Wyszli na plac

Demonstracja przeciwko falsyfikacji wyborów do Dumy na placu Błotnym w Moskwie zebrała od 25 (ocena policji) do 85-100 tysięcy (ocena organizatorów) uczestników (dane policji dowcipnie skomentowali internauci: policja liczy tak samo świetnie jak Czurow). To pierwsza tak liczna demonstracja protestu od 1991 r. Miała charakter pokojowy, uczestnicy podziękowali policji za spokojne zachowanie. Przebieg demonstracji można było śledzić w Internecie. Protesty odbyły się w 134 miastach Rosji, zatrzymano dziesiątki demonstrantów. Odsiadujący piętnastodniowe kary „aresztu administracyjnego” organizatorzy poprzednich protestów (m.in. Aleksiej Nawalny, Ilja Jaszyn) co godzinę walą pięściami w drzwi cel w akcie poparcia dla dzisiejszej ulicznej manifestacji. Z kolei lider Młodej Gwardii (młodzieżówka Jednej Rosji) oznajmił w rozgłośni Echo Moskwy, że w razie potrzeby zgromadzi i 170 tysięcy demonstrantów, żeby obronić rezultaty wyborów.

Na moskiewskiej demonstracji przyjęto rezolucję, zawierającą postulat unieważnienia wyborów, wypuszczenia więźniów politycznych i zwolnienia „czarodzieja”, szefa „ministerstwa kłamstwa” Władimira Czurowa, przewodniczącego Centralnej Komisji Wyborczej, która narysowała Jednej Rosji dwa razy więcej głosów (takie wyliczenia na podstawie analizy ujawnianych fałszerstw ogłoszono podczas wiecu). Jeżeli władze nie pójdą na ustępstwa, 24 grudnia odbędzie się kolejna demonstracja.

Wznoszone podczas wiecu okrzyki i hasła odnosiły się zarówno do wyborów: „Czurowa na nary”, „Wasze wybory to farsa”, „Domagamy się nowych wyborów”, jak i do Putina: „Nowy Rok bez Putina”, „Rosja bez Putina”. „Powinniśmy podziękować Jednej Rosji, która dokonała cudu – staliśmy się narodem” – powiedział z trybuny nacjonalista Konstantin Kryłow. Borys Akunin, który w trybie pilnym przybył z francuskiej wioski, gdzie pracował nad kolejnym tomem przygód Fandorina, powiedział, że „takiej Moskwy jeszcze nie widział”. Pisarz wezwał do bojkotu marcowych wyborów prezydenckich. Przewodniczący partii Jabłoko, Grigorij Jawliński (jego partia startowała w wyborach, ale nie przekroczyła progu wyborczego) oznajmił, że właśnie zaczęła się kampania legalnego odsunięcia Putina od władzy. Ekspremier Michaił Kasjanow wzywał, by „nie wpuścić Putina na Kreml”. Rozrzut światopoglądowy duży, cel jeden – unieważnić wybory i doprowadzić do nowych, uczciwych.

„Hańba putinowskiemu zombijaszczikowi (telewizji, która kłamie)” – krzyczał popularny prezenter telewizyjny Leonid Parfionow. „Jeżeli znowu usłyszymy, że przyszliśmy demonstrować, dlatego że Hillary przysłała smsa, żeby porozrywać Rosję na kawałki, to odpowiemy: Nie zapomnimy, nie wybaczymy”. Dziś od rana po Internecie krążyła wiadomość, że prezenter TV NTW Aleksiej Piwowarow postawił swojemu szefostwu ultimatum: jeżeli znowu w wiadomościach wieczornych nie będzie wzmianki o protestach, to on odmawia współpracy i programu nie poprowadzi. Podkabłucznyje (znajdujące się pod obcasem władzy) stacje telewizyjne informowały o dotychczasowych protestach skąpo albo wcale. Obszernie pokazywały natomiast konferencje prasowe związane z podawaniem przez CKW wyników, usłużnie podawały w wątpliwość doniesienia o naruszeniach i fałszerstwach.

