Kategoria: Bez kategorii

  • Dwa wyroki jednego dnia i jeszcze jeden wyrok

    29 stycznia 2024. Wiadomości z sal sądowych zajmują poczesne miejsce w codziennych doniesieniach z Rosji. Zwracają uwagę wysokie wyroki orzekane w sprawach o rozpowszechnianie fejków o armii, terroryzm czy ekstremizm. Natomiast w ubiegłym tygodniu tego samego dnia zapadły dwa wyroki w ciekawych i niestandardowych sprawach.

    Znany w turbo-patriotycznym środowisku weteran „rosyjskiej wiosny” z 2014 roku, Igor Girkin vel Striełkow został skazany na karę czterech lat łagru za nakłanianie do ekstremizmu (o jego drodze do aresztowania pisałam na blogu: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/07/24/aresztowany-igor-strielkow/).

    Od początku inwazji Rosji na Ukrainę Striełkow starał się zaistnieć i zbić kapitał polityczny na dobrych radach dla dowództwa armii i przywódcy państwa. Krytykował generalicję za niezborność, w mediach społecznościowych regularnie wygłaszał wykłady o sztuce wojennej. Sam się nawet wybrał na front, aby pokazać „benderowcom”, gdzie raki zimują, a swoim – jak walczy prawdziwy patriota. Ale pobył w pobliżu prawdziwego pola walki niedługo – nie dogadał się ze swoimi niegdysiejszymi kamratami z separatystycznego Donbasu, którzy najwidoczniej wszystkie konfitury już mieli między siebie podzielone i kolejnego udziałowca nie potrzebowali. Striełkow wrócił zatem z podkulonym ogonem do obserwowania sytuacji na froncie z pozycji półsiedzącej, półleżącej. Nikt mu oficjalnie nie zmył głowy za to, że wylewa żale i atakuje ministerstwo obrony i sztab generalny. „Zawinęli” go dopiero na fali czyszczenia pola po nieudanym buncie Prigożyna – szczekająca głowa psa wojny została odrąbana; Kreml wolał wyciszyć głosy, mogące wzmacniać zwolenników innych rozwiązań niż te, które proponuje sam Kreml.

    Striełkow przesiedział kilka miesięcy w areszcie, z rzadka przypominając o sobie publiczności szerszej niż zasiadający na dwóch kanapach współpracownicy. A ci prowadzili za niego kanał na Telegramie i zamieszczali tam od czasu do czasu płomienne manifesty aresztanta. Striełkow w pewnym momencie postanowił nawet zostać prezydentem Rosji i zgłosił swoją kandydaturę, ale niewiele wskórał poza kpinkami w internetach. Przed ogłoszeniem wyroku wyrażał obawę, że zamiast kary zostanie „amnestionowany jak Kucharz” (czyli Prigożyn, którego Putin pozbył się ze sceny i upodlił w pamięci Rosjan: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/10/06/klub-waldaj-czyli-kabaret-skeczow-ponurych/; https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/11/01/ktorzy-odeszli-2023-czesc-1/). Jeżeli Striełkow obawia się o swoje życie w putinowskich kazamatach, to ma szanse odbywać karę w bezpiecznym miejscu – został wszak skazany na dożywocie przez trybunał w Hadze za sprawstwo katastrofy samolotu pasażerskiego Maleysia Airlines w 2014 r. nad Donbasem.

    Sąd skazał Striełkowa nie tylko na odsiadkę, ale także na trzy lata odebrał mu ulubioną zabawkę: dostęp do mediów społecznościowych. Gdzie teraz niedoceniony Suworow będzie opowiadał swoje doniosłe przemyślenia o wojnie?

    Pod budynek sądu przyszło kilkudziesięciu zwolenników Striełkowa, niektórzy przy medalach otrzymanych za zasługi bojowe. Weterani pokrzyczeli trochę, skruszeli na mrozie (do środka wpuszczono tylko kilka osób) i w końcu rozeszli się. Nawet wtedy gdy „bojewaja podruga” Striełkowa, czyli żona Mirosława Reginska, wyszła na schody, ogłosiła decyzję sądu i wzniosła okrzyk „wolność dla Striełkowa”, odpowiedziało jej niewiele głosów. Obrona złożyła dziś apelację.

