Kategoria: Bez kategorii

  • Potłuc lustra

    30 grudnia. Wiele lat temu w głównym wydaniu programu informacyjnego rosyjskiej telewizji spikerka z wypiekami ekstazy na twarzy opowiadała o rosyjskim hakerze, który został przyłapany przez amerykańskie służby. Włamywał się do systemów bankowych i innych wrażliwych miejsc, narobił szkody. Wiadomość podano pod grubą warstwą dumy narodowej z wyczynu cyberwłamywacza, który zagrał Amerykanom na nosie. Czy był to „samotny biały żagiel” czy działał pod parasolem wysokich opiekunów? Tego zapewne wtedy nie ustalono. Złapanie hakera – choć było tego dnia dla rosyjskich telewidzów newsem numer jeden – szybko przeminęło z wiatrem, jak wiele innych sensacyjnych jętek jednodniówek. Pozostało mi jednak w pamięci, a to ze względu na pewien charakterystyczny dysonans: oto telewizja opowiada o przestępcy jak o bohaterze, któremu należy się szacun społeczny, choć przestępcę przecież powinna potępić. Strona amerykańska przeczytała to wydarzenie po swojemu: trzeba się mieć na baczności, Rosjanie znowu próbują nam wpuścić jeża do spodni, tym razem cyfrowego. W tym roku okazało się, że czujność była niewystarczająca.

    Wczoraj ustępujący prezydent USA Barack Obama ogłosił nowe sankcje wobec Rosji z uwagi na włamania rosyjskich hakerów podczas kampanii wyborczej w Stanach (pisałam o tym na blogu: http://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2016/07/27/mane-tekel-hacker/). Ataki miały wpływ na przebieg wyborów. Amerykańskie służby specjalne opublikowały raport w tej sprawie (https://www.us-cert.gov/sites/default/files/publications/JAR_16-20296A_GRIZZLY%20STEPPE-2016-1229.pdf). Opublikowały listę hakerów (https://www.treasury.gov/resource-center/sanctions/OFAC-Enforcement/Pages/20161229.aspx).

    W ramach sankcji 35 rosyjskich dyplomatów pracujących w USA ogłoszono personae non gratae. Na opuszczenie terytorium USA mają 72 godziny. Jak pisze amerykańska prasa, część personelu dyplomatycznego rosyjskich placówek zajmowała się wspieraniem aktywności hakerskiej, wykorzystywano do tego m.in. piękną rezydencję w stanie Maryland. „Administracja Obamy dała do zrozumienia, że USA mogą dokonać uderzenia odwetowego za mieszanie się w przebieg wyborów prezydenckich nie tylko z pomocą finansowych i dyplomatycznych sankcji, które zostały ogłoszone publicznie. Wiadomo, że amerykański cyberarsenał jest najlepszy na świecie, ma możliwości przenikania do sieci przeciwnika. To daje szeroki wachlarz możliwości – od zniszczenia danych w rosyjskich bazach rządowych po publikację dyskredytujących kremlowskich urzędników dokumentów. […] Istnieje wiele świadectw, że rosyjski prezydent czerpie zyski z ciemnych transakcji finansowych; jednym z wariantów może być publikacja tych dokumentów” – napisał Eric Geller w „Politico”.

    Kreml wielokrotnie odrzucał oskarżenia o inspirowanie czy pilotowanie cyberataków na amerykańskie serwery. Ostatnio Putin odniósł się do tego zagadnienia podczas konferencji prasowej tydzień temu – uznał te komunikaty strony amerykańskiej za dowód, że obóz demokratów, który przegrał wybory prezydenckie, nie potrafi pogodzić się z porażką i szuka usprawiedliwienia.

    Sytuacja jest delikatna. Na niespełna miesiąc przed inauguracją Trumpa taki pasztet na stole. Nie można się od tego odciąć i machnąć ręką. Prezydent elekt ma się w przyszłym tygodniu spotkać z szefami wywiadu USA, aby omówić problem cyberataków.

