Kategoria: Bez kategorii

  • Covid zabija Rosjan

    23 października. Odnotowany dziś dobowy przyrost nowych zarejestrowanych przypadków zakażeń koronawirusem w Rosji to 37 678. W ciągu ostatniej doby z powodu Covid19 zmarło 1075 osób. To rekordowe wartości od początku pandemii. Od tygodnia dziennie umiera ponad tysiąc osób, wcześniej przez kilka tygodni podawano wartości 800-900 śmiertelnych przypadków w ciągu doby. Władze po długim okresie bezczynności i milczenia złapały się za głowę i próbują opanować sytuację. Czy im się to uda?

    Prezydent Putin ogłosił, że w dniach 28 października – 8 listopada Rosjanie mają wolne z uwagi na szybko wzrastające wskaźniki zachorowań na Covid19. W niektórych regionach, gdzie przyrost jest gwałtowny, np. w obwodzie pskowskim czy amurskim, lokalne władze już zapowiedziały, że „covidowe wakacje” mogą zostać przedłużone, jeśli sytuacja się nie ustabilizuje. W kilku innych postanowiono nie czekać na 28 października i zamknąć przedsiębiorstwa już w najbliższy poniedziałek.

    Mer Moskwy (gdzie dziennie wyjawia się 7-8 tys. nowych zakażeń koronawirusem) ogłosił lockdown w tym okresie. Petersburg (około 3 tys. nowych zakażeń dziennie) w obawie, że w wolne dni moskwianie gremialnie ruszą do północnej stolicy, też zamierza od 30 października wprowadzić obostrzenia. Władze miasta zapowiadają, że w przestrzeni publicznej będą sprawdzane kody QR, ci, którzy nie mają świadectwa o szczepieniu, od 1 listopada nie będą wpuszczani do kin, teatrów, siłowni, muzeów, a od 1 grudnia – do restauracji.

    Eksperci uprzedzają, że tygodniowa izolacja niewiele da: nawet kiedy w tym okresie liczba nowych zachorowań spadnie, to w momencie, gdy ludzie wyjdą z domów i ruszą do pracy, wskaźniki znowu poszybują w górę. Jednym z najważniejszych czynników powodujących wzrost liczby zakażeń jest zbyt mały procent zaszczepionych w populacji. Według oficjalnych danych z 22 października dwie dawki szczepionki podano 49,1 mln ludzi, to około 35% ludności. Za mało, aby mówić o zbiorowej odporności.

    Gdyby – jak radzą lekarze – czas wolny od pracy na początku listopada wykorzystać na masową akcję szczepień, może sytuacja by się unormowała. Żeby osiągnąć minimalną liczbę zaszczepionych dającą szansę nabycia zbiorowej odporności, przy obecnym tempie wakcynacji potrzeba w Rosji co najmniej ośmiu miesięcy. A wtedy będzie już znów konieczne doszczepianie dawką przypominającą. Błędne koło.

    Od czasu do czasu w mediach społecznościowych wybucha dyskusja nad koniecznością wprowadzenia obowiązkowych szczepień. W niektórych branżach i zakładach pracy pracodawcy próbują egzekwować od pracowników świadectwa o szczepieniach. Nie wszędzie się to udaje. Zresztą, takie wymagania formalnie nie mają podstawy prawnej. Antyszczepionkowców jest w Rosji bardzo wielu. Wielu ludzi nie ma zaufania do rodzimych szczepionek, które rząd zapewnia każdemu bezpłatnie. Władze przekonują, że Sputnik jest bezpieczny i skuteczny. Władimir Putin przy każdej okazji lansuje rosyjską szczepionkę. Ostatnio na spotkaniu w Klubie Wałdajskim powiedział: „Europejczycy szczepią się w Rosji Sputnikiem, a potem kupują u siebie zaświadczenia, że się szczepili Pfizerem. Poważnie, tak mówią lekarze. Ci ludzie [którzy rzekomo się szczepią Sputnikiem] robią tak, bo uważają, że Sputnik jest bezpieczniejszy”. Jak to w rosyjskich covidowych bajkach bywa, robi się i śmiesznie, i strasznie. Żartownisie w mediach społecznościowych parodiowali ten passus WWP: „Europejczycy przyjeżdżają do Rosji po ładę kalinę, a potem u siebie kupują zaświadczenie, że to mercedes” itd.

