Kategoria: Bez kategorii

  • Trupy w rosyjskiej szafie Trumpów, część 2

    16 lipca. Opukiwanie i prześwietlanie pojazdu, którym Donald Trump dojechał do Białego Domu, trwa nadal. Ostatnio ujawniono kontakty Donalda Trumpa jr. z rosyjskimi biznesmenami i prawniczką, która miała pono dostarczyć do sztabu wyborczego kandydata Trumpa materiały kompromitującego jego rywalkę w wyścigu do fotela prezydenckiego. O tym, jak doszło do spotkania sztabowców Trumpa i przysłanych z Moskwy lobbystów, pisałam w blogu wczoraj (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2017/07/15/trupy-w-rosyjskiej-szafie-trumpow/).

    Jednym ze wspomnianych lobbystów był Rinat Achmetszyn, związany niegdyś z wywiadem wojskowym. Znamienne jest to, że publikując informacje o spotkaniu, żaden z jego uczestników nie zająknął się o tej dziwnej personie. Jego obecność wzbudziła zainteresowanie i wypłynęła nieco później. Jak pisze The Insider (http://theins.ru/news/64248), Rinat Achmetszyn wychynął z niebytu i zwrócił na siebie uwagę w USA, gdy znalazł się w centrum skandalu w 2015 roku. Firma International Mineral Resources (IMR), wniosła do sądu sprawę o atak hackerski. O organizację cyberataku oskarżono właśnie Achmetszyna, który miał włamać się na serwery IMR, a wykradzione informacje przekazać zleceniodawcy za drobne 45 tys. dolarów, jeszcze 100 tys. zainkasował za zorganizowanie kampanii szkalującej IMR. W sądzie udowodniono udział Achmetszyna w cyberwłamie, ale go nie skazano, gdyż strony zawarły ugodę. „Oznacza to, podsumowuje The Insider, że szef sztabu wyborczego Trumpa trzy dni po ataku hackerskim na serwery Partii Demokratycznej spotkał się z człowiekiem z rosyjskich służb specjalnych, który wsławił się dokonywaniem ataków hackerskich w celu pozyskiwania materiałów kompromitujących”. Jak zauważa bloger Andriej Malgin, uczestnicy spotkania jak gdyby w ogóle nie zauważyli obecności Achmetszyna, który siedział z nimi przecież przy jednym stoliku.

    Osobą, na której skupiła się uwaga wszystkich, była adwokat Natalia Wiesielnicka. Lobbuje w USA interesy pewnego rosyjskiego biznesmena Denisa Kacywa, który został objęty sankcjami w ramach tzw. listy Magnitskiego (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2012/11/17/lista-versus-lista/). Kacyw został postawiony przed obliczem amerykańskiej Temidy za pranie brudnych pieniędzy (notabene pieniędzy ukradzionych obywatelom Rosji). Sąd zasądził wobec niego wpłacenie wysokich rekompensat – prawie 6 mln dolarów. Kacyw pokornie zapłacił. Sprawa została zakończona niedawno – w maju br.