    Dziś od rana rosyjski MSZ szykował retorsje: minister Ławrow zwrócił się do Putina z wnioskiem o wydalenia 35 amerykańskich dyplomatów z Rosji. Ot, zwyczajna rutynowa odpowiedź – osoba za osobę, oko za oko. Efektowna pauza trwała kilka godzin. Po czym prezydent Putin wystąpił z komunikatem łagodzącym obyczaje bardziej niż sentymentalna muzyka: „Pozostawiamy sobie prawo do kroków odwetowych, niemniej nie zamierzamy zniżać się do poziomu kuchennej, nieodpowiedzialnej dyplomacji i odpowiadać wydaleniem pracowników ambasady USA czy ograniczać im dostęp do miejsc odpoczynku. Nikogo nie wydalamy. Będziemy dążyć do odbudowy stosunków rosyjsko-amerykańskich, opierając się na polityce, którą będzie prowadzić administracja prezydenta Trumpa”. Aby podkreślić, jak pozytywnie jest nastawiony, prezydent zaprosił dzieci akredytowanych dyplomatów USA na imprezę choinkową do siebie, na Kreml. Humanitarnie, w związku ze świętami. Proszę wszelako zwrócić uwagę na początek komunikatu: „pozostawiamy sobie prawo do kroków odwetowych”.

    Władimir Abarinow w internetowych „Graniach” pisze: „W Moskwie już wszystko przygotowane do tego, że sankcje zostaną zdjęte i nastąpi reset z USA. Nowo wybrany prezydent USA wziął kurs na samoizolacjonizm i chciałby mniej uwagi poświęcać polityce międzynarodowej. […] Pojawienie się na scenie takiego apostoła Realpolitik jak Henry Kissinger, który ma się zająć stosunkami rosyjsko-amerykańskimi, odpowiada temu kierunkowi. […] Tymczasem odchodzący prezydent pozostawił twardy orzech do zgryzienia: nowe sankcje” (http://graniru.org/opinion/abarinov/m.257787.html).

    Gra toczy się więc dalej. Zobaczymy, jakie będą posunięcia Trumpa i co się będzie działo wokół jego prezydentury. A co do samych sankcji, ich dolegliwości i sensu, to ciekawe pytania postawiło kilku komentatorów, m.in. Ilja Warłamow: „Kiedy wszyscy się podśmiewają z ostatniej histerii Obamy, przyjrzyjmy się, czym te sankcje grożą. Odtąd nasi czekiści i GRU nie będą mieli dostępu do Oracle, Cisco, MS i innych. Amerykańskie firmy będą miały obowiązek informować o Entitlements itd. […] Jeżeli [Trump] nie zniesie Executive Order, to GRU i FSB zostaną bez amerykańskiego sprzętu”. Jeżeli…

    Na razie Trump pochwalił Putina za miękką reakcję. Matwiej Ganapolski w „Echu Moskwy” skomentował tę wymianę uprzejmości: „Czym Trump miałby się odpłacić za ten przejaw dobroci rosyjskiego dyktatora? A może już się odpłacił. Swoją teatralną dobrocią Putin stawia Trumpa przed wyborem: albo wesoła choinka u Putina, albo mroczna szpiegowska narracja amerykańskich służb specjalnych. Czy w tej sytuacji Trump wybierze imprezę na Kremlu czy jednak własne służby wywiadowcze? […] Wyrywając Trumpa ze środowiska jego partii, Kreml kopie mu grób, w którym ten spocznie pod brzemieniem podejrzeń, że jego zwycięstwo wykuł Putin ze swoimi hakerami”.

    Wiele wątków, tyle nitek sterczy z tego kłębka. Niektórzy kupują popcorn i wygodnie rozsiadają się na kanapie, by śledzić ten zajmujący polityczny spektakl. Inni wolą przełączyć się na noworoczne programy rozrywkowe. Na najbliższe dni to na pewno dobry wybór.

  • Wesołych Świąt

    Dzieciątko się narodziło, wszystek świat uweseliło. Radujcie się, weselcie się na to Nowe Lato. Życzę Państwu pięknych Świąt Bożego Narodzenia. Niech będzie spokojnie wśród nocnej ciszy.
    https://www.youtube.com/watch?v=UEQ0Tfpf0yc

  • Władca much

    23 grudnia. Na pierwszym planie bezbarwna ciecz w różnych flaszeczkach, słoikach i butelczynach. Wszystkie ozdobione estetyczną etykietką z napisem „Bojarysznik” (Głóg). Za rzędem naczynek ekran wielkiej plazmy. Na ekranie obrazek, który od wielu, wielu lat znają wszyscy na pamięć: prezydent Władimir Putin cały w błękitach. Z troską pochyla się nad losami Rosji i całego świata. Fundacja Otkrytaja Rossija w ten sposób skomentowała dwa najważniejsze medialne tematy dnia: masowe zatrucie metanolem w Irkucku i doroczną konferencję prasową prezydenta (https://twitter.com/openrussia_org/status/812225293725396992).

