Kategoria: Bez kategorii

  • Skazany Oleg Orłow

    27 lutego 2024. Współzałożyciel Memoriału Oleg Orłow zasiadł na ławie oskarżonych i został dziś skazany na realny wyrok łagru. Za co? Za przyzwoitość. Kremlowski smok jest coraz bardziej nienasycony.

    Sąd rejonowy w Moskwie skazał na karę 2,5 roku łagru za „dyskredytację armii” 70-letniego Orłowa, obrońcę praw człowieka, współzałożyciela Memoriału (stowarzyszenie otrzymało Pokojową Nagrodę Nobla w 2022 r, zostało zlikwidowane w Rosji; o represjonowaniu stowarzyszenia pisałam m.in., na blogu: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2021/12/31/jeszcze-wiecej-zagranicznych-agentow/). Jako formalną podstawę rozprawy wzięto napisany przez Orłowa antywojenny artykuł (Orłow opublikował go w swoim profilu na Facebooku; „Nowa Gazeta. Europa” zacytowała wczoraj cały tekst „Chcieli faszyzmu. No to go mają”: https://novayagazeta.eu/articles/2024/02/26/vasha-chest-ne-strashno-chto-v-etom-absurde-pridetsia-zhit-vashim-detiam). Co ciekawe, za to samo Orłow już był raz skazany – w październiku ubiegłego roku orzeczono wobec niego grzywnę w wysokości 150 tysięcy rubli. Prokuratura jednak uznała, że to zbyt łagodny wymiar kary i skierowała sprawę do ponownego rozpatrzenia, żądając trzech lat pozbawienia wolności.

    Wczoraj Orłow wygłosił w sądzie znakomite przemówienie (ostatnie słowo oskarżonego): „Śmierć, a właściwie rozprawienie się z Aleksiejem Nawalnym, procesy innych krytyków reżimu, w tym mój proces, uduszenie wolności, wkroczenie rosyjskich wojsk na Ukrainę to ogniwa jednego łańcucha.

    Nie popełniłem przestępstwa. Sądzą mnie za artykuł, w którym nazwałem reżim polityczny w Rosji totalitarnym i faszystowskim. Artykuł napisałem dwa lata temu. Niektórzy moi znajomi uznali wtedy, że przesadziłem. Z dzisiejszej perspektywy widać wyraźnie, że miałem rację. […] Nasz kraj coraz bardziej pogrąża się w mroku. Zakazane zostały książki współczesnych rosyjskich pisarzy, zakazano ruchu LGBT, co oznacza wkroczenie państwa w życie prywatne obywateli, studentom zakazano cytowania „zagranicznych agentów”, socjologa Borysa Kagarlickiego skazano na pięć lat łagru za kilka słów o wydarzeniach w Ukrainie, różniących się od oficjalnej linii, a człowiek, którego propagandyści nazywają liderem narodu, publicznie mówi, że „Polacy zmusili Hitlera do rozpoczęcia II wojny światowej”. […] To tylko kilka posunięć z ostatnich czterech miesięcy. Jak należy nazwać ustrój polityczny, w którym dzieją się takie rzeczy? Nie, nie omyliłem się, pisząc mój artykuł. Zakazywana jest nie tylko publiczna krytyka, ale jakiekolwiek niezależna opinia. Kara może zostać wymierzona za działania nie mające żadnego związku z polityką czy krytyką władz. Nie ma takiej dziedziny sztuki, gdzie dozwolone są swobodne artystyczne wypowiedzi, nie ma wolnej nauki akademickiej w dziedzinie humanistyki, nie ma również życia prywatnego. […] Zostałem oskarżony o dyskredytację, ale nikt nie wyjaśnił, na czym miałaby ona polegać. […] Skazuje się nas za wątpliwości co do tego, czy napaść na sąsiednie państwo ma na celu wzmocnienie pokoju i bezpieczeństwa. To absurd.

    W dzisiejszej Rosji krytyka władz jest zakazana. Otwarcie nikt o tym nie mówi, zakaz owijany jest w absurdalne i nielogiczne formuły nowych tak zwanych ustaw, aktów oskarżenia i wyroków”.

