31 lipca. W Ołeniwce w obwodzie donieckim rosyjscy okupanci urządzili tzw. obóz filtracyjny. Na skutek wybuchu w baraku, w którym przetrzymywani byli jeńcy ukraińscy, zginęły co najmniej 53 osoby. Strona rosyjska natychmiast miała gotowe wyjaśnienie: to Ukraińcy ostrzelali obóz rakietami HIMARS. Strona ukraińska mówiła o rosyjskim ataku artyleryjskim na obiekt. Dwa dni później opublikowano zdjęcia satelitarne obozu w Ołeniwce. Ich analiza wskazuje, że barak wysadzono od wewnątrz. Ukraińscy politycy wezwali świat do uznania Rosji za państwo terrorystyczne.
Wcześniej w Ołeniwce Rosjanie przetrzymywali miejscowych, przeważnie mieszkańców Mariupola i okolic, którzy „nie przeszli filtracji”, czyli których strona rosyjska uznała za elementy niepewne, np. wolontariuszy. Po poddaniu zakładów Azowstal w Mariupolu do obozu przywieziono obrońców tego obiektu, część trafiła początkowo do szpitali, potem do Ołeniwki. Prawdopodobnie byli oni poddawani brutalnej „obróbce”, grożono im nieustannie trybunałem i śmiercią. Strona ukraińska liczyła na to, że uda się ich wymienić na rosyjskich jeńców przebywających w ukraińskiej niewoli.
Kilka dni przed 29 lipca, gdy doszło do tragedii, jeńcy zostali umieszczeni w feralnym baraku. Według wersji ukraińskiego wywiadu, „wybuchu dokonali najemnicy z grupy Wagnera na osobisty rozkaz nominalnego właściciela tej prywatnej grupy wojskowej, Jewgienija Prigożyna […]. Głównym celem tego aktu terrorystycznego było ukrycie faktów totalnego rozkradania środków, przeznaczonych na utrzymanie ukraińskich jeńców, 1 sierpnia miała przybyć do obozu komisja z Moskwy, która miała skontrolować wydatki i warunki przetrzymywania jeńców”. Według innej wersji, motywem miała być chęć ukrycia śladów tortur na ciałach jeńców.
Do miejsca tragedii nie mają dostępu niezależni dziennikarze. Rosyjska telewizja nadała reportaż z Ołeniwki i pokazała fragmenty pocisków HIMARS, co miało poświadczyć wersję rosyjskiego ministerstwa obrony.
Ukraina wezwała ONZ i Czerwony Krzyż do zbadania okoliczności śmierci ukraińskich jeńców. Obie organizacje były gwarantami życia i zdrowia ukraińskich wojskowych, którzy poddali się i trafili w ręce rosyjskich okupantów. Prezydent Wołodymyr Zełenski przypomniał o tym, wskazując, że Rosja dopuściła się kolejnej zbrodni i powinna zostać uznana przez społeczność międzynarodową za państwo terrorystyczne. Czerwony Krzyż rozłożył ręce: „próbujemy uzyskać dostęp do miejsca tragedii i zabiegamy o opiekę nad rannymi, to nasz priorytet”. Unia Europejska ustami przedstawiciela UE ds. polityki zagranicznej Josepa Borrella obiecała pociągnąć do odpowiedzialności rosyjskich wojskowych, dopuszczających się zbrodni na Ukraińcach. Jak twierdzi BBC, ta zapowiedź miała dotyczyć nie tylko ataku w Ołeniwce, ale także innych zbrodniczych czynów, jak wykastrowanie i zastrzelenie ukraińskiego jeńca (materiały wideo zawierające nagranie tej upiornej zbrodni kilka dni temu trafiły do sieci).
Od wielu lat hasłem nakręcającym militarną histerię w Rosji było „Możemy powtórzyć”. Było ono przywoływane głównie w okolicach 9 maja, aby przypomnieć o Pobiedzie, obudzić w Rosjanach sentyment do bicia wroga. Rosyjski dziennikarz, mieszkają od lat za granicą, Andriej Malgin napisał w mediach społecznościowych: „Możemy powtórzyć”. Faktycznie, powtarzają. W 1940 r. rozstrzelali polskich jeńców w Katyniu i próbowali przypisać zbrodnię Niemcom. Nawet do Norymbergi przytaszczyli „dowody”, które zostały odrzucone przez trybunał. Teraz zabili ukraińskich jeńców wojennych z Azowa – i natychmiast zakrzyknęli, że to zrobiła Ukraina. Dla wygody w przeprowadzeniu operacji ofiary zostały uprzednio posortowane przez czekistów i umieszczone w jednym baraku. Żeby nie było przypadkowych trupów. Jest też wersja, że w wysadzonym baraku znajdowały się trupy. Nic to – przyszła Norymberga wszystko wyjaśni. Możemy powtórzyć dla was Norymbergę.