Nie ma pewności

28 października 2024. Czy mechanizmy adaptacji decydują o tym, jak obywatele Federacji Rosyjskiej traktują rozpętaną przez Putina inwazję na Ukrainę?

To nie będzie akademicka rozprawa, próbująca odpowiedzieć na zadane w nagłówku pytanie. Raczej opowieść jednego z tych, którzy odrzucili mechanizm adaptacji i dostrzegają zagrożenia, o jednym z tych, którzy starają się dopasować i skupiać na swoich sprawach.

Ta opowieść, której fragmenty poniżej zacytuję, wyciągnęła mi z odmętów pamięci wiersz Leszka Aleksandra Moczulskiego:
Na szarość naszych nocy
na naszą bezimienność
na szarość i nijakość
jutrzejszych naszych marzeń
na twarzy przezroczystość
na twarzy bez wyrazu
na nasze oddalenie
na naszą nieobecność
i rozmów obojętność
listek, iskierkę, cień
jak kotwicę

wbij w nasze serce
*
Siergiej Miedwiediew, politolog, socjolog i dziennikarz, pracuje na Uniwersytecie Karola w Pradze; Rosja przypięła mu łatkę „agenta zagranicznego”. Od wielu lat jest współpracownikiem Radia Swoboda. Z uwagą przygląda się Rosji, analizuje, zadaje trudne pytania. Na swoim profilu na Facebooku zamieścił wzmiankę o spotkaniu ze swoim byłym studentem. Posłuchajcie: „Pamiętam go z dawnych lat, jeszcze jako licealista przychodził na moje wykłady do Muzeum im. Puszkina. Moskwianin, łebski gość, teraz kończy licencjat w Wyższej Szkole Ekonomii w Moskwie [z tą uczelnią Miedwiediew był w przeszłości związany przez wiele lat]. Spotkaliśmy się, wypytywałem go o to, jak jego koledzy studenci odnoszą się do wojny i tego wszystkiego, co się dzieje. Z jego odpowiedzi wywnioskowałem, że ten temat nie jest w ogóle obecny w rozmowach, to nie powód do refleksji. To znaczy oni nawet nazywają wojnę wojną, rozumieją, że na wojnie giną ludzie, ale uznają to za element rzeczywistości, jako jedną z zasad gry, coś, czego nie są w stanie zmienić. Dla niego to oczywiście nieszczęście, ale nie katastrofa. Wojna toczy się gdzieś tam, wojna jest dla tych, którzy generalnie żyją daleko, na marginesie: dla więźniów, dla mieszkańców biednych prowincjonalnych regionów. Ale nie dla takich jak on – młodych, zdolnych, odnoszących sukcesy. Aktywność tzw. patriotów na uczelni? Cały ten ruch Biały Kruk, zbiórki dla uczestników specjalnej operacji wojskowej […] czy tworzenie filii Wyższej Szkoły Ekonomii w Doniecku czy Ługańsku – tak, to jest, ale gdzieś obok. I on to nawet ocenia jako rzecz żenującą. Podobnie jak ogromne plakaty wzywające, by zgłaszać się na wojnę, podpisywać kontrakty, wiszące na stacjach metra. Ale nie ma ich znowu tak wiele, więcej jest reklam telefonii komórkowej.

Psychologicznym problemem wojna jest dla niektórych studentów wydziałów humanistycznych, ale nie dla tych, którzy studiują na wydziałach technicznych – dla programistów, matematyków. W szczególności dla ekonomistów to nie jest żaden problem. Dla nich to czas wielu możliwości. 21-letnich młodziaków przyjmują takie znane firmy jak Yandex […], na początek nowi pracownicy dostają na rękę ekwiwalent 3 tysięcy euro. Problemy? Jakie problemy? Moskwa żyje swoim burzliwym życiem, a życie płynie.

Z rodzicami mój student o wojnie nie rozmawia. Mama jest nauczycielką, ojciec biznesmenem. Codziennie oglądają telewizję, która ich formatuje i podpowiada słowa, których mają używać w opisie rzeczywistości. Ukraińców wszyscy żałują, ale wszyscy są też przekonani, że to sami Ukraińcy zbombardowali i zniszczyli Mariupol. Student sam doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co dzieje się w kraju, w tym wie o represjach (to też nie jest problem, wszyscy wokół wiedzą, że po pierwszej „administratiwce” [zapewne chodzi o karę aresztu administracyjnego] trzeba raczej wyjechać za granicę), ale cóż – życie, młodość, perspektywy są ważniejsze.

