Kategoria: Bez kategorii

  • 25 lat za zamiar podpalenia. Tylko zamiar

    20 maja 2024. Najbardziej humanitarny sąd na świecie – sąd w putinowskiej Rosji – skazał na karę 25 lat pozbawienia wolności 24-letniego pracownika branży IT z Nowosybirska, Ilję Baburina. Akt oskarżenia przypisał Baburinowi próbę podpalenia wojenkomatu (co sklasyfikowano jako „próbę przeprowadzenia aktu terrorystycznego”), a także zdradę stanu i inne przestępstwa. Skazany nie przyznał się do winy.

    Baburin został aresztowany we wrześniu 2022 r. Miał on, zdaniem śledztwa, na zlecenie z zagranicy kaptować chętnych do podpalania wojenkomatów (we wrześniu 2022 r. Putin ogłosił tzw. częściową mobilizację, co spotkało się z niezadowoleniem sporej części społeczeństwa, w wielu miastach doszło do podpaleń wojenkomatów).
    Przed aresztowaniem Baburin często odwiedzał Ukrainę: mieszkała tam jego żona. Potem przestał jeździć – małżonkowie postanowili się rozstać, choć oficjalnego rozwodu nie przeprowadzili. Po raz ostatni Ilja był u żony w październiku 2021 r., jeszcze przed rosyjską agresją na Ukrainę. Jak pisze BBC, powołując się na osoby z bliskiego otoczenia Baburina, do wojny odnosił się negatywnie, ale nie był antywojennym aktywistą, nie uczestniczył w protestach. Nazajutrz po ogłoszeniu przez Putina mobilizacji Federalna Służba Bezpieczeństwa aresztowała Baburina pod zarzutem planowania i organizowania podpaleń wojenkomatów w obwodzie nowosybirskim na zlecenie osób z batalionu Azow (nazwisk tych rzekomych zleceniodawców nie ujawniono). Według śledztwa, Baburin zwerbował do akcji dwóch mężczyzn i przekazał im butelki z koktajlem Mołotowa. W aktach sprawy jest informacja, że owi „zwerbowani” sami zgłosili się do FSB i opowiedzieli o niecnych zamiarach Baburina.

    Obrońca Baburina, Wasilij Dubkow, twierdzi, że mogła to być prowokacja FSB. Baburin w rozmowie ze znajomym, niejakim Szorinem, rozważał nagranie krótkiego filmiku: oto butelka z koktajlem Mołotowa leci w kierunku wojenkomatu. Ale ostatecznie do realizacji nie doszło – Baburin się rozmyślił. Jego znajomy pomknął jednak rączo do FSB i doniósł uprzejmie na Ilję. Funkcjonariusz FSB nakłonił Szorina, by ten z kolei nakłonił Baburina do przekazania mu butelki zawierającej substancję zapalającą. Baburin uległ namowom i dał Szorinowi butelkę z niebezpieczną zawartością. Zdaniem obrońcy, to żadną miarą nie może być zakwalifikowane jako działanie terrorystyczne, co najwyżej chuligaństwo.

    Gdy Baburin już siedział w areszcie, śledztwo kreatywnie pracowało nad dopisywaniem na jego konto kolejnych zarzutów. Na początku dodano mu zarzut podpalenia szkoły muzycznej w lipcu 2022 r., podpalacza nie schwytano, podejrzanych w sprawie przez rok nie było, więc skoro nawinął się Baburin, to jemu wlepiono ten zarzut (śledczy znaleźli w telefonie Baburina jakiś filmik z pożarem, uznali, że to rzeczona szkoła muzyczna i już, tyle wystarczyło, nie było żadnej ekspertyzy ani innego zawracania głowy). Dalej dopisywanie poszło już jak po maśle. Baburin w oczach śledczych stał się nie tylko zawziętym podpalaczem, ale na dodatek działającym w zmowie z ukraińskim batalionem Azow (jednostka w Rosji uznana za organizację terrorystyczną). Jakieś dowody? Nie. Po co? Wystarczyło to, że Baburin jeździł swego czasu do Ukrainy, a tam spotykał ludzi, którzy po rozpoczęciu rosyjskiej agresji walczyli w tym batalionie. Stąd już był tylko maleńki kroczek do oskarżenia Baburina o zdradę stanu.