Na demonstracji i w wielu komentarzach internetowych nawiązywano do ukraińskiego Majdanu. Komentator internetowej gazety „Grani.ru” Witalij Portnikow nie widzi analogii. Na Ukrainie do 2004 r. była polityczna konkurencja. „W rosyjskiej sytuacji nie ma niczego podobnego. Ludzie, którzy doszli do władzy w rezultacie wydarzeń 1991-2000, wyczyścili polityczne poletko do tego stopnia, że tam nie tylko trawa nie rośnie, ale ziemia jest zaasfaltowana i pomalowana w barwy partyjne Jednej Rosji. Ci, którzy wychodzą dziś na ulice rosyjskich miast, są poza polityką. Paradoks sytuacji polega na tym, że poza polityką znajduje się 99 procent Rosjan. Nie ludzie są zmarginalizowani – zmarginalizowany został proces polityczny. A proces polityczny może się zacząć tylko wtedy, kiedy w rosyjskim społeczeństwie zacznie się realna konkurencja. Jeżeli partie opozycyjne będą się mogły zarejestrować i dostaną dostęp do telewizji. Jeżeli telewizja będzie nadawać nie bajki napisane w kremlowskich gabinetach, a realne nowości. Jeśli demokracja przestanie być sterowana. Konkurencji nie wytrzyma 90% tych, którzy dziś stanowią władze kraju. Ani Putin, ani Miedwiediew nigdy nie prowadzili publicznej dyskusji, nigdy nie odpowiadali na prawdziwe pytania, nigdy nie spotkali się z poważną krytyką w ogólnokrajowych mediach. Czy zmiany są możliwe? Tylko w razie nawiązania dialogu między władzą a społeczeństwem. Czy społeczeństwo jest gotowe do takiego dialogu? Społeczeństwo powinno mieć swoich przedstawicieli i możliwe, że jacyś liderzy wyłonią się w trakcie protestów. Ale co z tego. Nieszczęście polega na tym, że do takiego dialogu nie jest absolutnie gotowa władza”. Dialogu z amerykańskimi najmitami, za jakich Putin uważa wiecujących, nie będzie – konkluduje Portnikow.

Moment jest rzeczywiście bardzo ciekawy. Gdyby nie marcowe wybory w perspektywie, Putin mógłby nic sobie nie robić z protestów po wyborach parlamentarnych. Ale one – zwłaszcza jeśli będą się przedłużać i konsekwentnie domagać się spełnienia wysuniętych postulatów – mogą mu utrudnić powrót na Kreml. Ale powrót, z punktu widzenia władzy, jest nieunikniony. Jeszcze raz zacytuję Portnikowa: „Władza straciła zaufanie społeczeństwa, ale jest przekonana, że rządzić będzie wiecznie i wobec tego będzie walczyć o pozostanie u steru – w przeciwnym razie nie będzie mogła zachować tego, co zgromadziła. Społeczeństwo może dość szybko dojść do wniosku, że władze trzeba zmienić, ale nie będzie mogło tego dokonać w ramach prawa – dlatego że wszystkie legalne drogi są przegrodzone przez OMON. Sytuacja może się rozwijać o wiele bardziej dramatycznie niż w Kijowie w 2004. W Moskwie Majdanu nie będzie”.

Ciekawe jest to, że odmawiać współpracy z władzą zaczęła część „obsługi” – ludzi kultury, politologów, którzy zasiadali w rządowych czy prezydenckich gremiach i nadawali im pozór pluralizmu i demokracji. Kilka osób wyszło ze składu Izby Społecznej. Świta czyni króla. Dlatego tak „stracił się” Putin, kiedy wyszedł w Olimpijskim na ring i został wygwizdany. To świta go wygwizdała. Bardzo ważne jest to, czy Putin utrzyma się w nowym rozdaniu na szczycie stworzonej przez siebie piramidy, być może ta świta, wyczuwszy jego słabość, w celu zachowania swoich pozycji poświęci go.

Tymczasem rzecznik prasowy premiera, Dmitrij Pieskow, oznajmił, że „rząd nie ma na razie stanowiska w sprawie dzisiejszych demonstracji w Moskwie. Jeśli takie stanowisko się pojawi, na pewno się o nim dowiecie”. Jak widać, Portnikow ma rację – dialogu nie będzie.