    W porównaniu z innymi wyrokami w sprawach politycznych, jakie ostatnio zapadają w rosyjskich sądach, kara czterech lat łagru to wręcz kosmetyka, łagodne napomnienie ze strony władzy, by nieco przytłumić zapał turbo-patriotów. Władimir Pastuchow w Telegramie rozważał, czy Striełkow – gdy już dotrze do łagru – zgłosi się na ochotnika na front, aby krwią zmazać swe przewiny.

    Również 25 stycznia zapadł w wyrok w sprawie zamachu na życie Władlena Tatarskiego, Z-blogera (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zamach-w-petersburgu-i-znaki-zapytania-182982). O dokonanie zamachu (wręczenie figurki z dynamitem, która eksplodowała w rękach Tatarskiego) oskarżono 26-letnią Darię Triepową.

    Triepowa została skazana na 27 lat łagru. To najwyższy wymiar kary orzeczony w Rosji wobec kobiety. Daria nie przyznała się do winy, powiedziała w sądzie, że została wrobiona przez organizatorów zamachu, nie chciała zabić Tatarskiego, nie miała świadomości, że może wyrządzić mu krzywdę. (Szczegóły zeznań i procesu m.in. na stronie BBC: https://www.bbc.com/russian/articles/c51rp5grr88o).

    Dziś rosyjski wymiar niesprawiedliwości popisał się kolejnym wyrokiem: 72-letnia emerytka Jewgienija Majboroda została skazana na 5,5 roku łagru za dyskredytację rosyjskiej armii i nawoływanie do ekstremizmu. Podstawą oskarżenia emerytki były wzmianki w mediach społecznościowych, zawierające antywojenne treści.

    Tymczasem, jak się dziś przypadkiem okazało, Władimir Kara-Murza, jeden z liderów opozycji, skazany na karę 25 lat łagru o zaostrzonym rygorze (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/04/17/putin-zjada-kolejnego-opozycjoniste/) po cichu został przeniesiony do innej kolonii karnej. Gdzie się obecnie znajduje – nie wiadomo.

  • Słowo zioma. Krew na asfalcie

    22 stycznia 2024. Rosja zapadła na serialową gorączkę – ośmioodcinkowy serial w reżyserii Żory Kryżownikowa (wł. Andriej Pierszyn) „Słowo zioma. Krew na asfalcie” (Слово пацана. Кровь на асфальте) pobił rekordy zainteresowania. Na razie jest dostępny tylko w internecie, telewizyjna premiera planowana jest dopiero na wiosnę tego roku w TV NTW.

    Koniec lat osiemdziesiątych. Tatarstan, Kazań. Czas formowania się nowego rosyjskiego życia – sowiecki kolos zdycha, system załamuje się, śmierdzi. I w tych oparach zgnilizny trzeba jakoś żyć. Według innych zasad niż te, które wbija do głów partia i Komsomoł. Jakich? Honorowych. Takich, jakim hołduje ulica. Ulica zawsze ma rację. Siła? Tak, jest ważna. Ale nie tylko siła, ważny jest kodeks.

    Młodzi bohaterowie serialu – delikatny blondynek Andriej, ćwiczący pięść w walce o swoje Marat i jego starszy brat, weteran Afganu, Wowa poszukują dla siebie miejsca w hierarchii. Dobrą pozycję daje umocowanie w nieformalnej grupie podwórkowych ziomów. Ziom (пацан) to ktoś, kto wyłamuje się z porządku prawnego, solidaryzuje z podobnymi sobie, podporządkowuje się grupie, a grupa podporządkowuje sobie teren. Na tym terenie dyktuje warunki, rządzi – dokonuje rozbojów, robi drobne biznesy, wymusza haracze. Konkurencję zwalcza. Niepokornych lub dopuszczających się uchybień wobec „starszych” uczy moresu – w sposób niezbyt wyszukany: waląc w ryj. Składa przysięgę na wierność kodeksowi ziomala („ziom nie przeprasza”), który nie ma prawa zdradzić kumpli ani ich okłamać.