    Adwokat łapał się za głowę: śledczy doszli do wniosku, że i sam Baburin zapisał się na ochotnika do tego batalionu. Do zarzutów dodano mu więc i udział w organizacji terrorystycznej. Jakieś dowody? J.w.

    Sąd skazał Ilję Baburina na karę 25 lat pozbawienia wolności. Pierwsze pięć lat ma spędzić w więzieniu, kolejne 20 – w łagrze o zaostrzonym rygorze. Obrona wnioskowała o uniewinnienie, powołując się na brak materiału dowodowego. Baburin nie przyznał się do winy.

    W ostatnim słowie oskarżonego powiedział: „Z powodu mojej jednej butelki z koktajlem Mołotowa mogły ucierpieć co najwyżej drzwi wojenkomatu, ale nie ucierpiały. Z powodu jednego funkcjonariusza FSB ucierpiało co najmniej dziesięć osób: moi rodzice, krewni, których przesłuchiwano, przyjaciele, u których przeprowadzono rewizje i których ciągano na przesłuchania. Już nie mówię o sobie: kiedy mnie wsadzili do aresztu, miałem 22 lata, teraz mam 24 i grozi mi dożywocie”.

    25 lat dla Baburina to najsurowszy wyrok w sprawach o podpalenia i próby podpalenia wojenkomatów (podpalenia są kwalifikowane jako zamachy terrorystyczne). Wcześniej za podpalenie siedziby administracji miasta Bakał w obwodzie czelabińskim (znajdował się tam oddział zajmujący się ewidencją wojskową) skazano dwie osoby na karę 19 lat łagru. Najmłodszym więźniem reżimu skazanym za próbę podpalenia wojenkomatu jest siedemnastoletni Jegor Bałaziejkin z obwodu leningradzkiego: został skazany za dwie nieudane próby podpalenia wojenkomatów na 6 lat łagru. Do ukończenia 19 lat będzie przebywał w kolonii dla nieletnich przestępców, resztę wyroku odbędzie w łagrze o zaostrzonym rygorze (pisałam o nim w „Rosyjskiej Ruletce”: https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosja-najmlodszy-wiezien-rezimu-putina-ma-17-lat-186734).

    Na drugim końcu skali są liczni kryminaliści – sprawcy gwałtów, rozbojów i zabójstw ze szczególnym okrucieństwem – ułaskawieni przez Putina i wyprawieni przezeń na wojnę. Po odsłużeniu kilku miesięcy wychodzą na wolność, często wracają do przestępczego procederu. System otwiera przed nimi szeroko nowe możliwości: mogą np. zostać nauczycielami w szkole i uczyć młodzież patriotyzmu. A szkoły chętnie zapraszają na różne akademie uczestników „specjalnej operacji wojskowej”, by opowiedzieli uczniom, jak dzielnie walczyli. Wśród nich są skazani za ciężkie zbrodnie. Dobry przykład dla młodzieży.

  • Bułat Okudżawa – sto lat zaklęte w pieśni

    11 maja 2024. Stulecie Bułata Okudżawy – doniosła data doniosłej postaci dla rosyjskiej – i nie tylko rosyjskiej – kultury. Na placu Czerwonym podczas ostatniej defilady z okazji Dnia Zwycięstwa orkiestra wojskowa zagrała balladę „Dziesiąty batalion desantowy” z gorzkiego rozliczeniowego filmu Andrieja Smirnowa „Dworzec Białoruski”. Być może większości słuchaczy ta melodia nie kojarzy się ani z filmem, ani z niełatwymi wojennymi rozrachunkami, ani nawet z Okudżawą – ot, jeszcze jeden marsz na uroczystej paradzie.

