Kategoria: Bez kategorii

  • Pokojowy Kozak za progiem Putina?

    22 grudnia 2025. Sukcesja jest jednym z problemów systemowych putinizmu. Bo choć Putin chce być długowieczny, a nawet nieśmiertelny, i nie zamierza opuszczać kremlowskiego tronu, to jednak kiedyś „grupie trzymającej władzę” przyjdzie problem następstwa po nim rozwiązać. W Rosji wybory są tylko fasadowym spektaklem, więc trzeba będzie szukać innych dróg. Od czasu do czasu w mediach pojawiają się spekulacje o przygotowaniach do zmiany personalnej na szczycie. W tym tygodniu w „The New York Times” ukazała się łzawa historia o Dmitriju Kozaku, który jakoby wszedł w konflikt z Putinem na tle najazdu na Ukrainę. Czy to był przeciek kontrolowany? Przez kogo? I w jakim celu? Po kolei.

    Powtarzające się jak czkawka po jajach na twardo opowieści na temat szykowania tej czy tamtej osoby – z otoczenia Putina lub z wysokich urzędów – do objęcia schedy są ciekawym ćwiczeniem intelektualnym, ale jako prognozy mają wartość wątpliwą i przemijającą. Miejsca medalowe w tych domniemanych przymiarkach zajmują od dawna Aleksiej Diumin (gubernator obwodu tulskiego, w przeszłości zaufany osobisty ochroniarz Putina), Dmitrij Miedwiediew (mimo zapędów do wulgarnego krasomówstwa, jakim popisuje się w mediach społecznościowych oraz nadmiernego pociągu do napojów wyskokowych), Michaił Miszustin (premier), zaraz za podium plasują się jeszcze Igor Krasnow (przewodniczący Sądu Najwyższego, wcześniej prokurator generalny; podobno koledzy „siłowicy” trzymają jego stronę) czy Siergiej Kirijenko (ważna figura w administracji prezydenta, ongi najmłodszy premier Rosji, nazywany „Kinder niespodzianką”).

    Wszyscy wyżej wymienieni są ludźmi Putina, oddanymi, sprawdzonymi, zaprawionymi w bojach. I tak jak on – wymazanymi krwią licznych ofiar. W zestawieniu ewentualnych kandydatów do tronu powinien – tak dla bhp – znaleźć się ktoś, kto układ zna, z układu wyszedł, a może tylko został w kontrolowany sposób wystawiony i może w każdej chwili wrócić na białym koniu, aby przejąć regalia. Być może do takiej właśnie roli został przeznaczony Dmitrij Kozak – bohater wspomnianej wyżej publikacji „The New York Times”. Być może, bo przecież wszystkie rozważania na temat kremlowskich personaliów należą do gatunku baśni lub pobożnych życzeń.

    Kozak należy (należał) do najbliższego kręgu współpracowników Putina, znają się jeszcze z Petersburga (lata 90.). Był człowiekiem zaufanym, do specjalnych poruczeń – zadań trudnych, priorytetowych, jak uspokajanie Czeczenii po zamachu na Achmata Kadyrowa, nadzór nad przygotowaniami do igrzysk zimowych w Soczi w 2014 czy integracja anektowanego Krymu. Taki dorobek słabo się klei z wizerunkiem pacyfisty i antyputinisty, ale o tym – za chwilę. Przed inwazją Rosji na Ukrainę w lutym 2022 r. Kozak prowadził negocjacje z ukraińską delegacją, których przedmiotem były porozumienia mińskie. Bez rezultatów. Na posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa FR, na którym Putin kazał po kolei wszystkim obecnym akceptować wojnę, Kozak wyraził pewne wątpliwości co do celowości militarnego rozwiązania.

    O odrębnym zdaniu Kozaka na temat „specjalnej operacji wojskowej” pisano wiele w połowie września br., gdy oficjalnie opuścił on stanowisko zastępcy szefa administracji prezydenta (https://echofm.online/portret-dnya/dmitrij-kozak-pokidayushhij-verhushku-vlasti-soratnik-putina-i-vozmozhno-protivnik-vojny-v-ukraine). Czyli nie od razu po rozpoczęciu inwazji, a trzy i pół roku później. Czy to świadczy o frondzie?