    Wiesielnicka jako adwokat Kacywa zarejestrowała rok temu w USA firmę lobbystyczną HRAGIF. Miała pracować nad zniesieniem przyjętej w odpowiedzi na listę Magnitskiego ustawy rosyjskiej Dumy zakazującej adopcji rosyjskich dzieci przez obywateli USA. Brzmi absurdalnie. Ale wygląda na to, że była to jedynie zasłona dymna, parawan czy coś w tym rodzaju. Jak mówił w audycji rozgłośni echo Moskwy Siergiej Parchomienko, rok temu próbował porozmawiać z Wiesielnicką, która już wtedy działała w USA, dlaczego w tak dziwny i przewrotny sposób sformułowała cele swojej firmy lobbystycznej. „Początkowo [Wiesielnicka] w ogóle zaprzeczała, że ma coś wspólnego z tą firmą. Dopiero gdy przedstawiłem jej liczne potwierdzenia, przyznała mi rację. Zapytałem ją, dlaczego nie prowadzi działalności lobbystycznej w tym temacie w Moskwie, przecież to ustawa Dumy, co można wskórać w Ameryce? Odpowiedziała mi, że właśnie zamierza prowadzić taką działalność w Waszyngtonie i kropka”. Czym się zajmowała naprawdę? Może to się kiedyś okaże. Na razie ona sama w wywiadzie dla Wall Street Journal oznajmiła, że chciała opowiedzieć Trumpowi juniorowi o Billu Browderze, o tym, jak złośliwie nie płacił on podatków w Rosji. Browder był szefem Magnitskiego (firma Hermitage Capital Management), prowadził interesy w Rosji. Po wyjeździe z Rosji opowiedział szczerze, jak się robi tam biznesy i zorganizował wielką kampanię lobbystyczną na rzecz ukarania winnych śmierci Siergieja Magnitskiego. Trump jr. okazał się niezainteresowany opowieścią madame Wiesielnickiej o Browderze. A o materiałach kompromitujących Hillary Clinton adwokat z Moskwy nie miała nic do powiedzenia.

    Jednym słowem: rozmawiała gęś z prosięciem. Po co to wszystko? Rzecz wygląda absurdalnie, a jednak ma sens. Zapraszam na kolejny odcinek. Już niebawem.

  • Trupy w rosyjskiej szafie Trumpów

    15 lipca. Z mgławicy skrywającej przebieg wyborów prezydenckich w USA co rusz wyłaniają się rosyjskie uszy – a to rosyjscy hackerzy atakują wrażliwe cele, a to ambasador Rosji w USA spotyka się pasjami z członkami najbliższego otoczenia Trumpa, a to Wikileaks usłużnie w odpowiednim momencie dokonuje efektownej wrzuty. Ktoś mówi coś, ktoś kłamie, ktoś zaprzecza. Mgławica miast się rozwiewać, tylko gęstnieje. Ostatnio w serialu „Zagadki kampanii” na scenę wprowadzono nowych aktorów. I wiecie Państwo, będziecie się śmiać, nie uwierzycie może, ale to znowu byli Rosjanie.

    Gazeta „The New York Times” napisała, że starszy syn prezydenta, Donald Trump jr. rok temu, w kluczowym momencie kampanii wyborczej, spotkał się z agentem Kremla, który obiecał materiały kompromitujące Hillary Clinton. Gdy okazało się, że gazeta ma kopie korespondencji w sprawie spotkania, Donald jr. sam opublikował maile. Zapewniał, że do niczego nie doszło, a tatce o niczym w ogóle nie powiedział. Ale po kolei.

    Cofnijmy się do stycznia 2013 roku. Panowie Aras Agałarow, bogacz (51. miejsce na liście najbogatszych rosyjskich przedsiębiorców według Forbesa), developer budujący pałace dla rosyjskiej wierchuszki i wierchuszkę tę znający i jego syn Emin, biznesmen i popularny piosenkarz, naówczas mąż córki prezydenta Azerbejdżanu, na kolacji w Las Vegas poznają amerykańskiego bogacza Donalda Trumpa. W spotkaniu bierze udział również producent lansujący twórczość Emina, Brytyjczyk Rob Goldstone. Amerykański gospodarz jest zachwycony nowymi znajomymi, wysławia ich przedsiębiorczość. Konkurs Miss Universe, któremu Trump patronuje, ma się odbyć tego roku w Moskwie. Trump odwiedza rosyjską stolicę w listopadzie 2013 roku, podobno świetnie się bawi (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2017/01/18/w-obronie-czci-donalda-fredowicza/). W tym samym miesiącu Agałarow odbiera z rąk prezydenta Putina wysokie odznaczenie. Rob Goldstone jest częstym gościem w Rosji.

    Trump podtrzymuje znajomość z rodziną Agałarowów: w 2014 r. bierze udział w nagraniu klipu piosenki Emina „In Another Life”.