Powiedział jeszcze, że jego optyka związana jest z tym, że gdy dorastał, Putin już był, był po prostu od zawsze, represje były normą, a Ukraina była wrogiem. Student nie znał z autopsji czasów, gdy były wybory, a prasa miała margines swobody, na ulicach odbywały się demonstracje. Dla niego to, co się dzieje teraz, to część normy, tyle że obecnie to ma silniejszy wyraz i wydźwięk. Ale to nadal nie jest coś, co burzy jego życie, co powoduje zapaść.

[…] Dla większości ludności Rosji to [co się dzieje] w ogóle nie stanowi problemu – to po prostu część rosyjskiej normy.

Wizyta studenta przypomniała mi o mojej dawnej uczelni – zajrzałem na stronę internetową Wyższej Szkoły Ekonomii. Dowiedziałem się, że we wrześniu ze stanowiska dziekana wydziału nauk społecznych odszedł Andriej Mielwil, akademik z ogromnym doświadczeniem […]. Mógł jakiś czas temu odejść na emeryturę, ale jeszcze przez dwa i pół roku firmował przekształcenie WSE w służalczą instytucję, wysławiającą Z-wojnę, obserwował, jak niszczone jest to, co on z takim trudem wraz z kolegami budował, jeśli chodzi o prestiż szkoły. Jego miejsce zajął Denis Stukał – znakomity fachowiec, młody akademik. Pamiętam, jak jeszcze był studentem, szybko stał się samodzielnym uczonym, wykładowcą. Opublikował masę artykułów na Zachodzie, obronił pracę doktorską na nowojorskim uniwersytecie. I wrócił do Rosji, choć mógł zrobić karierę na dowolnej amerykańskiej uczelni. Wybrał objęcie stanowiska na wydziale ideologii i propagandy w faszystowskiej Rosji.

Rozumiem wszystkie argumenty byłego i obecnego dziekana: zachowanie instytucji, kapitału ludzkiego, obrona młodego pokolenia przed toksycznym środowiskiem, praca w mię przyszłości, gdy to wszystko się zakończy i argumenty w rodzaju „to może lepiej my sami to zróbmy, niż wiecie kto…”. Obawiam się, że kładąc na ołtarzu ofiarnym reputację dla instytucji, człowiek w rezultacie traci i jedno, i drugie”.

Siergiej Miedwiediew pisze o sobie, że czuje się jak dinozaur, który oczekuje przestrzegania starych norm, podczas gdy nowe pokolenia biegną w stronę nowego świata. A nowy świat tych norm albo nie zna, albo nie przestrzega, bo nie chce, bo nie widzi w nich sensu.

I znowu z zakamarków pamięci wyskoczył mi cytat z wiersza. Tym razem to Ewa Lipska:
Był już taki egzamin z historii
kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali.
I został po nich uroczysty cmentarz.

Nie ma pewności że to był egzamin.
Nie ma pewności że wszyscy oblali.
Jest pewność że został po nich uroczysty cmentarz.


Czy żołnierze Kima walczą za Putina?

21 października 2024. Rosja nie potwierdza ani nie zaprzecza. Seul alarmuje: reżim Korei Północnej wysyła swoich żołnierzy do Rosji, mają wzmacniać zdolności militarne zaprzyjaźnionego reżimu Putina.

Ambasador Rosji w Korei Południowej Gieorgij Zinowjew został wezwany do południowokoreańskiego MSZ w związku z informacjami o tym, że żołnierze KRL-D biorą udział w wojnie na Ukrainie po stronie wojsk rosyjskich. Seul zażądał od Moskwy natychmiastowego wycofania północnokoreańskich sił ze strefy konfliktu.
Korea Południowa zacieśnienie współpracy wojskowej pomiędzy Rosją a Koreą Północną postrzega jako bezpośrednie zagrożenie dla swojego bezpieczeństwa. Zwłaszcza w sytuacji nakręcanej przez Pjongjang histerii wokół rzekomo narastającego zagrożenia ze strony południowego sąsiada (notabene w optyce Kim Dzong Una – to jego największy wróg). Ambasador Zinowjew niewzruszenie odparł, że współpraca pomiędzy jego krajem a Koreą Północną nie wychodzi poza ramy prawa międzynarodowego i nie jest skierowana przeciwko bezpieczeństwu Korei Południowej. Jednym słowem: firmowe wzruszenie ramion znanej z lekceważenia litery prawa międzynarodowego Rosji.