    Od kilku dni depesze z Irkucka są podobne do siebie jak krople wody: zawierają informacje o kolejnych śmiertelnych ofiarach „Bojarysznika”. Dziś zmarła 74 osoba. W szpitalach lekarze próbują ratować jeszcze kilkudziesięciu pacjentów, ci, nawet jeśli przeżyją, będą ociemniali. Tragedia.

    „Bojarysznik” to jeden z wielu specyfików gospodarstwa domowego na bazie alkoholu. Płyn do łazienek cieszy się popularnością nie tylko jako skuteczny środek pomagający utrzymać higienę pomieszczeń, ale także jako tani zamiennik wódki. Wódka jest droga (około dwustu rubli za pół litra w legalnym obrocie), wyciąg z głogu i inne pokrewne „wynalazki” – tanie jak barszcz, najwyżej 50 rubli za pół litra. A opakowania są różne – głównie małe, setuchna głogowego uszczęśliwiacza kosztuje najwyżej kilkanaście rubli.

    Na etykiecie jest przestroga: „Nie nadaje się do spożycia”. Ha, ha, dobre sobie, wszyscy piją, sąsiad to pije i teściowa się napiła, i nic im nie było – to typowa reakcja na uwagę o niebezpieczeństwie. Według szacunków, produkcję przydatną w czyszczeniu wanien czy płyny przeciwko zamarzaniu szyb samochodowych pije regularnie 15-20 milionów ludzi w Rosji.

    „Państwo doskonale o tym wie, takie środki jak Bojarysznik stały się faktycznie alkoholem dla ubogich, rodzajem pomocy socjalnej – mówi dyrektor Centrum Badań Rynków Alkoholu Wadim Drobiz w audycji Radia Swoboda (http://www.svoboda.org/a/28191070.html). – Takie płyny są w zasadzie nieszkodliwe. Tragedia w Irkucku zdarzyła się dlatego, że do sprzedaży trafiła partia podrobionego Bojarysznika, zawierająca alkohol metylowy”. Czyli w Rosji podrabia się nie tylko markowe alkohole, ale nawet tanie specyfiki przeznaczone do szorowania powierzchni.

    Według statystyk agencji federalnej Rospotriebnadzor, w Rosji z powodu nadużywania alkoholu umiera rocznie około pół miliona ludzi. Statystyki mówią, że tylko z powodu zatrucia po spożyciu „wynalazków” typu płynu hamulcowego, wód kolońskich, płynów do szyb, technicznego spirytusu itd. rocznie umiera około 15 tysięcy osób. Piętnaście tysięcy.

    Zatruciem w Irkucku zajęto się na najwyższym szczeblu władzy. Prezydent Putin polecił zaostrzenie zasad produkcji i sprzedaży artykułów zawierających alkohol, opowiedział się za podniesieniem akcyzy. „Żeby to nie były flakoniki za trzy kopiejki, a by kosztowały normalne pieniądze. […] Widzimy, czym kończy się takie pobłażanie: ludzie dziesiątkami mrą jak muchy”.

    „Mrą jak muchy”. To zdanie mówi więcej o prezydencie Putinie niż cała dzisiejsza czterogodzinna konferencja prasowa. Dworski rytuał o przewidywalnym scenariuszu, z użyciem wielkich porcji wazeliny. Cztery godziny okrągłych fraz – spektakl dla ludzi o mocnych nerwach, a szczególnie żelaznych pęcherzach. Można przez cztery godziny mówić na wszystkie tematy świata i nie powiedzieć nic.

    Ciekawsze wydaje mi się pytanie, które w kontekście Irkucka postawił dziennikarz Oleg Kaszyn: „Czy kraj, który pije płyny do czyszczenia umywalek, ma przyszłość?”. Zdaniem Kaszyna, człowiek pijący Bojarysznik to ktoś pożądany z punktu widzenia obecnego systemu. „Władza może sobie pozwolić w ogóle nie myśleć o mieszkańcach takich odległych regionów jak Zabajkale”. Przecież się nie zbuntują, a jeżeli nawet, to co z tego? To nie Moskwa, nie Petersburg. „Widzimy, że ludzie w takiej liczbie władzy nie są potrzebni. Z modelu wielkiego kraju z wieloma ośrodkami kultury i życia władze [Rosji] już dawno zrezygnowały, wybrały model meksykański – życie kipi w nieproporcjonalnie wielkiej stolicy, a cała reszta to dzikie pole”.