    Na razie jednak nikomu nie jest do śmiechu, bo statystyki strat ludzkich na skutek epidemii są zatrważające. Na początku października Rosstat podał, że z powodu Covid19 w Rosji od początku pandemii zmarło 400 tys. osób. Niezależni demografowie uważają, że to zaniżone dane i szacują, że co najmniej 688 tys. Rosjan to ofiary zarazy. A dane te nie uwzględniają ostatnich tygodni, kiedy umierało 800-1000 osób dziennie.

  • Napaść na Memoriał

    16 października. Czwartkowy wieczór. Moskwa, siedziba stowarzyszenia Memoriał. Pokaz filmu Agnieszki Holland „Obywatel Jones” o Hołodomorze i zakłamywaniu tragedii. Współorganizatorem było Centrum Kultury Polskiej w Moskwie. Impreza kameralna, cicha i spokojna.

    – Doskonale wiecie, że pokazy zagranicznych filmów mogą się odbyć tylko za zgodą rosyjskiego MSZ w porozumieniu z odpowiednimi instancjami kraju partnerskiego – pisze Memoriał na swoim profilu facebookowym. – Pokaz się rozpoczął i oto nagle na scenę wtargnęło 30-35 napastników, mieli zasłonięte twarze. Zaczęli krzyczeć „mordą na podłogę”, „agenci zagraniczni”, „won na Zachód” i tym podobne. Widzowie się przestraszyli, myśleli, że to terroryści. Wezwaliśmy policję. Policja jechała piętnaście minut. Na pięć minut przed jej przybyciem napastnicy postanowili nagle wyjść. Próbowaliśmy ich zatrzymać, żeby policja miała okazję ustalić personalia. Udało się zatrzymać pięć osób: dwie osoby z kamerami z napisami TV NTW i trzy bez znaków szczególnych. Policja nie miała pewności, kogo zatrzymywać: nas czy napastników. Na komisariat pojechało sześć osób: troje naszych i trzech napastników. Tymczasem do naszej siedziby przyszła kolejna grupa policjantów. Zamknęli nas, jak gdybyśmy byli zakładnikami. Nikogo nie wypuszczali, nie wpuścili dziennikarzy. Zarekwirowali nagrania z kamer wideo.

    Drzwi pomieszczenia, w którym zostali posadzeni po zajściu uczestnicy seansu, zostały przez policję zamknięte kajdankami. Cóż za wymowny symbol!

    Przewodniczący Memoriału Jan Raczyński został wezwany na policję do złożenia zeznań. Zapowiedziano, że ma się odbyć kontrola.

    Memoriał został wpisany do rejestru „zagranicznych agentów” w 2016 r. Wielokrotnie próbował w sądzie podać w wątpliwość uzasadnienie decyzji władz. Bez skutku. Memoriał położył wielkie zasługi w odkłamywaniu historii, badaniu zbrodni stalinowskich, przywracaniu godności ofiarom totalitaryzmu; wyciągnął na światło dzienne tysiące zbrodni reżimu, historycy Memoriału mają bezcenne zasługi w badaniu zbrodni katyńskiej. Zdaniem rosyjskich władz, to działalność polityczna, na dodatek finansowana przez USA.

    Ostatnio przyklejanie organizacjom, mediom, a nawet osobom fizycznym łatki „zagranicznego agenta” stało się w putinowskiej Rosji metodą walki z niepokornymi. W polu zainteresowania władz znalazła się nie tylko opozycja, ale także zamieszczające krytyczne wobec Kremla publikacje portale internetowe (wczoraj na liście znalazły się Rosbalt i Republic), obrońcy praw człowieka (Lew Ponomariow), a nawet poeci (Tatiana Woltska). [Pisałam o szerzeniu się tej praktyki na blogu http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/08/23/rosna-szeregi-zagranicznych-agentow/].

    Memoriał od dawna jest na celowniku, bo opowiada historię prawdziwą, podczas gdy Kreml tworzy własną wersję historii, pełnej chluby, nieomylnej, będącej podstawą tronu. Wszelkie próby wykazania, że Stalin był zbrodniarzem, że pakt Ribbentrop-Mołotow przyczynił się do rozpętania wojny, że ZSRR napadł na Polskę we wrześniu 1939 r. do spółki ze swym sojusznikiem, hitlerowskimi Niemcami, są nazywane „niedopuszczalnymi próbami podważenia wyników II wojny światowej”. Memoriał jest nieustannie napominany i obkładany wysokimi grzywnami.

