Jazda po muldach z bubiencami

4 marca 2025. Każdego dnia na nasze głowy spada obfity deszcz wiadomości z różnych scen politycznych, zwroty akcji następują w oszałamiającym tempie, scenariusz thrillera politycznego w reżyserii Donalda Trumpa przyprawia o zawrót głowy. Tymczasem prezydent Rosji zachowuje kamienną twarz wobec tego, co intensywnie zmienia rzeźbę terenu wszędzie tam, gdzie sięga głos Trumpa.
Nadal nie dowiedzieliśmy się, jak Putin zareagował na ostatnie wstrząsy (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/03/03/interludium-po-rozmowie-z-gabinecie-owalnym/). Ale 27 lutego wygłosił przemówienie na kolegium Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Zawiera ono wiele spostrzeżeń na temat nowego rozdania w polityce międzynarodowej, w tym oczekiwanego przełomu w stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi.

„Pierwsze kontakty z nową amerykańską administracją pozwalają mieć pewne nadzieje […] na przezwyciężenie problemów, które w swoim czasie stworzyły i ukraiński, i inne kryzysy regionalne”. Jak w wielu poprzednich wypowiedziach, Putin mówi o abstrakcyjnym „kryzysie ukraińskim”, a nie o wojnie wywołanej przez zakompleksionego polityka, który od ćwierćwiecza kurczowo trzyma się władzy.

Idźmy dalej: „Jest ważne, że nasi obecni partnerzy prezentują pragmatyzm, realne spojrzenie na rzeczy, odrzucają wiele stereotypów, tak zwanych zasad, mesjańskich, ideologicznych klisz swoich poprzedników, które doprowadziły do kryzysu całego systemu stosunków międzynarodowych i które zaczęły rozsadzać od środka samą zachodnią wspólnotę”. Zdaniem Putina, zachodnia wspólnota przeżywa problemy polityczne i gospodarcze na własnym podwórku.

Putin stwierdził, że dynamiczne zmiany w międzynarodowym landszafcie to rezultat męstwa rosyjskiej armii – to ich czyn zbrojny stworzył warunki dla rozpoczęcia nowego poważnego dialogu o rozwiązaniu „kryzysu ukraińskiego” i in. A droga do rozwiązania tego kryzysu jest, zdaniem Putina, pokojowa. No, oczywiście, czas wyciągnąć z naftaliny płaszcz obszyty piórkami gołębia pokoju i z uśmieszkiem zadowolonego hipokryty mówić o ustanowieniu pod dyktando Moskwy „nowego systemu bezpieczeństwa w niepodzielonej Europie”.

Putin wskazał „część europejskich elit”, które pozostają niezadowolone z nowego dialogu rosyjsko-amerykańskiego i chcą nadal żyć w zdestabilizowanym świecie. Federalna Służba Bezpieczeństwa będzie pracować nad tym, aby próby zerwania dialogu z Ameryką udaremnić.

„Szanowni koledzy!” – zwrócił się następnie do zgromadzonych funkcjonariuszy Putin. Wymienił kierunki działań służby. Wśród nich nacisk został położony na walce z przestępczością w sferze bankowości i finansów oraz (uwaga) z korupcją. A na koniec prezydent przeszedł do samych przyjemności – przygotowań do 80-lecia Pobiedy w wielkiej wojnie ojczyźnianej. Odnotował wybitny wkład wywiadu, kontrwywiadu, a także organów bezpieczeństwa państwowego, SMIERSZ i innych zbrodniczych odgałęzień aparatu przymusu. Ze szczególnym namaszczeniem podkreślił osiągnięcia funkcjonariuszy w zwalczaniu banderowców, OUN-owców i „wszelkiej maści zdrajców i kolaboracjonistów” (całość wystąpienia dostępna na stronie Kremla – http://www.kremlin.ru/events/president/news/76338).


*
Jeszcze słowo o ogłoszonej decyzji o zawieszeniu dostaw amerykańskiej broni dla Ukrainy. „The Moscow Times”, powołując się na źródła na Kremlu i w kręgach dyplomatycznych, pisze, że w Moskwie te wieści odebrano z pewnym takim zdziwieniem. Sekretarz prasowy prezydenta Dmitrij Pieskow wypowiedział okrągłą formułkę: „Jeżeli USA zaprzestaną dostarczać broń Ukrainie, to będzie to najlepszy krok w stronę pokoju. To decyzja, która faktycznie może skłonić reżim w Kijowie do rozpoczęcia procesu pokojowego”. Można zakładać, kontynuuje wywód „The Moscow Times”, że w tej sytuacji Władimir Putin, będzie się starał przekonać opinię publiczną na świecie, że to osobiście Zełenski ponosi odpowiedzialność na przedłużanie się wojny, a jednocześnie Rosja będzie wzmacniać nacisk na froncie, aby okupować jak najwięcej ukraińskich ziem.