    3 czerwca 2016 r. – już po ataku hackerów na serwery Partii Demokratycznej, ale zanim informacja o tym została ujawniona – Rob Goldstone przysyła maila Donaldowi Trumpowi jr. z uprzejmym doniesieniem, że ich wspólny znajomy Emin Agałarow ma materiały mogące skompromitować Hillary Clinton. „Ojciec Emina, Aras spotkał się z prokuratorem {generalnym Rosji] i dostał od niego coś, co może skompromitować Clinton”. Sugeruje, że to się może przydać tacie Trumpowi i że świadczy to o poparciu ze strony Rosji dla kandydatury Trumpa. Trump jr. wyraża zainteresowanie. Następny mail wysłany cztery dni później zawiera propozycję, aby Donald junior na prośbę Emina Agałarowa spotkał się z „prawniczką z rządu Rosji”, 9 czerwca dochodzi do spotkania.

    Zapowiadana w mailach prawniczka z Moskwy, mająca – jak zapowiada Goldstone – umocowanie w rosyjskiej wierchuszce, Natalia Wiesielnicka, przyprowadza do Trump Tower dziwną, niezapowiadaną uprzednio osobę. To Rinat Achmetszyn, nazywany przez media „rosyjsko-amerykańskim lobbystą”, jest byłym funkcjonariuszem wywiadu wojskowego (podobno byłych funkcjonariuszy nie ma). Od lat ma podwójne obywatelstwo – rosyjskie i amerykańskie. Mieszka na stałe w USA. I kręci się wokół różnych spraw. Między innymi zabiega o zniesienie sankcji nałożonych na Rosję. Tym samym trudni się Wiesielnicka.

    O tej ciekawej postaci i o tym, co wynikło ze spotkania 9 czerwca ubiegłego roku – w następnym odcinku.

  • W oparach wzajemnego zrozumienia

    11 lipca. Spotkali się. W kuluarach szczytu G20 prezydenci USA i Rosji wymienili uścisk dłoni. Rozmawiali ponad dwie godziny, choć początkowy plan przewidywał tylko półgodzinne spotkanie. Kreml od dawna grzał silniki – po początkowym zachłyśnięciu się zwycięstwem Donalda Trumpa nastąpiło zniechęcenie i wychłodzenie. Od stycznia w Moskwie to rozwijano, to zwijano żagle przed spodziewanym spotkaniem. Bąbelki z radosnego szampana ulotniły się. Rosyjscy propagandyści, po wyborach sławiący geniusz strategiczny nowego amerykańskiego prezydenta, zapowiadającego nowe otwarcie w stosunkach z Rosją, przycichli, temat wstydliwie zamiatano pod dywan. W napięciu obserwowano to, co dzieje się wokół „rosyjskiej kwestii” w Waszyngtonie. A tam nie schodził w pierwszych stron gazet temat ingerencji Rosji w tok amerykańskich wyborów. Domniemanie, że Moskwa wpłynęła na wygraną Trumpa, stał się osią wewnętrznego amerykańskiego sporu. Do tego doszły ujawniane coraz to nowe dane o kontaktach ludzi z otoczenia Trumpa z Rosjanami. Nadal dochodzą, o czym za chwilę.

    Temat ingerencji Rosji w wybory prezydenckie w USA był również najważniejszym punktem spotkania Trump-Putin w Hamburgu. Na temat przebiegu rozmowy o rosyjskim cyberchuligaństwie mamy dwie różne narracje. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow: „Prezydent Trump wspomniał, że w USA niektóre kręgi nadal rozdmuchują temat rosyjskiej ingerencji w amerykańskie wybory, choć nie mogą tego dowieść. Prezydent Trump powiedział, że usłyszał konkretne oświadczenia prezydenta Rosji Putina, że to nieprawda i że rosyjskie władze nie ingerowały w te wybory. Powiedział, że przyjmuje te oświadczenia”. Sekretarz stanu Rex Tillerson zreferował ten aspekt wszelako inaczej: „Prezydent rozpoczął spotkanie z prezydentem Putinem od tego, że wyraził zaniepokojenie narodu amerykańskiego odnośnie rosyjskiej ingerencji w wybory 2016 roku. Prowadzili twardą i długą dyskusję na ten temat. Prezydent [Trump] kilkakrotnie wracał do kwestii rosyjskiej ingerencji. Prezydent Putin negował fakt takiej ingerencji, podobnie jak to robił, przypuszczam, wielokrotnie wcześniej. Ale prezydenci – myślę, że słusznie – skupili się na tym, aby iść do przodu. Jestem przekonany, że kiedyś osiągniemy zgodę w tej materii”.