    Komentator rosyjskiej redakcji Deutsche Welle Iwan Prieobrażenski napisał w komentarzu: „Atak na Memoriał otwiera nowy etap w stosunkach władz i społeczeństwa obywatelskiego. Teraz status agenta zagranicznego może stać się podstawą do napaści na obywatela”.

  • Kosmiczne kino

    11 października. Rosyjska kosmonautyka od lat przeżywa problemy. Zapowiadane z pompą różne programy kosmiczne – jak np. loty na Księżyc czy zbudowanie nowego kosmodromu – rozmywają się gdzieś, nie dochodzą do skutku albo realizowane są w bólach, z dużym opóźnieniem. Gazety od czasu do czasu piszą z wyrzutem, że agencja Roskomos pod kierunkiem Dmitrija Rogozina tylko konsumuje pieniądze – i to w dużych ilościach – tymczasem osiągnięciami pochwalić się nie może. I oto wymyślono sposób, aby zabłysnąć i wyprzedzić resztą świata. Rosja jako pierwsza nakręci w kosmosie film fabularny. Tak, w kosmosie, na pokładzie stacji orbitalnej.

    We wrześniu 2020 r. wśród rosyjskich aktorek ogłoszono nabór do roli w filmie pod roboczym tytułem „Wyzwanie”. Poszukiwana była aktorka mająca nie mniej niż 35 i nie więcej niż 45 lat, w dobrej kondycji fizycznej, mogąca podołać wymagającym testom w centrum szkolenia kosmonautów. Zgłosiło się ponad tysiąc kandydatek. Wybrano dwadzieścia, które weszły do finału. Telewizja od czasu do czasu pokazywała reportaże ze szkolenia, które miało zakończyć się zakwalifikowaniem do lotu kosmicznego tej jednej wybranki.

    Wybór padł na jasnowłosą Julię Pieriesild, znaną z wielu ról teatralnych, kinowych i serialowych. Pierwsza aktorka w kosmosie wraz z reżyserem Klimem Szypienką została na Bajkonurze wsadzona 5 października do rakiety i wystrzelona na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Do 17 października oboje będą pracować nad filmem, opowiadającym o tym, jak dzielna kardiolożka leci w kosmos, aby w stanie nieważkości przeprowadzić skomplikowaną operację serca u kosmonauty, który przeszedł zawał. Biedak może powrócić na Ziemię jedynie pod warunkiem, że ta operacja się uda.  

    Na razie udała się operacja dostarczenia artystów na MKS. Rosyjska prasa rządowa rozpływa się w zachwytach, podkreślając szczególnie to, że rosyjska ekipa filmowa jest pierwszą kosmiczną ekipą w historii kina. Ze szczególną satysfakcją odnotowuje się, że Rosjanie „zdążyli przed Tomem Cruise’em”, który też miał taki pomysł, aby przelecieć się na orbitę z kamerą. Ale duet Pieriesild-Szypienko okazał się szybszy.

    Przeciwnicy operacji „filmowanie w kosmosie” piszą, że to zupełnie niepotrzebny wydatek gigantycznych pieniędzy: „na Ziemi można kręcić filmy o tematyce kosmicznej o wiele taniej i bez narażania artystów na niebezpieczeństwo”. Komentatorzy dostrzegli w akcji chęć podreperowania reputacji przez nieudacznika Rogozina i jego Roskomos. Podnosi się też to, że przez filmowy projekt został okrojony program badań naukowych realizowanych na MKS. Jak policzył Witalij Jegorow, każdy Rosjanin zapłacił 25 rubli 86 kopiejek za to, aby Pieriesild i Szypienko mogli polecieć w filmowy kosmos. A Oleg Łurje w komentarzu na FB dodaje: Oczywiście doskonale rozumiemy ważność propagowania rozwoju kosmosu i popularyzacji tej dziedziny w filmach fabularnych. Ale takie rzeczy powinny istnieć równolegle z poważnym programem kosmicznym, a nie w zamian.

    Choć kosmiczna turystyka pomyślnie się rozwija i zaczyna być traktowana jak zwyczajne komercyjne przedsięwzięcie dla bogatych ekstrawaganckich poszukiwaczy przygód, to jednak wysłanie artystów za państwowe fundusze w kosmos, aby wzięli udział w eksperymencie, jest ewenementem.