    A mieszkańcy dzikiego pola z dala od rosyjskiej stolicy muszą sobie jakoś radzić. W warunkach długotrwałego kryzysu gospodarczego i tak mizerne dochody ludności spadają. Bloger Ilja Warłamow tłumaczy, że nie da się na tym dzikim polu nie pić. „Po piętnastu latach wielkich dochodów ze sprzedaży ropy w Rosji żyją miliony ludzi, którzy nie mogą sobie pozwolić na zakup nawet najtańszej wódki. 22% Rosjan wystarcza pieniędzy tylko na jedzenie, z każdym rokiem jest gorzej. A napić się każdy chce. Patrzą w okno, patrzą na swoje wynagrodzenie, patrzą w telewizor – i jak tu nie wypić? Jak patrzeć na Irkuck, Omsk czy inne rosyjskie miasto i nie wypić? […] A człowiek pije i przestaje być człowiekiem, dlatego że nie czuje się jak człowiek i nie ma sił, by o siebie powalczyć”. [Polecam tekst z blogu i – szczególnie – znakomite zdjęcia http://echo.msk.ru/blog/varlamov_i/1896648-echo/].

  • Grupa Wagnera na Kremlu

    21 grudnia. Czujni dziennikarze petersburskiej gazety internetowej Fontanka.ru, oglądając materiały oficjalnego dziennika telewizyjnego stacji Pierwyj Kanał, dokonali sensacyjnego odkrycia. W reportażu z Sali Gieorgijewskiej Kremla, gdzie odbywała się feta z okazji Dnia Bohaterów Ojczyzny (9 grudnia) i wręczanie orderów za zasługi bojowe, dostrzeżono siedzącego przy stole niejakiego Dmitrija Utkina, pseudonim Wagner.

    Kim jest ów tajemniczy łysawy mężczyzna ze zdjęć zamieszczonych na stronie Fontanki (http://www.fontanka.ru/2016/12/12/064/)? Wiadomo o nim niewiele. Najprawdopodobniej ma stopień podpułkownika wywiadu wojskowego, do 2013 roku był dowódcą oddziału specnazu 2. Brygady GRU. Odszedł do rezerwy. Przez jakiś czas pracował dla Moran Security Group (http://moran-group.org/ru/about/index – kompleksowe usługi w zakresie bezpieczeństwa), w 2013 roku brał udział w syryjskiej ekspedycji tak zwanego Korpusu Słowiańskiego, składającego się z najemników do zadań specjalnych, nieprzyjemnych, czyli takich, do których politycy nie lubią się przyznawać. Według enuncjacji prasowych w 2014 stanął na czele prywatnej firmy wojskowej, która została nazwana Grupą Wagnera (nieoficjalna nazwa). Podkomendni Wagnera – przeważnie to oficerowie rezerwy różnych rodzajów wojsk – byli na Krymie, potem na Donbasie, potem w Syrii (m.in. boje o Palmyrę wiosną 2016). To typowi przedstawiciele ichtamnietów (od ich tam niet – „ich tam nie ma”, slogan powtarzany często przez rosyjskie władze zaprzeczające obecności rosyjskich wojskowych na Donbasie). Według niepotwierdzonych danych, „wagnerowcy” nadal działają w tak zwanej Ługańskiej Republice Ludowej; przypisuje się im przeprowadzenie akcji mających na celu eliminację kilku liderów separatystów. Wagner swój pseudonim zawdzięcza pono zamiłowaniu do muzyki niemieckiego kompozytora i estetyki Trzeciej Rzeszy.

    Wszystko, co napisałam powyżej, jest nieoficjalne, niepotwierdzone, wywąchane przez dziennikarzy z różnych kątów, prawdopodobne, ale nie do końca pewne. Według aktywisty grupy dziennikarzy śledczych Conflict Intelligence Team, Rusłana Lewijewa, rosyjskie prawo nie przewiduje istnienia „prywatnych firm wojskowych”. „Ale de facto firma Grupa Wagnera to na poły legalna formacja zbrojna, istniejąca pod skrzydłem i za pieniądze ministerstwa obrony Rosji; nawet poligon, na którym trenują wagnerowcy, znajduje się w sąsiedztwie 10. Brygady specnazu GRU w miejscowości Molkino w Kraju Kransodarskim”. (Ciekawy kompleksowy materiał o prywatnych firmach wojskowych: http://www.rbc.ru/magazine/2016/09/57bac4309a79476d978e850d).