    A zatem zgody co do rosyjskich cyberataków na razie nie ma. Zawijanie śmierdzącego tematu w perfumowane papierki kiepsko się za oceanem sprzedaje. A bez wyjaśnienia tego, czy i w jakim stopniu / w jaki sposób Rosja mieszała w amerykańskim wyborczym kociołku, trudno będzie jednak iść naprzód. Choć obaj prezydenci mają na to wielką chęć.

    Putin jechał do Hamburga w nadziei, że nastąpi pewien przełom w jego kontaktach z Zachodem, że dawne grzechy zostaną mu wybaczone, że znowu będzie mógł potwierdzić przynależność do rodziny najważniejszych światowych decydentów. Przełom nie nastąpił, niemniej jak mówił bohater „Dwunastu krzeseł” Ostap Bender, „lody ruszyły”.

    Fantastyczna była oprawa propagandowa spotkania obu prezydentów w rosyjskich mediach, zwłaszcza w telewizji. Komentatorzy jeden przez drugiego dowodzili, że szczyt G20 odbył się na marginesie spotkania Putin-Trump, które skupiło na sobie wytężoną uwagę całego świata. I tylko ono. Często padało też stwierdzenie, że oto na naszych oczach dokonuje się wielki powrót Rosji na salony – USA znowu uznają Rosję za jedynego godnego partnera o tym samym gabarycie wagi i powagi. Czyli rosyjska propaganda ponownie dmucha z entuzjazmem wielki balon z wizerunkiem Trumpa, łaskawego, wyrozumiałego, otwartego na współpracę.

    Kilka dni po hamburskim spotkaniu nadal nie ma „jasności w temacie Marioli”, czyli nie wiemy, jakie ustalenia zapadły. I czy w ogóle zapadły. Komunikaty Kremla i Białego Domu nie pokrywają się. W drugim głównym – po rosyjskiej cyberingerencji w wybory – temacie, czyli uregulowaniu sytuacji w Syrii osiągnięto wstępne porozumienie o zawieszeniu broni i współpracy w tworzeniu „stref deeskalacji” na południu tego kraju. To pewien postęp. Ale czy na długo? Czy zawieszenie broni okaże się trwałe? Bez wypracowania mechanizmu całościowego uregulowania i decyzji w sprawie dalszych losów Baszara Asada zapewne to jedynie rozwiązanie chwilowe. Komentatorzy zastanawiają się, czy porozumienie nie jest zakamuflowaną formą przyzwolenia na lądową operację wojsk rosyjskich. Zobaczymy.

    Kolejna kwestia: Ukraina. W przeddzień szczytu w Hamburgu Waszyngton poinformował, że specjalnym przedstawicielem USA ds. Ukrainy, który będzie się kontaktował z rosyjskim specjalnym przedstawicielem, będzie doświadczony amerykański dyplomata Kurt Volker. Zostało to w Moskwie odczytane jako wzmocnienie twardej linii USA.

    „Problem [spodziewanego w Moskwie po wygranej Trumpa] wielkiego dealu pomiędzy Trumpem i Putinem polega na tym, że Rosja nie ma wartościowych rzeczy, które mogłaby zaproponować na wymianę – pisze Aleksander Baunow z Centrum Carnegie. – A Rosja od USA chce wytargować bardzo wiele. Zdjęcie sankcji, nieoficjalne uznanie Krymu za rosyjski, dopuszczenie tam międzynarodowego biznesu, uregulowanie konfliktu ukraińskiego przy założeniu, że Ukraina powinna być federacją [co umożliwiłoby Moskwie wpływanie na decyzje polityczne Kijowa], uznanie Rosji za równoprawnego sojusznika, który samodzielnie prowadzi wojnę przeciwko islamskiemu terroryzmowi na Bliskim Wschodzie. […] Co Rosja może dać w zamian? Na razie nie widać, jakie USA chcą osiągnąć cele, których nie mogą mieć bez udziału Rosji. Może tylko współpracy przy rozwiązywaniu kryzysów, które sama Rosja stwarza”.