Na koniec jeszcze fragment listu otwartego Aleksieja Germana juniora, jednego z najciekawszych reżyserów młodszego pokolenia, do gubernatora Petersburga Gieorgija Połtawczenki. List jest związany z niedotrzymaniem obietnic gubernatora wobec środowiska twórców, ale ma także szerszy kontekst: „Czy nie wydaje się panu absurdalne to dążenie władzy, by otrzymać poparcie społeczeństwa, następnie konsekwentnie to społeczeństwo okłamywać, a potem się dziwić, że uczucia gasną. Jestem człowiekiem apolitycznym, ale dla mnie i dla wielu współobywateli istnieje ta granica, poza którą mój szacunek do samego siebie i ludzka godność nie może już dłużej istnieć w tych współrzędnych, które mi się wyznacza. Nie jestem bydłem. Nie jesteśmy bydłem. Mam do pana pytanie: Nie wstyd panu? I jeszcze jedno pytanie: Czy mam już się pakować, jak Brodski, Dowłatow i inni?”.

Czy dzisiejsze demonstracje oznaczają koniec dotychczasowego kontraktu społecznego polegającego na oddzieleniu społeczeństwa od polityki? Ludzie powiedzieli władzy, że nie chcą być dłużej traktowani „jak bydło”. Tylko czy władza zechce to uwzględnić? Monopol jest przecież podstawą jej trwania.

Dwadzieścia lat bez Sowietów

Kilka lat temu dowiedzieliśmy się od ówczesnego prezydenta Rosji, Władimira Putina, że rozpad ZSRR był największą geopolityczną katastrofą XX wieku. Dziś mija dwudziesta rocznica spotkania trzech „słowiańskich żubrów” w Puszczy Białowieskiej – Jelcyna, Krawczuka i Szuszkiewicza – którzy ową katastrofę przypieczętowali. Zresztą wcale nie uważali jej za katastrofę, a za zwieńczenie pewnego łańcucha wydarzeń – ogólnego kryzysu niewydolnego systemu i parady suwerenności wszystkich republik związkowych po kolei. Podpisane w Wiskulach porozumienie białowieskie, konstatujące, że ZSRR przestał istnieć, zostało cztery dni później ratyfikowane przez Radę Najwyższą Rosyjskiej Federacyjnej Republiki Radzieckiej (wtedy jeszcze tak się nazywała późniejsza Federacja Rosyjska).

I gdzie tu katastrofa? ZSRR, który podczas swego trwania ugrobił miliony, dziesiątki milionów ludzi, rozpadł się łagodnie. Z trzaskiem, ale bez hekatomby ofiar.

Rodacy Władimira Putina odnoszą się do niedawnej historii niejednoznacznie. Żal po ZSRR odczuwa 53% Rosjan (dwa lata temu – 60%), przeciwnego zdania jest 32% (dwa lata temu 28%). To wyniki badania Centrum Lewady. Wśród powodów żalu respondenci wymienili: rozpad wspólnych więzi ekonomicznych (48%), utratę poczucia przynależności do wielkiego mocarstwa (45%), wzrost wzajemnej nieufności (41%). Przywrócenia ZSRR w dawnym wcieleniu chciałoby 14%.

Cytat z parlamentarnego wystąpienia Władimira Putina z 2005 roku o „największej geopolitycznej katastrofie” znowu gęsto przytaczano kilka tygodni temu, kiedy Moskwa ogłosiła nową inicjatywę integracyjną, Unię Euroazjatycką. Na razie z Białorusią i Kazachstanem, wkrótce Kirgizją i Tadżykistanem, a potem – kto wie, kto wie…

Po dwudziestu latach płacz nad rozlanym radzieckim mlekiem jest anachronizmem. Choć nostalgia w wielu środowiskach nadal jest żywa. Ale dziś nie okrągła rocznica rozpadu sowieckiego kolosa jest tematem numer jeden, a ciągle trwające w wielkich miastach Rosji protesty przeciwko naruszeniom i fałszerstwom wyborczym.

Przedstawiciele władz tłumaczą się mętnie. Brną w zaparte: wybory były uczciwe, wątpliwości wokół naruszeń trzeba wyjaśnić i tyle. W odpowiedzi na wiec protestujących zwoływany jest wiec zwolenników władz, którzy biją w bębny, by nikt nie słyszał okrzyków „Rosja bez Putina” (dzisiaj internetowe media podały, że część przywiezionych z prowincji na wiece w Moskwie aktywistów prokremlowskich młodzieżówek przyłączyła się do protestujących). W areszcie na 15 dni zamknięto kilku aktywnych uczestników protestów, m.in. znanego blogera Aleksieja Nawalnego.