    We wpisie „Piewca miłości, szlachetności i przyzwoitości” z okazji 85. rocznicy urodzin poety i barda napisałam: „Śpiewane lekko ochrypłym, niezbyt mocnym, melancholijnym głosem ballady z towarzyszeniem gitary były wielkim wyłomem w porażonej socrealizmem rosyjskiej muzyce i poezji. Znamienny jest rok jego debiutu – 1956 – kiedy na krótko zaczęły puszczać stalinowskie lody. Mówił prosto i pięknie, niepospolicie o miłości i małym człowieku obdarzonym wielkim sercem, ironicznie odnosił się do sztucznego „patosu naszych czasów”, sentymentalnie – momentami ckliwie – wspominał moskiewski Arbat, gdzie mieszkał przez wiele lat, pisał o łzach, żołnierskich butach, o strąconych z cokołów idolach, o przemijaniu błahostek, które tak niedawno wydawały się ze spiżu. Ujmujące melodie zagnieżdżały się słuchaczom nie tylko w uchu, ale i w sercu. Były prawdziwe – i słowa, i muzyka, bez zadęcia, bliskie życia, a jednocześnie wysokie: piosenki Okudżawy to poezja najwyższych lotów. Jego utwory jak „Modlitwa” (Dopóki nam ziemia kręci się…), „Weźmy się za ręce…” stały się hymnami, chętnie śpiewanymi przy niezliczonych okazjach. Okudżawa był poetą i bardem narodowym, choć władza radziecka go nie pieściła. Nie był zakazany, ale lansowany też nie. Należał do partii, partyjna legitymacja nie była jednak biletem na estradowy Olimp. Nagrania ballad, teksty wierszy przez lata krążyły tylko w odpisach, kopiowane prywatnie, nieoficjalnie. Nagrodę państwową dostał dopiero w 1991 roku” (http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2009/05/15/piewca-milosci-szlachetnosci-i-przyzwoitosci/).

    A dziś? Bułat Szałwowicz Okudżawa był uczestnikiem wielkiej wojny ojczyźnianej, zaciągnął się na ochotnika w wieku 17 lat. Wrócił z frontu z poczuciem, że wojna to rzecz podła, przeklęta, która już nigdy nie powinna się powtórzyć. Bagaż wojny z przelanymi hektolitrami krwi, przemocą i śmiercią niósł do końca życia. Miał w piersi głęboką niezgodę na wychwalanie tego barbarzyńskiego misterium. Czy uprawnione jest pytanie, jak dziś patrzyłby na putinowskie bachanalia, na napaść na sąsiednie państwo, zbrodnie wojenne. I także na to, że putinowska Rosja z krwawej łaźni wielkiej wojny ojczyźnianej uczyniła powód do prymitywnego militarystycznego karnawału.

    Próbuje odpowiedzieć na to pytanie publicysta, politolog Andriej Kolesnikow w „The New Times”: „Okudżawę będą eksploatować – choćby dlatego że bez jego wierszy, melodii i pieśni rozumienie wojny – nie jako zwycięskiego marszu, a tragedii – jest niemożliwe. (…) Ale Bułat Szałwowicz wywodzi się z tamtej starej formuły „Nigdy więcej”, a nie nowej, pełnej brawury, imperialnej „Możemy powtórzyć”. Jest oczywiste, że [w pejzażu współczesnej Rosji] uproszczonych propagandowych filmów, spektakli, szkolnych czy nawet przedszkolnych przedstawień, plenerowych koncertów, instalacji muzealnych, wystaw „broni zdobytej na wrogu” i programów telewizyjnych z literą Z w nazwie będzie coraz więcej, już zajęły całą przestrzeń. Niemniej całkiem wykorzenić [strof Okudżawy] „Chłopcy wróćcie cało, jeżeli się da” nie da się, bo to nerw autentycznej pamięci o wielkiej wojnie ojczyźnianej. A może jednak się da?”. Próba odpowiedzi na jedno pytanie rodzi pytania następne. Co można napisać, zaśpiewać, wykrzyczeć, gdy „kult Pobiedy zamienia się w kult wojny przeciwko całemu światu, przeciw sojusznikom, przeciwko samym sobie” (https://www.newtimes.ru/articles/detail/247123).

    Kolesnikow kończy swój esej poświęcony Okudżawie cytatem z późnego wiersza poety. „Resztki inteligencji, tu i teraz, przypominają te słowa jak hymn na swoich trwożnych biesiadach”:
    В земные страсти вовлеченный,
    я знаю, что из тьмы на свет
    однажды выйдет ангел черный
    и крикнет, что спасенья нет.