    Może – jak pisze socjolog Igor Ejdman (https://echofm.online/opinions/putinu-ishhut-preemnika) – te publikacje to komponenty operacji tworzenia legendy przeciwnika wojny w otoczeniu Putina. „Za przeciekiem w zachodniej prasie o jakoby antywojennym stanowisku Kozaka stoi najprawdopodobniej grupa „umiarkowanych” w rosyjskiej biurokracji, która już teraz szuka kogoś, kto mógłby zastąpić Putina, albo przynajmniej kandydatów na następców, gdyby Putin zmarł. Najważniejszy warunek, jaki powinien spełniać taki kandydat to fakt, że nie jest od wprost odpowiedzialny za wojnę na Ukrainie, a zatem może się dogadywać o odtworzeniu współpracy z Zachodem (zadanie, które będzie się starać rozwiązać każda władza w Rosji, jaka nastanie po Putinie)”. Ci ludzie, zdaniem Ejdmana, będą chcieli przywrócić model współistnienia, do którego się przyzwyczaili: „kraść w Rosji, a wydawać i inwestować na Zachodzie”. Potrzebują do tego zniesienia sankcji, przywrócenia aktywów i dostępu do zachodnich rynków.

    Z tezą o wybielaniu Kozaka nie zgadza się dziennikarz Maksim Kurnikow z „Echa” (https://echofm.online/programs/chto-my-znaem/chto-my-znaem-s-maksimom-kurnikovym-8): „Nie chce mi się wierzyć w teorię o szykowaniu Kozaka na następcę. Po pierwsze dlatego, że nie uważam, że [Kreml] może szykować jakiegokolwiek następcę, który byłby antywojenny. To wishful thinking czystej wody”.

    Tymczasem Rosja ani myśli wstrzymywać działań wojennych, Putin wykluczył nawet zawieszenie broni na okres świąteczny. Opowieści wigilijnej dla Ukrainy – i nie tylko dla niej – nie przewiduje.

  • Na całej połaci – Putin. Na razie

    20 grudnia 2025. Już nie pierwszy raz moskiewski Gostinyj Dwor jest areną putinowskich rytuałów. Tym razem urządzono tu obszerne studio, w którym pomieścili się liczni goście (głównie pracownicy mediów) oraz – ustawiony w odpowiedniej odległości od gawiedzi – wielki trójkątny stół, przy którym zasiadł główny aktor spektaklu „Bezpośrednia linia z prezydentem” i dwoje członków kremladzi (obsługi), imitujących dziennikarzy.

    Jak i w ubiegłych latach męczenie buły trwało ponad cztery godziny. Putin pływał żabką w wielkim basenie wazeliny, próbował pokazać, że jest w znakomitej formie, na wyrywki zna doskonale cudowne statystyki gospodarcze, ogarnia sercem cały kraj. A kraj jest mu za to bardzo wdzięczny i dostarcza dowodów miłości (jedna z uczestniczek, której udzielono głosu, upewniała się: „Ale pan czuje, Władimirze Władimirowiczu, że młodzi pana popierają? Prawda, czuje pan to?”; jakże nie czuć, skoro fetor roznosi się po całej okolicy?).

    Spektakl przebiegał w spokojnej, sennej atmosferze. Uważnym widzom ciśnienie mogło podskoczyć w górę, gdy Putin przez zęby sączył wojenne hasełka albo powtarzał ewidentne kłamstwa, wykorzystywane od dawna do zasłaniania agresywnych mocarstwowych celów Rosji wobec „państw nieprzyjaznych”. W przeglądzie tej putinowskiej boroglątwy znalazły się żelazne punkty: o wystawieniu do wiatru Rosji, której obiecano (kto? kiedy?), że NATO się nie rozszerzy; o faszystowskim, nielegalnym reżimie w Kijowie, odpowiedzialnym za rozpętanie wojny do spółki z „europejskimi prosiakami”; zapewnienie: „nie uważamy się za odpowiedzialnych za śmierć ludzi na Ukrainie, bo to nie my zaczęliśmy wojnę”; „nie będzie żadnych nowych operacji [wojskowych], jeżeli będziecie odnosić się do nas z szacunkiem i będziecie brać pod uwagę nasze interesy” itd. Putin też przywoływał do porządku europejskich polityków, którzy zastanawiają się nad losem rosyjskich aktywów za granicą: „To grabież! Jeżeli nasze aktywa zostaną zarekwirowane, Rosja będzie dochodzić swoich praw w sądach. Znajdziemy taką jurysdykcję, która jest niezależna od politycznych wpływów”. Wiadomo: sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie.