Politycy Korei Południowej zaalarmowali też NATO. Nowy sekretarz sojuszu Mark Rutte napisał po rozmowie z południowokoreańskim prezydentem tweet: „wysłanie wojsk Korei Północnej, aby walczyły ramię przy ramieniu z rosyjskimi wojskami na Ukrainie będzie oznaczać znaczną eskalację”.

A czy wiadomo, ilu żołnierzy i jakie jednostki zostały wysłane i dokąd? Rzecz w tym, że nie wiadomo. W mediach społecznościowych pojawiły się materiały filmowe, pokazujące żołnierzy, prawdopodobnie północnokoreańskich (ale pewności nie ma) najprawdopodobniej gdzieś w Rosji, komentatorzy piszą, że to najprawdopodobniej okolice Władywostoku. Nieznane jest źródło tych filmików.

Sekretarz prasowy Kremla kluczy i kręci: „informacje o obecności wojskowych z KRL-D na Ukrainie należy traktować jako sprzeczne”. I odesłał zainteresowanych dziennikarzy do ministerstwa obrony, czyli znanej krynicy prawdomówności i otwartości. Ani chybi dziennikarze zyskają jasność w temacie Marioli.

Wróćmy do mediów społecznościowych. Powołując się na przecieki z wywiadu Ukrainy, korespondenci piszą, że północnokoreańscy wojskowi już są od jakiegoś czasu na froncie. Świadczyć o tym miało np. znalezienie 3 października pod Donieckiem ciał sześciu Koreańczyków, najprawdopodobniej instruktorów, wysłanych do Rosji wraz z rakietami KN-23 jako ich obsługa. Pojawiały się też (niepotwierdzone) wieści o dezercji osiemnastu północnokoreańskich żołnierzy. To z myślą o potencjalnych dezerterach władze Korei Południowej przygotowują przepisy, pozwalające na bezzwłoczne uzyskanie południowokoreańskiego obywatelstwa przez tych żołnierzy, którzy zdezerterują lub poddadzą się i trafią do ukraińskiej niewoli.

Z danych wywiadu Korei Południowej wynika, że KRL-D już wysłała do Rosji 1500 wojskowych (to być może ich zdjęcia trafiły do sieci), a w najbliższym czasie na rosyjskie poligony ma przyjechać jeszcze 10 tysięcy żołnierzy. Żadne inne źródła nie potwierdziły na razie (ale też nie zdementowały) tych doniesień wywiadu.

Eksperci wojskowi wypowiadający się dla Radia Swoboda (https://www.sibreal.org/a/izmenyat-li-voennosluzhaschie-iz-kndr-hod-voyny-v-ukraine/33165685.html) nie wykluczają, że wsparcie Kima dla Putina może dotyczyć nie północnokoreańskich jednostek bojowych, a jednostek inżynieryjnych, które będą wznosić niezbędne obiekty infrastruktury wojskowej. Ale w przyszłości niczego wykluczyć nie można. Putin i Kim prezentowali przecież podczas niedawnych spotkań pełne zrozumienie (https://www.tygodnikpowszechny.pl/putin-z-wizyta-w-korei-polnocnej-co-przywiozl-w-darze-z-czym-wroci-187442), a traktat o strategicznym partnerstwie pomiędzy oboma krajami właśnie trafił do Dumy Państwowej. Nie ma najmniejszych wątpliwości, że niebawem zostanie ratyfikowany.

Wiktoria Roszczina zmarła w rosyjskiej niewoli

11 października 2024. Wiktoria Roszczina była ukraińską dziennikarką, miała niespełna 28 lat. Od sierpnia 2023 r. była w rosyjskim więzieniu. Zmarła podczas transportu z Taganrogu, gdzie była przetrzymywana, do Moskwy. Przyczyny śmierci nie są znane. „Zabiła ją Rosja” – mówią koledzy Wiktorii.