    Но простодушный и несмелый,
    прекрасный, как благая весть,
    идущий следом ангел белый
    прошепчет, что надежда есть”.
    (w przekładzie Andrzeja Mandaliana to brzmi tak:
    „I cóż mi po padole marnym,
    Gdy jutro zadrży otchłań nieba.
    Wychynie z mroków anioł czarny
    Wołając, że zbawienia nie ma!

    Lecz brnąc tuż za nim stromą granią,
    Nieśmiało, piękny jak w pradziejach,
    Nowiny Dobrej biały anioł
    Zdoła nam szepnąć: jest nadzieja”.

    Więc może jednak jest nadzieja. I biały anioł Okudżawy ma rację.

  • Wiceminister w kajdankach

    4 maja 2024. Aresztowanie wiceministra obrony Timura Iwanowa pod zarzutem korupcji wywołało w Rosji tornado komentarzy i domysłów. Czy usunięcie bliskiego współpracownika ministra Siergieja Szojgu jest sygnałem zbliżającej się dymisji jego samego?

    Odpowiedź na to pytanie zapewne poznamy już niedługo, tymczasem zacznijmy od przedstawienia wiceministra Iwanowa. To człowiek, który wprawdzie pojawiał się w mediach federalnych, ale nie należał do grona rozpoznawalnych postaci z panteonu putinowskiej elity. Zastępcą Szojgu był od 2016 r. (wcześniej przez kilka lat pracowali razem w strukturach obwodu moskiewskiego). Zajmował się głównie budowaniem różnych obiektów infrastruktury wojskowej (m.in. diabolicznej świątyni Sił Zbrojnych). Intratne zajęcie, o czym z detalami opowiedziała Fundacja Walki z Korupcją Aleksieja Nawalnego: https://www.youtube.com/watch?v=dSHMow8Ijl8. Iwanow i jego żona Swietłana brylowali w wielkim świecie, Timur lubił drogie zegarki i wakacje w St. Tropez, Swietłana – cudeńka z diamentami i wypasione rezydencje, napchane po kokardę wykwintnymi meblami. Dorosłe dzieci – jak na latorośle członków putinowskiej elity – mieszkają za granicą i tylko najmłodsza córeczka osładza życie rodziców w ogromnym domu w obwodzie twerskim.

    W ostatnim czasie Iwanow z animuszem zabrał się do odbudowy zniszczonego przez armię rosyjską okupowanego Mariupola. W tym przedsięwzięciu jak w soczewce widać cały cynizm rosyjskiej machiny państwowej i jej napęd: Putin napada na sąsiedni kraj, niszczy doszczętnie miasto, a następnie ogłasza, że dla mieszkańców (tych, którzy przeżyli i tych, którzy odważą się tu osiedlić, przewiezieni z głębi Rosji) nastał czas szczęśliwości. Zaś wyznaczony urzędnik – w tym wypadku wiceminister obrony – dziarsko przystępuje do wykonania powierzonych zadań odbudowy i urządzenia raju na ziemi pod strychulec „ruskiego miru”. W zrujnowanym przez Rosjan mieście powstaje kilka potiomkinowskich domów. Na budowę z budżetu płyną pieniądze. I jak to w kremlowskich bajkach bywa: część tych pieniędzy nie dopływa do miejsc przeznaczenia, a osiada gdzieś na rozstawionych przemyślnie sitach. Ale przecież nie za cynizm ani nawet nie za zagospodarowanie państwowej kasy Iwanow został zdjęty ze stanowiska i aresztowany. Gdyby z takiego powodu w Rosji ścigano urzędników, to szeregi przerzedziłyby się znacząco. Распил бабла, czyli rozpiłowanie pieniędzy z budżetu jest filarem systemu. Jakie więc mogły być powody odstrzelenia Iwanowa?

