Kategoria: Bez kategorii

  • Akwarium tonie

    11 października. Po spektakularnych wpadkach funkcjonariuszy wywiadu wojskowego za granicą (sprawa Skripala, wpadka w Czarnogórze, przyskrzynieni hakerzy pod budynkiem Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej) w siedzibie Głównego Zarządu Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, dawnego GRU odbyła się narada kierownictwa służby. Była tajna, ale informacje o niej jakoś szybko dotarły do mediów.

    Według dobrze poinformowanego dziennikarza Siergieja Kaniewa (ujawnił informacje o tym, że Bohater Rosji Anatolij Czepiga brał udział w wywożeniu Wiktora Janukowycza z Ukrainy; w obawie o swe bezpieczeństwo Kaniew opuścił terytorium Rosji), podczas narady padały słowa nielicujące z powagą instytucji. „A to debile”, „szkoda, że jeszcze budionówek nie włożyli”, „co za niekompetencja”, „i to mają być fachowcy!”. Jednym słowem, przyjemnie nie było. No i być nie mogło, bo operacja otrucia eksagenta Skripala została sknocona. Zresztą, nie tylko ta. Kilku generałów może stracić epolety i przywileje z nimi związane. Stąd wielka nerwowość w „Akwarium”, jak w slangu służby mówi się o siedzibie kierownictwa d. GRU. Zdaniem uczestników narady, wysłani w bój za granicę dywersanci nie przestrzegali zasad konspiracji (np. gadali przez telefon zarejestrowany w obwodzie moskiewskim, przekazując sobie informacje otwartym tekstem), ich działalność została przez obce służby rozszyfrowana i ujawniona.

    Co więcej: na jaw nadal wychodzą nowe szczegóły. Dziś czeskie media podały, że w 2014 r. Siergiej Skripal przebywał w Pradze, w tym samym czasie zjawili się tutaj dwaj panowie w granatowych kurtkach – „Pietrow” i „Boszyrow”, czyli Miszkin i Czepiga. Widocznie chcieli zapoznać się z urokami katedry św. Wita w Pradze. Petersburska „Fontanka” suponuje, że w akcji w Salisbury brała udział jeszcze jedna osoba: 45-letni Siergiej Fiedotow (https://www.fontanka.ru/2018/10/10/124/). Bliższych szczegółów na razie brak.

    Porażka wizerunkowa wywiadu wojskowego ma jeszcze wymiar medialny. Rosyjskie media obsługujące Kreml (ani też oficjalni przedstawiciele władz) nie były w stanie zbudować przekonującej narracji, którą mogłyby przeciwstawić rewelacjom płynącym z Zachodu. Na tym odcinku frontu wojny informacyjnej Rosja zanotowała ewidentną wpadkę.

    „Rosyjski wywiad wojskowy od 2010 roku prowadzi szeroko zakrojone działania specjalne w skali globalnej, od działań stricte militarnych, wywiadowczych, poprzez akty dywersji czy terroru, gwarantowanie bezpieczeństwa interesów ekonomicznych Rosji, po działania w cyberprzestrzeni. Skala tych działań wymaga zaangażowania dużych sił i środków. Może to tłumaczyć angażowanie do realizacji poszczególnych operacji oficerów rezerwy mających status tzw. nieetatowych współpracowników służby specjalnej” – pisze Piotr Żochowski z Ośrodka Studiów Wschodnich (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2018-10-10/konsekwencje-ujawnienia-aktywnosci-rosyjskiego-wywiadu-wojskowego-na). Zdaniem Żochowskiego, należy oczekiwać, że rosyjski wywiad wojskowy nadal sięgać będzie po wszystkie stosowane dotąd metody. „Należy oczekiwać kontynuowania takich działań” – konstatuje.

    No i jeszcze jedno: ten hałas wokół dawnego GRU, te wpadki, te tajne narady, pogłoski o dymisjach generalicji nie oznaczają, że rosyjskie służby specjalne zaprzestały swej działalności. Wywiad wojskowy to tylko jedna ze struktur. Jest przecież jeszcze wywiad cywilny (Służba Wywiadu Zagranicznego) oraz kontrwywiad cywilny (Federalna Służba Bezpieczeństwa). O nich w kontekście wpadek jakoś ostatnio cicho. Znawcy tematyki podejrzewają nawet, że nagłośnienie ostatnich niepowodzeń GRU to operacja odwracająca uwagę od znacznie ważniejszych agentów, którzy szykują znacznie ważniejszą operację.