Sekretarz stanu USA Hillary Clinton powiedziała dziś w Wilnie, że rosyjskie wybory nie były ani wolne, ani uczciwe. Jej rosyjski kolega Siergiej Ławrow natychmiast się na nią za to obraził. Premier Putin jakby na takie stwierdzenie Amerykanów tylko czekał, zaraz oznajmił, że USA prowokują protesty w Moskwie, i że na to, by zdezorganizować wybory w Rosji, zagranica wybecelowała „setki milionów dolarów”. Wiadomo, wszyscy tylko knują, żeby dosolić Rosji i osobiście premierowi Putinowi.

Tymczasem na wzmiankowanym wileńskim spotkaniu ministrów spraw zagranicznych krajów OBWE rosyjska delegacja zablokowała przyjęcie rezolucji o wolności w Internecie. Znamienne.

Środowiska politologiczne w Rosji zainteresowały się scenariuszem nakreślonym przez byłego przewodniczącego partii Prawoje Dieło, Michaiła Prochorowa: w sytuacji protestów Miedwiediew składa urząd prezydenta, zostaje przewodniczącym Dumy Państwowej, a premier Putin zostaje, zgodnie z konstytucją, p.o. prezydentem; nowe wybory prezydenckie powinny zostać ponownie rozpisane, według nowych reguł (m.in. z obniżonym pułapem liczby podpisów, wymaganej do rejestracji kandydata). Zdaniem Prochorowa, takie rozwiązanie może powstrzymać rewolucję.

Czy Putin skorzysta z podpowiedzi miliardera Prochorowa (który sam nie doczekał startu w wyborach, bo kilka miesięcy temu wszedł w lekką kolizję z kremlowskimi inżynierami dusz i został z kampanii wyślizgany)? Na razie premier Putin zaniósł wczoraj wszystkie papiery do komisji wyborczej, by zarejestrować się w charakterze kandydata przez marcowymi wyborami Putina. Papiery zostały przyjęte.

W sobotę na placu Rewolucji w Moskwie ma się odbyć trzydziestotysięczny wiec protestacyjny.

Na rozstaju

„Cieszy mnie to, że nowy parlament będzie weselszy” – oświadczył dziś prezydent Dmitrij Miedwiediew na spotkaniu z gronem swoich zwolenników. W „wesołym” parlamencie na ulicy Ochotnyj Riad w Moskwie zasiądzie 238 deputowanych „partii władzy” Jedna Rosja. Tylko 238. To wprawdzie większość, ale tylko zwykła. W poprzedniej kadencji parlament, który według znanego powiedzenia swego przewodniczącego „nie był miejscem do dyskusji”, Jedna Rosja miała większość konstytucyjną (315 mandatów). Partie koncesjonowanej opozycji – komuniści, Sprawiedliwa Rosja i Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji (Żyrinowski) – zyskały po kilkadziesiąt-kilkanaście mandatów w stosunku do stanu posiadania w ubiegłej kadencji. Na czym miałoby polegać wzmocnienie w tym gronie parlamentarnej wesołości – nie bardzo wiadomo. W ławach poselskich zasiądą przecież sprawdzeni towarzysze z uznanej przez Kreml opozycji, którzy byli poważni: na ogół podnosili ręce, kiedy trzeba i nie mieli żadnych uwag do poczynań władzy. A nawet jeśli od czasu do czasu jakiś sfrustrowany deputowany coś wykrzyczał w słusznym porywie z trybuny, to kto by go tam słuchał. Niech sobie mówi, co chce, jakie to ma znaczenie. Teraz oczywiście może być inaczej. Wynik wyborczy jest sygnałem pewnego „zmęczenia materiału”. Ważne będą wnioski, jakie władza z tego wyciągnie. O tym za chwilę.