    Tutaj otwiera się szeroki przestwór spekulacji. Zdjęcie Iwanowa to uderzenie w jego szefa: ministra Szojgu. Nad głową Szojgu od dawna zbierają się ciemne chmury – wojna nie idzie zgodnie z założonym planem, już wielokrotnie wróżono mu koniec kariery, on jednak dzielnie trzyma się w siodle. Być może potrafi sączyć do prezydenckiego ucha słodkie opowiastki o tym, że jest świetnie, a będzie jeszcze świetniej. Putin ma do niego zaufanie – Szojgu należy od wielu lat do najbliższego kręgu, woził prezydenta po tajdze, nocował z nim w szałasach, zapewniał o skuteczności praktyk szamańskich itd. O czym jeszcze rozmawiali w romantycznych okolicznościach przyrody? Może kiedyś Szojgu napisze pamiętniki, to się dowiemy.

    Spekulacje o możliwej dymisji Szojgu nasiliły się w związku z aresztowaniem Iwanowa, który był jednym spośród najbliższych współpracowników ministra, oraz ze zbliżającą się wielkimi krokami rekonstrukcją rządu. 7 maja odbędzie się „inauguracja” Putina (zapisuję to słowo w cudzysłowie, bo kolejna „kadencja” Putina jest uzurpacją władzy po złamaniu konstytucji i sfałszowaniu pesudowyborów). Tego samego dnia rząd powinien się podać do dymisji, a prezydent desygnować nowego premiera i mianować nowych (albo starych) ministrów. Kremlowskie klany związane z różnymi grupami interesów aktywnie lobbują swoich ludzi na najważniejsze funkcje. Kto zyska, kto straci – potężny klan Kowalczuków czy klan Patruszewa, a może Zołotow? Z punktu widzenia tych ludzi walka o miejsce przy żłobie na najbliższy (a może i dłuższy) czas wchodzi w decydującą fazę.

    Ostatnio Putin spotkał się z gubernatorem obwodu tulskiego Aleksiejem Diuminem. Być może nie bez kozery: Diumin pojawia się na obrzeżach różnych ważnych wydarzeń jako negocjator albo środek uspokajający na skołatane nerwy Putina. Odegrał m.in. rolę mediatora podczas buntu Prigożyna. Diumin – zanim został gubernatorem – był osobistym ochroniarzem Putina, a zatem osobą, cieszącą się zaufaniem ochranianego. Czy teraz negocjuje w swojej czy nieswojej sprawie?

    Tak czy inaczej – w najbliższym czasie Timur Iwanow raczej nie pojedzie na wakacje do St. Tropez, a sekretarz prasowy Putina Dmitrij Pieskow nie będzie wygłaszał na jego cześć uroczystych toastów i eksponował wieloletniej z nim przyjaźni.

  • Deszcze niespokojne potargały to i owo

    27 kwietnia 2024. W minionym tygodniu rosyjskim segmentem internetu zawładnęły dwa tematy: aresztowanie wiceministra obrony Timura Iwanowa za łapówkę i – z zupełnie innej beczki – dwie części filmu zrobionego przez zagraniczną ekipę Nawalnego o latach dziewięćdziesiątych.

    Dlaczego w kraju prowadzącym krwawą, zbrodniczą wojnę, przeżywającym akurat tragiczne powodzie, zapadającym się w grzęzawisko dyktatury, prześladującym obywateli za przekonania, co chwilę wyciągającym na stół broń jądrową, dlaczego więc w takim kraju do czerwoności rozgrzewa nie dyskusja na powyższe tematy, a zaprezentowany przez współpracowników Nawalnego film o latach dziewięćdziesiątych? „Zdrajcy” – bo taki prowokacyjny tytuł nosi produkcja ludzi Nawalnego – to opowieść o przemianach po rozpadzie ZSRS i próba zinterpretowania wydarzeń, które doprowadziły do objęcia władzy przez Władimira Władimirowicza. Proszę obejrzeć film (https://www.youtube.com/watch?v=-_wMvLpOnPQ), nie będę go tu ani streszczać, ani prowadzić polemiki z tymi, którzy się o nim wywnętrzyli. A głos o „Zdrajcach” zabrali niemal wszyscy piszący i mówiący opozycyjni komentatorzy, politolodzy, historycy współczesności, analitycy itd. Głównie ci na emigracji, ale także pozostający w kraju. A także niektórzy uczestnicy tamtych procesów, o których traktuje film. Bodaj najgłośniej rozbrzmiał głos Michaiła Chodorkowskiego (https://www.youtube.com/watch?v=25JotH9lOew): od trzech lat toczy się wojna i obecnie najważniejszym tematem powinny być sposoby jej zakończenia. Korupcja? O korupcji zawsze można mówić, ale dziś priorytety powinny być inne, natomiast to, co ludzi (przeciwnych wojnie i Putinowi) dzieli, jest niepożądane. Chodorkowski, jak wielu innych uczestników dyskusji, zareagował emocjonalnie, widać, że był dotknięty choćby tym, jak skonstruowany został film. Między innymi zarzucił autorce Marii Piewczich, że nie dopuściła w nim do głosu ludzi, którzy wtedy działali (zapewne miał na myśli również siebie). Wypowiedział się też na temat jej wieku: tak młoda osoba jak Maria nie czuje tamtych czasów, bo świadomie ich nie przeżyła.