    Ten nowy etap wojny służb przecież dopiero się zaczyna.

  • Spadochron Stirlitza

    9 października. Tytuł jest nawiązaniem do poprzedniego tekstu, który zamieściłam na blogu kilka dni temu. Bo też jest to kontynuacja tematu szpiegów, którzy zostali przyłapani na akcjach w krajach Zachodu i ciągnie się za nimi ów spadochron Stirlitza z klasycznego dowcipu.

    Najpierw grupa Bellingcat ogłosiła miastu i światu tożsamość wyrobionego turysty „Rusłana Boszyrowa”, który okazał się pułkownikiem wywiadu wojskowego Anatolijem Czepigą, Bohaterem Rosji. Wczoraj nastąpiła prezentacja drugiego z uczestników wycieczki zorganizowanej przez agencję turystyczną GRU do Salisbury. „Aleksandr Pietrow” też najprawdopodobniej ma stopień pułkownika, nazywa się Aleksandr Miszkin i jest lekarzem (o tym, jak współpracownicy Bellingcat do spółki z portalem The Insider ustalili personalia „Pietrowa”, można przeczytać m.in. na stronie Radia Swoboda https://www.svoboda.org/a/29533803.html). W trakcie poszukiwań zwrócono m.in. uwagę na dokumenty związane z rejestracją samochodu, zebrano świadectwa sąsiadów (ci wspominali na przykład, że w młodości spędzonej pod Archangielskiem Miszkin fascynował się muzyką techno i był wioskowym DJ), kolegów z roku z akademii medycznej; dziennikarze dotarli do paszportu, ustalili, że w 2014 r. Miszkin dostał mieszkanie w Moskwie. Podobnie jak Czepiga. Widocznie już wtedy działali razem, wywożąc z Ukrainy drogocenny ładunek w postaci prezydenta Wiktora Janukowycza.

    Powiedzieć, że w całej tej historii z truciem Siergieja Skripala ucierpiała reputacja rosyjskiego wywiadu wojskowego – dumy i sławy imperium, zbiorowiska niepokonanych Isajewów, anty-Bondów, rozwalających każdy system, to nic nie powiedzieć. Media społecznościowe wybuchły zgodnie gromkim śmiechem, liczba dowcipów i memów na temat wyczynów dwóch agentów w Salisbury niebawem dogoni wielki zbiór żartów o Stirlitzu. „Niech teraz urządzą okrągły stół z udziałem Pietrowa, Boszyrowa, Czepigi i Miszkina. Mam nadzieję, że ci dwaj ostatni mają numer telefonu naczelnej telewizji RT” – kpi jeden z komentatorów, nawiązując do niewydarzonego wywiadu, jakiego panowie agenci udzielili stacji RT (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/09/13/dwoch-panow-w-jednym-lozku-patrzy-na-katedre-w-salisbury/). Ludzie śmieją się z władzy do rozpuku, a władza nie potrafi zareagować, jest bezradna wobec takiej postawy społeczeństwa. Upadek autorytetu to dotkliwa przypadłość władzy, zwłaszcza takiej, która uważa się za nieomylną i omnipotentną. Ale zdarzają się też komentarze poważne, których autorzy przypominają, że w akcji Czepigi-Miszkina zginęła jedna osoba, a trzy zostały poważnie poszkodowane. Natalia Kamardina pisze: „Młodzi, zdrowi faceci. Zabójcy. Niczym się nie różnią od zbrodniarzy w rodzaju Czikatiły, idą zabijać spokojnie, po drodze oglądają wystawy sklepowe. Piją kawkę, kupują nową parę butów. […] Oni na pewno doskonale zdawali sobie sprawę, że mają w ręku środek, który może zabić każdego, kto dotknie klamki w drzwiach domu Skripala. Listonosz, Sprzątaczka. Sąsiadka. Dzieci sąsiadów”.