    A jednak zdradza i okłamuje, wychodzi za ramy ustanowione przez przywódców. I o tym jest opowieść. Podstawę scenariusza stanowi książka dziennikarza Roberta Garajewa „Słowo zioma. Kryminalny Tatarstan 1970-2010”, w którym opisany został tzw. kazański fenomen, czyli życie nieformalnych subkultur młodzieżowych. Bohaterowie serialu są zmyśleni, realne natomiast są realia, znakomicie odtworzone wnętrza, wygląd ulic i ludzi. W pierwszym odcinku wykorzystane zostały autentyczne kroniki z tamtych lat, pokazujące prawdziwych kazańskich ziomali. Kilku drugoplanowych ziomów miało swoje autentyczne prototypy – ich późniejsze losy streszczono w kilku stop klatkach: ten zginął w strzelaninie, ten w wojnie gangów, ten został zastrzelony pod bramą swojego domu itd., itp.

    Serial wywołał wielowątkową dyskusję w mediach społecznościowych. I nie tylko – padały głosy (np. rzeczniczki praw dziecka Tatarstanu), aby zabronić dystrybucji serialu jako szkodliwego: przedstawione w nim rytuały i modele postępowania miały inspirować współczesnych młodych ludzi do niepożądanych zachowań. Uznano, że to romantyzacja bandytyzmu. Ostatecznie Roskomnadzor nie znalazł powodów do zakazania rozpowszechniania, zatroskani deputowani umilkli.

    A może popularność serialu należy przypisać temu, że pokazuje on kawałek życia. Brutalnego, ale prawdziwego. Nie jest plastikowym wytworem owiniętym w propagandową folię jak większość rosyjskiej produkcji filmowej. To kino z nerwem. Najwidoczniej Rosjanie rozpoznali w nim siebie. Kult siły, pierwociny tego świata, który zakręcił Rosją i ją sobie podporządkował.

    Twórcy uszarpali się z zakończeniem. Powstały dwie wersje końcowego odcinka – Kryżownikow zdecydował się na zmianę, inaczej poprowadził głównych bohaterów do finału, przemontował materiał. W internecie są dostępne obie wersje. Widz może wybrać, która jest mu bliższa. Obie wersje pokazują bohaterów przegranych – grupa oddanych ziomali nie uchroniła ich od popełnienia życiowych błędów. W finale jest też nieszczęśliwa miłość i zdeptany honor. Bohaterowie nie chcieli czynić zła, poszukiwali zasad, swojego prawa, ale jednak prawa. Nie znaleźli.

    Zwraca uwagę świetna ścieżka dźwiękowa, a wśród wykorzystanych w serialu utworów znakomita piosenka duetu Ajgieł.

  • Jeszcze o pokłosiu „gołej imprezki”

    9 stycznia 2024. Czkawka po „gołej imprezce” w klubie Mutabor w Moskwie odbija się nadal szerokim echem. Czasami przyjmuje niespodziewane formy.

    W dawnych latach w ZSRS istniał „kodeks moralny budowniczego komunizmu”, taka sowiecka wersja dekalogu (co prawda zawierał dwanaście „przykazań”). Kodeks określał, co wolno, czego nie wolno, wysławiał komunistyczne cnoty, mieszał z błotem zgniliznę moralną. Każdy obywatel, który ubiegał się o paszport i wyjazd zagraniczny (choćby tylko do „demoludów”), musiał otrzymać certyfikat moralności. Było takie określenie „морально нестойкий” (wykorzystane z ironią przez Bułata Okudżawę w jednej z ballad), jak więc ktoś był „moralnie niepewny”, chwiejny w swej postawie, to na żadne socjalistyczne konfitury nie mógł liczyć, był ogólnie podejrzany, a za granicą mógł się nawet dopuścić zdrady ojczyzny itd. Sowieccy moralizatorzy sami oczywiście też miewali poważne problemy z dochowaniem wierności przepisom kodeksu, bo przecież nic, co ludzkie i tak dalej…