    A Rosja stwarza kryzysy i problemy. Nie tylko gdzieś w świecie, ale i w samych Stanach. Bo oto już po Hamburgu w USA rozgorzał kolejny skandal. Prasa ujawniła kontakty Donalda Trumpa juniora, Jareda Kushnera i Paula Manaforta z rosyjskimi lobbystami, którzy mieli oferować w trakcie kampanii wyborczej dostęp do haków na Hillary Clinton. Dziś syn prezydenta opublikował korespondencję mailową z Rosjanami. Ale to już temat na kolejny rozdział tej fascynującej historii.

  • I będą na nich trybunały

    5 lipca. Międzynarodowa grupa śledcza JIT (Joint Investigation Team) badająca przyczyny katastrofy samolotu Malaysia Airlines (MH17) nad Donbasem w lipcu 2014 roku poinformowała, że proces podejrzanych o spowodowanie katastrofy odbędzie się w Holandii, sprawę będzie rozpoznawał holenderski sąd. W skład JIT wchodzą przedstawiciele pięciu krajów: Holandii, Australii, Belgii, Malezji i Ukrainy.

    Holenderska prasa zastanawia się, czy to dobry wybór w kontekście postawy Moskwy w sprawie nieszczęsnego samolotu. „Rosja może podać w wątpliwość bezstronność holenderskich sędziów, wszak większość ofiar tragedii to Holendrzy. Ponadto jeżeli podejrzani okażą się obywatelami Rosji, zapewne nie stawią się oni przed holenderskim trybunałem”. Skąd ten sceptycyzm? Rosja od początku torpeduje wszystkie międzynarodowe inicjatywy stawiające sobie za cel wyjaśnienie sprawy i postawienie winnych przed obliczem sprawiedliwości. Mataczy, przeciąga, daje fałszywe świadectwo, rzuca zastępy trolli, by zdyskredytować tych, którzy skrupulatnie badają tragedię. W Radzie Bezpieczeństwa ONZ zablokowała wniosek o stworzenie międzynarodowego trybunału, który zbadałby sprawstwo tragedii i osądził winnych. Choć, jak pisał w 2015 roku Borys Sokołow w Grani.ru, „Rosja konsekwentnie podkreśla, że nie ma nic wspólnego z katastrofą boeinga. Ale jeśli tak rzeczywiście jest, to zupełnie niezrozumiałe jest, dlaczego na Kremlu tak się wszyscy denerwują. Przecież samolot nie należał do Rosji, nie był w Rosji wyprodukowany ani skonstruowany, jej obywateli nie było na pokładzie, samolotu nie zestrzelono nad rosyjskim terytorium. Wydawałoby się, cóż, niech innych o to głowa boli. Tymczasem najważniejsze osoby w Rosji angażują się i wyrażają zaniepokojenie, dlaczegóż to rosyjskich ekspertów nie dopuszcza się do materiałów śledztwa i z Rosją nie konsultuje się wstępnie kwestii trybunału międzynarodowego”. Teraz też zapewne będzie grzmieć, huczeć, zaprzeczać, podważać, wrzucać „dezę” itd. Holenderscy komentatorzy tego się właśnie obawiają – Rosja pójdzie w zaparte i będzie robić wszystko, by jej udział w katastrofie nie został poddany osądowi.

