Kategoria: Bez kategorii

  • Którzy odeszli 2019, część trzecia

    3 listopada. Trzecia część zaduszkowych wypominek poświęcona będzie postaci związanej ze światem polityki.

    Gdyby w Międzynarodowym Biurze Miar i Wag w Sevres pod Paryżem przechowywano wzorzec sowieckiego dysydenta, to mógłby za takowy posłużyć Władimir Bukowski. Urodzony w 1942 roku, jako pierwsze doświadczenie polityczne, które nim wstrząsnęło, wymieniał śmierć Stalina i masowo wylewane z tego powodu łzy wszystkich wokół, fałszywe, jak wkrótce miał się przekonać. Ale prawdziwym wstrząsem na miarę ukształtowania się światopoglądu okazał się dla młodego Bukowskiego XX zjazd partii i referat Chruszczowa o kulcie jednostki, a zaraz potem węgierskie powstanie 1956. W wywiadach Bukowski mówił: – Przestałem im wierzyć, im, czyli władzy, starszemu pokoleniu, zrozumiałem, że oni kłamią, że ukrywają zbrodnie, to było nieprzyzwoite, ja chciałem prawdy, tymczasem wszyscy byli zakłamani, liczyłem tylko na młode pokolenie. W latach sześćdziesiątych stał się jednym z najbardziej zaangażowanych aktywistów ruchu szestidiesiatników, młodych, pragnących odnowy i uzdrowienia chorego systemu. Dla Bukowskiego to było jednak za mało, on chciał trybunału dla politycznych zbrodniarzy, chciał przestrzeni publicznej wolnej od ideologii komunistycznej. Protestował przeciwko represjom wobec dysydentów, za co został relegowany z uniwersytetu. Sam stał się dysydentem. Nieprzejednanym wobec aparatu bezpieczeństwa. Niepokornym – nie szedł na żadne kompromisy. Był wielokrotne aresztowany, skazywany na odsiadkę w łagrze, przymusowo kierowany na leczenie psychiatryczne. Łącznie spędził dwanaście lat w zakładach karnych i psychiatrykach. Swoje doświadczenia z kontaktów z represyjną psychiatrią, stosowaną przez sowieckie władze wobec dysydentów, przekazał zachodnim dziennikarzom. Komuniści się wściekli. Bukowski ponownie został skazany. Posłuszna partyjna prasa określiła go mianem „złośliwego chuligana politycznego”. Do tego określenia nawiązywała znana czastuszka, która powstała w 1976 r., gdy Bukowski został wymieniony przez ZSRR za przywódcę chilijskich komunistów Luisa Corvalana: Обменяли хулигана на Луиса Корвалана. Где б найти такую б…ь, чтоб на Брежнева сменять. Wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie spędził resztę życia. Nie zaprzestał działalności politycznej – aktywnie wspierał antysowieckie ruchy, występował w zachodnich mediach z krytyką ustroju sowieckiego, m.in. nawoływał do bojkotu moskiewskiej olimpiady za interwencję wojsk sowieckich w Afganistanie, brał udział w „międzynarodówce antykomunistycznych dysydentów”. Poparł Michaiła Gorbaczowa i jego pierestrojkę, ale ostatecznie się co do tego rozczarował. Przyjechał do Rosji na zaproszenie Jelcyna na początku lat dziewięćdziesiątych. Odwiedził wtedy archiwa KGB, z których wywiózł skany trzech tysięcy tajnych dokumentów. Zbierał te dokumenty w nadziei, że posłużą w procesie nad zbrodniami komunizmu. Ale do takiego procesu nie doszło – Jelcyn wybrał miękką formę odcięcia się od przeszłości.