*
W dzisiejszym strumieniu doniesień na uwagę zasługuje jeszcze jedna wiadomość. Bloomberg: Podczas rozmowy telefonicznej 12 lutego Trump poprosił Rosję o pośrednictwo w rozmowach USA z Iranem. Putin wykazał zainteresowanie. „Rosja uważa, że USA i Iran powinny problemy rozwiązać na drodze rozmów” – Pieskow. I znowu przydadzą się szaty obszyte piórkami gołąbka pokoju, nieprawdaż?

Interludium po rozmowie w Gabinecie Owalnym

3 marca 2025. Ostatni dzień lutego przyniósł światu doniesienia z Waszyngtonu – amerykańska administracja zaprosiła Wołodymyra Zełenskiego do Gabinetu Owalnego. Tematem spotkania Trump–Zełenski miało być podpisanie ramowej umowy o dostępie do ukraińskich złóż. Umowy nie podpisano. Przed kamerami rozegrała się scena, której reżyserem nie była poprawność polityczna ani żadna inna.

Skandaliczna awantura została już rozłożona na czynniki pierwsze przez media, komentatorów, polityków, szpiegów, stylistów i satyryków. Popatrzmy teraz na reakcje Moskwy.

Od rozmowy telefonicznej Trump–Putin minęły ledwie trzy tygodnie. Nawet niecałe. (Sytuację na początku tej „nowej ery” opisałam w Rosyjskiej ruletce i na łamach „Tygodnika Powszechnego”: https://www.tygodnikpowszechny.pl/punkt-zwrotny-w-kwestii-ukrainy-co-wynika-z-rozmowy-trumpa-z-putinem-189779; https://www.tygodnikpowszechny.pl/prezent-dla-putina-jak-kreml-zareagowal-na-dzialania-administracji-trumpa-w-sprawie-ukrainy-189832). Mamy dalszy ciąg festiwalu prezentów Trumpa dla Putina. Dociskanie Ukrainy na oczach zdumionego świata, by jak najszybciej przyjęła warunki porozumienia pokojowego według scenariusza Waszyngtonu i poczyniła ustępstwa, to jeden z nich.

Kreml od wielu lat próbuje wbić klin we współpracę transatlantycką. I dostaje od nowej amerykańskiej administracji miły podarunek w postaci sygnałów zwijania projektów USA w dziedzinie bezpieczeństwa na Starym Kontynencie. To na razie sygnały. Ale witane w Moskwie z pełnym zrozumieniem i zadowoleniem. Rosja ze swej strony powtarza wytarte mantry – chce gwarancji, że NATO nie tylko się nie rozszerzy, ale zwinie, chce decydować o statusie państw, będących w przeszłości w ZSRS, a także – w dalszej kolejności – w obozie socjalistycznym, czyli w bezpośredniej strefie wpływów Moskwy. Wodą na młyn Rosji są wszelkie podziały w świecie Zachodu – i te duże, i te mniejsze, i zewnętrzne, i wewnętrzne. Bo można je rozgrywać. Kryzysy to kolejne prezenty dla Kremla.

A co do Ukrainy – Putin chce jej kapitulacji, zmiany ekipy rządzącej (na taką, która będzie powolna Moskwie, co będzie równoznaczne z utratą przez Ukrainę – całkowitą lub częściową – suwerenności), uznania nowego statusu „nowych terytoriów” (tak się w Moskwie mówi o okupowanych regionach Ukrainy), demilitaryzacji Ukrainy i zagwarantowania, że nikt jej do NATO (nawet przeżywającego kryzys) nie przyjmie. And last but not least – zniesienia sankcji wobec rosyjskiej gospodarki.

Tymi oczekiwaniami Rosja żongluje w różnych konfiguracjach – chciałaby dostać wszystko w jednym natychmiastowym pakiecie, ale skoro na razie nawet „drug Donald”, nastawiony na wypracowanie nowego dealu z Moskwą, się z zaspokajaniem tych oczekiwań en bloc nie wyrywa, to trzeba stosować technikę salami, po kawałeczku. A tę technikę Putin ma opanowaną do perfekcji.