    Sekretarz prasowy Putina, Dmitrij Pieskow 13 grudnia został zapytany przez dziennikarzy, czy Utkin był na przyjęciu na Kremlu. Obiecał, że sprawdzi.

    Nieoczekiwanie uaktywniła się medialnie była połowica tajemniczego podpułkownika Utkina – w obszernym materiale dla internetowej Gazety.ru Jelena snuła opowieści o tym, jak to się rozstali, a Dima zniknął z horyzontu, ona go szukała, nawet wystąpiła jakiś czas temu w telewizyjnym programie „Czekaj na mnie”, w którym rodziny szukają swoich zaginionych bliskich, ale i to nie dało rezultatu. Jednym słowem, kamień w wodę. Jelena powróciła też myślami do odległych wspomnień z Czeczenii. Ona zaciągnęła się „po kontraktu” i służyła w wiosce Stare Atagi, a Dima miał bazę w pobliskim wąwozie. Było romantycznie, Dima przyjeżdżał, dbał o jej bezpieczeństwo. „Czeczeni wzięli kiedyś jednego pułkownika do niewoli, a Dima ze swoimi żołnierzami go odbił. Szajbus z niego był”. Jak się skończyła wojna, osiedli w jednostce w Pieczorach (obwód pskowski). Ale Dimie się nudziło. Jak twierdzi Jelena, rwał się do wojaczki, nie zamierzał przesiadywać w sztabie.

    No i chyba się tam faktycznie nie nasiedział. Nie za odkurzanie półek w szafach pancernych otrzymuje się zaproszenie na uroczystość na Kremlu. 15 grudnia Pieskow potwierdził, że Utkin faktycznie był na przyjęciu dla bohaterów jako kawaler Orderu za Męstwo, ale nic poza tym nie powiedział – „Nie wiem, nie znam, nie orientuję się, zarobiony jestem”.

  • Zabójstwo w Ankarze

    20 grudnia. Centrum Ankary, galeria, otwarcie wystawy fotografii „Rosja oczami Turków”. Przemawia ambasador Rosji w Turcji, Andriej Karłow, dyplomata doświadczony i zasłużony. Słychać strzelające migawki aparatów fotograficznych kilku fotoreporterów. Jeden z nich starannie kadruje zbliżenie na twarz ambasadora. Za plecami dyplomaty w kadrze ukazuje się ubrany w czarny, dobrze skrojony garnitur młody człowiek. Stoi przez chwilę, po czym wyciąga broń i oddaje jedenaście strzałów. Ciężko rani Karłowa, w wyniku odniesionych ran ten po chwili umiera na miejscu. Mężczyzna z bronią wyciąga rękę w charakterystycznym geście (fotoreporter, który nie stracił zimnej krwi, rejestruje jego zachowanie), krzyczy, że to zemsta za Aleppo.

    To wydarzyło się wczoraj wieczorem. Dziś już wiemy, że zamachowiec był policjantem. Został zastrzelony przez policję. Tureckie władze informują, że mógł on być związany z Ruchem Fethullaha Gulena, kaznodziei i biznesmena, od wielu lat żyjącego na emigracji, oskarżanego przez prezydenta Erdogana o próbę zorganizowania puczu w lipcu tego roku. To wersja wygodna dla tureckich władz – mogą dzięki temu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: zwalając winę na Gulena, Moskwę zapewnić o czystych własnych intencjach, a wewnątrz kraju jeszcze wzmóc represje wobec niewygodnych zwolenników kaznodziei.

    Zaraz po zamachu na ambasadora Erdogan zadzwonił do Putina. Potem obaj prezydenci wystąpili z oświadczeniami, w których wskazali, że uważają zabójstwo w Ankarze za prowokację wymierzoną w dobre stosunki obu państw.