    W świętoszkowatej (wyłącznie na pokaz) Rosji Putina nie ma miejsca na żarty, zabawę czy fikuśne pomysły. Wprawdzie oficjalnego „kodeksu moralnego budowniczego putinizmu” (jeszcze) nie wprowadzono, ale obowiązuje swoisty kodeks mafijny, zakładający przede wszystkim lojalność wobec bossa. Ale także nakazujący bezruch i brak inicjatywy ze strony obywateli w każdej dziedzinie. Wobec nazbyt figlarnych obywateli stosuje się pokazowe chłosty. Wspominałam już w tym kontekście w poprzednich wpisach o przykładnym ukaraniu członkiń Pussy Riot za obrazę Putina (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/12/30/poklosie-rozneglizowanej-imprezki/). A to nie jest jedyny przykład uciszania rozbrykanych wolnościowców. Teraz podobną metodę napominania i karania za nierozsądny wybryk zastosowano szerokim gestem wobec uczestników zorganizowanej przez blogerkę Nastię Iwlejewą imprezy „almost naked”. Niektórzy już zostali postawieni do pionu przez stróży moralności (wieść gminna niesie, że moskiewską bohemę postanowili ukarać ludzie w mundurach z otoczenia Putina).

    Piosenkarze podrygujący w negliżu na wieczorku w klubie Mutabor zostali przykładnie wycięci z noworocznych programów rozrywkowych, które ogląda cała Rosja. Wypadli z łaski i teraz stają na rzęsach, żeby „odkupić winę”. Filip Kirkorow zapewnił, że przekaże swoje honorarium za występ w telewizji NTW (skąd najwidoczniej nie został przez nieuwagę wycięty) na potrzeby mieszkańców Biełgorodu, ostrzeliwanego przez ukraińską armię. Deklarację opatrzył łzawym komentarzem w stylu obowiązującej propagandy. Równie wzruszające słowa zapewniające o miłości do Rosji wygłosił z dalekiego Dubaju, dokąd udał się w ramach patriotycznego uniesienia.

    W poważne tarapaty wpadł natomiast raper Vacio (to ten, który przyszedł na bal w samej skarpecie nałożonej na genitalia; prawdziwe nazwisko Nikołaj Wasiljew). Najpierw został aresztowany za chuligaństwo – spędził kilka dni w areszcie. Jak twierdzi portal „Agientstwo”, filmik z gołym Vacio pokazano samemu Putinowi, Putin miał być wstrząśnięty, zmieszany i zgorszony. Po odsiedzeniu 15 dni Wasiljewowi wręczono wezwanie do wojenkomatu, po czym został on zawieziony na „rozmowę wychowawczą” do komisariatu policji. Jedna z wypowiedzi rapera nie trafiła do przekonania przesłuchującym i muzyk ponownie trafił do aresztu. Tym razem spędzi w nim 10 dni.

    O pomysłodawczyni imprezki, blogerce Nasti Iwlejewej poszła fama, że wyjechała z kraju po tym, jak inspekcja podatkowa zaczęła jej trzepać papiery. Iwlejewa zdementowała te informacje.

    Na koniec jeszcze słów kilka o wyczynie właściciela klubu Mutabor, niejakim Michaile Daniłowie. Przedsiębiorca Daniłow dorobił się na handlu papierosami jeszcze w latach 90., miał dobre chody w odpowiednich kręgach i urzędach, potem przerzucił się na biznes restauracyjny. Obecnie ma kilka nocnych klubów, w których negliż jest na co dzień (a właściwie na co noc) mile widziany i dobrze opłacany. W jednym z wywiadów Daniłow opowiadał, że rokrocznie odwiedza Ibizę, aby być na bieżąco w trendach obowiązujących w prowadzeniu biznesu klubowego.