    – U nas nie ma represji, nikogo nie prześladuje się z powodów politycznych – oznajmił, i to z wielkim zadowoleniem, Putin, pytany o wykorzystywanie przepisów ustawy o agentach zagranicznych do gnębienia przeciwników politycznych i osób niezadowolonych. Po raz kolejny zasłonił się tym, że takie przepisy jako pierwsze wprowadziły Stany Zjednoczone, to nie jest rosyjski wynalazek, a w ogóle to rosyjski wariant jest łagodny jak baranek – stawia tylko wymagania co do ujawniania źródeł finansowania z zagranicy i oznaczania odpowiednią klauzulą publikacji człowieka oznakowanego jako „agent zagraniczny”. Może Putin nie dostaje w swoich słynnych teczkach z raportami wiadomości o kolejnych wysokich wyrokach za najdrobniejsze wychylenie się z okna tramwaju zwanego putinizmem. Jak pisze portal Meduza, „w rzeczywistości kodeks karny FR przewiduje realną karę pozbawienia wolności do dwóch lat za niewypełnienie obowiązków agenta zagranicznego. I ta norma stosowana jest w praktyce: 9 grudnia sąd z tego artykułu zaocznie skazał na rok i 9 miesięcy polityka Ilję Jaszyna” [przebywa na emigracji].

    Kłamliwe twierdzenia Putina należałoby podciągnąć pod artykuł o ściganiu za rozpowszechnianie fejków (za rzekome fejki o rosyjskiej armii, czyt.: krytykę wojny, putinowski wymiar niesprawiedliwości wsadza do łagrów konkretnych ludzi na wysokie wyroki).

    Putin jeszcze w łaskawości swojej wyszedł z inicjatywą przeprowadzenia wyborów prezydenta Ukrainy na terytorium Rosji. Dowcipnie spuentował to politolog Iwan Prieobrażenski: „To mniej więcej to samo, co propozycja pedofila, aby zorganizować przedszkole w jego domu”.

    W studiu, z którego prowadzono transmisję, na wielkiej tablicy wyświetlano pytania napływające od ludności w formie sms-ów. Okazało się to jedynym elementem tego zaskorupiałego spektaklu, wykazującym pewne oznaki życia. Wśród pytań znalazły się m.in.: „Kiedy wróci normalny internet? Przecież nawet nie da się wysłać zapytania do prezydenta!”; „Dlaczego zwykli ludzie żyją gorzej niż Papuasi?”, „To nie bezpośrednia linia, a cyrk!”; „Zależność od Europy i USA jest zła. A zależność od Chin i Indii jest dobra?”. Do tych pytań Putin się nie odniósł. Podobnie jak do innego pytania z zupełnie innej beczki: „Kto będzie kolejnym prezydentem [Rosji]? Chciałbym mu się przyjrzeć”. No właśnie, kto będzie następcą Putina? Też bym się chciała przyjrzeć. I zrobię to w następnym odcinku jeszcze przed świętami, zapraszam do czytania.

  • Winne wina czy niewinne?

    16 grudnia 2025. Rosyjscy politycy z najwyższej półki zapragnęli zdobyć laury prestiżowego konkursu producentów win w Ameryce. Ale coś poszło nie tak.