Pracowała w ukraińskiej telewizji, potem jako wolny strzelec współpracowała z kilkoma redakcjami, m.in. „Ukrajinśką Prawdą”, „Cenzor.net”, Radiem Swoboda. Specjalizowała się m.in. w reportażach z okupowanych terytoriów. W marcu 2022 r. została po raz pierwszy zatrzymana przez FSB, gdy próbowała dotrzeć do okupowanego Mariupola. Po kilku dniach wypuszczono ją. W sierpniu 2023 r. z zamiarem napisania reportaży o sytuacji ludności na okupowanych terytoriach pojechała na wschód Ukrainy. Zaginęła, w końcu ukraińska służba bezpieczeństwa poinformowała rodzinę, że Wiktoria została wzięta przez Rosjan do niewoli. Dopiero w maju br. Rosja potwierdziła oficjalnie zatrzymanie Wiktorii (przez kilka miesięcy o jej losie nic nie było wiadomo).

Przetrzymywana była w areszcie śledczym w Taganrogu, który cieszy się złą sławą (fatalne warunki, okrutne traktowanie więźniów, bicie, tortury).

Oksana Romaniuk (cytowana przez Deutsche Welle) napisała na FB: „Rosjanie zabili ukraińską dziennikarkę. Trzymali ją w więzieniu ponad rok. Co robili, jak musieli się nad nią znęcać, aby ona, młoda dziewczyna, umarła? Mam pytanie do wszelkich ONZ-ów, OBWE, Czerwonych Krzyży i pozostałych międzynarodowych zdechłych organizacji – ile razy odwiedziliście ją w rosyjskim areszcie?”. Żadna z instytucji, fundacji i innych ciał zajmujących się niesieniem pomocy więźniom nie wywarła na Moskwę nacisku, aby móc badać warunki przetrzymywania w niewoli ukraińskich więźniów czy jeńców. A Rosja skwapliwie korzysta z tego, że nie ma na nią bata, i znęca się, a nawet – jak widać – morduje, już nawet nie próbując zakładać białych rękawiczek. Według Romaniuk obecnie w rosyjskich rękach znajduje się około trzydziestu ukraińskich dziennikarzy. Jak ich wyrwać? Media ukraińskie piszą, że Roszczina miała być wymieniona w kolejnej przygotowywanej transzy jeńców. Teraz mowa jest już tylko o wymianie ciał.

Rada Najwyższa uczciła pamięć Wiktorii minutą ciszy. Przewodniczący komitetu Rady ds. wolności słowa Jarosław Jurczyszyn przypomniał, że Rosja zabiła już dwunastu ukraińskich dziennikarzy. I wezwał organizacje międzynarodowe do pomocy w oswobodzeniu pozostających w niewoli dziennikarzy. Czy będzie to znowu tylko głos wołającego na puszczy? Według Jurczyszyna, Wiktoria prowadziła głodówkę protestacyjną, co zapewne miało wpływ na jej ogólną kondycję.

Prokuratura Generalna Ukrainy wszczęła dochodzenie w sprawie wyjaśnienia okoliczności śmierci dziennikarki. Najprawdopodobniej Roszczina zmarła 19 września, informacja o jej śmierci została upubliczniona dopiero 10 października.

Putin i mongolscy szamani

16 września 2024. Po co Putin poleciał na początku września do Mongolii? Głównie po to, aby zagrać na nosie międzynarodowym instytucjom stojącym na straży ładu prawnego na świecie. Ale nie tylko…

Oficjalną stronę wizyty opisałam w komentarzu, jaki ukazał się na stronie „Tygodnika Powszechnego” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/putin-polecial-do-mongolii-w-konkretnym-celu-i-go-osiagnal-188216): „Ostentacyjna wizyta w państwie, które jest sygnatariuszem statutu rzymskiego, a więc zobowiązało się do stosowania postanowień Międzynarodowego Trybunału Karnego (MTK) – a takim właśnie krajem jest Mongolia – miała pokazać światu, że dyktator jest bezkarny i żadne nakazy aresztowania go nie dotyczą. Jeżeli kremlowscy urzędnicy mieli za zadanie zademonstrować, że ich prezydent, ścigany przez Międzynarodowy Trybunał Karny, ma za nic zachodnie instytucje i zasady międzynarodowego prawa, to idealnie wybrali miejsce na zorganizowanie takiego spektaklu”.

To była ważna wizyta, pozwoliła Putinowi przełknąć upokorzenie, jakim było w sierpniu 2023 r. odwołanie podróży na szczyt państw grupy BRICS w Republice Południowej Afryki. Władze RPA nie udzieliły Putinowi stuprocentowej gwarancji, że pozostanie nietknięty. I Putin nie pojechał wtedy na szczyt.