    I oto Daniłow dwa dni temu zjawił się w cerkwi pw. Ikony Matki Bożej „Znak”, znajdującej się w pobliżu Kremla i podarował relikwię świętego Mikołaja Cudotwórcy. Darczyńca opowiedział duchownemu, że szczątki świętego przywiezione zostały z Watykanu w listopadzie ub. roku, skrzyneczkę z fragmentem kości świętego zakupiono za pieniądze zarobione w klubach, w tym w Mutaborze, ale z podarowaniem ich cerkwi Daniłow zwlekał, bo czekał na dobrą okazję: święta Bożego Narodzenia. Daniłow zapewnił, że choć ma kilka klubów, to generalnie jest przeciwko „diabelskim sztuczkom” i w pełni popiera Cerkiew. Dziś po Moskwie gruchnęła nowina i wielki śmiech: okazało się, że relikwia jest fałszywką z podrobionym certyfikatem (https://t.me/takesandmemes/9456; https://www.svoboda.org/a/po-moscham-i-eley-dar-vladeljtsa-kluba-mutabor-okazalsya-faljshivkoy/32767322.html). Certyfikat świętoszkowatości właściciela klubu zawisł więc na włosku.

  • Patriarcha karze za przyzwoitość

    6 stycznia 2024. W przeddzień prawosławnego Bożego Narodzenia patriarcha Moskwy i Całej Rusi Cyryl zakazał niesienia posługi kapłańskiej cieszącemu się wielkim szacunkiem wiernych duchownemu Aleksiejowi Uminskiemu. To kolejny duchowny ścigany i karany przez najwyższego hierarchę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej za antywojenną postawę.

    Patriarcha Cyryl od samego początku agresji Rosji na Ukrainę popiera krwawego zbrodniarza Putina, który wywołał tę wojnę, błogosławi rosyjskich żołnierzy, niosących śmierć i zniszczenia Ukraińcom i Ukrainie, jednocześnie nie odpuszcza walki o rząd dusz wśród ukraińskich wiernych i stara się utrzymać w podporządkowaniu Ukraińską Cerkiew Prawosławną Patriarchatu Moskiewskiego (choć i wierni, i duchowni tego Kościoła dystansują się od „centrali w Moskwie”). Dziś podczas modłów poprzedzających uroczystą nocną liturgię bożonarodzeniową w katedrze Chrystusa Zbawiciela patriarcha w kazaniu powiedział: „Dzięki narodzeniu Chrystusa możemy powiedzieć „Bóg jest z nami”. Tam, gdzie Bóg, tam jest siła. Tam, gdzie Bóg, tam jest zwycięstwo”. Słowa obecne w oficjalnej kremlowskiej propagandzie: siła, zwycięstwo, Bóg jest z nami. Naszywki z takim hasłem noszą żołnierze, kierowani na front.

    Wróćmy do sprawy ojca Uminskiego. Duchowny był od trzydziestu lat proboszczem parafii Świętej Trójcy w Moskwie. W listopadzie ub.r. udzielił wywiadu Aleksiejowi Wieniediktowowi (były dyrektor rozgłośni Echo Moskwy), powiedział w nim m.in.: „Słowa wojny, operacji specjalnej z liturgią nie mają nic wspólnego, nie współbrzmią. Dla wielu ludzi to realna tragedia”. Ten wywiad stał się najprawdopodobniej kroplą, która przepełniła czarę cierpliwości patriarchy Cyryla: ojciec Uminski „od dawna irytował patriarchę i jego otoczenie” – pisze w „Nowej Gazecie. Europa” Lera Furman. Wcześniej Uminski był świadkiem obrony w procesie Memoriału, podpisał też list w sprawie dopuszczenia do Aleksieja Nawalnego lekarzy (https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/04/23/nawalny-zawiesza-glodowke/), odprawił panichidę po Michaile Gorbaczowie, odwiedzał w łagrze Michaiła Chodorkowskiego itd. Jednym słowem – nie posługiwał władzy.