    W słonecznej Kalifornii od ponad czterech dekad rokrocznie odbywa się konkurs San Francisco International Wine Competition (SFIWC – https://thetastingalliance.com/events/san-francisco-international-wine-competition). Najwyższej klasy degustatorzy oceniają walory win z całego świata, wskazują najlepsze, nagrodzone wina cieszą się estymą wśród producentów i konsumentów. Nagroda SFIWC to przepustka do wielkiego świata.

    W tym roku swoje wina wysłali na konkurs tacy znani producenci jak Władimir Putin (https://theins.ru/inv/285427) i patriarcha Cyryl.

    Przy posiadłości Putina w okolicach Gelendżyku nad Morzem Czarnym istnieje winnica, produkująca m.in. wina „Usad’ba Diwnomorskoje” i „Krinica”. Wina produkuje również znany biznesmen w riasie, Władimir Gundiajew, bardziej znany jako patriarcha Cyryl, najwyższy hierarcha Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej (wino „Usad’ba Mezyb”). Można też skosztować produktów fermentacji winogron pod marką Winepark – właściciel German Gref, szef Sbierbanku. Te winnice znajdują się na terytorium Rosji, ale członkowie „putinowskiego kręgu” uprawiają winorośl również za granicą. Pisałam o tym kilka miesięcy temu w tekście „Chianti i merloty putinowskiej elity”: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2025/08/05/chianti-i-merloty-putinowskiej-elity/

    Na portalu „The Insider” ukazały się dziś publikacje dotyczące starań ABBP – stowarzyszenia rosyjskich producentów win – o udział wyżej wymienionych win w konkursie w San Francisco. Jak to w kremlowskich bajkach bywa, trzeba było dostarczyć wina do degustacji, odwołując się do słynnej rosyjskiej smykałki (co zwykle polega na chytrym ominięciu przepisów albo oszwabieniu głównie zachodnich naiwniaków ku chwale matuszki Rosji). Wina są bowiem objęte sankcjami i nie mogły legalnie wjechać na konkurs (USA wprowadziły zakaz wwożenia rosyjskich alkoholi w marcu 2022 r. i do tej pory nie zniosły). Co zatem zrobili słynni rosyjscy winiarze? Wysłali umyślnego, który miał pokonać progi i bariery, wybić zęby smokowi i wjechać na białym koniu ze skrzynkami pełnymi win na kalifornijskie salony. W tę rolę wcielił się dyrektor wykonawczy ABBP, Paweł Majorow (jak pisze „The Insider”, ściśle powiązany z Michaiłem Kowalczukiem bliskim przyjacielem Putina).

    Majorow zapakował butelki, okleił naklejki z akcyzą nalepkami z napisem „Nie na sprzedaż” w języku hebrajskim. I przewiózł je w osobistym bagażu przez państwa trzecie (https://theins.ru/news/287784).

    Początkowo Majorow zamierzał wwieźć wina do Stanów przez meksykańsko-amerykańską granicę, korzystając z usług przemytników. Alternatywą było dostarczenie butelek od strony Kanady. Te przygody walecznego dostawcy zostały jednak ocenione jako zbyt ryzykowne. Ostatecznie – jak pisze „The Insider” – Majorow, posługując się nierosyjskim paszportem (najprawdopodobniej izraelskim), przewiózł wina w osobistym bagażu. Trzy walichy po osiemnaście flaszek w pierwszej partii – przez Gruzję i Katar – i osiem walizek w drugiej, przez Dubaj. Według legendy stworzonej na potrzeby dostawy, kolekcja win miała trafić do Kalifornii na zamówienie miejscowych producentów. Dla niepoznaki dodano więc po butelce win z Gruzji i Izraela. Majorow musiał się przy targaniu tych walizek nieźle zmachać. Dzisiejsza decyzja jury konkursu o wyeliminowaniu rosyjskich win z konkurencji musiała zatem okazać się dla niego jeszcze cięższa niż te ważące 250 kilogramów oklejone flaszki.