    Orłow przypomniał nazwiska więzionych opozycjonistów, stwierdził, że są oni powoli zabijani w łagrach, cierpią za to, że protestowali przeciwko przelewowi krwi w Ukrainie i za to, że chcą, aby Rosja stała się demokratycznym państwem, które nie stanowi zagrożenia dla świata. „Władze walczą teraz nawet z zabitym Nawalnym. Boją się go nawet po śmierci” – podkreślił. Zdaniem Orłowa, władze mają nadzieję, że rozpędzając protesty czy akcje pamięci i prześladując nawet tych, którzy przynoszą kwiaty pod pomniki ofiar reżimu totalitarnego, zdemoralizują tę część rosyjskiego społeczeństwa, nadal odczuwającą odpowiedzialność za swój kraj. „To płonna nadzieja. Pamiętamy przesłanie Aleksieja Nawalnego: Nie poddawajcie się. Dodam od siebie: nie traćcie optymizmu. Prawda jest po naszej stronie”.

    Zwracając się do wykonawców absurdalnych praw, Orłow przypomniał: „W 1935 r. w Niemczech przyjęto ustawy norymberskie. Po 1945 roku przed sądem postawiono wykonawców tych praw”. I wyraził nadzieję, że dzieci i wnuki dzisiejszych wykonawców antykonstytucyjnych, bezprawnych ustaw w Rosji będą się wstydzić za swoich przodków. „Tak samo będzie z tymi, którzy dziś popełniają zbrodnie w Ukrainie. Ten wstyd będzie najgorszą karą”.

    Wyrok orzeczony wobec Olega Orłowa jest przyznaniem się władz do tego, że ścierpieć nie mogą nikogo, kto w oczy mówi (pisze) prawdę o istocie putinizmu, o jego zbrodniach. Żarna machiny przymusu obracają się coraz szybciej, zgniatając kolejne wysepki niezależnego myślenia.

    Dziś w swoje kolczaste łapy putinowski aparat mielenia ludzi złapał adwokata Wasilija Dubkowa, który towarzyszył Ludmile Nawalnej podczas jej pobytu w Salechardzie (gdzie próbowała wydobyć ciało zmarłego syna, by go pochować). Od dwóch dni współpracownicy Nawalnego próbują wynająć salę na uroczystość pożegnania z Aleksiejem. Bezskutecznie. Jak napisał „The Moscow Times”, moskiewskie zakłady pogrzebowe dostały zakaz zorganizowania takiej uroczystości. Rację miał Orłow: Putin walczy z Nawalnym nawet po śmierci. Ze strachu.

  • Głośniej nad tą trumną

    26 lutego 2024. Mija dziesięć dni od śmierci Aleksieja Nawalnego w łagrze Wilk Polarny. Nadal nie wiadomo, w jakich okolicznościach umarł najważniejszy rosyjski opozycjonista. I nadal nie wiadomo, kiedy i gdzie odbędzie się jego pogrzeb. Nad śmiercią Nawalnego podnosi się wielka mgławica pytań i wątpliwości.

    Przez wiele dni rosyjska machina władzy próbowała skruszyć matkę Nawalnego, Ludmiłę, która przyjechała do Salechardu po ciało syna (opisałam tę niebywałą epopeję w Rosyjskiej ruletce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-po-smierci-nawalnego-kto-teraz-przeciwstawi-sie-putinowi-186328). Do sumienia Putina apelowało wiele znanych osób, m.in. laureaci Nagrody Nobla, Switłana Aleksijewicz i Dmitrij Muratow. Wreszcie władze po długim namyśle pozwoliły na przekazanie ciała syna Ludmile Nawalnej (сhoć przecież zgodnie z prawem nie mogły odmówić matce wydania ciała syna!). Nawet po śmierci Aleksiej Nawalny postrzegany jest przez Putina i jego dwór satanistów jako zagrożenie, które trzeba zwalczać. Wizerunkowo to była kolejna wielka porażka Kremla. „Oni najwidoczniej zrobili po cichu sondaż, z którego wyszło, że lepiej będzie oddać ciało Aleksieja matce, przeciąganie tej sprawy negatywnie odbije się na prestiżu władzy” – wyraził przypuszczenie jeden z dobrze zorientowanych w kremlowskich realiach komentatorów.