    Bukowski z niezwykłą pedanterią używał języka rosyjskiego. Jego książka „I powraca wiatr” (pozostałe też, ale ta szczególnie) to uczta językowa i nie tylko językowa.
    Z niepokojem odniósł się do przemian w „nowej Rosji”, zwłaszcza po objęciu rządów przez ekipę Putina – nierozliczonych, a uwłaszczonych już czekistów. W 2008 r. chciał wziąć udział w wyborach prezydenckich. Jego kandydaturę zgłosiła demokratyczna, liberalna opozycja. Został odrzucony przez Centralną Komisję Wyborczą z uwagi na to, że od kilkudziesięciu lat nie mieszkał w Rosji. W kolejnych latach coraz głośniej ostrzegał przed rosnącym w siłę w Rosji autorytaryzmem. Rosja po raz kolejny odżegnała się od Bukowskiego, gdy chciał w 2014 r. przyjechać do kraju – konsulat Federacji Rosyjskiej w Londynie odrzucił wniosek o wydanie nowego paszportu (stary stracił ważność), stwierdzając, że Bukowski nie ma rosyjskiego obywatelstwa.

    W 2015 r. brytyjska policja przeprowadziła w domu Bukowskiego w Cambridge rewizję, zabezpieczono komputer, z którego dokonywano wejść na strony z pornografią dziecięcą. Bukowski odrzucił oskarżenia. Z uwagi na zły stan zdrowia nie stanął przed sądem.

    Po śmierci Bukowskiego dziennikarze poprosili sekretarza prasowego prezydenta Dmitrija Pieskowa o komentarz: „Kreml nie ma żadnych komentarzy na ten temat” – odparł indagowany.

  • Którzy odeszli 2019, część druga

    2 listopada. Rosyjska kultura odnotowała straty nie tylko w kinematografii.

    Jeszcze w 2018 roku, ale już po ostatnich blogowych wypominkach, 7 listopada we Florencji zmarł Oskar Rabin – malarz, animator kultury, emigrant z przymusu. Urodził się w 1928 r. w Moskwie w rodzinie lekarzy, wcześnie osierociał. Uczył się malarstwa, m.in. u Siergieja Gierasimowa w Instytucie im. Surikowa. Jego mistrzem był jednak nie Gierasimow, a Jewgienij Kropiwnicki, poeta i malarz, człowiek pełen fantazji, płynący pod prąd socrealizmu, kontestujący cenzurę, a zatem pozostający na marginesie oficjalnego życia kulturalnego ZSRR. W podmoskiewskim Lioznowie stało kilka baraków – pozostałość po łagrze. Gdy łagier zlikwidowano, urządzono w nich mieszkania, w jednym z takich baraków zamieszkał Oskar Rabin z rodziną (ożenił się z Walentiną Kropiwnicką, córką Jewgienija, też malarką). Pejzaż z barakiem, krzywą ulicą, słupami wysokiego napięcia będzie częstym motywem obrazów Rabina. Zarówno w domu Kropiwnickich, jak i Rabinów zbierali się znajomi malarze i poeci, którzy odrzucili oficjalnie obowiązujący akademizm i socrealizm. Ich liderem, duszą, napędem był Oskar Rabin. Nieformalną grupę zjeżonych komunistycznym nakazem artystów nazwano nonkonformistami. Wobec braku możliwości