb specjalnych. Nie wydaje się możliwe, aby Ponomariow kontaktując się, jak mówi, z partyzantami nie poinformował o tym Służby Bezpieczeństwa Ukrainy”. Jej zdaniem, Ponomariow jest świetnym celem do wmanipulowania w takie gry. „Uważam, że zabójstwo Duginej to końcowy akord nowej operacji Trust (operacja sowieckiego kontrwywiadu w latach 20. XX wieku, mająca na celu wyjawienie przeciwników reżimu w ZSRR poprzez stworzenie fałszywej organizacji antybolszewickiego podziemia). Głównym celem tej operacji jest znalezienie na miejscu zamachu wizytówek Nawalnego, Chodorkowskiego i Kasparowa, Wizytówki Ponomariowa nie trzeba już szukać – on sam z dumą oznajmił, że jego karta wizytowa już tam jest”. Następnym krokiem miałoby być, zdaniem dziennikarki, wezwanie do totalnego terroru wobec opozycjonistów-terrorystów. Do interpretacji Łatyninej nawiązuje też opozycjonista (od lat w Berlinie) Igor Ejdman: „Cała historia z NAR przypomina stare czekistowskie operacje Trust i Syndykat.2, w rezultacie których zwabiono do ZSRR i unieszkodliwiono takich zaprawionych w bojach ludzi jak Sidney Reilly czy Borys Sawinkow […] Współcześni czekiści nie są kreatywni, niczego nowego wymyślić nie potrafią, stosują stare stalinowskie schematy. Zabójstwo Darii Duginej było zorganizowane, aby uwiarygodnić NAR”.

Nad blitz-śledztwem FSB krąży wiele pytań. Podstawowe pytanie brzmi: czy nie znalazła się żadna bardziej prawdopodobna wersja niż ta naiwna o ukraińskim śladzie i dziwnej agentce? Dlaczego temat zniknął tak szybko z rosyjskich mediów, zanim jeszcze cokolwiek zdołano ustalić i opisać? Są jeszcze inne ciekawe pytania. Kto w ostatniej chwili przed odjazdem „zaminowanego” auta zatrzymał Aleksandra Dugina? Czy i kto jechał z Darią jej samochodem (wersja o drugiej osobie w aucie Darii przewija się w licznych publikacjach)? Kto wiózł Dugina swoim samochodem i podwiózł akurat chwilę po wybuchu? Czemu podczas ceremonii pogrzebowej trumna z ciałem Duginej była otwarta i widać było jej twarz i włosy, skoro ofiara zamachu bombowego podobno niemal doszczętnie spłonęła? Czy zamach był zorganizowany przez tych, którzy chcieli pchnąć Putina do bardziej agresywnych działań na froncie? Czy w ogóle był zamach?

No i warto powtórzyć pytanie o Narodową Armię Republikańską, o której nadal nic nie wiadomo. Żadna z przedstawianych w przestrzeni publicznej wersji – czy to oficjalna wersja FSB, czy to wersje krytyków Putina – nie brzmi przekonująco. Cisza, jaka zapadła po pogrzebie ofiary zamachu, też jest zastanawiająca.

Czy ciąg dalszy nastąpi?