Na początek w las poszły ogary dyplomacji. Rosji zależało na przełamaniu izolacji Putina na arenie międzynarodowej i telefon od amerykańskiego przyjaciela jej to zapewnił. Z kopyta przystąpiono też do negocjacji o wznowieniu pracy ambasad (stopniowo wygaszanej przez ostatnie trzy lata) – odbyła się 18 lutego tura rozmów w Rijadzie, a potem 27 lutego w Stambule. Rosyjski MSZ wydał po stambulskim spotkaniu bardzo sztywny komunikat: przedyskutowano sposoby finansowania przedstawicielstw dyplomatycznych i możliwości przywrócenia bezpośredniego połączenia lotniczego. Na razie żadnych decyzji (zostaną podjęte zapewne dopiero na wyższych szczeblach). Jak na wielogodzinne męczenie buły to dorobek skromny. Może jakiś wymierny postęp będzie widoczny po kolejnych konsultacjach. W mediach pojawiają codziennie zapowiedzi prezentów Ameryki dla Putina (podkreślam – to medialne zapowiedzi, a nie oficjalne komunikaty): wznowienie eksploatacji Nord Stream 2 czy przecieki o zamiarze przyspieszenia negocjacji z Moskwą o zniesieniu sankcji.

Jeśli chodzi o reakcje Moskwy dotyczące zerwanego na wysokiej nucie spotkania Trump–Zełenski, to były one powściągliwe. Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow zauważył, że w Stanach na pewno po tej rozmowie „pozostał nieprzyjemny osad” i że „ktoś powinien wreszcie skłonić Zełenskiego do konstruktywnej pozycji – on nie chce pokoju, ktoś powinien go przekonać, jeśli to będą Europejczycy, to cześć im i chwała”. Ostrzegł, że [rozpatrywane w różnych gremiach] przekazanie rosyjskich aktywów zagranicznych Ukrainie „będzie miało daleko idące konsekwencje”. I Moskwa tego tak nie zostawi.

W firmowym stylu z otwartymi inwektywami pod adresem ukraińskiego prezydenta wystąpił eksprezydent Dmitrij Miedwiediew – nazwał Zełenskiego „kokainowym klaunem” i „niewdzięczną świnią, którą właściciele świńskiej farmy dotkliwie spoliczkowali”. I wezwał amerykańskie władze do całkowitego wstrzymania pomocy wojskowej dla Ukrainy.

Komentatorzy w kremlowskich mediach podobnie jeździli po Zełenskim bez żadnych zahamowań. Portal „Wzglad” zamieścił m.in. materiały pod znamiennymi tytułami. „Ameryka przeklęła Zełenskiego. I co teraz?”; „W Białym Domu skończył się kiepski aktor”; „Chamstwo Zełenskiego zaowocuje zdjęciem Ukrainy z amerykańskiej listy płac” i tak dalej w tym duchu.

A Putin? O skandalu się dotychczas publicznie nie wypowiedział (Pieskow oznajmił tylko, że prezydent „został o skandalu poinformowany”). Miał natomiast wystąpienie na rozszerzonym kolegium Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Warto się przyjrzeć temu, co miał do powiedzenia w gronie kolegów. Ale to – w następnym odcinku. Podobnie jak dalszy ciąg akcji po rozmowie w Gabinecie Owalnym. Bo ten ciąg dalszy nastąpi.

Po spotkaniu w Rijadzie. Część 2

22 lutego 2025. Czy jeszcze ktoś pamięta, że pięć dni temu odbyła się pierwsza runda rozmów rosyjsko-amerykańskich? Wydarzenia i wypowiedzi tasują się tak szybko, że trudno się połapać. Ale spróbujmy uporządkować przynajmniej to, co po Rijadzie opowiadano w Rosji.

Ucząc się języka rosyjskiego, zastanawiałam się, dlaczego kolejka górska – atrakcja w lunaparkach, polegająca na wożeniu ludzi wagonikami, które to stają, to znów pędzą z różną prędkością, raz w górę, raz gwałtownie w dół – po rosyjsku nazywa się американские горки (amerykańskie górki). Od pewnego czasu się już nie zastanawiam – parada atrakcji, zmian, zakrętów, w jakie amerykańska polityka co dzień wpada z impetem od momentu zaprzysiężenia Donalda Trumpa, w pełni uzasadnia termin.