    Śledztwo tymczasem nadal się toczy (przedłużono je do 2018 roku), a zachodnia prasa od czasu do czasu podaje do wiadomości nowe ustalenia. Nad sprawą pracuje oprócz JIT również grupa Bellingcat, która już kilka miesięcy temu opublikowała raporty o stanie badań nad przebiegiem katastrofy. A w nich nazwisko dowódcy zestawu Buk, z którego zestrzelono malezyjski samolot. To rosyjski oficer Siergiej Dubinski, pseudonim Chmuryj, przez pewien czas określający się jako szef wywiadu samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej. Prokurator generalny Holandii Fred Westerbeke oświadczył, że do tragedii samolotu przyczyniło się około stu osób (ich nazwiska zostały ustalone), jednocześnie podkreślił, że śledztwo „nie wysuwa żadnych wniosków odnośnie winy konkretnych osób lub Rosji jako państwa”.

    Na tle doniesień o sądzeniu sprawców tragedii zwraca uwagę informacja o zatrzymaniu w Rosji pułkownika Wasilija Gieranina. Jak wielu tych, którzy rozkręcili krwawą rosyjską wiosnę w Donbasie, Gieranin to wysoki oficer rosyjskiego wywiadu wojskowego. Został w ramach „urlopu” lub „delegacji” wysłany na wschodnią Ukrainę, aby wesprzeć separatystów swoją wiedzą wojskową i doświadczeniem w boju. No i wsparł. Jak twierdzi strona ukraińska, Gieranin był tym oficerem, któremu separatyści złożyli meldunek o zestrzeleniu malezyjskiego samolotu pasażerskiego. Wzmianka o zatrzymaniu Gieranina ukazała się na stronie internetowej mk.ru (strona popularnego dziennika „Moskowskij Komsomolec”) w połowie maja tego roku, ale została stamtąd usunięta. Sprawę zaczęli jednak wałkować ukraińscy poszukiwacze informacyjnych skarbów, jak np. InformNapalm. Gieranin miał być zatrzymany pod zarzutem przewożenia w samochodzie granatnika. Zdaniem ukraińskich komentatorów, akcja wygląda na szytą grubymi nićmi prowokację Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji. Obecnie zatrzymany przebywa w areszcie śledczym.

    Dociekliwi wolontariusze z InformNapalm przypomnieli, że Służba Bezpieczeństwa Ukrainy w lipcu 2014 roku, kilka dni po tragedii MH17, opublikowała przechwycone rozmowy separatystów, wśród nich domniemaną rozmowę niejakiego Biesa (Igor Bezler) z rosyjskim pułkownikiem, prawdopodobnie Gieraninem. Z rozmowy wynika, że samolot zestrzelili separatyści (lub ci, z nimi walczyli ramię przy ramieniu). Rosja uznała udostępnione przez SBU nagrania za fałszywkę czystej wody.

    Ukraińscy komentatorzy, zajmujący się sprawą Gieranina sugerują, że „FSB realizuje plan polegający na neutralizacji niewygodnych świadków”. A Gieranin jest w tej sprawie świadkiem kluczowym.

  • Rada nierada

    30 czerwca. Rosja zawiesiła wpłatę tegorocznej składki do budżetu Rady Europy – poinformował minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. To odpowiedź Moskwy na antyrosyjskie sankcje ze strony Europy. W 2014 roku Rosja została pozbawiona prawa głosu w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy po aneksji Krymu i za wspieranie separatystów wojujących na wschodzie Ukrainy. Rosja na znak protestu zawiesiła swój udział w sesjach ZPRE. Wysokość rocznej składki Rosji wynosi niemało: 30 mln euro. Ławrow zapowiedział, że powrót do płatności będzie możliwy dopiero, gdy rosyjska delegacja zostanie przywrócona w pełni swych praw do udziału w pracach Rady Europy.

    „Karanie groszem” to kolejny zabieg Moskwy wobec Rady Europy. Tymczasem na zdjęcie europejskich sankcji wobec Rosji się nie zanosi. Na dodatek ciąg dalszy ma skandal wokół osoby przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, hiszpańskiego polityka Pedro Agramunta. Kilka dni temu podjęto próbę odwołania go z piastowanej funkcji – zarzuca się mu brak obiektywizmu i obsługiwanie interesów Rosji.