  • Gabinet osobliwości – Duma 2021

    4 października. Po przerwie nadrabiam zaległości. Obiecałam uprzednio garść informacji o tym, kto zasiadł w ławach rosyjskiego parlamentu po tzw. wyborach. Głosowanie odbyło się 19 września, wyniki okazały się zgodne z oczekiwaniami Kremla – dobry wynik narysowano Jednej Rosji, do Dumy wpuszczono jeszcze cztery ugrupowania, mające status systemowej opozycji. Systemowej, a więc takiej, która system współtworzy. Po krótkim buncie niewielkiej części partii komunistycznej (zob. http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/09/26/imitacja-wynikow-bunt-komunistow/) sytuacja się uspokoiła i teraz trwają przymiarki do pierwszego posiedzenia VIII kadencji. Ma się ono odbyć 12 października.

    Nie wszyscy kandydaci, którzy zostali wybrani, odbiorą mandaty. Z pierwszej piątki wystawionych przez Putina lokomotyw listy Jednej Rosji deputowaną zostanie tylko jedna osoba. Tymi lokomotywami partii władzy byli: minister obrony Siergiej Szojgu, minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, szef kliniki antycovidowej Kommunarka Denis Procenko, szefowa centrum Sirius Jelena Szmielowa i pełnomocniczka ds. praw dziecka Anna Kuzniecowa. Z tej długiej listy tylko Kuzniecowa ma zasiąść w Dumie, reszta zrzekła się mandatów. To oznacza przekazanie mandatów osobom znajdującym się dalej na liście.

    Wygibasy ze zrzekaniem się mandatów w odpowiedniej konfiguracji przyniosły sukces Marii Butinej, która sukcesu wyborczego nie odniosła i w początkowym ustawieniu znalazła się nawet za burtą. Ale cudowny traf chciał, że gubernator obwodu kirowskiego Wasiljew postanowił zrezygnować z bycia deputowanym i mandat wpadł Butinej jak gruszka do fartuszka. Maria Butina znalazła się w centrum zainteresowania w 2019 r., gdy Amerykanie wsadzili ją na półtora roku do pudła za nielegalne uprawianie lobbingu (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2019/04/28/maria-butina-winna-i-skazana/). Przy okazji sprawy Butinej powychodziły na jaw różne wstydliwe sprawki rosyjskich władz, między innymi dlatego że niezłomna Maria współpracowała z amerykańskim śledztwem, niezłomnie wydała tajemnicę i związane z nią osoby. Po odbyciu kary została wsadzona do samolotu i ciupasem odprawiona do ojczyzny (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2019/10/28/butina-wrocila-do-rosji/). Wbrew oczekiwaniom wielu obserwatorów nie została ukarana przez Putina za niepowodzenie amerykańskiej misji. Utrzymywała się na powierzchni, nawet pozwalano jej występować w telewizji i powierzano drobne zadania, jak np. wizytę u Aleksieja Nawalnego w kolonii karnej, gdy skarżył się na zdrowie i złe warunki – Butina stwierdziła wtedy m.in., że na rosyjskiej prowincji jest gorzej niż u Nawalnego w łagrze (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/04/07/protest-glodowy-wieznia-numer-jeden/). Jednym słowem – mandat ten jej się po prostu należał. Więc go dostała, choć głosów nie dostała.

    Upragniony mandat zdobył Anatolij Wasserman, eksponat z gabinetu osobliwości co się zowie. Próbował już zostać deputowanym Rady Najwyższej Ukrainy i dwukrotnie startował w tzw. wyborach do Dumy, gdy już zrzekł się ukraińskiego obywatelstwa i dostał rosyjskie. Wreszcie sukces. Wasserman jest szeroko znany jako uczestnik popularnych teleturniejów. Mówi o sobie, że jest stalinistą, marksistą i ateistą, który czasem popiera Cerkiew. A czasem popiera Putina i jego awanturnicze pomysły jak zagarnięcie Krymu. Nosi kłaczastą brodę, okulary i kamizelkę z kilkudziesięcioma kieszonkami, w której „ma pod ręką” wszystkie niezbędne przedmioty, przecież nigdy nic nie wiadomo. Stał się bohaterem niezliczonych memów: zdjęcie przedstawiającego go paradującego po mieszkaniu w samych gaciach posłużyło jako ilustracja setek żartów. Wasserman ogłosił wszem wobec, że w młodości złożył śluby czystości i nadal pozostaje wierny tej przysiędze. „The Insider” twierdzi, że Wasserman jest na liście płac Jewgienija Prigożyna („kucharza Putina”, zawiadowcy fabryki trolli).