wystawiania w państwowych galeriach malarze organizowali mikrowystawy u siebie w domu, czasami przyjeżdżali do nich zagraniczni dyplomaci czy dziennikarze, kupowali obrazy. Sowiecka prasa zawzięcie krytykowała Rabina i jego grupę za „burżuazyjne ideały i oczernianie życia w ZSRR”. Krytyka nasiliła się po londyńskiej wystawie Rabina w 1965 r. W Moskwie prace Rabina i jego przyjaciół nonkonformistów nie były jednak nadal wystawiane. Rabin wpadł więc na pomysł, aby obrazy pokazać pod gołym niebem. W 1974 r. na peryferiach Moskwy przy osiedlu mieszkaniowym Bielajewo nonkonformiści na prowizorycznych sztalugach wystawili na ulicy dziesięć prac. Niemal natychmiast przybyłych na wystawę gości rozpędzono, malarzy zatrzymano, a obrazy zniszczono przy pomocy spychaczy oraz spalono. Wystawa, nazwana potem spychaczową, została szeroko opisana przez zachodnią prasę, zyskała światowy rozgłos. Rabin został uznany przez władze komunistyczne uznany za „element niepożądany” i w związku z tym był szykanowany: najpierw areszt domowy, po czym propozycja wyjazdu do Izraela (Rabin był w połowie Żydem, ale zawsze mówił o sobie, że nie jest ani Łotyszem, po matce, ani Żydem, a po prostu zwyczajnym człowiekiem radzieckim), którą Rabin odrzucił. W 1978 r. zaproponowano mu więc wyjazd do Francji, gdzie sowiecki konsul wezwał go i oznajmił, że paszport jego i jego żony traci ważność w związku z pozbawieniem ich obywatelstwa ZSRR (motyw paszportu będzie potem częstym tematem jego obrazów). Rabin zamieszkał na stałe w Paryżu. Nadal malował. Wystawy w Moskwie stały się możliwe dopiero po rozpadzie ZSRR. Współautor filmu biograficznego o Rabinie, Aleksandr Smolanski, napisał: „Rysował do ostatniej chwili. Umarł jak Molier – zajmując się swoją sztuką. Przyjechał do Florencji, aby doglądać przygotowań do wystawy swoich prac. Piękna śmierć. Ale życie było jeszcze piękniejsze. Mało kto potrafił przejść przez życie z taką godnością, z takim mądrym uśmiechem. Nie kłamał, nie podlizywał się […], władzy nie wierzył, nie bał się, nie prosił. Bez bohaterstwa i rwania koszuli na piersiach pokazał, że można pozostać wolnym nawet w kraju do wolności nieprzysposobionym. Nie szedł na kompromisy z prześladowcami. Pozostał wierny sobie”. Historyk sztuki Andriej Jerofiejew powiedział o Rabinie: „chociaż był prześladowany z powodów politycznych, on nigdy polityką się nie zajmował. Po prostu chciał być wolny, być artystą. Jego protest wobec zniewolenia miał charakter społeczny, obywatelski”. A drugi ze współautorów filmu biograficznego, Jewgienij Cymbał określił Rabina poetycko: „To Gandhi z pędzlem w ręku”. Oskar Rabin spoczął na cmentarzu Père-Lachaise w Paryżu.