    Przypadek Agramunta jest bardzo ciekawy i pouczający. W dniach 20-21 marca przewodniczący ZPRE wybrał się do Syrii. Nie była to jednak sztampowa podróż europejskiego parlamentarzysty. Wizytę organizowała mianowicie Duma Państwowa, w jej skład weszli przedstawiciele dumskiej wierchuszki (m.in. wiceprzewodniczący Władimir Wasiljew i Adam Delimchanow, bliski współpracownik Ramzana Kadyrowa czy Leonid Słucki, szef komitetu ds. międzynarodowych, który nazywa Radę Europy gniazdem rusofobów), a także parlamentarzyści z Włoch, Serbii, Czech i Belgii. Wspólna podróż miała wesprzeć starania Rosji o przywrócenie w pełnych prawach członka Rady Europy. Rosyjscy organizatorzy z przyjemnością pochwalili się w mediach, że powieźli przewodniczącego ZPRE swoim samolotem, pokazali bazę w Chmejmim, spotkali go z Asadem i generalnie wycałowali się z dubeltówki w nadziei na przełom.

    Pod koniec kwietnia podczas posiedzenia ZPRE Agramunta poddano ostrej krytyce za tę wizytę. „To była pomyłka” – przyznał oszołomiony przewodniczący. Jednak na wezwania do ustąpienia ze stanowiska zareagował odmową.

    Najgłośniej dymisji Hiszpana domagała się delegacja ukraińska. I właśnie na Ukrainie od kilku dni temat Agramunta plasuje się w czołówce medialnych komentarzy: „Agramunt w ostatnich miesiącach z porządnego hiszpańskiego polityka przedzierzgnął się w latającego Holendra. Niepodobna spotkać go na posiedzeniach ZPRE, niepodobna wydobyć od niego odpowiedź na pytanie, co ma zamiar dalej ze sobą robić. Złożył obietnicę podania się do dymisji, a potem się rozmyślił. W rezultacie posłowie ZPRE muszą zmieniać regulamin, by wprowadzić procedurę odwołania przewodniczącego, zbierać podpisy pod wnioskiem o wotum nieufności – napisał ukraiński dziennikarz Witalij Portnikow. […] – Rosja gra na skompromitowanie przewodniczącego ZPRE. Taki właśnie cel miała podróż Agramunta w przeddzień ataku chemicznego na Idlib. Powiezienie Agramunta wojskowym samolotem do Damaszku było przemyślane. Sam Agramunt mógł nie dostrzegać celu tej wizyty, ale Moskwa doskonale wiedziała, co robi. Jednym z głównych elementów wojny hybrydowej toczonej przez Rosję jest dyskredytacja Zachodu i zachodnich instytucji politycznych, istniejących po to, aby wspierać demokrację. Nie wierzcie w wybory, bo mogą w nie ingerować hakerzy. Nie wierzcie politykom, bo mogą zatrudnić się w Gazpromie. Nie wierzcie organizacjom międzynarodowym, skoro ich przewodniczący latają na pokładzie rosyjskich myśliwców do pracy. […] Można się tylko domyślać, z jaką satysfakcją w Moskwie przyglądano się syryjskiej wyprawie Agramunta. Ha, ZPRE wprowadził sankcje wobec Rosji, pozbawił rosyjską delegację prawa głosu, a oto sam przewodniczący korzysta z gościnności generała Wasiljewa, zwycięskiego pogromcy Nord Ostu. Pięknie! Ale plan się nie powiódł, bo skompromitowano nie Zgromadzenie Parlamentarne, a samego Agramunta”, którego teraz ZPRE chce odwołać.

    Klimat w stosunkach Rosja-Europa nadal się nie poprawia. Europejskie sankcje wobec Moskwy przedłużono, na co Putin odpowiedział z klei prolongacją rosyjskich antysankcji (embargo na żywność) do końca grudnia 2018 roku. Trudno to uznać za środki budowania wzajemnego zaufania.