Jak na amerykańskich górkach porusza się Rosja? Z dystynkcją, zadowoleniem i oczekiwaniem na kolejne dobre wiadomości zza oceanu. I cedząc przez zęby, że na to czy tamto się nie zgadza.

Po kilku dniach, jakie minęły od powrotu delegacji z Rijadu, głos zabrał sam Putin. „Zostałem poinformowany (o przebiegu negocjacji w Rijadzie), to po pierwsze. Po drugie: oceniam je wysoko. Przyniosły rezultaty. Uzgodniliśmy, że nasze placówki dyplomatyczne wznowią pracę w normalnym trybie. Nieustanne wydalanie dyplomatów i z Waszyngtonu, i z Moskwy do niczego nie prowadzi. (…) Ponadto zgodziliśmy się co do tego, że wznowimy współpracę na tych kierunkach, które są interesujące dla obu stron: od Bliskiego Wschodu do rynków energetycznych i kosmosu. Ale najwięcej uwagi poświęcamy sytuacji związanej z kierunkiem ukraińskim (…) Zostałem poinformowany, że atmosfera była przyjazna. Ze strony amerykańskiej to byli nowi ludzie, którzy byli otwarci na podjęcie rozmów bez żadnych uprzedzeń, bez oskarżeń, a z tym mieliśmy do czynienia w przeszłości” (opisałam to w tekście w Rosyjskiej ruletce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/rozmowy-o-pokoju-w-ukrainie-trump-amerykanie-pozycja-negocjacyjna-rosji-putina-chiny).

Tak, Putin może być usatysfakcjonowany tym, jak przebiegło pierwsze rosyjsko-amerykańskie przetarcie kabla po dłuższej przerwie. Amerykanie przystąpili do rozmów bez utrudniających warunków wstępnych wobec Rosji. Nie było mowy o pogwałceniu przez Rosję prawa międzynarodowego, o konieczności rozliczenia zbrodni wojennych popełnionych (i nadal popełnianych) przez armię rosyjską na Ukrainie. Obie strony przedstawiły listę potrzeb i oczekiwań na najbliższy czas. Na pytanie o naczelne zadanie, jakie miały do spełnienia rozmowy: zorganizowanie spotkania Trump-Putin, nikt nie udzielił odpowiedzi. Zapowiedziano jedynie, że kontakty będą kontynuowane.

Rosja reaguje po swojemu na to, co kotłuje się na linii USA-Europa czy USA-Ukraina, powtarzając zdarte mantry. O tym, że Zełenski nie ma legitymacji władzy. O tym, że wprowadzenie wojsk państw NATO na Ukrainę jest dla Moskwy nie do przyjęcia. O tym, że Europa powinna się opamiętać i nie wspierać „nazistowskiego reżimu” w Kijowie. Albo przypominając o tym, jak dobre stosunki łączą Moskwę z Pekinem (tak na marginesie, to Xi Jinping ma się niebawem udać do Waszyngtonu).

Tymczasem wiceminister spraw zagranicznych Siergiej Riabkow (to ten, który trzy lata temu „dobrze radził” natowcom, by spakowali manatki i zabierali się z Europy Wschodniej – https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-bedzie-kopac-w-drzwi-170309) zapowiedział kolejne „kompleksowe konsultacje” przedstawicieli Departamentu Stanu i rosyjskiego MSZ (na szczeblu dyrektorów departamentów). Potem pracę kontynuować najprawdopodobniej będą delegacje na szczeblu wiceministrów. „Przekazaliśmy w Rijadzie szereg elementów naszego stanowiska. Amerykanie je teraz rozpatrują. Zamierzamy ukonkretnić pewne rzeczy, a w razie konieczności przedstawić [stronie amerykańskiej] poszczególne parametry naszych propozycji na piśmie”. Riabkow siedzi w gabinecie i zawija te parametry w dyplomatyczne sreberka i mówi tak, żeby coś powiedzieć, ale nic nie powiedzieć.

Tymczasem rzeczniczka MSZ Maria Zacharowa zajęła się dziś śpiewaniem. Wykonała pieśń antyfaszystowskich włoskich partyzantów „Bella ciao”. Maria Władimirowna zareagowała tak muzykalnie na otrzymaną petycję „od narodu włoskiego” z przeprosinami za słowa prezydenta Włoch Sergio Mattarelli, który porównał Federację Rosyjską do III Rzeszy.

