30 czerwca. Już wszyscy o nim zapomnieli. Uwił sobie ciche gniazdko gdzieś w Moskwie, a może nie w Moskwie. Wtopił się w obojętny tłum. Jego gwiazda zaświeciła dla Kremla w 2013 roku, mocno, ale krótko. Na samym początku epopei Edwarda Snowdena, kiedy jeszcze nie było wiadomo, czy znajdzie przytulisko w Rosji, prezydent Putin wygłosił prześmiewczą sentencję, która miała dać światu znać, jak bardzo Moskwie nie zależy na rozegraniu tej sprawy: „Z tym jest tak, jak ze strzyżeniem prosiąt: dużo wrzasku, a wełny mało”.
Ale potem jednak było i dużo wrzasku, i dużo wełny. W scenariuszach pisanych przez służby specjalne według schematu „wiem, że nic nie wiem” i „ale ja coś wiem” Edward Snowden przydawał się świetnie jako karta przetargowa, mgławica, a przede wszystkim jako gadająca głowa uwierzytelniająca aktualnie ważne tezy Kremla na temat upadku USA itd.
Od czasu do czasu Moskwa zezwala, aby Edik Snieżkin, jak z sympatią nazywała go rosyjska blogosfera, mógł się wypowiedzieć, spotkać z przedstawicielami mediów, również zagranicznych (pisałam o tym: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2014/06/13/czas-osmiornicy-czyli-snowden-superstar/). Olivier Stone z błogosławieństwem Kremla nakręcił o nim film.
Ostatnio w słoju z formaliną, w którym przetrzymywany jest przez Rosję Snowden, doszło do małej burzy. Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow w wywiadzie dla brytyjskiej Channel4 oświadczył, że „temat ekstradycji Snowdena nie był omawiany na Kremlu”. Powołał się na słowa Putina sprzed lat, że wbrew woli Snowdena Rosja nie może go wysłać do USA. To Snowden i tylko on może o tym zdecydować. W Moskwie gościł na dniach doradca amerykańskiego prezydenta John Bolton, Ławrow, a także sam Putin ściskali mu na Kremlu prawicę. Obie strony, jak można sądzić, uznały rozmowy za udane, bo zaraz w świat poszedł komunikat, że dojdzie do szczytu Rosja-USA i to już niebawem, 16 lipca, w Finlandii, w mieście Vantaa k. Helsinek.
I nagle obudził się i sam Snowden. W wywiadzie dla niemieckiej „Sueddeutsche Zeitung” (https://projekte.sueddeutsche.de/artikel/politik/edward-snowden-im-sz-interview-e223771/?reduced=true) wyraził się niezmiernie krytycznie na temat władz Rosji – że są skorumpowane, że prawa obywatelskie są w Rosji deptane, że on sam, Snowden, kategorycznie nie zgadza się z polityką Putina. Wyznał też, że rosyjskie służby specjalne na początku proponowały mu współpracę, ale on się nie zgodził. Bo nie i już. I spoko.
O swoim życiu osobistym powiedział tylko tyle, że mieszka wraz ze swoją dziewczyną w wynajętym mieszkaniu, za które płaci jak wszyscy inni, jeździ metrem jak wszyscy inni, nie używa kart kredytowych i stara się nie afiszować. Skąd ma pieniądze na to życie jak w Madrycie, nie wyznał.
Ciekawy był jeszcze jeden fragment: Snowden mianowicie wyraził swoje wielkie rozczarowanie postawą kanclerz Angeli Merkel w kwestii przyznania mu azylu w Niemczech. „Gdyby do jej drzwi zastukał demaskator z Rosji, to ona by mu ochotnie otworzyła. A gdy stuka demaskator z USA, to ona nie otwiera” – wyznał z żalem. Snowden, jak wyjaśnia niemiecka gazeta, zabiega o azyl w którymś z europejskich krajów, ale na razie bez efektów.