    Teraz dla putinowskiej machiny problemem nie do przezwyciężenia okazuje się pogrzeb. Trwają intensywne rozmowy o miejscu i czasie uroczystości. Oraz jej charakterze: czy ma to być ceremonia prywatna, zamknięta (formuła podobna do formuły pogrzebu Jewgienija Prigożyna – https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/08/30/na-sam-pogrzeb/), czy jednak każdy będzie mógł przyjść, aby pożegnać polityka zabitego przez reżim. Kreml ma wielki ból głowy. Bo jeżeli zezwolić na otwartą uroczystość, może z tego wyniknąć jakaś demonstracja nastrojów antywojennych i antyputinowskich na dużą skalę. I to przed pseudowyborami. Rozpędzić rozpędzą bez problemu, ale jednak ludzie (w kraju i za granicą) zobaczą, że nie całe społeczeństwo – jak głosi oficjalna propaganda – bezwarunkowo popiera Putina i jego politykę.

    Dziś szefowa Międzynarodowej Fundacji Walki z Korupcją Maria Piewczich ogłosiła, że Aleksiej Nawalny został zabity w łagrze, aby nie mogło dojść do jego wymiany na odsiadującego dożywocie w niemieckim więzieniu Wadima Krasikowa (https://www.tygodnikpowszechny.pl/zabojstwo-na-zamowienie-i-zemsta-putina-170125). Krasikow to killer, który ma na swoim koncie zabójstwa (w tym polityczne) na zlecenie. Putin wspominał o nim w niedawnym wywiadzie dla amerykańskiego dziennikarza Tuckera Carlsona (bez podania nazwiska killera); sugerował, że Kreml jest zainteresowany wyciągnięciem „oddanego patrioty” z niemieckiego mamra – w zamian rosyjskie więzienie miałby opuścić któryś z przetrzymywanych obywateli USA. Pogłoski o możliwej wymianie Krasikowa na Nawalnego odnotowałam w blogu 15 grudnia: https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/12/15/gdzie-jest-nawalny/). Teraz temat powrócił w bardziej rozwiniętej formie. I w innym już (niestety) kontekście.

    Maria Piewczich powiedziała (https://echofm.online/video-dnya/komanda-navalnogo-pochemu-putin-ubil-navalnogo-sejchas), że 15 lutego otrzymała potwierdzenie, iż negocjacje w sprawie wymiany Nawalnego znajdują się na finiszu. Współpracownicy Nawalnego zaraz po tym, jak zaczęła się wojna w Ukrainie, zaczęli prowadzić rozmowy o możliwości wymiany Aleksieja i innych więźniów politycznych na złapanych na Zachodzie rosyjskich agentów. Wielu polityków odmówiło udziału w negocjacjach, opowiada Piewczich, dlatego ciągnęły się one tak długo – mnóstwo czasu pochłaniało nawiązywanie kontaktów. Jednym z pośredników miał być miliarder Roman Abramowicz (którego nazwisko notabene od czasu do czasu wypływa przy okazji różnych zakulisowych działań). Według słów Marii Piewczich, Putinowi dano do zrozumienia, że jedyny sposób, aby Krasikow mógł wrócić do Rosji, to wymiana na Nawalnego. „Ale Putin zinterpretował sprawę inaczej – mówi współpracowniczka Nawalnego – skoro Zachód zasadniczo jest gotowy na wydanie Krasikowa Rosji, to może on być wymieniony na kogoś innego, a Nawalnego trzeba sprzątnąć. To nielogiczne, ale Putin nie myśli racjonalnie i podjął nieracjonalną decyzję”.