    Emocje, emocje w roli głównej. Młode pokolenie rosyjskich polityków (wyciętych przez Putina z ojczystej polany) prezentuje swoje spojrzenie na fundamenty postsowieckiej Rosji i próbuje trochę tamten czas i ustalone sformułowania odczarować, nazwać inaczej. Niektóre pomija milczeniem, inne eksponuje. A pokolenia starsze przeciw tej śmiałości młodych oponują.

    Emigracyjny politolog Abbas Gallamow zobaczył w tym, co buzuje wokół „Zdrajców”, zapowiedź nowego rozkładu sił: „Film pretenduje do roli radykalnej transformacji opozycyjnego dyskursu. Do tej pory zakładano z góry, że jeżeli jesteś w opozycji do Putina, to musisz przemilczeć niekorzystne procesy lat dziewięćdziesiątych, jak na przykład metody przejmowania wielkich przedsiębiorstw czy sfałszowane wybory prezydenckie w 1996 r. Te procesy jak wielkie ciężary wisiały u nóg opozycjonistów, przeszkadzając im iść do przodu. Film FBK (Fundacji Walki z Korupcją) to propozycja, by tych ciężarów się pozbyć. (…) Teraz rzecz najważniejsza to dotrzeć z przekazem do tych ludzi, którzy są rozczarowani rządami Putina, ale jeszcze nie dojrzeli do tego, by dołączyć do opozycji. To źle, że przeciwnicy reżimu pokłócili się ze sobą, dyskutując o filmie, ale z drugiej strony przyjaźń w tej materii nie jest celem samym w sobie. Celem powinno być zdobycie poparcia większości społeczeństwa. Jeżeli kłótnie temu pomogą, to proszę bardzo”.

    Czy film FBK faktycznie wstrząśnie podstawami i zmieni układy w opozycji? I czy może stać się szansą na ożywienie pogrążającego się w apatii środowiska antyputinistów? Czy opozycja może dotrzeć ze swoimi racjami do rosyjskiego społeczeństwa? Ciekawe pytania.

    O drugim temacie tygodnia: o tym, jak wiceministra obrony najpierw wzięli za łapówkę w wysokości 1 mln rubli, a nazajutrz poprawili, że chodzi o 1 mld rubli, napiszę w kolejnym odcinku.

  • Czeczeński pacjent nie wraca do zdrowia

    22 kwietnia 2024. Od ponad roku falami napływają wieści o fatalnym stanie zdrowia czeczeńskiego dyktatora Ramzana Kadyrowa. Kreml ma z tym prawdziwy kłopot. Bo co się stanie, gdy „wierny piechur Putina”, rządzący brutalnie Czeczenią, ostatecznie straci możliwość sprawowania władzy w republice?