W wykładzie wygłoszonym na uniwersytecie w Marsylii Mattarella potępił agresywną wojnę Rosji na Ukrainie i stwierdził, że podobne działania doprowadziły do II wojny światowej. „To był projekt III Rzeszy w Europie. Obecna rosyjska agresja przeciwko Ukrainie ma właśnie taki charakter”– powiedział.

Maria Zacharowa po tym wystąpieniu wpadła w szał. Jej zdaniem Mattarella dopuścił się bluźnierstwa, obiecała mu za to poniesienie konsekwencji. W propagandowych seansach nienawiści wprost grożono włoskiemu prezydentowi. We Włoszech po tej histerii Zacharowej rozległy się głosy wsparcia dla Mattarelli. Wypowiedziała się m.in. premier Giorgia Meloni, która powiedziała, że gniewne słowa Zacharowej „obrażają naród włoski, którego przedstawicielem jest prezydent – głowa państwa. Wyrażam pełną solidarność całego rządu z prezydentem, który od początku konsekwentnie i surowo potępiał agresję na Ukrainę”.

Dziś petycję wręczył Zacharowej niejaki Vincenzo Lorusso (włoski dziennikarz, mieszkający w Ługańsku, prowadzący kanał na Telegramie pod znamienną nazwą Donbass Italia, suflujący rosyjską narrację propagandową). Ta petycja to, wedle Lorusso, przeprosiny „od narodu włoskiego” za słowa prezydenta. Lorusso z Zacharową w duecie zaśpiewali w uniesieniu „Bella ciao”, a Zacharowa ze wzruszenia się rozszlochała. Jak pisze włoska prasa, to Lorusso zainicjował zbieranie podpisów pod petycją, jego inicjatywę momentalnie wsparła ambasada rosyjska w Rzymie, która zwróciła się też do Rosjan mieszkających we Włoszech, aby złożyli pod nią podpisy. W internecie są podpisy 25 tys. osób, Lorusso dostarczył do Moskwy 10 tys. Ogłoszenie o petycji zbiegło się w czasie z atakami hakerskimi na kilka wrażliwych miejsc we Włoszech, atak najprawdopodobniej przeprowadziła grupa hakerska Noname057(16) – określająca się jako prorosyjska (https://it.wikipedia.org/wiki/NoName057(16)).

Taka to bella politica.

Po spotkaniu w Rijadzie. Część 1

18 lutego 2025. Lody ruszyły, jak mawiał Ostap Bender, bohater „Dwunastu krzeseł”. No i cykl „Sześć stóp nad ziemią” na razie musi poczekać na kontynuację.

Najpierw skrót tego, co wydarzyło się w ostatnim tygodniu – 12 lutego Trump zatelefonował do Putina. Rozmawiali półtorej godziny. Opisałam to w materiale w autorskiej rubryce „Rosyjska ruletka”, zaczynającym się od słów: „Choć w oficjalnych komunikatach o rozmowie Trump-Putin zabrakło konkretów, to należy ją uznać za otwarcie nowego etapu w dialogu na linii Moskwa-Waszyngton, przede wszystkim w kontekście Ukrainy” (dalszy ciąg czytajcie tu: https://www.tygodnikpowszechny.pl/punkt-zwrotny-w-kwestii-ukrainy-co-wynika-z-rozmowy-trumpa-z-putinem-189779). Po telefonie Trumpa Putin nie zabrał osobiście głosu, z Kremla wypłynęły tylko okrągłe formułki wygłoszone przez rzecznika prasowego, Pieskowa. Ostrożne i pełne nadziei na powrót do geopolitycznej gry na własnych zasadach.

Zmienił się ton oficjalnej propagandy, która dotychczas wszystkie psy wieszała na „kolektywnym Zachodzie”. W ostatnim tygodniu o Trumpie i jego polityce kapłani kremlowskiej propagandy mówią przychylnie (choć niedawno za amerykańską pomoc Ukrainie gotowi byli miotać na Waszyngton bomby jądrowe, by go spopielić), a psy zawisły na szyi Europejczyków.

