9 maja 2026. A jednak była defilada na placu Czerwonym. I była transmisja telewizyjna z tego wydarzenia (wczoraj były komunikaty, że będzie transmisja, ale nie w real time, tylko z lekkim przesunięciem czasowym, dziś Pierwyj Kanał, prowadzący relację, na każdym kroku podkreślał, że to bezpośrednia transmisja). Defilada była chuda, ale z muzyką. Na kilka godzin przed rozpoczęciem tego spektaklu udało się osiągnąć porozumienie o przerwaniu ognia. Na prośbę Putina prezydent Trump namówił Wołodymyra Zełenskiego do zapewnienia bezpieczeństwa defiladzie. No i się udało.
Zełenski zareagował na lamenty Putina w firmowym stylu: wydał dekret zezwalający na przeprowadzenie parady na placu Czerwonym, podał czas wydarzenia i określił dokładne współrzędne miejsca, objętego gwarancjami bezpieczeństwa. To musiało mocno zaboleć Putina, ale pozostało – przynajmniej na razie – bez komentarza ze strony Kremla. Wczoraj napisałam, że to Zełenski okazał się reżyserem wydarzenia (https://labuszewska.pl/okrojona-defilada-bez-zwyciestwa/) i tak właśnie się stało.
Dekoracje na placu były tak ustawione, aby całkowicie zasłonić mauzoleum Lenina i znajdującą się na nim odsłoniętą trybunę. Ustawiono nową – zadaszoną – trybunę, na której posadzono gości. Gości z zagranicy było niewielu. W ostatniej chwili w trybie emergency sprowadzono do Moskwy prezydentów Kazachstanu i Uzbekistanu. Ich obecność dała iluzję szerokiego spektrum gości, a w każdym razie szerszego niż tylko spodziewane przybycie białoruskiego wodza. Obaj zasiedli z ponurymi minami w pobliżu Putina, też siedzącego sztywno z powodu uwierającej pod pachami kamizelki kuloodpornej. Nieco dalej wzmiankowany Alaksandr Łukaszenka, któremu towarzyszył syn Kola (ach, jak on urósł!). Bezpośrednio obok Putina posadzono weteranów – jednego weterana wielkiej wojny ojczyźnianej i jednego weterana „specjalnej operacji wojskowej” (SVO). I nie był to jedyny weteran SVO na trybunie, w dalszych rzędach siedzieli liczni przedstawiciele tej grupy. W defiladzie pododdziałów wzięły też udział jednostki walczące na ukraińskim froncie. To była celowa akcja mająca podkreślić tezę kremlowskiej propagandy, że SVO to przedłużenie wielkiej wojny ojczyźnianej.
Przygaszony Putin wystąpił z pustym przemówieniem, w którym powtórzył swoje odkrywcze twierdzenia, m.in. o tym, że po stronie Ukrainy walczy cały blok NATO. Padło też rytualne hasło, że Pobieda zawsze była i będzie nasza (nawiązanie do słów Wiaczesława Mołotowa z historycznego przemówienia na początku wielkiej wojny ojczyźnianej). Trudno to uznać za perfumę zwycięstwa. Podobnie jak 7-minutowy film pokazujący nowoczesne uzbrojenie rosyjskiej armii. To był substytut zwyczajowego przejazdu kolumn sprzętu wojskowego, obrazkowa imitacja mocy.
Defilada była krótka i pozbawiona treści. W przemarszu pododdziałów wzięli udział wojskowi z KRL-D, wielkiego sojusznika Putina. Choć była to przecież defilada na cześć 81. rocznicy zwycięstwa w wielkiej wojnie ojczyźnianej w 1945 r., a wtedy takiego państwa jak KRL-D nie było. Ale trzeba było jakoś podkreślić to nowe bezcenne braterstwo broni. Co ciekawe, żołnierze koreańscy maszerowali z jakimiś dziwnymi automatami, które wyglądały jak posrebrzane karabinki do zabawy w wojnę.
Oglądam teraz z kolei koncert z okazji rocznicy Pobiedy w Pałacu Kremlowskim. Piosenki wykrzykiwane jak hasła propagandowe: „Pobieda budiet” itd. To też włączono do przekazu propagandowego – wszystko idzie zgodnie z planem, kiedyś zwyciężyliśmy, zwyciężymy i teraz. Zaklęcia, zaklęcia, zaklęcia. I w tych pieśniach, i w dzisiejszych komentarzach telewizyjnych programów (dez)informacyjnych, i w przemówieniu Putina powtarzało się jeszcze jedno zaklęcie: „Zwycięstwo było możliwe dzięki sile ducha i jedności Rosjan”. Trendem ostatnich tygodni, a może już miesięcy jest zapewnianie tej jedności pod czułym okiem służb specjalnych, żeby się nikomu nie zdawało, że może nie być jednością z Putinem.
Obchody Dnia Zwycięstwa odbywały się nie tylko w Moskwie, ale także w innych rosyjskich miastach. Ciekawa sytuacja wytworzyła się w Nowosybirsku. Tam na ulicach porozstawiano ogromne banery przypominające o święcie. Na jednym z nich umieszczono napis z okolicznościowymi życzeniami i zdjęcie orangutana Batu – popularnego w mieście podopiecznego miejscowego zoo. Wybuchł skandal, mieszkańcy rzucili się protestować, że ktoś tutaj ośmiesza świętą Pobiedę, jaja sobie robi itd. Pomysłu bronił dyrektor zoo, przekonując, że to forma podziękowania dla zwierząt za wkład w dzieło zwycięstwa. Ale jego słowa utonęły w tumulcie. Plakat zdjęto, zastąpiono słusznym plakatem ze wstążką. Niepoważną sprawę uznano za poważną i ważną. Plakat z orangutanem stał się przedmiotem zainteresowania prokuratury i Roskomandzoru. Ktoś chciał jak najlepiej, a wyszło jak zawsze (https://www.svoboda.org/a/v-novosibirske-prokuratura-proveryaet-banner-s-orangutanom-k-9-maya/33752753.html).