Wynik Jednej Rosji – niepełne 50 procent głosów (dane Centralnej Komisji Wyborczej) – w wielu krajach zostałby przez zwycięską partię uznany za nie lada osiągnięcie. Żyć, nie umierać. W realiach rosyjskich to porażka. Wielu komentatorów okrzyknęło to wręcz początkiem nowej ery. To na razie zdecydowanie na wyrost. Ale niewątpliwie coś się w pejzażu polityczno-społecznym zmieniło. Duża część społeczeństwa powiedziała władzy, że ma dość, że nie uznaje już poprzedniej niepisanej umowy społecznej, polegającej na trzymaniu się przez społeczeństwo z daleka od toru władzy. A władza, co również pokazały wyniki wyborów, bardzo by chciała trzymać od tego toru z dala nie tylko społeczeństwo, ale także niekoncesjonowane (nawet bardzo układne) siły polityczne. Do „wesołego” parlamentu nie dostał się nikt przypadkowy.

Co wywołało niezadowolenie społeczne? „Prawdopodobnie punktem zwrotnym było ogłoszenie 24 września na zjeździe Jednej Rosji zamiany miejscami pomiędzy członkami tandemu, kiedy okazało się, że tandem bez żadnych wyborów już napisał scenariusz życia kraju na najbliższe 6, a nawet 12 lat. Wybory 4 grudnia pokazały, że ludziom nie podoba się ani ten scenariusz, ani to, że został on napisany nawet bez ich formalnego udziału i zgody” – napisała w komentarzu redakcyjnym internetowa „Gazeta.ru”. Czy rzeczywiście masa krytyczna niezadowolenia została przekroczona? Czy Rosjanie już nieodwołalnie cofnęli przyzwolenie na istnienie dwóch światów – uprzywilejowanej kasty rządzących, stojącej ponad prawem i całej reszty, która o prawa może się co najwyżej upominać? Będzie się można o tym przekonać, przyglądając się poczynaniom władz przez najbliższe trzy miesiące, jakie pozostały do wyborów Putina. Lakier z jego wizerunku zaczął ostatnio odpadać, ale przecież system ma instrumenty, by obronić się przeciwko przejawom społecznego niezadowolenia.

Dziś w Moskwie i Petersburgu odbywają się protesty przeciwko masowemu fałszowaniu wyborów, bierze w nich udział kilka tysięcy osób (właśnie czytam, że protestujący w Moskwie chcieli przejść pod siedzibę CKW, na placu Łubiańskim ich zastopowano, trwa przepychanka z OMON-em, policyjne wozy zapełniają się zatrzymanymi). Wczoraj odbyła się znamienna bitwa – doniesienia o fałszerstwach wyborczych zamieszczano masowo w Internecie, aktywność w tym względzie wykazały tysiące ludzi, natomiast w państwowej telewizji prezentowano sielski obrazek wyborów bez naruszeń. Wprawdzie była drobna wpadka, bo podczas jednej z relacji telewizyjnych z podliczania głosów podano, że w jednym z regionów oddano łącznie 130 procent głosów, ale kto by się takich drobiazgów dopatrzył. W symbolicznym starciu „partii telewizora” i „partii Internetu” tę ostatnią już na bieżąco próbowano przywołać do porządku, przypuszczając ataki hackerskie na strony internetowe opozycyjnych mediów i blogosferę. Ktoś niedawno powiedział, że albo Internet wysadzi w powietrze system, albo system zamknie Internet. Może tak ostro nie będzie, ale coś na rzeczy jest. W Rosji stale rośnie liczba ludzi korzystających z Internetu, a w Internecie pojawiają się materiały bez kontroli kremlowskich inżynierów dusz, ujawniane są grzechy i grzeszki „włast’ imuszczich” [rządzących], które ci starają się zamieść pod dywan. Putin Internet lekceważy, uważa, że to kłamliwe medium, które robi wodę z mózgu. Ale przecież lepiej mieć Internet za sobą niż przeciw sobie. Miedwiediew uwielbia wszelkie nowinki techniczne, sam „siedzi w Internecie” i zapewne czyta to, co o nim piszą blogerzy, ogląda, jak przedstawiają go karykaturzyści (ciekawe, czy mu się to podoba).