    Ujawnienie szlaku bojowego duetu Czepiga-Miszkin nie było jedyną wpadką, jaką zanotowali następcy Stirlitza. Kilka dni temu podano do wiadomości, że w kwietniu Holandia deportowała czterech Rosjan legitymujących się paszportami dyplomatycznymi. Czterej muszkieterowie próbowali wypatroszyć komputery Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej w Hadze. W tym czasie pracownicy agencji pracowali nad ustaleniem, czy w Salisbury do trucia Skripalów użyto substancji Nowiczok. Dzielni rycerze nie zachowali podstawowych norm higieny pracy. Zostali zatrzymani wraz z aparaturą. Przy jednym z nich znaleziono też rachunek z taksówki, która wiozła go z jednostki wywiadu wojskowego na lotnisko Szeriemietjewo (takie rachunki uprawniają do zwrotu kosztów podróży, widocznie funkcjonariusz nie chciał dokładać do interesu). Dziennikarze badający sprawę dotarli do danych paszportowych nasłanych hakerów (a także, według doniesień portalu The Insider, 105 innych funkcjonariuszy GRU).

    W tym czasie, gdy Holendrzy opowiadali wszystkim, kto chciał słuchać, o „wozie pelengacyjnym” speców z rosyjskiego wywiadu pod siedzibą OPCW w Hadze, z komunikatem wystąpili też Amerykanie. Podczas konferencji prasowej amerykańscy prokuratorzy opowiedzieli o ustaleniach w sprawie rosyjskich hakerów działających na szkodę USA. Stwierdzili między innymi, że znana grupa hakerów używająca kryptonimu Fancy Bears (interwencja w wybory) to ludzie związani z rosyjskim wywiadem wojskowym. Podejrzanych o niepożądaną działalność jest siedmiu (czterech z nich zatrzymano w Holandii, o czym pisałam powyżej). Mieli oni dokonywać prób włamów do serwerów WADA i innych agencji antydopingowych, badających fałszerstwa, jakich dopuszczała się rosyjska agencja antydopingowa RUSADA.

    Wpadki funkcjonariuszy wywiadu zaniepokoiły kierownictwo służby. Ale o tym w następnym odcinku.

  • Najważniejszy zawód świata

    6 października. Stirlitz szedł ulicami Berlina, na głowie miał czapkę uszankę, do munduru przypięty order Bohatera Związku Radzieckiego, spod płaszcza wystawał mu spadochron. Jeszcze nigdy Stirlitz nie był tak bliski wpadki. To jeden z klasycznych dowcipów o asie radzieckiego wywiadu uplasowanym w sercu hitlerowskich Niemiec. Wpadka rosyjskiego wywiadu wojskowego podczas operacji otrucia eksagenta Siergieja Skripala w Salisbury coraz bardziej przypomina dowcip o Stirlitzu.

    Wychodzą na jaw coraz to nowe szczegóły operacji dwóch agentów wywiadu wojskowego – pułkownika Anatolija Czepigi i „Aleksieja Pietrowa”. Dziennikarzom buszującym w sieci udało się m.in. ustalić, że Czepiga (wcześniej przez rosyjskie media przedstawiany jako „Rusłan Boszyrow”) otrzymał tytuł Bohatera Rosji. Najprawdopodobniej za operację wywiezienia Wiktora Janukowycza w lutym 2014 r. z Ukrainy. Uczestniczący w śledztwie dziennikarskim Siergiej Kaniew (który dotarł np. do dokumentów potwierdzających drogę kariery Czepigi w służbach) spiesznie opuścił Rosję, obawiając się o swoje bezpieczeństwo. Ale wróćmy do postaci samego truciciela. Zanim szczęśliwie wyewakuował Janukowycza, wcześniej odznaczył się już w Czeczenii, natomiast potem na Krymie i w Donbasie. Znaleziono w sieci jego dokumenty, m.in. prawo jazdy i wiele innych źródeł potwierdzających tożsamość i rodzaj zajęcia. Choć jako „Rusłan Boszyrow” wędrowny kiler szybko na zew prezydenta zgłosił się osobiście do samej szefowej telewizji RT, by udzielić jej niezbornego wywiadu, to po ujawnieniu personaliów przepadł jak kamień w wodę i nie rwie się, by znów opowiadać o swej miłości do anglikańskich katedr. Zdaniem rosyjskiego dziennikarza mieszkającego na emigracji Andrieja Malgina, Czepiga należy do grona „osobistych specnazowców Putina, jest wykonawcą delikatnych i zuchwałych poruczeń. W tym świetle wizyta w Wielkiej Brytanii z bronią masowego rażenia w plecaku będzie mieć dla Putina poważne konsekwencje”.