    Stowarzyszenie ABBP opublikowało na swoim kanale w Telegramie pełen pasji komunikat (https://t.me/vinodelie_russia/1181): „Wino poza polityką! ABBP oświadcza, że organizatorzy konkursu San Francisco International Wine Competition oficjalnie przyjęli 95 rosyjskich win, dopuścili je do udziału, wina przeszły etap degustacji. […] wszystko odbywało się w zgodzie z zasadami konkursu. Tymczasem dziś stowarzyszenie otrzymało powiadomienie od organizatorów, że na wniosek niewymienionego z nazwiska US elected official została podjęta decyzja o wyłączeniu rosyjskich win z konkursu”.

    Och, cóż za despekt. Na rosyjskich stronkach związanych z winiarstwem oczekiwano zwycięstwa rosyjskich marek (https://vino.ru/novosti/novosti-vinnogo-mira/vina-rossii-na-konkurse-v-ssha-my-zhdem-pobedy/). Ale, jak się okazuje, z pobiedy nici.

    Decyzję podjęto przed ogłoszeniem wyników, zatem wnioski i rekomendacje dotyczące przetestowanych rosyjskich win nie zostaną ujawnione. „Szczerze żałujemy, że kontekst polityczny zaczyna wpływać nawet na tak pokojowe dziedziny, jak winiarstwo, tradycyjnie łączące ludzi i kulturę” – napisali emisariusze pokojowych putinowskich inicjatyw. I gorzkie żale zakończyli utrwalonym sowieckim chwytem: zgłosili gotowość do dialogu i współpracy.

    A może słowa o pokojowym wymiarze winiarstwa skierowaliby raczej bezpośrednio do hodowcy spod Gelendżyku, jedynego człowieka, który może podjąć decyzję o zakończeniu wojny? Może by tak choćby w najbliższy piątek – podczas bezpośredniej linii?

  • Ciekawość w Rosji to pierwszy stopień do grzywny

    10 grudnia 2025. W Rosji zaczęto karać za wyszukiwanie w internetach „materiałów ekstremistycznych”. Dziś zapadł pierwszy taki wyrok: 20-letni mieszkaniec obwodu swierdłowskiego został skazany na 3 tys. grzywny za wyszukiwanie w Google hasła „Azow brygada”.

    Siergiej Głuchich 24 września jechał autobusem w swoim rodzinnym mieście Kamiensk Uralski w obwodzie swierdłowskim. Wyciągnął telefon i w okienko wyszukiwarki Google wpisał hasło „Azow brygada”. W protokole, który przedstawiono w sądzie, zapisano: „Głuchich świadomie chciał pozyskać za pośrednictwem wyszukiwarki materiały ekstremistyczne, konkretnie: dystynkcje brygady Azow”. Symbolika Azowa jest zabroniona w Rosji, podobnie jak sama brygada, uznawana za terrorystyczną. Z protokołu wynika, że policja otrzymała od niezidentyfikowanej osoby informację o tym, że dokonano aktu pogwałcenia prawa noszącego „znamiona o charakterze ekstremistycznym”. Jak zeznał podczas rozprawy w sądzie funkcjonariusz Federalnej Służby Bezpieczeństwa, to właśnie FSB poinformowała policję. Bo miała Siergieja Głuchich od dawna na oku.

    Feralnego dnia Głuchich został zatrzymany przez funkcjonariuszy FSB i wzięty na przesłuchanie, gdzie wywierano nań mocny nacisk psychologiczny. Następnego dnia Głuchich złożył zeznania obciążające. Telefon mu skonfiskowali i skopiowali jego zawartość, w tym listę wyszukiwanych haseł.

    Adwokat oskarżonego próbował dowodzić, że dystynkcje batalionu Azow znajdują się na 3269 miejscu na liście zakazanych materiałów ekstremistycznych, a przecież niepodobna spamiętać wszystkich pozycji. A ponadto nie ma dowodu na to, że Głuchich chciał wyszukać akurat dystynkcje Azowa, a nie informacje o mieście Azow na przykład. Sąd nie wziął pod uwagę tej argumentacji.

    Siergiej Głuchich nie stawił się w sądzie z uwagi na stan zdrowia, karę 3 tys. rubli orzeczono wobec niego zaocznie. Młody człowiek skarżył się adwokatowi, że w szpitalu, gdzie do tej pory pracował, został zaszczuty. W związku z tym zwolnił się z pracy.