Okazuje się jednak, że nie tylko aspekty dyplomatyczne pognały Putina do Ułan Bator. W tekście dla „Der Spiegel” rosyjski dziennikarz (od lat na emigracji) Michaił Zygar’ napisał, że równie ważnym – jeśli nie głównym – celem podróży do Mongolii było dla Putina spotkanie z mongolskimi szamanami. Są oni uważani za mających wielkie moce, być może to najpotężniejsi szamani na świecie. Podobnie jak szamani w Tuwie – republice należącej do Federacji Rosyjskiej (przed wizytą w Mongolii Putin na krótko tam zajechał). Z Tuwy wywodzi się eksminister obrony Siergiej Szojgu, który wielokrotnie przywoził Putina w swe ojczyste strony, organizując spotkania z szamanami. W raporcie dziennikarzy Proekt.media opisane zostały przedziwne rytuały, których zasmakował Putin podczas podróży w tamte okolice, jak kąpiele w krwi zwierząt, zalecane jako odmładzające skórę i poprawiające krążenie (https://www.proekt.media/investigation/chem-boleet-putin/). A Putin dba nie tylko swoje zdrowie, ale bada nieustannie sposoby osiągania długowieczności, a nawet nieśmiertelności. Pisałam o tym przed laty w cyklu „Putin i nieśmiertelność” (https://labuszewska.pl/putin-i-niesmiertelnosc-czesc-druga/ i pozostałe trzy części tetralogii).

Jeśli umieścić rewelacje „Der Spiegel” w tym kontekście, to nie wydają się one tak absurdalne – owszem, Putin mógł spotkać się z mongolskimi szamanami, aby skonsultować metody przedłużania żywota. Niemniej Zygar’ twierdzi, że tym razem chodziło nie tylko o reinkarnację i nieśmiertelność, ale jeszcze i o politykę. Przed podjęciem decyzji o agresji na Ukrainę Putin miał się konsultować z mistykami i prawosławnymi kapłanami, cieszącymi się wielkim autorytetem. Putin wierzy w swoją gwiazdę, uwierzył być może też zapewnieniom osób, które potrafią przewidywać przyszłość (a przynajmniej tak utrzymują), że Kijów można wziąć w trzy dni. Ale coś z tymi przepowiedniami nie wypaliło i Putin do tej pory do Kijowa nie doszedł. Ciągle potyka się o własne nogi, wymyślając nowe usprawiedliwienia dla swoich nieudanych działań. Ale brnie dalej. Zygar’ powtarza krążące po Moskwie słuchy, że podczas spotkania z szamanami w Mongolii Putin miał poprosić o błogosławieństwo dla użycia broni jądrowej, „broni bogów”. Czy mongolscy szamani udzielili moskiewskiemu carowi zgody – nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że przygotowaniem spotkania w Mongolii zajmował się Michaił Kowalczuk. To jeden z najbliższych ludzi Putina, mający wpływ na podejmowane przezeń decyzje. Wieść gminna niesie, że to Michaił Kowalczuk, mieniący się wielkim uczonym (jest szefem Instytutu Kurczatowa) podczas pandemii spotykał się z Putinem w jego szczelnym bunkrze i przedstawiał mu opowieści różnej treści z zakresu historii XX wieku. Z nauką miało to niewiele wspólnego, ale Putin łykał te konfabulacje i na ich podstawie tworzył własną wersję historii przydatną w uprawianiu karczemnej polityki (https://t.me/abbasgallyamovpolitics/6021).

Do barwnych wynurzeń o komitywie Putina z mongolskimi szamanami dodałabym jeszcze wspomnienie o dobrym szamanie z Jakucji, Aleksandrze Gabyszewie (https://labuszewska.pl/psychuszka-dla-szamana/). Jakut rozgryzł Putina i nazwał go po imieniu: opętany przez demony zła. Chciał iść na Kreml, aby wygnać stamtąd złe duchy. Ale Putin tak bardzo się go przestraszył, że aż kazał go zamknąć w psychuszce. Gabyszew do tej pory przebywa na przymusowym leczeniu, które ma osłabić jego moce.

Kto wywróży śmierć Putina?