    Kreml nie zareagował na oświadczenie Marii Piewczich. Natomiast stało się ono przedmiotem komentarzy i sporów w mediach społecznościowych. Dziennikarz Siergiej Parchomienko tak pisze o ujawnionych przez Piewczich zabiegach o uwolnienie Nawalnego: „Nadal nie wiemy, jakie było stanowisko Putina i jego otoczenia w sprawie wymiany Nawalnego na najemnego zabójcę Krasikowa. Wcześniej czy później dowiemy się szczegółów rozmów na ten temat ze strony zachodniej (w tym przede wszystkim z Niemiec, które są w posiadaniu „kapitału wymiennego”). Ale o tym, jak zachowywał się reżim putinowski w tej sprawie, nie wiemy. Putin jest opętanym maniakiem zabójcą i nie ma żadnych podstaw, by uznać, że w danym wypadku porzucił swoją zwykłą manierę męczenia i zabijania ludzi, których uważa za swoich wrogów lub którzy – jak sądzi – zagrażają mu. […] Jasne jest, że Putin mógł wydać polecenie zabicia Aleksieja Nawalnego, aby raz na zawsze pozbyć się nawet iluzorycznej idei jego uwolnienia, aby nawet teoretycznie nie można było myśleć o jego wymianie. To zwierzęcy instynkt zabójcy”.

  • Tucker the day after

    11 lutego 2024. Dwa dni temu amerykański eks-prezenter telewizyjny, lobbysta i popularny medialny influencer Tucker Carlson opublikował wywiad z Władimirem Putinem. Rozmowa od razu znalazła się w centrum zainteresowania światowych mediów i opinii publicznej. Podzielony na dwie części wywiad na koncie Carlsona na platformie X obejrzało już ponad 150 mln osób.

    O treści wywiadu i jego znaczeniu pisałam w „Tygodniku Powszechnym” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/oredownik-trumpa-robi-wywiad-z-putinem-po-co-kremlowi-ten-zabieg-propagandowy-186211) i mówiłam w audycji radia TOK FM (https://audycje.tokfm.pl/podcast/153033,Manipulacje-i-mity-O-wywiadzie-Carlsona-z-Putinem).

    Dziś zatem tylko przypomnienie i próba poważnego komentarza. Oraz na deser – komentarz żartobliwy, co nie znaczy, że niepoważny.

    Rozmowa trwała dwie godziny. Przed nagraniem chyba doszło do małego nieporozumienia, może nawet spięcia pomiędzy interlokutorami. Putin był wyraźnie rozdrażniony, jego cienkie nóżki nerwowo stepowały, twarz miał ściągniętą i niemiłą. Nie dał Carlsonowi dojść do słowa i z mety przystąpił do półgodzinnego wykładu o tym, jak widzi historię ze szczególnym uwzględnieniem dziejów Rosji (od Ruryka) i Ukrainy (z zaskakującym wklejeniem wątku Bohdana Chmielnickiego). Próby ożywienia rozmowy wtrącanymi nieśmiało pytaniami nie pomogły: Putin jechał swoim czołgiem pełnym wypaczeń i deformacji, nie zważając na nic. Wywód miał uzasadnić przyczyny rozpętania przez Rosję wojny. Ale czy amerykańskich odbiorców może przekonać twierdzenie (powtarzane już przez Putina któryś raz), że Rosja nie zaczynała tej wojny, a tylko chce ją zakończyć? Bo tak naprawdę, zdaniem Putina, wojnę zaczęła Ukraina w 2014 r. Czy amerykański widz jest w stanie wysłuchać dwugodzinnej nudnej cegły, skoro wymięka nawet podczas (zbyt długiego, jego zdaniem) meczu piłki nożnej i wybiera szybkie wymiany piłek w koszykówce czy dynamikę futbolu amerykańskiego?