    Ustawa o karach administracyjnych za wyszukiwanie w internecie „informacji o charakterze ekstremistycznym” została przyjęta przez Dumę Państwową w lipcu, zaczęła obowiązywać 1 września br.

    Ekstremizm staje się dla rosyjskiego wymiaru niesprawiedliwości wygodnym narzędziem do uderzania w przeciwników politycznych. Na listę „ekstremistów i terrorystów” został ostatnio wpisany Lew Szlosberg, wiceprzewodniczący partii Jabłoko. Partii legalnej, choć definiującej się jako opozycyjna. Na początku grudnia Szlosberg został osadzony w areszcie śledczym na podstawie artykułu o „rozpowszechnianiu fejków o rosyjskiej armii”. Co uznano za ten rzekomy fejk – nie podano do publicznej wiadomości.

    Szlosberg jest jednym z niewielu rosyjskich polityków, którzy wypowiadają się krytycznie o wojnie i Putinie, pozostając w Rosji (znakomita większość opozycjonistów wyemigrowała lub jeśli zdecydowała się pozostać w Rosji – konsekwentnie milczy).

    Pisarz Borys Akunin napisał dziś na Facebooku (https://www.facebook.com/borisakunin/posts/pfbid02ocxUnBCt9Zu9wibxRdW1oSaoaWt7ncKqaWUMeq5JP6R6TxwbeRcFRswLRLdUvERRl): „Są jeszcze w Rosji ludzie, którzy próbują pływać kraulem w kwasie siarkowym, to znaczy – pomimo ryzyka robić coś przyzwoitego i prawdziwego, choćby w ramach tego, co dozwolone. Wkurza mnie, gdy jakiś emigrant mówi o tych wysiłkach z wyższością. Jedno śmiałe i uczciwe słowo, wypowiedziane dzisiaj w Rosji, warte jest więcej niż sto odważnych emigracyjnych filipik. Mam na myśli konkretnych ludzi, do których odnoszę się z szacunkiem, ale nazwisk nie będę wymieniał, aby im nie zaszkodzić”.

  • Bulgot i inne nastroje

    5 grudnia 2025. W państwie autorytarnym, zmierzającym ku totalitaryzmowi trudno jest mierzyć poziom zadowolenia społecznego. Według władz, społeczeństwo ma być pokornym monolitem, bez zastrzeżeń wykonującym polecenia góry. Wkręcone w żarna aparatu państwowego i poddane kontroli pracownie socjologiczne nie są w stanie opracować miarodajnych wyników nastrojów społecznych. Zadaniem propagandy jest tworzenie zasłony dymnej, a służb specjalnych – wychwytywanie przejawów niezadowolenia i pacyfikowanie ich w zarodku. Niemniej nawet w takich warunkach można wyłapać pewne zmiany zachodzące wewnątrz.

    Na początek zacytuję komentarz politologa Abbasa Gallamowa o logice Putina i o sygnałach zniecierpliwienia społecznego: „Jeśli popatrzeć na wojnę z punktu widzenia rosyjskiej opinii publicznej, to im dłużej ona trwa, tym łatwiej ją zakończyć. Bo to tylko na początku naród żądał zwycięstwa, a teraz już na nie nie czeka. Teraz już wystarczy, żeby ten koszmar jak najszybciej się skończył. Jeszcze niedawno myśl o tym, że Rosja nie może pokonać Ukrainy, była dla przeciętnego Rosjanina czymś nie do zaakceptowania, jak przeciągnięcie sierpem po gardle, a obecnie obywatel już się do tej myśli przyzwyczaił. To nieprzyjemne, owszem, ale da się żyć. A tak naprawdę można po prostu o tym nie myśleć”.

    I dalej: „Putin z tej zmiany nastrojów nie zdaje sobie sprawy. Uważa, że im więcej przelano krwi, tym bardziej przekonujący będzie końcowy wynik, bo inaczej ludzie zechcą go za przelanie krwi rozliczyć, zapytają, po co to wszystko było. […] Logika Putina to logika gracza w kasynie, kogoś, kto przegrywa, ale podnosi stawki, licząc, że się odegra. Zaczyna czuć, że za chwilę będzie bankrutem, ale nie może się zatrzymać” (https://echofm.online/opinions/u-putina-logika-igroka-v-kazino).