Jakie będą rezultaty wczorajszego głosowania? Jaki sposób przygotowania się do swoich marcowych wyborów wybierze Putin? Dwa scenariusze zmian rysuje „Gazeta.ru”: „pierwszy – odgórna transformacja, kiedy klasa rządząca zaczyna żyć zgodnie z prawem, stwarza warunki prowadzenia biznesu, przywraca realną politykę i swobody obywatelskie, ogranicza wszechwładzę siłowików. Ten wariant nie wydaje się realistyczny, bo w takim razie Putin będzie musiał wyrzec się swoich fundamentalnych wyobrażeń o polityce i władzy. Drugi wariant to oddolna transformacja, pojawienie się nieformalnych ugrupowań obywateli, akcje nieposłuszeństwa obywatelskiego, protesty”. Ja bym dodała do tego trzeci wariant: odgórna transformacja, owszem, ale nie w stronę poluzowania, a w stronę przykręcenia śruby. Wybory dały niewłaściwy rezultat? Tym gorzej dla wyborów.

Cup of tea dla agenta

Okres połowicznego rozpadu izotopu polonu-210 wynosi 138 dni. Śledztwo w sprawie zabójstwa byłego oficera Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji Aleksandra Litwinienki, otrutego radioaktywnym polonem w Londynie, trwa pięć lat i wszystko wskazuje na to, że jeszcze potrwa. Od czasu do czasu prasa wskrzesza sprawę. Londyn domaga się wydania głównego podejrzanego – Andrieja Ługowoja. Tymczasem Andriej Ługowoj jest deputowanym i zza immunitetu robi niewinne oczy. W listopadzie Brytyjczycy wystąpili o ekstradycję kolejnego podejrzanego, Dmitrija Kowtuna, kolegi Ługowoja i Litwinienki z resortu. Kowtun był na fatalnej herbatce w Londynie, a przedtem przejechał się po Europie, wszędzie zostawiając za sobą ślad radioaktywnego polonu.

Ostatnio zaś Komitet Śledczy Federacji Rosyjskiej wszczął śledztwo w związku z próbą otrucia Andrieja Ługowoja (sic). Według najnowszych ustaleń Komitetu to nie Ługowoj otruł Litwinienkę, jak wynika z brytyjskiego śledztwa, ale właśnie Ługowoj miał być otruty razem z Litwinienką przez nieznanych sprawców w Londynie. Jednym słowem, jest poszkodowany. Kowtun jakimś cudem również.

Dziwne zabójstwo eks-oficera Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandra Litwinienki w Londynie ciągle nie znajduje swego finału. Postępy brytyjskiego śledztwa, które jest przedmiotem rozmów Moskwy i Londynu na najwyższym szczeblu, utknęły w związku z tym, że Andriej Ługowoj konsekwentnie odmawia kontaktów ze Scotland Yardem, a premier Putin z uśmiechem mówi, że Rosja nie wydaje swoich obywateli. W wywiadzie dla rosyjskiej sekcji BBC Ługowoj oświadczył: „w przeciwieństwie do brytyjskiej rosyjska prokuratura prowadziła drobiazgowe śledztwo, wiele razy wzywała mnie na przesłuchania”.

Ługowoj jutro wystartuje w wyborach do Dumy na czele listy wyborczej LDPR w obwodzie irkuckim.

United Colours kampanii wyborczej

Na trzy dni przed aktem przy urnie, który nazywany jest wyborami do Dumy Państwowej, na ulicach Moskwy zawisły prześmiewcze plakaty, nawiązujące do głośnej niedawnej akcji firmy Benetton. Na plakatach Benettonu zamieszczono fotomontaże przedstawiające całujących się polityków, akcja miała pomóc złagodzić polityczne obyczaje. Autorami moskiewskiej akcji są członkowie specjalizującej się w sztuce ulicznej art-grupy Monolog.tv (latem tego roku chętnie rozpowszechniana przez media była akcja uliczna grupy związana z użyciem wizerunku prezydenta Miedwiediewa w parodii plakatu filmu: http://www.bbc.co.uk/russian/russia/2011/07/110726_medvedev_posters.shtml).

Na plakatach, które dziś wzbudziły zainteresowanie i śmiech w Moskwie, przedstawiono polityków, którzy ubiegają się o fotele w Dumie: http://monolog.tv/#mng!post-UNhate (Jawliński plus Gryzłow), http://monolog.tv/#mng!post-UNhate  (Żyrinowski plus Ziuganow). Monolog.tv wzywa do tego, aby głosować od razu na wszystkich – całujących się nie całujących się. Wezwanie do tego, aby nie chodzić na wybory, aby oddać nieważny głos, aby oddać pustą kartę do głosowania, aby zagłosować na kogokolwiek, byle nie na rządzącą putinowsko-miedwiediewowską Jedną Rosję – to wszystko już było. Teraz – całuśne plakaty i wezwanie do głosowania na wszystkich.