    Kolejny blok rozmowy poświęcony był źle układającym się stosunkom Rosji z USA. Tu również włączona została stara płyta ze skargą Putina na to, że partnerzy z Zachodu nie dotrzymali obietnic: NATO miało się nie rozszerzać, a się rozszerzyło itd. Powtórką były też deklaracje gotowości Rosji do rozmów pokojowych. Według Putina, Rosja chce pokoju. Ale na swoich warunkach. „Niech oni zrozumieją, że trzeba do tego podchodzić rozsądnie, traktować Rosję i jej interesy z szacunkiem. Po co mam dzwonić do Bidena? Niech przestaną zaopatrywać Ukrainę w broń i wszystko się skończy” – dowodził Putin. Ziem raz zdobytych nie oddamy nigdy. I niech Waszyngton pouczy Zełenskiego: siadaj do stołu i dogaduj się z Moskwą.

    Już nie po raz pierwszy Putin zasygnalizował, że gotów jest do targowania się z Zachodem o nowe rozdanie w ładzie międzynarodowym.

    Była też mowa o Polsce i państwach bałtyckich. Putin zastrzegł, że nie ma żadnych interesów, aby napadać na te kraje, a wojska rosyjskie mogą wmaszerować do Polski tylko w wypadku napaści Polski na Rosję. Bo, jak powszechnie wiadomo, miłująca pokój Rosja nigdy na nikogo nigdy nie napadała. W części historycznej dotyczącej genezy II wojny światowej Putin uświadomił Carlsona, że pokojowo nastawiony Hitler w 1939 r. został zmuszony przez Polaków do agresji.

    Po co Kremlowi taki wywiad? Tucker Carlson jest postrzegany jako gorący orędownik Donalda Trumpa, a w Moskwie był odbierany wręcz jak jego wysłannik, zwiastujący (po wyczekiwanej przez Kreml wygranej Trumpa) nowe otwarcie. Celem wywiadu było wyłożenie racji Moskwy w nadziei, że zostaną one uwzględnione po ewentualnej zmianie w Białym Domu.

    Putin od 24 lutego 2022 r. jest izolowany na arenie międzynarodowej. Chciałby mieć sposobność dotarcia do zachodnich elit i społeczeństw. I przekonać je do swoich interesów. Czy mu się to udało? Na razie za wcześnie, by to ocenić. Jedno już dziś jest widoczne: zainteresowanie było ogromne (zainteresowanie nie musi oznaczać zapoznania się z nudnym materiałem ani przyznania racji Putinowi). Jeśli nawet Kreml nie osiągnie założonych celów, to już samo zamącenie wody przed amerykańskimi wyborami może być uznane za bonus. Z kremlowskich kuluarów dobiegają echa, świadczące o niezadowoleniu niektórych osób z otoczenia Putina z wydźwięku rozmowy. Skrzydło bojowo-konserwatywne oczekiwało, że prezydent rozwinie temat obrony przez Rosję tradycyjnych wartości, tymczasem niemal nie poświęcił temu uwagi. Ugrzązł w historycznych zawiłościach (jak powszechnie wiadomo, Putin uwielbia granie historią, uważa się za znawcę, podczas gdy historię zna kiepsko, wyrywkowo i tworzy na tej niepewnej podstawie wielkie konstrukcje, które łatwo podważyć; niemniej warto przy okazji przypomnieć, że te tworzone przez Putina historyczne konstrukcje stanowią fundamenty jego myślenia o współczesnym świecie i podstawę podejmowanych na bieżąco decyzji). Bardziej wyrobiona publiczność, kochająca teorie spiskowe może się nawet pożywić, o ile będzie w stanie przebrnąć przez labirynt dygresji i mędrkowania niezbyt lotnego i pilnego ucznia.

    Emigracyjny socjolog Igor Ejdman zamieścił na swoim kanale w Telegramie wpis pod tytułem „Prawdziwy tekst sławnej rozmowy” (https://t.me/igoreidman/1237).

    – Władimirze, dlaczego napadliście na Ukrainę?

    – Zaraz to w skrócie wyjaśnię. Wszystko zaczęło się od Ruryka i Lenina. Ruryk stworzył Rosję, a Lenin – Ukrainę. Potem Polacy wymusili na Hitlerze, aby na nich napadł. A Austriacy nie wiedzieć czemu spolonizowali Rosjan. O tym napisał mi Bohdan Chmielnicki. Dima, przynieś listy!