    Co do konsekwencji, to zobaczymy. Natomiast rzeczywiście Putin demonstruje wielkie zaangażowanie w sprawę otrucia w Salisbury.

    Ponownie osobiście zabrał głos w sprawie poczynań agentów w Salisbury. Podczas forum „Rosyjski Tydzień Energetyki” pytany o sprawę otrucia Skripalów substancją Nowiczok Władimir Władimirowicz wystąpił z brawurową przemową: „Niektóre źródła lansują myśl, że pan Skripal jest bez mała obrońcą praw człowieka. A on jest po prostu szpiegiem, zdrajcą ojczyzny. To szumowina, nic więcej. […] A przepychanki pomiędzy służbami to nic nowego. Jak wiadomo, szpiegostwo, podobnie jak prostytucja to jedna z najważniejszych profesji na świecie”. Piękna myśl, zwłaszcza o tym, jak ważna jest w świecie prostytucja, kto by pomyślał, że prezydent Rosji tak wysoko ocenia status tego zajęcia. Na tym występ prezydenta się nie skończył. Wypuszczając nosem kłęby dymu i firmowo wzruszając ramionami, prezydent kontynuował: co się tyczy brytyjskich oskarżeń pod adresem Rosji o otrucie Skripalów, to „nikt nie miał potrzeby” truć Siergieja Skripala i innych mieszkańców Wielkiej Brytanii. „Jak to – to chcecie powiedzieć, że my jeszcze jakiegoś bezdomnego człowieka tam otruliśmy? Czasem przyglądam się temu, co się dzieje wokół tej sprawy i nie mogę się nadziwić: przyjechali jacyś goście i zaczęli truć tam u was w Wielkiej Brytanii jakichś kloszardów. Co za brednie” – w ten sposób Putin odniósł się do słów moderatora dyskusji na energetycznym forum (moderator nadmienił, że ofiarami substancji Nowiczok były również inne osoby; o tych ofiarach pisałam w poprzednich odcinkach serialu, http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/09/08/jezdzcy-bez-glowy/).

    Na zapleczu tych występów w świetle kamer toczy się dyskusja o tym, jak potratować wpadkę dwóch panów z wywiadu wojskowego. Dla wielu komentatorów to świadectwo ostrego kryzysu służb specjalnych Rosji. Świadectw tych jest zresztą dużo więcej – o czym napiszę w następnym odcinku. Spadochron ciągnący się za Stirlitzem jest już długi jak iglica katedry w Salisbury.

  • Bal maskowy w Salisbury

    29 września. Ten serial szybko się nie skończy. Jego kolejne odcinki są coraz bardziej frapujące. Jeszcze nie przebrzmiały echa wywiadu dla telewizji RT dwóch panów, przedstawionych jako „Rusłan Boszyrow” i „Aleksiej Pietrow”, którzy opowiadali Margaricie Simonian o swej fascynacji gotycką katedrą w Salisbury (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/09/13/dwoch-panow-w-jednym-lozku-patrzy-na-katedre-w-salisbury/), a już drążący temat niespokojni dziennikarze agencji Bellingcat do spółki z The Insider dokonali odkrycia prawdziwej tożsamości „Rusłana Boszyrowa”. Odkryciem tym chętnie podzielili się z resztą świata.

    Człowiek, legitymujący się paszportem na nazwisko „Rusłan Boszyrow” odbył wraz z kolegą „Aleksiejem Pietrowem” dziwną wycieczkę do Salisbury dokładnie w dniu, w którym dokonano otrucia eksagenta rosyjskich służb specjalnych Siergieja Skripala i jego córki Julii specyfikiem Nowiczok, zaliczanym do środków broni chemicznej. Według Bellingcat i Insider, „Boszyrow” naprawdę nazywa się Anatolij Czepiga i jest oficerem wywiadu wojskowego w stopniu pułkownika. Ma 39 lat, urodził się w obwodzie amurskim, brał udział w wojnie w Czeczenii, prawdopodobnie także w działaniach na Donbasie, za wybitne zasługi bojowe otrzymał tytuł Bohatera Rosji.