    Mandat zdobył ponownie rudowłosy Witalij Miłonow, który nie przepuści żadnej okazji, aby wystąpić z inicjatywą ustawodawczą. Zwrócił na siebie uwagę, gdy – jeszcze jako deputowany Zgromadzenia Ustawodawczego Petersburga – złożył projekt ustawy zakazującej propagandy homoseksualizmu wśród nieletnich. Petersburska ustawa stała się później zaczynem ustawy federalnej. Miłonow wielokrotnie był bohaterem skandali, bójek, wezwań do wprowadzania zakazów (np. chciał zakazu TikTok za rzekomą propagandę LGBT; zakazu aborcji; przyznania praw obywatelskich płodom; występuje też niezmordowanie przeciwko teorii Darwina w programie szkolnym itd.).

    Na liście szczęśliwych deputowanych z mandatem znalazł się po raz kolejny Andriej Ługowoj (z ramienia LDPR Żyrinowskiego). Po raz pierwszy znalazł się w gronie rosyjskich parlamentarzystów po zakończonej sukcesem w 2006 r. operacji nafaszerowania byłego kamrata z FSB Aleksandra Litwinienki izotopem polonu. Tamten pierwszy mandat Ługowoja był odpowiedzią putinowskiej Rosji na zabiegi brytyjskiego śledztwa, które chciało sprowadzić sprawcę zbrodni do Londynu, by odpowiedział o swoim czynie, a potem za swój czyn. Obecny mandat truciciela koresponduje z kolei z niedawnym orzeczeniem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który uznał winę Rosji za otrucie Litwinienki i wymienił w tym kontekście nazwisko Ługowoj (pisałam o tym w mojej autorskiej rubryce „Rosyjska Ruletka” na stronie Tygodnika Powszechnego https://www.tygodnikpowszechny.pl/winna-zbrodni-169110).

    Z ramienia Jednej Rosji wystartował z sukcesem (również nie po raz pierwszy) Wiaczesław Nikonow, politolog, historyk, a prywatnie wnuk Wiaczesława Mołotowa, przez prześmiewców nazywany „wnukiem Ribbentropa-Mołotowa”.

    Mandat zdobył, ale zeń zrezygnował Zachar Prilepin. Niegdyś obiecujący pisarz, od kilku lat poszukujący intensywnie miejsca w krajobrazie politycznym Rosji. Podczas ukraińsko-rosyjskiej wojny w Donbasie w 2014 r. początkowo pracował w strefie konfliktu jako korespondent prasowy, a potem ruszył w bój po stronie separatystów, dosłużył się stopnia majora tamtejszych „sił zbrojnych”, był doradcą miejscowego głównego watażki Aleksandra Zacharczenki, po jego śmierci w zamachu powrócił do Rosji. Ożywił swoją osobą chylącą się ku upadkowi partię Sprawiedliwa Rosja niezmiennego przywódcy Siergieja Mironowa. Wprowadził do parlamentu swoich ludzi, a sam się wycofał, motywując to zamiarem zdobycia niezbędnych szlifów w tzw. szkole gubernatorów. Moskiewskie wróble ćwierkają, że Prilepin ma nie tylko ambicje zostania gubernatorem, ale i prezydentem.

    Nie spodziewam się, że Duma VIII kadencji będzie różniła się od Dumy VII kadencji – nadal deputowani zasiadający w izbie będą głównie czekać na sygnał z Kremla, a następnie posłusznie realizować zamówienie polityczne.

  • Imitacja wyników, bunt komunistów

    26 września. Po kilku dniach wytężonej pracy Centralna Komisja Wyborcza podała oficjalne wyniki tzw. wyborów do Dumy Państwowej. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, Jedna Rosja obejmie 324 mandaty (konstytucyjna większość), Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej – 57, Sprawiedliwa Rosja – Za Prawdę – 27, Liberalno-Demokratyczna Partia Rosji – 21 i nowicjusze Nowi Ludzie – 13. Skład uzupełni nieznaczący plankton w postaci pojedynczych mandatów zdobytych w okręgach jednomandatowych przez samobieżnych kandydatów.