    Tak w ogóle to Bohdan zalecał się do Katarzyny II i już wszystko było na dobrej drodze, ale Chruszczow się wtrącił, zabrał Katarzynie Krym i oddał Ukrainie. Caryca się obraziła, poskarżyła się Stalinowi, a Stalin – mnie. Synku, powiada, weź mi pomóż, bo tam są nasi ludzie, Rosjanie. No więc pomogłem.

    Dalej mnie i Jarosława Mądrego (obaj jesteśmy mądrzy, ale nazbyt ufni) wzięli i wyprowadzili w pole Amerykanie, po prostu wystrychnęli na dudka. Rozszerzyli NATO na wschód. Musiałem się wobec powyższego zwrócić o wsparcie do chana Batyja. I za jednym zamachem – do Bismarcka. Bismarck mnie zrozumiał i poparł: bo najważniejszy jest, powiada, potencjał.

    Potem wysłałem ojca Zełenskiego na front, żeby języka złapał. A on samego Hitlera złapał i synowi oddał w charakterze żywej zabawki. A Wołodia z Hitlerem się zaprzyjaźnił i Hitler nauczył Wołodię nazizmu. A ja mu mówię: Jak to tak, Wołodia?”.

    Wreszcie, jak pisze Ejdman, Putin zaczął się denerwować, wykrzykiwał „Ukraina! Wykiwali nas! Lenin, Stalin” itd. A potem omdlał i już nie odpowiadał na pytania lekarza.

  • Donos nasz powszedni

    6 lutego 2024. Donos stał się w Rosji sposobem na załatwianie różnych społecznych i politycznych problemów. Władze tak mocno rozwinęły w ostatnim czasie zasób przewinień, za które można być pociągniętym do odpowiedzialności, że donosiciel nie musi się specjalnie napinać, by znaleźć powód do ścigania adwersarzy. A śledczy nie muszą mieć dowodów, aby ścigać.

    Za przykład może posłużyć nie tylko wybujała działalność bogini donosów Jekatieriny Mizulinej (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2023/11/25/galeria-figur-nieforemnych-czesc-2/), ale też aktywność zwyczajnych obywateli bez politycznych ambicji.

    Anastasija Akińszyna, lat 34, przyszła do przychodni z siedmioletnim synkiem, który miał problemy z okiem. Skierowano ją do gabinetu pediatry, 67-letniej Nadieżdy Bujanowej. Chłopiec zaczął kaprysić i brykać. Lekarka zwróciła uwagę, że dziecko zachowuje się nieadekwatnie i zapytała, czemu tak jest. Matka odpowiedziała, że syn mocno przeżywa stratę ojca, który zginął podczas „specjalnej operacji wojskowej”.

    Według Akińszynej, lekarka miała oznajmić, że poległy mąż był „legalnym celem dla Ukrainy”. A Rosja „dokonała agresji wobec Ukrainy”.

    Po tych słowach wdowa dostała palpitacji, plam na szyi i zawrotów głowy. Poleciała z jęzorem do szefowej przychodni. Ta próbowała ją uspokoić. Bezskutecznie. „Zrozumiałam, że te larwy będą chciały wszystko spuścić po drucie. Nic z tego. Pytanie brzmi: gdzie mam złożyć skargę na tę dziwkę, żeby ją do ch*ja pana wyj*bali z kraju?” – zadała grzecznie pytanie na filmiku, który trafił do mediów społecznościowych. Pobiegła na policję, gdzie złożyła doniesienie, iż pediatra Nadieżda Bujanowa zajmuje się dyskredytacją rosyjskiej armii, domagała się też sprawdzenia, czy lekarka nie sponsoruje ukraińskich sił zbrojnych i czy przebywa w Rosji legalnie, bo uczyła się na lekarza we Lwowie. Zdaniem donosicielki, tak czy inaczej pani doktor powinna trafić za kraty.