    Aktywistka Lida Moniawa wspomina na FB: „Przez ostatnie dziesięć lat ojciec Aleksiej Uminski jeździł po Moskwie i obwodzie moskiewskim, by dowieźć komunię świętą podopiecznym hospicjum dla dzieci, odwiedzał chore dzieci w domu. Rozmawiał ze śmiertelnie chorymi dziećmi i ich rodzinami o śmierci i o Bogu. Po śmierci dzieci nadal podtrzymywał kontakty z rodzicami. Niósł posługę kapłańską w hospicjum. Co roku w święto Trójcy Przenajświętszej odprawiał nabożeństwo żałobne w intencji dzieci, które zmarły w hospicjum. Na nabożeństwo przyjeżdżały całe rodziny, przychodzili pracownicy hospicjum. Wszyscy płakali, a potem zadawali ojcu Aleksiejowi pytania. Dlaczego Bóg pozwolił dziecku umrzeć? Dlaczego nie wysłuchał ich modlitw? Jak teraz mają żyć? Ojciec Aleksiej znajdował słowa, by odpowiedzieć na te pytania. […] Ojciec nigdy nie wypowiada tych opływowych, uspokajających formułek, którymi posługuje się większość duchownych. Cenię ojca za odwagę patrzenia prawdzie w oczy, za to, że nie uchyla się od trudnych pytań. […] Zamiast wręczyć o. Uminskiemu dyplom z podziękowaniami, patriarcha Cyryl nakazał odsunąć go od posługi kapłańskiej. Ten nakaz oznacza, że ojciec Aleksiej nie będzie mógł kontynuować swojej pracy na rzecz chorych dzieci w hospicjum, nie będzie mógł jeździć z komunią do dzieci chorujących w domu. Podpisany przez patriarchę ukaz przyniósł wiele szkód i wiele zła ludziom”. A publicystka Zoja Swietowa dodaje: „Prześladowanie ojca Uminskiego to dramat Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej, świadczący o postępującej degradacji tego Kościoła, o rujnacji dokonywanej przez jego najważniejszego hierarchę przy milczącej zgodzie innych hierarchów i kleryków”.

    Intencję popierającego wojnę patriarchy podkreśla nowa nominacja. Otóż, nowym proboszczem w dotychczasowej parafii ojca Uminskiego został protojerej Andriej Tkaczow, militarysta, ksenofob, szerzący kult zemsty na „wrogach ojczyzny”, przyklaskujący obowiązującym w RCP zakazom modlitw o pokój.

    Ojciec Uminski nie jest pierwszym duchownym, którego za antywojenną postawę hierarchia „Cerkwi przemocy i wojny” stawia pod pręgierzem. O wyrzucaniu niewygodnych duchownych pisałam m.in. w Rosyjskiej ruletce (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosyjska-cerkiew-pozbywa-sie-niewygodnych-duchownych-183389). Komentatorzy uważają, że Aleksiej Uminski zostanie postawiony niebawem przed cerkiewnym sądem, który zapewne usunie go ze stanu duchownego.

  • Pokłosie roznegliżowanej imprezki

    30 grudnia. Impreza w klubie „Mutabor” w Moskwie przez wiele dni ogniskowała uwagę nie tylko plotkarskich wyroczni, ale też polityków i organów państwa. Wielu jej uczestników wychodzi z tego ubawu mocno poobijanych. Bo na taką ostentację gołych zadków nie mógł nie zareagować ten, który pragnie dyktować standardy stylu i wyznaczać granice moralności: Władimir Putin.

    Zorganizowany przez blogerkę Nastię Iwlejewą wieczorek pod hasłem „almost naked” był imprezą zamkniętą. Mimo to pojawili się na nim paparazzi, którzy bez żadnych przeszkód i protestów ze strony uczestników obfotografowali skąpe kreacje gospodyni i jej gości, zdjęcia wyciekły do sieci (opisałam to w poprzednim poście: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/12/22/golo-i-niezbyt-wesolo/). I zapewne byłby to może jedynie temat dla wszelkiej maści „internetowych pudelków”, podniecających się tym, ile Iwlejewa ostatnio schudła albo dlaczego jej partner jest od niej niższy, gdyby nie to, że z gołej prywatki politycy uczynili platformę do rozliczania i przemeblowania sceny.