    Andriej Budajew, 56 lat, malarz, fotografik. W połowie lat dziewięćdziesiątych zabłysnął oryginalnymi kompozycjami – połączeniem reprodukcji obrazów uznanych mistrzów pędzla i zdjęć współczesnych postaci polityków i celebrytów. Błyskotliwe i krytyczne wobec trudnej rzeczywistości epoki przełomu „obrazy” przyciągały tłumy publiczności. Prace Budajewa, które powstały po 2000 roku, są prześmiewczym, czasem dosadnym komentarzem do życia kremlowskiego dworu, tworzenia się putinowskiej kleptokracji, żarłoczności beneficjentów systemu. Zmarł nagle, doznał wylewu. Przegląd jego prac można znaleźć tu: http://budaev.ru/

    Ciąg dalszy nastąpi.

  • Którzy odeszli 2019, część pierwsza

    1 listopada. Tego dnia na blogu „17 mgnień Rosji” wspominam tych Rosjan, którzy odeszli w ciągu ostatniego roku. Tegoroczne wspomnienie zacznę od ludzi sztuki. Najpierw film.

    Odeszli starzy mistrzowie kina – Giorgi (Gieorgij) Danelia i Marlen Chucyjew, których dzieła kształtowały całe pokolenia. I to już od dziecka. W wieku kilku lat obejrzałam film „Sierioża”, rzecz jasna, nie wiedząc wtedy, że to film reżysera pochodzenia gruzińskiego, Giorgi Danelii. Dla mnie był to wtedy po prostu rosyjski film dla dzieci. Pamiętam scenę, gdy Sierioża z wyrzutem patrzy na adoratora mamy, który zamiast cukierka daje mu tylko kolorowy papierek pusty w środku i zanosi się od śmiechu na widok rozczarowanej buźki dziecka. Oszukany i wyśmiany chłopczyk przygląda się przez dłuższą chwilę dojrzałym wzrokiem rechoczącemu mężczyźnie, wreszcie pyta: «Дядя, вы дурак?» (Wujaszku, jesteś durniem?). Film był śmieszny, a jednocześnie wzruszający, opowiadał o nieznanym świecie. Zapadł w pamięć. Potem był hymn pokolenia chruszczowowskiej odwilży „Chodząc po Moskwie” (Я шагаю по Москве, 1964), z pamiętną rolą Nikity Michałkowa. Danelia nakręcił kilka filmów, które weszły do kanonu radzieckiego kina: „Afonia”, „Mimino”, „Jesienny maraton”. Był także współautorem scenariusza do jednej z najbardziej znanych komedii „Hełm Aleksandra Macedońskiego” (Джентельмены удачи). Dialogi z wyżej wymienionych filmów do tej pory są obecne w języku. Przyjaciel reżysera Jurij Rost napisał w nekrologu: „Żyliśmy w wymyślony i stworzonym przez ciebie świecie, który spływał z białego prześcieradła ekranu i osiadał nam w duszy, wywołując jaśniejący smutek, uśmiech i nadzieję. Nikogo nie oszukiwałeś, nie straszyłeś i niczego nie obiecywałeś”.

    Chucyjew też pochodził z Gruzji (rodzina nazywała się Chucyszwili). Imię Marlen było składanką z nazwisk wodzów rewolucji Marks-Lenin. W pierwszych latach po rewolucji ideowi komuniści nazywali swoje dzieci takimi nowymi imionami (ojciec Chucyjewa był komunistą „pierwszego zaciągu”, zastępcą ludowego komisarza handlu, został rozstrzelany w 1937 r.). Swoje najważniejsze filmy Chucyjew nakręcił w latach sześćdziesiątych („Wiosna na ulicy Zarzecznej”, „Mam 20 lat”, „Letni deszcz”). Krytyka obwołała go „sejsmografem epoki”, publika waliła do kin drzwiami i oknami. Ale filmy Chucyjewa nie spodobały się decydentom od sowieckiej kultury. Reżyser został więc pozbawiony możliwości kręcenia filmów. Ciekawam, co by nakręcił, gdyby nadal pozostał za kamerą. Był wykładowcą na uczelniach artystycznych. Z jego opinią liczyło się środowisko artystyczne.

    Wracam do strat w dziedzinie komedii. Jeśli ktoś kiedykolwiek oglądał radzieckie/rosyjskie komedie, to z dużą dozą prawdopodobieństwa można założyć, że trafił na filmy Leonida Gajdaja, twórcy takich przebojów kinowych jak „Kaukaska branka”, „Iwan Wasiljewicz zmienia zawód”, „Dwanaście krzeseł”. A aktor Władimir Etusz w tych filmach stworzył niezapomniane kreacje: towarzysza Saachowa, dentysty Szpakowa, inżyniera Brunsa.

    Elina Bystricka, aktorka, odtwórczyni roli Aksinii w ekranizacji „Cichego Donu” w reżyserii Siergieja Gierasimowa. Bystricka obdarzyła swoją bohaterkę wielkim temperamentem, w żadnych późniejszych ekranizacjach „Cichego Donu” nikt tak nie zagrał hardej, zmysłowej Kozaczki jak Bystricka. W 2014 r. mimo zaawansowanego wieku (ur. 1928 w Kijowie) w czasie rosyjskiej inwazji na Krym i wschodnią Ukrainę aktywnie popierała politykę Putina, podpisała m.in. list ludzi kultury do prezydenta, wspierający jego działania na Krymie i Ukrainie. Często występowała w tym okresie w telewizji jako orędowniczka aneksji Krymu i jedności Rosji i Ukrainy.

    Tenże list poparcia dla aneksji Krymu podpisał popularny aktor komediowy Aleksiej Bułdakow (ur. 1951), znany głównie jako rubaszny, wiecznie „pod humorkiem” generał Michałycz w „Osobliwościach narodowego polowania” Aleksandra Rogożkina. Zmarł nagle podczas występów gościnnych w Mongolii.

    Ciąg dalszy nastąpi.