    Brytyjskie władze nie skomentowały rewelacji wyśledzonych przez dziennikarzy Bellingcat. Rosyjskie władze natomiast wypuszczają firmowe mgły i zamglenia. Albo nic nie wiedzą, albo wiedzą, ale nie powiedzą, albo mówią jedno, a okazuje się drugie. W mediach społecznościowych boty wyskakują z portek, aby obalić twierdzenie, że Boszyrow to Czepiga. Mnożą się też przypuszczenia, że ujawnienie tożsamości truciciela w Salisbury było możliwe tylko i wyłącznie dlatego, że rywalizujące ze sobą poszczególne rosyjskie służby wsadzają się nawzajem na minę i ujawniają dziennikarzom sekretne dane. Może coś na rzeczy jest. Ale Bellingcat przeprowadził imponującą robotę, przecedzając wielkie ilości danych.

    Współpracownicy Bellingcat zresztą zapowiadają, że niebawem ujawnią również prawdziwe personalia drugiego bohatera z Salisbury. Też oficera wywiadu wojskowego, ale zapewne w stopniu kapitana.

    Jeden z uczestników dziennikarskiego śledztwa mówi w wywiadzie dla BBC: „Rozmawialiśmy z naszymi źródłami w rosyjskich siłach zbrojnych. Wszyscy mówią, że to niezwykłe, że pułkownik, na dodatek Bohater Rosji został wysłany w teren. Zwykle rozkaz przeprowadzenia operacji tego typu otrzymują oficerowie co najwyżej w stopniu kapitana. To świadczy o tym, że albo zadanie zostało postawione na najwyższym szczeblu, albo szefostwo wywiadu chciało tym sposobem zadowolić swego szefa, czyli Putina. Bardzo możliwe, że po wykonaniu zadania pułkownik Czepiga otrzyma propozycję objęcia stanowiska wykładowcy w szkole wywiadu”.

    Brytyjska prasa wałkuje temat otrucia Skripałow. „Daily Mail” pisze: „Prawdopodobieństwo, że operacja [otrucia Skripala] zyskała akceptację osobiście Władimira Putina, rośnie z każdym dniem. Zanim Putin sam wziął udział w niezbornych próbach przedstawienia Pietrowa i Boszyrowa jako zwykłych cywili, turystów, można było przypuszczać, że to była samodzielna nieudana operacja jednej z rosyjskich służb specjalnych. Teraz – gdy dzięki przeszukaniu zasobów Internetu ujawniono nazwisko jednego ze sprawców – można powiedzieć, że Putin został przyłapany na analogowym kłamstwie w cyfrowym świecie. Czepiga i jego partner zamiast po cichu ukarać zdrajcę, zatruli pół miasta, zabili niewinną kobietę i pokazali się całemu światu jako nierozgarnięci idioci”. Brytyjskie gazety zadają zasadne pytania: „Jak Zachód zareaguje na łgarstwa Putina? Czy Theresa May zażąda nowych sankcji?”.

    Ciekawych pytań wokół sprawy Skripalów jest nadal bardzo wiele. Już dziś zapowiadam następne odcinki.

  • Przypadek Piotra Wierziłowa

    26 września. Taki obrazek zza kulis wielkich zjazdów politycznych. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini w kuluarach sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku spotkała się z rosyjską delegacją. Została zaproszona do pokoiku, w którym siedzieli rosyjscy dyplomaci, przez ministra spraw zagranicznych Siergieja Ławrowa. Weszła, przywitała się, usiadła. Ambasador Rosji przy ONZ Wasilij Niebienzia z galanterią podał jej filiżankę. Pani Mogherini uprzejmie acz stanowczo podziękowała za poczęstunek. Co to jednak znaczy reputacja, nieprawdaż?

    Tak, reputacja Rosji trucicielki ugruntowuje się z dnia na dzień. Oto mamy dziwny przypadek Piotra Wierziłowa, wydawcy w projekcie Mediazona (poświęcony problematyce obrony praw człowieka, stanowi więziennictwa w Rosji, więźniom sumienia itd.), akcjonisty, animatora działalności nieznośnej, podnoszącej ciśnienie przedstawicielom najwyższych władz partyjnych i państwowych.