    Pierwsze reakcje gwiazd i gwiazdeczek, które bawiły się w „Mutaborze”, były ironiczne i beztroskie. Cóż, imprezka jak imprezka, nie pierwsza tak frywolna. Ksenia Sobczak napisała, że na świecie nie ma sprawiedliwości, więc jedni piją szampana, a drudzy ronią łzy, głodują itd. Z dnia na dzień jednak ton reakcji zmieniał się – z góry nadleciała instrukcja, żeby wychłostać degeneratów. Roskomnadzor dopatrzył się „przejawów propagandy LGBT”, a to już może podpadać pod paragraf.

    Kiedy członkinie zespołu Pussy Riot w 2012 r. odśpiewały w Świątyni Chrystusa Zbawiciela pieśń „Bogurodzico, przegoń Putina”, wydawało się, że ich wybryk zostanie zaliczony do kategorii chuligaństwa, dziewczyny zostaną ukarane grzywną i tyle. Tymczasem odbył się pokazowy proces, z którego relacje szły na cały świat, a uczestniczki ukarano realnymi wyrokami łagru (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2012/08/17/no-mercy/). To też była publiczna chłosta i sygnał, że Rosja na progu trzeciej kadencji Putina skręca w stronę państwa opresyjnego i konserwatywnego. W dzisiejszej putinowskiej Rosji skandal z golizną bohemy balującej w najlepsze, gdy hufce Putina walczą z „nazistowskim reżimem w Kijowie” i „zgnilizną Zachodu, który próbuje odebrać Rosji jej święte tradycje”, jest też ważnym sygnałem, że nie ma już miejsca na żadne wygłupy. Teraz wszystko ma być na poważnie, jedyne dozwolone dowcipy to te, które opowiada sam Władimir Władimirowicz w przypływie lepszego humoru. A reszta może się bawić na imprezach organizowanych lub błogosławionych przez Kreml. A są to: telewizyjne koncerty dla mas oraz „patriotyczne” imprezy z udziałem zaakceptowanych wykonawców. Artyści, którzy nie podzielają zachwytu dla wojny, są stopniowo eliminowani (uznawani za „agentów zagranicznych”, ścigani za „fejki”, zwalniani z teatrów itd.: pisałam o tym na blogu i w „Rosyjskiej ruletce”: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/03/27/dzien-teatru-teatru-wojny/; https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-pisarz-borys-akunin-na-kremlowskiej-liscie-terrorystow-185749). Kultura jest towarem limitowanym, a jej dozwolone standardy wyznaczane są przez urzędników w porozumieniu z głównym aktorem sceny politycznej – prezydentem. To samo dotyczy zachowania gwiazd poza sceną.

    Na znak z góry jeden za drugim uczestnicy imprezki zamieszczali w mediach społecznościowych „przeprosiny”. Potępiali samych siebie, obiecali poprawę, przyznawali, że zbłądzili, błagali o przebaczenie. Filip Kirkorow zapewniał, że nigdy nie zdradził „swojej ojczyzny i swoich słuchaczy, nigdy nie wyjechał z kraju” itd. Co ciekawe, jest z pochodzenia Bułgarem, ale to niuans – mieszka i śpiewa w Rosji i po rosyjsku. Akt skruchy chyba jednak nie wystarczy – jak donoszą media społecznościowe, już gotowy do emisji sylwestrowy program w TV NTW, w którym pojawił się Kirkorow, ma być przemontowany: Kirkorowa mają wyciąć. Przypomina się w tym kontekście praktyka usuwania ze zdjęć tych współpracowników Stalina, których wódz się po drodze pozbywał. Wydaje się, że Kirkorow i inne gwiazdy estrady dostaną na czas krótszy lub dłuższy ban na występy, a to mocno uderzy artystów po kieszeni. Okres noworoczny to dla nich zwykle czas żniw. Ale nie w tym roku.