    Na spotkaniu z przedstawicielami startujących partii przewodnicząca CKW Ełła Pamfiłowa zapewniała, że wybory były transparentne, uczciwe i odzwierciedlające preferencje polityczne społeczeństwa. O fałszerstwach ani słowa. O pewnych niedociągnięciach (np. nietransparentności procedury głosowania online) mówili natomiast członkowie władz partii opozycji systemowej, którzy nie potrafili ukryć rozczarowania słabymi (za słabymi, ich zdaniem) wynikami swoich ugrupowań. Żaden z nich nie odważył się jednak na otwartą krytykę i nie oprotestował rezultatów. Choć przez chwilę mogło się wydawać, że ewidentnie stratni na fałszowaniu wyników komuniści wysmażą protest. Zapowiadał zakwestionowanie wyników w Moskwie towarzysz Dmitrij Nowikow (zastępca przewodniczącego KPFR). Komuniści obserwowali m.in. walkę swojego kandydata Michaiła Łobanowa z kandydatem partii władzy, propagandystą telewizyjnym Jewgienijem Popowem w okręgu jednomandatowym w Moskwie; Łobanow prowadził cały czas aż do momentu doliczenia przysłanych z opóźnieniem rezultatów głosowania online – raptem okazało się, że Popow wygrywa. „Dorysowali mu co najmniej 20 tys. głosów” – mówił oburzony Łobanow.

    Niezadowolenie w szeregach komunistów było duże, na placu Puszkina w Moskwie odbyły się zwołane przez władze partii wiece protestu pod hasłem „Ukradli nam wybory”, „Żądamy unieważnienia wyników” itd. W sobotnim mityngu wzięło udział ponad tysiąc osób. Akcje odbyły się też w innych miastach. Smutni panowie tymczasem chodzili po domach aktywistów partii w celach niejasnych, choć sygnał takich wizyt był jasny jak słońce.

    Przewodniczący komunistów Giennadij Ziuganow nie przyszedł na plac Puszkina. W czasie, gdy ludzie krzyczeli „Precz z samozwańcami z Jednej Rosji”, towarzysz Ziu brał udział w spotkaniu online z Władimirem Putinem. Mógł nawet zabrać głos. Ale nie powiedział nic o nieuznaniu wyników, o protestach, o zamiarze bojkotu posiedzeń Dumy, wymruczał jedynie ogólniki: trzydniowe głosowanie tradycyjne i głosowanie online podważają zaufanie i stwarzają zagrożenie dla systemu politycznego. Cóż, Ziuganow jest wprawiony w lawirowaniu i unikaniu zderzenia czołowego z Kremlem. Zza kulis dochodziły głosy, że ostro targuje się z administracją prezydenta, ale chyba nic nie utargował.

    Bunt na pokładzie zostanie zapewne stłumiony. Ci, co zdobyli mandaty, odbiorą je z pocałowaniem rączki pani Ełły Pamfiłowej, złożą przysięgę, odśpiewają hymn na pierwszym posiedzeniu i przystąpią do realizacji zadań wyznaczonych przez Kreml. A ci, co mandatów nie zdobyli, będą musieli zadowolić się jakimiś nagrodami pocieszenia. Choć osad w nich pozostanie.

    Anton Oriech napisał w swoim blogu: „Władza powinna wyciągnąć z tych wyborów jeden ważny wniosek: żadna opozycja nie jest potrzebna. Nie tylko Nawalny – żadna. […] Okazało się, że nawet najbardziej ciche i nieznaczące figury na politycznej szachownicy mogą przejawiać ambicje, aby stać się hetmanami. Jeśli komuniści się nie uspokoją, to i im przykręcą śrubę i przetrzepią futro. Byłoby ironicznie i symbolicznie, gdyby zakazano działalności KPFR”.

    Całościowa analiza głosowania ukaże się w najnowszym numerze „Tygodnika Powszechnego”. Natomiast w blogowym mikroserialu powyborczym zapowiadam jeszcze jeden odcinek poświęcony kilku ciekawym postaciom, które pojawią się w budynku na ulicy Ochotnyj Riad w Moskwie.