    Sprawą w mig zajął się Komitet Śledczy, a konkretnie osobiście szef tego organu, Aleksandr Bastrykin. Wszczęto sprawę z artykułu o rozpowszechnianie fejków o armii. Tak, donosem imputującym jakąś wypowiedź lekarki zajmuje się kierownictwo ważnego organu, powołanego do ścigania poważnych przestępstw.

    Kierownictwo przychodni wpadło w panikę i zwolniło pediatrę Bujanową z pracy. Akińszyna odgrażała się, że szefową lekarki, która próbowała ją uspokoić, też pogonią.

    Śledczy przyszli do mieszkania Bujanowej z rewizją (adwokata nie puścili), wywrócili je do góry nogami. Zdjęcie ze zrujnowanego lokum zamieściło wiele mediów (https://meduza.io/news/2024/02/04/politseyskie-razgromili-kvartiru-pediatra-iz-moskvy-nadezhdy-buyanovoy-na-vracha-zaveli-ugolovnoe-delo-posle-zhaloby-vdova-voennogo-pogibshego-v-ukraine). Komentatorzy zwrócili uwagę nie tylko na straszliwy bałagan, jaki zostawili po sobie śledczy, ale także na nader skromny wystrój niewielkiego mieszkanka w starym bloku.

    Bujanowa stanęła przed sądem, który miał określić, czy zostanie aresztowana. Sąd jednak nie przychylił się do wniosku prokuratury o osadzenie lekarki w areszcie śledczym (jak piszą komentatorzy w mediach społecznościowych, sam Bastrykin wydał polecenie, aby lekarkę zamknąć w areszcie śledczym). Orzekł jedynie o zakazie użytkowania przez Bujanową internetu i telefonu oraz wydał zakaz kontaktów ze świadkami.

    Nadieżda Bujanowa twierdzi, że nie mówiła tego, co zarzuca jej Akińszyna. Zwróciła się z wnioskiem o przesłuchanie taśm zawierających nagrania rozmów, jakie toczą się w przychodni w gabinetach. Na razie śledztwo nie podjęło tego wątku.

    Czy casus Nadieżdy Bujanowej to punkt zwrotny? Czy teraz będzie tak, że każdy donosiciel, któremu nie spodoba się, powiedzmy, diagnoza albo nie dostanie skierowania, zaraz poleci do Bastrykina i nakabluje, że lekarz nie lubi rosyjskich żołnierzy? A Bastrykin niesprawdzalnym wymysłom uwierzy i zaordynuje wszczęcie dochodzenia. Bo żadnych dowodów już nie trzeba, wystarczy donos. A więc już nawet prywatne rozmowy są na cenzurowanym.

    W mediach społecznościowych tymczasem pojawiły się informacje na temat Akińszynej. Jej znajomi twierdzą, że ów poległy mąż od kilku lat już jej mężem nie jest – para rozwiodła się jeszcze przed wojną (w dostępnych archiwach sądowych można znaleźć dokumenty, świadczące o tym, że po rozwodzie Akińszyna próbowała wydębić od eksmałżonka alimenty na najstarsze dziecko; być może obecne zabiegi o uznanie jej za pogrążoną w smutku wdowę mają też podłoże finansowe). Anastasija ma nowego partnera i dwoje nowych dzieci. Gdy sprawa nabrała rozgłosu, usunęła swoje profile w mediach społecznościowych, gdzie można było znaleźć dane na temat jej życia rodzinnego i zajęcia.

  • Zatrzymanie człowieka skorumpowanego

    2 lutego 2024. Rosyjscy urzędnicy swoją rentę korupcyjną nadal próbują chomikować na Zachodzie. Ciekawy jest pod tym względem przypadek Dmitrija Owsiannikowa, którego zatrzymano w Londynie.

    Błękitne oczęta, błękitny garnitur, błękitna rapsodia nieostrożności – były gubernator Sewastopola na okupowanym przez Rosję Krymie w latach 2016-2019 Dmitrij Owsiannikow po przyjeździe do Londynu został zatrzymany. Zarzuca mu się naruszenie reżimu sankcji i pranie brudnych pieniędzy.