    O poważnych chorobach Kadyrowa mówi się od dawna – czeczeńskiemu kacykowi przypisywano kłopoty z krążeniem, niewydolność nerek i płuc. Ramzan w minionych latach nieustannie chwalił się doskonałą formą fizyczną, chętnie prezentował się konno, chodził po górach, odbywał treningi bokserskie. Te pokazy tężyzny skończyły się w 2019 r., kiedy – jak pisze w obszernej publikacji o sytuacji Kadyrowa „Nowa Gazeta. Europa” (https://novayagazeta.eu/articles/2024/04/22/preemnik-padishakha) – zdiagnozowano u niego ostre zapalenie trzustki. Od tamtej pory Kadyrow periodycznie trafia do Centralnej Kliniki (kremlowskiej) na leczenie. Lekarze starają się postawić go na nogi, z coraz bardziej mizernym skutkiem. Ostatnio do już zdiagnozowanych schorzeń doszły kłopoty z koordynacją ruchową i ograniczenia w komunikacji werbalnej. Machina propagandowa Kremla wkłada wiele wysiłku w przekonanie społeczeństwa, że Kadyrow jest sprawny i może dalej rządzić. Niemniej zmiany w wyglądzie Kadyrowa nieustannie dają asumpt do plotek, że jego dni są policzone. I co wtedy, co dalej?

    Spekulacje na ten temat nie milkną od marca ubiegłego roku, kiedy Kadyrow przywiózł do Moskwy swojego najstarszego syna, siedemnastoletniego wówczas Achmata. Kadyrowa juniora przyjął na Kremlu Władimir Putin (to była sensacja – pisałam o tym w „Rosyjskiej ruletce” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/czeczenia-ramzan-kadyrow-buduje-dynastie-182652). Czy to oznacza, że Achmat został namaszczony na następcę Ramzana? Tego oficjalnie rzecz jasna nikt nie powiedział. I wtedy, i nawet dziś, gdy Achmat jest już pełnoletni, wydaje się to jednak mało prawdopodobne. Wprawdzie Czeczenią rządzi z nadania Kremla rozgałęziony klan Kadyrowów i jego władza wydaje się obecnie mocna, niemniej śmierć Ramzana może doprowadzić do natychmiastowej implozji układu. W interesie Moskwy jest zapewnienie bezpiecznego przejęcia schedy po Kadyrowie przez człowieka, który cieszy się zaufaniem metropolii i może liczyć na poparcie w samej Czeczenii.

    Autorzy materiału w „Nowej Gazecie. Europa” spekulują, że możliwym następcą może być Apty Ałaudinow, dowódca ochotniczej formacji „Achmat”. Ałaudinow w przeciwieństwie do dukającego niezbornie Kadyrowa mówi po rosyjsku płynnie i kwieciście, niemal bez akcentu. Wylansował się w federalnych programach publicystycznych rosyjskiej telewizji – po rozpoczęciu rosyjskiej agresji na Ukrainę niemal codziennie składał kapłanom kremlowskiej propagandy raporty z heroicznych czynów swoich żołnierzy na polu walki. Starannie przystrzyżony, z przytomnym spojrzeniem, w nienagannie nałożonym na głowę berecie noszonym przez przedstawicieli formacji sił specjalnych zwracał na siebie uwagę. Ałaudinow ma stopień generała policji – to była jego ścieżka kariery w Czeczenii. W uznaniu zasług bojowych w listopadzie 2022 r. otrzymał również stopień generała-majora armii rosyjskiej. I od tamtej pory kroczy śmiało ścieżką kariery wojskowej. Jak pisze „Kommiersant”, w październiku 2023 r. sprawdził się na ważnym odcinku: przyjął pod swoje skrzydła (do SOBR „Achmat”) wagnerowców, którzy po likwidacji CzWK „Wagner” szukali nowego przydziału. Ostatnio został mianowany na stanowisko zastępcy naczelnika Głównego Zarządu Wojskowo-Politycznego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. To wysoka ranga.

    W lutym 2023 r. Kadyrow poinformował o próbie otrucie Apty Ałaudinowa – w kopercie zaadresowanej do generała znajdować się miał papier nasączony trucizną, Ałaudinow po pobycie w moskiewskim szpitalu wrócił na front.

    Ałaudinow od 2014 r. znajduje się na liście sankcyjnej USA, od 2018 – Łotwy, od 2020 – Wielkiej Brytanii, 2022 – Polski, 2023 – Ukrainy.