Z rozmowy i dalszych posunięć Białego Domu w grze o bezpieczeństwo, m.in. na konferencji w Monachium (po szczegóły odsyłam do analizy OSW: https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2025-02-17/co-po-monachium-perspektywa-zmniejszenia-obecnosci-usa-w-europie), Putin może być więcej niż zadowolony. Na tym etapie, nie ruszając palcem w swoim bucie na piętnastocentymetrowych obcasach, zyskał wiele: Trump przerwał jego – trwającą trzy lata – izolację, nie powiedział mu złego słowa za rzeki przelanej ukraińskiej krwi, złamanie prawa międzynarodowego, przesuwanie granic itd. Trump oświadczył, że chce jak najszybciej doprowadzić do pokoju na Ukrainie. A jak? To drugorzędne. Najważniejsze jest dążenie do tego celu. Można zamknąć oczy na zbrodnie, można udawać, że w powietrzu nie unosi się zapach rozkładających się ciał ofiar wojny, można nie widzieć krwi na rękach tych, którzy teraz są zaproszeni do stołu i mają dywagować o warunkach pokoju. Czy z dealu, budowanego na takich zasadach, wyjdzie coś pozytywnego? I czy w ogóle wyjdzie? W Rijadzie nie było nikogo z Ukrainy.

O okolicznościach, towarzyszących wdrożeniu planu Trumpa w dogadywaniu się z Kremlem, napisałam tekst, który ukaże się w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/prezent-dla-putina-jak-kreml-zareagowal-na-dzialania-administracji-trumpa-w-sprawie-ukrainy-189832).

Tymczasem błyskawiczna akcja dyplomatyczna zaprowadziła dziś delegacje Rosji i USA do Rijadu, który wziął na siebie rolę pośrednika w nawiązaniu na nowo kontaktów pomiędzy Moskwą i Waszyngtonem. Ze strony amerykańskiej za stołem w gościnnym saudyjskim pałacu zasiedli: sekretarz stanu Marco Rubio, wysłannik Trumpa, Steve Witkoff (to ten, który poleciał w zeszłym tygodniu do Moskwy, aby wyrwać z łagru amerykańskiego obywatela wsadzonego za posiadanie marihuany na 14 lat) oraz doradca prezydenta Michael Waltz. Naprzeciwko mieli ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa i doradcę Putina ds. międzynarodowych Jurija Uszakowa. Do dyplomatycznego duetu z Moskwy dodano Kiriłła Dmitrijewa.

Dmitrijew to ciekawa postać. Formalnie jest szefem Rosyjskiej Fundacji Inwestycji Bezpośrednich. Funkcja jak wiele innych w rozległym aparacie rosyjskiego państwa. Ale jego pozycja polega nie na zajmowanym stanowisku, a na powiązaniach rodzinnych i towarzyskich. Dmitrijew jest mężem Natalii Popowej, przyjaciółki młodszej córki Putina, Kateriny Tichonowej z lat studenckich. Ma dzięki temu zapewniony „доступ к телу” – dostęp do ciała, czyli do prezydenta. Może mu sączyć różne pomysły do ucha. I rozwijać swoje koncepcje, np. podczas pandemii miał za zadanie promować za granicą (rzekomo nowatorskie i przełomowe) rosyjską szczepionkę przeciwko Covid-19 pod kosmiczną nazwą Sputnik. Mimo wpompowania w kampanię promocyjną poważnych środków powodzeniem się ta hucpa nie zakończyła.

Dmitrijew swobodnie mówi po angielsku, jest absolwentem Stanford University, daje sobie samodzielnie radę w różnych gremiach i na różnym gruncie.

W Rijadzie Dmitrijew pokazywał interlokutorom jakieś tajemnicze wykazy i wyliczenia, mające świadczyć o tym, że amerykańskie firmy bardzo straciły na sankcjach gospodarczych wprowadzonych po rosyjskiej agresji na Ukrainę. Wygląda na to, że strona amerykańska była szczerze zdziwiona tymi rewelacjami, wyłowionymi chyba z mętnych wód kremlowskiej propagandy. Bo propaganda uparcie twierdzi, że zachodnie sankcje to był błąd Zachodu, rujnujący dla zachodnich gospodarek, a Rosję wprawiający wyłącznie w wielką euforię, stanowiący mobilizację dla rosyjskiej gospodarki.

Tymczasem Rosja wszelkimi sposobami zabiega o zniesienie sankcji, rujnujących tak naprawdę dla rosyjskiej gospodarki. Otwarcie nowego etapu rozmów z USA (po rozmowie Putina z Trumpem) władze Rosji potraktowały jako okno możliwości – przesmyk, który można wykorzystać do uchylenia znienawidzonych sankcji. A w zamian? Dmitrijew błyskał amerykańskim rozmówcom w oczy specjalną broszką, namawiał do podjęcia współpracy w sektorze naftowym, a może w Arktyce. Skoro z Grenlandią się nie udaje, to może uda się na lodowatych morzach Putina.