    Śmiała teza. Trudno ją zweryfikować. Ale można się przyjrzeć reakcji społecznej na tzw. aferę Dolinej. Łarisa Dolina to popularna piosenkarka, putinistka, z tych, co to wszystko wyśpiewają, o co umiłowany wódz poprosi, od grudnia 2024 r. jest objęta sankcjami UE. W zeszłym roku Dolina dała się podejść oszustom, którzy rozegrali ją koncertowo: podprowadzili pod sprzedaż wielkiego mieszkania w moskiewskich Chamownikach (pieniądze ze sprzedaży zostały przelane pod wskazane przez oszustów konta). Oszuści zostali dość szybko namierzeni, a sąd zdecydował o zwrocie mieszkania Dolinej (bo padła ofiarą oszustwa), w wyniku czego pieniądze straciła osoba, która to mieszkanie kupiła (a w rezultacie decyzji sądu, następnie straciła). W mediach społecznościowych zawrzało. Na głowę piosenkarki wylał się nieprawdopodobny hejt za to, że wykorzystała swoją pozycję osoby uprzywilejowanej, aby odzyskać forsę. Gazety zaczęły pisać, że ludzie masowo zwracają bilety na koncerty piosenkarki, z filmów wycina się jej wizerunek w obawie, że ludzie nie przyjdą do kina, restauracje i salony piękności jeden za drugim ogłaszają, że nie wpuszczą piosenkarki za próg itd. Dolina ugięła się i wystąpiła z inicjatywą zwrotu przynajmniej części pieniędzy niedoszłej nowej właścicielce mieszkania. Jak sprawa się skończy – nie wiadomo. Przy okazji zwrócono uwagę na masowe (udane) oszustwa w rodzaju tego, jak rozegrano Doliną (nawet ukuto termin „efekt Dolinej”). Ale to temat na inną rozprawkę.

    Wróćmy do kazusu Dolinej. „Skandal związany z mieszkaniem Dolinej stał się okazją do wyrażenia emocji. Ludzie, którzy mają różne problemy – boją się wojny albo nie dają sobie rady w życiu, nie znajdują miejsca w społeczeństwa – wszyscy odnaleźli się w tym przypadku. […] Naród stracił cierpliwość, bo zdał sobie sprawę, że niektórym wybrańcom losu żyje się w Rosji o wiele lepiej niż ogółowi, ale ostrze swojego niezadowolenia zwrócił nie na źródło problemu, to znaczy reżim Putina, tylko na jedną z jego drobnych beneficjentek” – napisał politolog Iwan Prieobrażenski (https://www.dw.com/ru/larisa-dolina-gromootvod-dla-zapugannogo-obsestva-v-rf/a-74984099). „W normalnych warunkach postępek Dolinej nie stałby się powodem takiej masowej kampanii społecznej”. Ale sytuacja normalna nie jest. Władze stale dokręcają śrubę, tego nie wolno, tamtego nie wolno, wsadzają do łagru za słowa, za piosenki, za westchnienia. Zdaniem Prieobrażenskiego, „to frustracja zmęczonego i zastraszonego, zatomizowanego społeczeństwa i poszukiwanie punktu, w którym zbiega się niezadowolenie różnych grup społecznych. Czasem od tego zaczynają się rewolucje. Ale nie w Rosji. Bo choć niezadowolenie z polityki władz jest masowe (obniżenie poziomu życia, niewypłacanie pensji, rozczarowanie z tego powodu, że wojna nadal się ciągnie), to nie przekuwa się ono w zorganizowaną formę”.

    Dolina stała się w tych warunkach „obiektem zastępczym” dla hejtu. Bo skoro za skrytykowanie Putina można dostać realny wyrok, to lepiej znaleźć inną osobę, której można przyłożyć bezkarnie i rozładować swoje emocje.