    Raper Vacio, którego strój zwrócił uwagę szerokiej publiczności (składał się jedynie z obuwia i skarpety, naciągniętej dość niedbale na genitalia), został skazany na 15 dni aresztu administracyjnego za wybryk chuligański. W nagranych przeprosinach podkreślał, że jest hetero i w ogóle nikogo nie chciał obrazić.

    Nastia Iwlejewa wpadła w tarapaty: przyczepiła się do niej inspekcja podatkowa, choć blogerka zapewniała, że dochód z gołego wieczorku przeznaczy na cele dobroczynne. Głos zabrała też Ksenia Sobczak, która początkowo nie dostrzegła w imprezie niczego zdrożnego: „nikogo nie chciałam obrazić. Jeśli ktoś poczuł się dotknięty moim widokiem, to przepraszam. Kocham swój kraj, jestem dziennikarzem, który pracuje w Rosji”.

    Przeprosiny pełne bólu i łez przypominają te, które stały się elementem życia w Czeczenii. Tam ludzie, którzy weszli w drogę Ramzanowi Kadyrowowi, od dawna przepraszają za swe „niecne czyny”.

    Ciekawy komentarz zamieścił opozycyjny polityk z Pskowa, Lew Szlosberg; zacytuję jego fragmenty: „Gwiazdy rosyjskiej estrady, przyzwyczajone do życia w oderwaniu od tego, co dzieje się w kraju, nie zauważyły tego, co w ostatnich latach działo się z Rosją. Gwiazdorzy byli poza polityką. Nie zrozumieli, że Rosja przekształciła się w państwo policyjne, a w państwie policyjnym niezbędnym elementem jest policja obyczajowa. I ta policja będzie całemu społeczeństwu wyznaczać „normy”. Jeśli ktoś „norm” nie przestrzega, to traktowany jest jak ktoś zagrażający ładowi społecznemu. A istotą tego ładu jest podporządkowanie się człowieka władzy. Nie tylko polityczne, ale także moralne i fizyczne. […] Państwo policyjne uznaje obnażone ciało za polityczną demonstrację, zagrażającą fundamentom”. Ci, którzy zostali przyłapani na wyjściu poza ramy „norm”, powinni pokazać, że się boją, paść na kolana i błagać o wybaczenie. Niedawni idole mas, strąceni przez władze z piedestałów, powinni też zostać odrzuceni przez społeczeństwo. Taki jest cel tych zabiegów władz. „W tym przymuszaniu do przeprosin jest też przesłanie do społeczeństwa: patrzcie i zapamiętajcie, co zrobimy z tymi, którzy zachowują się nieodpowiednio, a i przyjrzyjcie się, jacy ci wasi idole są żałośni, są gotowi upokorzyć się, żeby tylko dostać swój kawałek chleba i zachować miejsce przy stole. Patrzcie, co stanie się z każdym, kto złamie reguły państwa policyjnego. Te publiczne akty skruchy mają przyuczyć społeczeństwo do totalnej pokory wobec władz”.

    A ci, którzy nie godzą się na te upokarzające praktyki, skazywani są na wysokie wyroki. Jak skazana wczoraj na 9 lat łagru Ksenia Fadiejewa, aktywistka, była szefowa sztabu Nawalnego w Tomsku. Dziewięć lat!!! Za co? Za ekstremizm. To znaczy za współpracę z Nawalnym, prowadzenie śledztw antykorupcyjnych i patrzenie miejscowym władzom na ręce.

    Putin wsadza do łagrów również za poezję. Poeci Artiom Kamardin i Jegor Sztowba zostali skazani na 7 i 5,5 roku łagru za recytowanie antywojennych wierszy podczas protestu przeciw mobilizacji we wrześniu 2022 r. Zostali uznani za winnych stwarzania zagrożenia dla bezpieczeństwa państwa i rozniecanie nienawiści.