Portal „Ważnyje Istorii” poświęcił dziś Dmitrijewowi pokaźny materiał, dziennikarze śledczy dotarli do informacji na temat amerykańskich kontaktów Kiriłła w przeddzień wyborów prezydenckich w USA w 2016 r. i w przeddzień inauguracji pierwszej kadencji Trumpa (https://storage.googleapis.com/istories/stories/2025/02/18/chelovek-putina-iz-stenforda/index.html) – nazwisko Dmitrijewa znalazło się w raporcie specjalnego prokuratora Roberta Muellera, badającego rosyjską ingerencję w tamte amerykańskie wybory.

O tym, co wynikło z dzisiejszych pięciogodzinnych rozmów obu delegacji, napiszę w następnym odcinku.

Ciąg dalszy nastąpi.

Sześć stóp nad ziemią. Część 2

7 lutego 2025. W oczekiwaniu na pierwsze kroki w geopolitycznej stratosferze na linii Moskwa-Waszyngton kontynuuję przeglądanie wydarzeń dziejących się bliżej ziemi (w poprzedniej części https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/02/03/szesc-stop-nad-ziemia-czesc-1/ opisałam wykrytą przez Fundację Walki z Korupcją aferę w Rosniefti. Ów potentat paliwowy, koncern państwowy, zatrudniał za ciężkie pieniądze na etatach menedżerskich ślicznotki, niemające nic wspólnego z zarządzaniem firmą. Świadczone przez nie usługi miały charakter, powiedzmy oględnie, towarzyski.

Dziś opowieść o ciekawym przypadku 33-letniej Marii Czaszcziłowej. Dziennikarze śledczy portalu „Ważnyje Istorii” wzięli pod światło biografię Czaszcziłowej, prawniczki znanej w kręgach obrońców praw człowieka, dodajmy: biografię pełną niezwykłych, pełnych poświęcenia, wręcz heroizmu, epizodów. Maria przez wiele lat pracowała w różnych organizacjach, udzielających pomocy poszkodowanym przez państwo rosyjskie osobom. Sama rozgłaszała, że niesie pomoc gejom prześladowanym w Czeczenii, że bada przestępstwa seksualne na Ukrainie, że wspiera ofiary represji politycznych itd. Jednym słowem – piękna karta. Czaszcziłowa, na co zwracają uwagę autorzy materiału śledczego (https://storage.googleapis.com/istories/stories/2025/01/31/ya-priznayu-chto-ya-vas-obmanula/index.html), udzielała się w mediach, głównie jako ekspert w dziedzinie prawa.

Tymczasem, co ustalili w toku wielomiesięcznych badań dziennikarze, te imponujące osiągnięcia w sferze ratowania z opresji skrzywdzonych przez państwo i los ludzi okazały się wyssane z palca. Jak wskazuje „Nowa Gazeta. Europa”, w dziennikarskim śledztwie nie pojawiło się stwierdzenie wprost, że Czaszcziłowa została fachowo zalegendowana przez służby specjalne i uplasowana w środowisku opozycyjnym i dysydenckim jako prawniczka udzielająca pomocy. Choć wiele może na to wskazywać. Miejsce jej sześcioletniej pracy dawało jej świetne możliwości otrzymania dostępu do masy danych o prześladowanych – z tych czy innych względów – Rosjanach. Utrzymywała mnóstwo kontaktów z zaangażowanymi w obronę praw człowieka dziennikarzami, prawnikami, aktywistami (Komentatorzy zastanawiają się: czy Czaszcziłowa jest tylko aferzystką czy współpracowniczką FSB https://www.youtube.com/live/0PJa62PbcGM).

W połowie grudnia 2024 r. Czaszcziłowa podniosła alarm – została bowiem zwolniona z projektu medialnego OWD-Info. Stwierdziła, że do zwolnienia przyczynili się dziennikarze portalu „Ważnyje Istorii”, którzy jakoby zorganizowali przeciwko niej nagonkę. Szef projektu odrzucił te oskarżenia Czaszcziłowej, powiedział, że już wcześniej powziął podejrzenia, że Maria nie jest osobą, za która się podaje.