  • Dzień Pamięci i Niepamięci

    30 października. Twarze ofiar stalinizmu. Misza Szamonin – 14 lat, Wania Biełokaszkin – 16 lat, Walera Meyer – 17 lat, Matriona Rybnikowa – 74 lata. I tak dalej… miliony losów, miliony przerwanych linii życia, wkręconych w żarna machiny zbrodniczego reżimu. Jaka była ich wina? Zbrodniczy reżim nie zadaje sobie trudu udowadniania winy – zabija zgodnie z wyznaczonym planem śmierci, zabija, by samemu żyć i trwać. Ci, którzy w tej morderczej loterii wylosowali życie, będą się bać do końca swoich dni. Strach jest fundamentem reżimu.

    30 października – Dzień Pamięci Ofiar Represji Politycznych.

    https://www.facebook.com/immortalgulag/videos/265466694344028/UzpfSTkzNjY5MTQzMzA1MDg4MjoyNTQ2Mzk5MDI1NDEzNDQw/

  • Butina wróciła do Rosji

    28 października. Jej zdjęcie było awatarem oficjalnego konta rosyjskiego MSZ na Twitterze. To był wyraz wsparcia Moskwy dla uwięzionej przez USA Marii Butinej, niewydarzonej lobbystki bez odpowiedniego statusu. Butina w burzliwym czasie zawirowań wokół amerykańskich wyborów prezydenckich próbowała dotrzeć do wpływowych osobistości, które mogły mieć wpływ na kształtowanie polityki Waszyngtonu wobec Rosji (o sprawie Butinej pisałam na blogu http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2019/04/28/maria-butina-winna-i-skazana/). W kwietniu tego roku Butina została skazana na karę 18 miesięcy pozbawienia wolności, wyrok był łagodny, gdyż aresztowana współpracowała ze śledztwem. To ważny aspekt tej sprawy.

    Pod koniec ubiegłego tygodnia Butina została – po odbyciu wyroku – wypuszczona z więzienia i pod eskortą przewieziona na lotnisko, tam wsiadła do samolotu rejsowego lecącego do Moskwy. Od tej chwili ma dożywotniego bana na wstęp na terytorium USA.

    Na lotnisku Szeriemietjewo czekał na nią ojciec, a także delegacja z MSZ i zastępy dziennikarzy, postawionych na równe nogi ewidentną odgórną instrukcją. Relacje telewizyjne, wywiady, wypowiedzi dla najważniejszych agencji informacyjnych miały wykreować Marię na nową bohaterkę – pokrzywdzoną przez obce mocarstwo za niewinność, twardą jak skała. W zgodzie z tym scenariuszem swoje pierwsze wystąpienie przed kamerami na lotnisku Butina zakończyła bojowym okrzykiem: „Rosjanie się nie poddają” (русские не сдаются). Czy rzeczywiście?
    Amerykańska działalność Butinej – nielegalna z punktu widzenia prawodawstwa USA – została prześwietlona przez śledztwo. W trakcie postępowania Maria zgodziła się na współpracę, przyznała do winy, nie stawiała warunków. A więc jednak się poddała. Natomiast teraz w wywiadach udzielanych po powrocie do Rosji buńczucznie opowiada, że oskarżenia były wyssane z palca, bezpodstawne, że te „wszystkie historie o seksie za pieniądze, o pozyskiwaniu możliwości wpływu na politykę” to brednie. A przyznanie się do winy? Owszem, ale zrobiła to, jak twierdzi, znajdując się pod presją. Pracownik rosyjskiej ambasady, który miał z nią kontakt w czasie śledztwa, twierdzi, że decyzja o współpracy z amerykańskimi śledczymi, a także przyznanie się do winy, były dla Butinej nie lada wyzwaniem: „zgodziła się po długim namyśle, bo chciała dostać jak najmniejszy wyrok”. Czy tak było? O tym jeszcze będzie potem.