Kampania wyborcza nie rozpala świadomości społecznej. Nie ma się co dziwić: wszystko już zapowiedziano na zjazdach Jednej Rosji (prezydent na premiera, premier na prezydenta), przeto zainteresowanie podziałem mandatów w kieszonkowym parlamencie jest mniej niż średnie. W telewizji jazda obowiązkowa – zawsze w wieczornym wydaniu dziennika jakiś miły reportaż o dobroczynnym działaniu Jednej Rosji, organizowane są też debaty (tym razem przedstawiciele Jednej Rosji nawet w nich uczestniczą), prezentowane są „roliki”, czyli krótkie reklamówki namawiające do wzięcia udziału w głosowaniu i zagłosowaniu na jedną ze startujących partii. Poza Jedną Rosją startuje tak zwana opozycja koncesjonowana, a więc m.in. niezatapialny LDPR, odświeżone „Jabłoko” (z „całuśnym” Jawlińskim z plakatu), „Prawoje Dieło” Prochorowa już bez Prochorowa, Sprawiedliwa Rosja. No i komuniści. Tu jedna ciekawa rzecz. W związku z ugrzecznioną i pozbawioną ikry oficjalną telewizyjną agitacja wyborczą, a może bez tego związku, Internet świetnie się bawi tematyką okołowyborczą. Hulają „roliki” różnej treści. Np. taki: http://www.youtube.com/watch?v=GT0D8ChA5cg, sygnowany przez partię komunistyczną, żywy, nowoczesny montaż, kąśliwy komentarz. Ziuganow jednak wyparł się autorstwa. Użytkownicy Youtube mają sporo takiego „rozrywkowego” materiału na tematy polityczne, nie wszystko jest najwyższej jakości, ale niektóre filmiki są zabawne, niektóre prześmiewcze, niektóre spostrzegawcze, niektóre refleksyjne (http://www.youtube.com/watch?v=Zru6htkyA_E&feature=related, http://www.youtube.com/watch?v=grl-m6AOZaI&feature=related, http://www.youtube.com/watch?v=yG5fGkPwus0&feature=related, http://www.youtube.com/watch?v=kW-ta8EG9Rg&feature=related,) .

Jedna Rosja stara się istnieć nie tylko w „zombojaszczikie”, jak nazywają w narodzie TV, ale także przemawia do potencjalnego elektoratu słowem drukowanym. Broszurę Jednej Rosji wydrukowano w nakładzie 3 170 000. Dziennikarz tygodnika „The New Times” Ilja Barabanow postanowił wnikliwie przeczytać to dzieło. Przy stacji metra podszedł do stolika, przy którym urzędował agitator Jednej Rosji.

– Nie podrze pan? – spytał ostrożny agitator.

– A co, często drą?

– Świrów nie brakuje.

Jeśli już ktoś nie podrze na wstępie broszury, to może się z niej dowiedzieć, że powinien zagłosować na Jedną Rosję, choćby z tego powodu, że w ciągu dwunastu lat nakłady na naukę wzrosły 1,5 razy, że partia zbudowała mosty dla pana starosty (most w Uljanowsku zaczęto budować w 1986, przypomina Barabanow) i uruchomiła szybkie połączenie kolejowe pomiędzy Moskwą a Petersburgiem. W broszurze można też przeczytać, że opozycja do niczego się nie nadaje. Barabanow komentuje: To szczyty cynizmu – tej tezy mają dowodzić sprawy karne wytoczone merom miast, którzy nie są członkami partii (o sposobach „uszycia” spraw wobec niewygodnych lokalnych polityków można przeczytać np. tu: http://echo.msk.ru/blog/tulsky/826429-echo/).

Na koniec tego skromnego przedwyborczego przeglądu przykład kabaretowego potraktowania wydarzeń politycznych ostatnich dni w Rosji – finał programu „Centralnoje Tielewidienije” (stacja telewizyjna NTW), w którym zespół specjalizujący się w artystycznym gwizdaniu wykonał pieśń „S czego naczinajetsia Rodina”: http://www.youtube.com/watch?v=TwNPOKEsbyA

Prikolno.