Oto, co udało się ustalić w trakcie dochodzenia „Ważnych Istorii”. Czaszcziłowa zawierała znajomości z ludźmi z kręgu obrońców praw człowieka, m.in. z osobami pomagającymi w ucieczkach gejom z Kaukazu Północnego. Z niektórymi wchodziła w kontakty intymne, zyskiwała ich zaufanie. A co za tym idzie – pozyskiwała informacje niedostępne dla ludzi spoza środowiska, w tym o osobach, które anonimowo świadczą usługi środowiskom dysydenckim. Bogate życie towarzyskie Czaszcziłowej obejmowało również dziennikarzy, których obsypywała podarunkami, zapraszała na kolacje do drogich restauracji. Skąd miała na to środki? Nie wiadomo. Środowisko jest obecnie mocno zatroskane tym, jak pozyskać środki na działalność, podczas gdy Czaszcziłowa wydawała się zabezpieczona finansowo.

Maria posługiwała się podrobionymi dokumentami, m.in. dyplomem prestiżowej uczelni. Opowiadała, że była oficerem policji albo że ma status adwokata. Różne wersje, wzajemnie sprzeczne.

Zajęła się zorganizowaniem konferencji obrońców praw człowieka w Berlinie w kwietniu 2023 r. Dwie uczestniczki tego wydarzenia skarżyły się potem na objawy zatrucia (otrucia?). Co ciekawe, sama Czaszcziłowa nie zjawiła się konferencji, podając jako powody absencji wymyślone wykręty.

Czaszcziłowa ukrywała swoje powiązania rodzinne, np. nie mówiła, że jej stryj jest pułkownikiem MSW (Władimir Pierszyn, kluczowy świadek w sprawie gubernatora Kraju Chabarowskiego Siergieja Furgała – https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2020/07/21/chabarowsk-coraz-dalej-od-moskwy/; Czaszcziłowa też pochodzi z Kraju Chabarowskiego) albo że jej kuzyn był funkcjonariuszem FSB. Natomiast chętnie opowiadała o swoim tacie, rzekomo wysoko postawionym człowieku z FSB, który trzymał w strachu cały Chabarowsk itd. Ojczulka nie widział na oczy żaden ze znajomych, nawet żaden z jej dwóch eksmężów. Jak się miało potem okazać, tatuś Marii, Walerij Pierszyn, ślusarz, został skazany za podrabianiem dokumentów. A do opisywanego ważniaka, rozstawiającego po kątach cały region, pasował raczej stryjek z MSW.

Jak piszą „Ważnyje Istorii”, „po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę setki rosyjskich aktywistów i dziennikarzy było zmuszonych wyjechać z Rosji. Wyjechała również Maria Czaszcziłowa. I już w lutym 2022 r. załapała się do pracy w projekcie medialnym, poświęconym prześladowaniom politycznym, OWD-Info. Za granicą błyskawicznie, bez żadnych problemów weszła w środowisko emigracyjne. Zaczęto ją zapraszać na zamknięte spotkania obrońców praw człowieka i adwokatów […] Czaszcziłowa zawierała mnóstwo znajomości – z emigracyjnymi dziennikarzami w Rydze, Pradze, Berlinie i innych miastach europejskich”. Przyciągała uwagę i zaskarbiała sobie przychylność tym, że obdarowywała swych rozmówców prezentami lub zapraszała na własny koszt do drogich lokali albo hoteli SPA. Jedna z dziennikarek, z którymi zawarła znajomość Maria, opowiadała później, że przyjrzawszy się trybowi życia i zachowaniu Czaszcziłowej (np. Maria miała zwyczaj zadawać pytania, których w środowisku się nie zadaje), doszła do wniosku, że coś tu nie gra.

Czaszcziłowa po tym, jak straciła pracę w OWD-Info, załapała się na pół etatu w organizacji zajmującej się pomocą ludziom, którzy z przyczyn ideowych odmawiają służby w armii. Jej zwierzchnik uznał, że przedstawione CV nie budzi zastrzeżeń.
Raport „Ważnych Istorii” kończy się zdaniem zaczerpniętym z wypowiedzi jednej z bliskich znajomych Czaszcziłowej: „Nie od razu zrozumiałam, że współczuciem wobec nieszczęść innych i uzyskanym w ten sposób zaufaniem można umiejętnie i długo manipulować”.

Ciąg dalszy nastąpi