    Podczas finałowego meczu mundialu na murawę wbiegło kilka osób, zakłócając spotkanie, któremu przyglądały się z trybuny honorowej oczy wysoko postawionych gości oraz miliony przed telewizorami. Zanim ktokolwiek mógł się zorientować, kto zacz i o co chodzi, ubrani w mundury policyjne manifestanci zostali sprawnie zwinięci przez służby porządkowe. Z oficjalnych komunikatów niepodobna było dowiedzieć się, co się stało – incydentu nie dostrzeżono. W mediach społecznościowych natomiast pojawiły się filmiki z przesłuchania zatrzymanych. Okazało się, że chuligańskiego czynu dopuścili się Piotr Wierziłow i kilka członkiń grupy Pussy Riot. Ich akcja nazywała się „Milicjant wkracza do gry”. Jej celem było zwrócenie uwagi na problem więźniów sumienia, w tym prowadzącego głodówkę protestacyjną Ołeha Sencowa (a propos to dziś mija 137 dzień jego protestu). Uczestnicy akcji dostali po 15 dni aresztu administracyjnego.

    Wierziłow chciał osobiście wziąć udział w akcji na stadionie, toteż nie poleciał – jak planował – do Republiki Środkowoafrykańskiej w składzie grupy dziennikarzy, zorganizowanej przez Centrum Dochodzeń (struktura finansowana przez Michaiła Chodorkowskiego). Dziennikarze mieli zebrać materiał o działalności grupy Wagnera w tym kraju. Zostali zamordowani (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2018/08/01/ichtamniet-afryka-dziennikarze/). Wierziłow rozpoczął samodzielne śledztwo w sprawie ich tajemniczej śmierci. 11 września trafił do szpitala. Stracił przytomność, dwa dni później jego stan określono jako ciężki. Zrobiono badania, analizy, rosyjscy lekarze nie znaleźli we krwi pacjenta żadnych podejrzanych substancji. 14 września Wierziłow odzyskał przytomność, jego stan jednak nadal był ciężki. Następnego dnia został przewieziony do berlińskiej kliniki Charite, gdzie postawiono go na nogi. Dziś został wypisany. Niemieccy lekarze próbowali znaleźć odpowiedź na pytanie, co stało się przyczyną zapaści. W rozmowie z dziennikarzami profesor Kai-Uwe Eckardt wyraził przypuszczenie, że Wierziłow najprawdopodobniej został otruty. Czym? Nie sposób odpowiedzieć na to pytanie. Niemiecka prasa sugeruje, że Wierziłow stał się kolejną – po Skripalach – ofiarą trucizny, z tym że tym razem nie użyto substancji paralityczno-drgawkowej Nowiczok, a jakiegoś innego nieustalonego specyfiku. Ponadto wysunięto przypuszczenia, że Wierziłow został otruty, gdyż dotarł do demaskujących ważne osoby informacji na temat dziennikarzy tropiących grupę Wagnera w Afryce. Zdaniem innych komentatorów Wierziłow miał zapłacić wysoką cenę za swój wygłup na mundialu. W ostatnią niedzielę kapłan kremlowskiej propagandy Dmitrij Kisielow ni z tego niż owego zaczął w swym programie „Wiesti Niedieli” opowiadać o Wierziłowie, zaprzeczając wersji zachodniej prasy o celowym otruciu. Materiał miał na celu zdyskredytowanie nie tylko tego przypuszczenia, ale także osoby Wierziłowa. Kisielow z widoczną satysfakcją pokazał zdjęcia Wierziłowa i jego byłej żony Nadieżdy Tołokonnikowej ze słynnej akcji artgrupy Wojna w muzeum w 2008 r. („J*bcie się za Niedźwiadka”, zbiorowa orgia seksualna), dając do zrozumienia, że Wierziłow jest skandalistą, niezasługującym na szacunek i zaufanie. Skąd to nagłe zainteresowanie Wierziłowem oficjalnej propagandy, skoro przecież nic się nie stało?

    Dziś media wałkują temat ustalenia przez grupę Bellingcat tożsamości jednego z dwóch podejrzanych o otrucie Siergieja Skripala. O tym w następnym odcinku tego fascynującego serialu.