    Kilkakrotnie w trakcie jej pobytu w więzieniu rosyjskie telewizje nadawały relacje z USA o tym, jak Butina jest źle traktowana: że za mało spaceruje na świeżym powietrzu, że w celi jest zimno, że nie ma odpowiednio wyposażonej sali do ćwiczeń fizycznych itd. W wywiadzie dla agencji RIA Nowosti udzielonym zaraz po przylocie Maria opowiedziała, jak źle ją żywiono, że nawet w czwartki, gdy w jadłospisie znajdowało się „prawdziwe mięso”, czyli kurczaki, musiała walczyć o należną porcję z większą ilością mięsa, w przeciwnym razie dostawała tylko kurze nóżki. Oznajmiła też, że poprosiła mamę o kupienie pięciu kur i upieczenie ich „z czosnkiem, tak jak trzeba” na jej powitanie. Obiecała, że zje wszystkie. Te słowa Butinej natychmiast stały się przedmiotem niewybrednych memów, a hasło „pięć kur” zrobiło zawrotną karierę w mediach społecznościowych. Człowiek w mamrze, wiadomo, nudzi się i chętnie by zjadł coś smakowitego, tymczasem wikt jest na ogół kiepski i monotonny. Skargi na złe wyżywienie i marzenia o przyrządzonych przez mamę kurczakach to też rzecz wśród więźniów zwyczajna i nie ma się z czego śmiać. Ale złośliwi komentatorzy zwracają uwagę, że gdyby Butinej przyszło siedzieć w rosyjskim pudle, to dopiero miałaby – i słusznie – powody do narzekań na jedzenie.

    Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden ciekawy moment w sprawie Butinej. Odbywając karę w więzieniu Maria powiedziała dziennikarzom, że jej rodzice próbowali nawiązać kontakt z byłym senatorem, były wiceprezesem banku centralnego i (byłym) jej patronem i opiekunem, Aleksandrem Torszynem. Torszyn najprawdopodobniej pilotował cały projekt „Butina” (a być może nie tylko ten projekt), polegający na wprowadzeniu do otoczenia Trumpa rosyjskich lobbystów, wykorzystując jako trampolinę NRA. Rodzice chcieli poprosić Torszyna o wsparcie finansowe. Ale on się nie odezwał. Maria zapewniała, że mimo to nadal darzy go uczuciem i nie ma do niego pretensji. Torszyn tym razem – w przeciwieństwie do gołębiego okresu znajomości z Butiną – uczucia nie odwzajemnił. Cóż, na skutek wpadki Marii stracił miłą synekurkę w banku centralnym i zapewne nie tylko to.

    Co teraz? Czy Butina pójdzie w ślady agentki Anny Chapman, która po zdemaskowaniu i odesłaniu z USA do Rosji została modelką pozującą dla bardzo męskich czasopism, a potem prezenterką telewizji prowadzącą programy o kosmitach i innych teoriach spiskowych? Z Chapman i jej zdekonspirowanymi kolegami spotkał się po przyjeździe sam Putin, ciepło ich przyjął, nawet zaśpiewał krzepiącą piosenkę z sowieckiego filmu szpiegowskiego. Tymczasem obecnie rzecznik prezydenta zapowiedział, że Putin z Butiną spotkać się nie zamierza. A tak na marginesie: cóż za zadziwiająca zbieżność brzmienia nazwisk.

    Dziennikarz i bloger Andriej Malgin napisał: „Butina jest smutna. Wiadomo: do Stanów […] już nie powróci. A może już nawet nie będzie mogła opuścić Rosji? Ona doskonale wie, że teraz po powrocie zajmą się nią towarzysze w stopniu majora [ze służb specjalnych]. Bo naczelnicy towarzyszy majorów muszą dokładnie wiedzieć, co tam Butina wypaplała śledczym w ramach przyznania się do winy. A paplała jak najęta, sądząc z urywków, które dotarły do świata. Nagrodą może będzie mandat deputowanego albo prowadzenie programu w telewizji. Przecież nie bez powodu czekiści z kamerami zrobili wielki propagandowy raban wokół jej powrotu”. Jak twierdzi Chartia’97, Maria współpracując ze śledztwem, „spaliła całą rosyjską agenturę w Waszyngtonie, o której było jej coś wiadomo”. A współpracować miała nie tylko ze śledztwem, ale także z amerykańskim wywiadem, któremu przekazać mogła nawet osiem tysięcy stron dokumentów.