    Rosyjscy urzędnicy pracujący na Krymie, uważanym przez wspólnotę międzynarodową za terytorium ukraińskie, są objęci zachodnimi sankcjami. Owsiannikow również znalazł się na liście sankcyjnej w 2017 r. Po zakończeniu misji gubernatorskiej w Sewastopolu w grudniu 2022 r. złożył wszelako w sądzie UE skargę, w której domagał się zdjęcia sankcji, jako że ponosi przez nie wymierne straty – sankcyjne ograniczenia przeszkadzają mu mianowicie w prowadzeniu interesów na terytorium UE. Pod koniec października 2022 r. sąd orzekł o uchyleniu decyzji UE o sankcjach wobec Owsiannikowa. Sędziowie uznali, że Owsiannikow nie jest już gubernatorem Sewastopola, za co był objęty sankcjami. Tym bardziej że złożył urząd na własną prośbę. (Tutaj przyda się krótki przypis: „własna prośba” to kamuflaż; Owsiannikow stracił posadę za różne poważne przewiny, m.in. za swoje chuligańskie wybryki, jak np. na lotnisku w Iżewsku, gdzie wywołał skandal, darł się na obsługę, próbował sforsować kontrolę, w końcu rzucił się do ucieczki przed policją; poważniejsze zarzuty ciążyły na nim za korupcję i malwersacje; został nawet wyrzucony z partii Jedna Rosja, innych konsekwencji nie poniósł).

    Wielka Brytania po rozpoczęciu inwazji Rosji na Ukrainę przedłużyła sankcyjne ograniczenia wobec Owsiannikowa. Podobne sankcje wobec eksgubernatora podtrzymały USA, Kanada, Szwajcaria, Australia i Ukraina.

    Być może Owsiannikow nie doczytał sądowych papierów, może nie popatrzył na mapę, a może przeoczył brexit – dość że niefrasobliwie przyjechał do Wielkiej Brytanii. Tam, jak pisze „The Times”, został 24 stycznia br. zatrzymany w swoim londyńskim domu przez funkcjonariuszy National Crime Agency. Zarzuca mu się świadome obejście sankcji: Owsiannikow rok temu otworzył rachunek w brytyjskim banku i posłużył się przy tym „brudną” kasą.

    Na konto w banku HBOS były urzędnik przelał 65 tys. funtów w czterech transzach. Zapewne przelewów dokonała osoba trzecia. Podczas przeszukania skromnego lokum biednego eksgubernatora zarekwirowano 77,5 tys. funtów w gotówce.

    Brytyjski sąd przystąpi do rozpatrywania sprawy Owsiannikowa 20 lutego. Prasa nie precyzuje, jaka kara mu grozi. Jak pisze „Nowaja Gazieta”, w wokół kazusu Owsiannikowa jest wiele białych plam. Nie wiadomo, kiedy i dlaczego eksgubernator zamieszkał w Londynie. Nie wiadomo, czym zamierzał się zająć. Niektórzy komentatorzy wysuwają przypuszczenie, że posługiwał się fałszywych paszportem.

    Wszechwiedzący sekretarz prasowy Kremla Dmitrij Pieskow powiedział na briefingu: „To [zatrzymanie Owsiannikowa] niezupełnie należy do kompetencji Kremla, dlatego nic nie mogę na ten temat powiedzieć. Widzieliśmy wzmiankę w mediach, ale nie dysponujemy szczegółowymi danymi na ten temat”.

    W rosyjskich mediach pojawiły się pytania: czy Brytyjczycy wydadzą Owsiannikowa Ukrainie (o co Kijów zabiega), czy Owsiannikow podzieli się ze śledczymi wiedzą tajemną o sprawowaniu władzy na okupowanych przez Rosję terenach i nie tylko o tym – wcześniej Owsiannikow pracował w ministerstwie przemysłu i handlu, był nawet wiceministrem, dużo wie.

    Ciąg dalszy tej historii nastąpi z wypiekami na twarzy.