8 września 2024. Magia, horoskopy, przepowiednie, wróżby, astrologia, chiromancja, ezoteryka, talizmany, zaklęcia od złego uroku, seanse spirytystyczne. Rosja zawsze uwielbiała te zabawy ze światami równoległymi. Dla jednych był to czysty biznes, dla innych – wyrocznia i drogowskaz. Wraz ze wzrostem niepewności jutra po rozpętaniu przez Putina wojny zapotrzebowanie na ten rodzaj usług i przeżyć zauważalnie się zwiększyło. „Ludzie chcą wiedzieć, kiedy skończy się wojna i kiedy umrze Putin” – mówi lektor programu TV Currentime, zapowiadając krótki materiał na temat fascynacji praktykami magicznymi.

Tarocistka Anżelika ma czarne włosy starannie ułożone we fryzurę a la Mireille Mathieu, ostro podkreślone czarną kredką oczy i pociągnięte ciemnobordową szminką usta. Uprawiany zawód wymaga odpowiednio tajemniczego wyglądu. Anżelika specjalizuje się w układaniu kart tarota – wyczytuje z nich przyszłość w najważniejszych dziedzinach życia klientów. Zauważyła, że ostatnio większość wśród zgłaszających się po wróżbę stanowią kobiety, zatroskane o los swoich synów, mężów, braci, którzy poszli na wojnę albo którzy mogą tam trafić. Kobiety chcą wiedzieć, jak uchronić dziecko (męża, brata) przed złym losem. Kolega Anżeliki po fachu twierdzi, że wśród jego klientek kobiety, pragnące poznać los bliskiego mężczyzny wysłanego na front, stanowią ponad połowę ogółu klientów.

Klientami osób zajmujących się ezoteryką i wróżeniem są nie tylko osoby prywatne. Jak wyznał w wywiadzie indyjski mistyk i jogin Jaggi Vasudev, bardziej znany jako Sadhguru, o jego przepowiednie zabiegał szef Rosyjskiego Banku Centralnego German Gref. „Chciał ode mnie usłyszeć coś rozsądnego” – powiedział Sadhguru. No pewnie, kto by nie chciał.

Wyszukiwarka Yandex.ru odnotowuje w ostatnich miesiącach znaczny wzrost liczby zapytań w rodzaju „kiedy zakończy się specjalna operacja wojskowa (tak nazywana jest oficjalnie w Rosji wojna z Ukrainą)?”, „co karty tarota mówią o końcu wojny?”. W rosyjskim segmencie internetu można znaleźć dziesiątki ogłoszeń zawierających reklamę usług z zakresu wróżbiarstwa, specjalna oferta kierowana jest do rodzin żołnierzy: można się od jasnowidzących „dowiedzieć” o stanie zdrowia walczącego krewnego.

Zdaniem psychologów, na których powołuje się TV Currentime (https://www.currenttime.tv/a/tarologi-ekstrasensy-rossii-voyny-rastet-interes-misticheskomu-propaganda/33104527.html), wizyta w gabinecie wróżki to sposób na rozładowanie stresu. Zamiast na kielicha, można wpaść na tarota. Psycholożka Jelena Oster w programie Radia Swoboda, mówi: „Taka wróżba, zwłaszcza jeśli niesie nadzieję na pozytywne rozwiązanie, jest rodzajem tabletki uspokajającej. (…) Magia daje poczucie sprawowania kontroli nad światem zewnętrznym, nawet jeśli dzieje się to dzięki symbolicznym rytuałom. Ludzie poszukują w ten sposób odpowiedzi na swoje wątpliwości w okresie niepokoju” (https://www.severreal.org/a/zachem-zheny-mobilizovannyh-hodyat-k-gadalkam/32671847.html).

Rosyjska telewizja nadaje kilka programów poświęconych magii, cieszą się one od wielu lat niesłabnącym powodzeniem. Nowi adepci ezoteryki stosują te same, sprawdzone metody, co np. Anatolij Kaszpirowski – „odin, dwa, tri” i tak dalej. Wmawiają, hipnotyzują, zapewniają, że uśmierzają ból.

W ukraińskim segmencie internetu można znaleźć wiele wypowiedzi wszelkiej maści prorokiń i jasnowidzących, które widzą w swoich szklanych kulach śmierć Putina. Niebawem. Zaraz. W przyszłym miesiącu. A może w przyszłym roku. Odessa, wiadomo, reaguje na takie zjawiska społeczne firmowym dowcipem. „Przychodzi Putin do wróżki, aby dowiedzieć się, kiedy umrze. – Na największe święto – odpowiada wróżka. – A kiedy wypada to święto? – Jak umrzesz, to będzie największe święto”.