    Ale te stosunki nie są jednak dobre – obie strony, kierując się własnymi interesami, próbują od niedawna poprawić atmosferę, mocno nadwerężoną od epizodu z zestrzeleniem przez Turcję rosyjskiego samolotu wojskowego w ubiegłym roku. Przymierze jest sytuacyjne, tymczasowe, taktyczne (strategiczne różnice w podejściu do kwestii syryjskiej – i nie tylko – są nie do pogodzenia). Ale obecnie i Ankarze, i Moskwie potrzebne. Eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich napisali (https://www.osw.waw.pl/pl/publikacje/analizy/2016-12-20/zabojstwo-rosyjskiego-ambasadora-w-turcji): „W ostatnich miesiącach Turcja uznała – doraźnie – rosyjską dominację, za jej zgodą wspiera swoich protegowanych na północy Syrii i jednocześnie zwalcza tamtejszych Kurdów. Ostatnim przejawem współpracy była skoordynowana przez oba państwa ewakuacja ludności cywilnej z Aleppo oraz szyitów z terytoriów kontrolowanych przez siły protureckie na północy; kolejnym – planowane (i potwierdzone pomimo zamachu) spotkanie ministrów spraw zagranicznych i obrony Rosji, Turcji i Iranu w Moskwie w sprawie koordynacji działań; w perspektywie najbliższych miesięcy – zgodnie z nadziejami Ankary – wypracowanie pozycji kluczowego partnera Rosji w rozmowach o przyszłości Syrii. Współpraca z Rosją jest jednocześnie taktyczną przeciwwagą dla pogarszających się stosunków Turcji z USA i UE (rozbijanie jedności w ramach NATO i generowanie problemów dla UE jest z kolei strategiczną rolą Turcji w polityce rosyjskiej). Interes polityczny, pierwsze reakcje władz tureckich i pozytywny dialog z Moskwą sugerują, że zarówno Turcja, jak i Rosja są zdeterminowane do kontynuacji i rozwoju współpracy pomimo zamachu – choć wiarygodność Turcji narażona została na szwank […] Władze Rosji zdecydowały się wykorzystać zamach do wzmocnienia relacji z Turcją i dalszego odciągania jej od Zachodu. Rosyjska oficjalna interpretacja zamachu jako prowokacji wymierzonej w stosunki rosyjsko-tureckie sugeruje jednoznacznie, że winę za zamach, pośrednio lub bezpośrednio, ponosi Zachód. Ta linia interpretacyjna jest wzmocniona przez komentarze obciążające winą za zamach „atmosferę nagonki” na Rosję za jej udział w walkach o Aleppo. Moskwa będzie wykorzystywać zamach do wzmocnienia swojej linii propagandowej mającej na celu przekonanie Zachodu do rezygnacji z prób nacisku na Rosję w sprawie Ukrainy (sankcje itp.) w imię walki ze wspólnym wrogiem – islamskim terroryzmem, do zaakceptowania jej polityki w Syrii i zaprzestania krytyki za działania jej sił zbrojnych na Bliskim Wschodzie”.

    Andriej Ostalski w Radiu Swoboda stara się znaleźć odpowiedź na pytanie, kto zawinił: „Kto jest winien tragedii? Oszalały fanatyk, który postanowił zemścić się za krew braci w wierze, ginących w Aleppo? Tak, na pewno. Ale nie on jeden. Tureckie władze, które rozpętały w społeczeństwie histerię? Częściowo. A może winowajcami są teoretycy dżihadyzmu, przekonujący, że należy pokochać śmierć, bo na tym polega wyższość moralna nad niewiernymi? I tego nie neguję. A kremlowscy panowie życia i śmierci? Gdyby Putin nie zdecydował, że chce pograć w geopolityczne gry i dla potrzeb polityki wewnętrznej nie włączył się do wojny domowej w Syrii, Karłow by żył”. Można sięgnąć i dalej, głębiej – do wojny w Afganistanie, w której zmielił się ZSRR, a wojna ta zrodziła kolejno współczesny dżihadyzm, Al-Kaidę, Państwo Islamskie i inne organizacje radykałów. Można pod innym kątem popatrzeć na pomoc ZSRR, a potem Rosji dla reżimu Asadów – wpierw Hafiza, potem Baszara, którzy zepchnęli syryjskich sunnitów na margines, a to zaowocowało sunnickim powstaniem przeciw reżimowi i rozpętało wojnę domową.

    Przyczyn na pewno jest wiele, więcej niż może zmieścić krótki tekst bieżącego komentarza. Komentatorzy spodziewają się, że Turcja będzie teraz bardziej skłonna do ustępstw wobec Moskwy, nie zechce jej drażnić, a Moskwa może śmiało zażądać więcej. Rosja próbuje budować alternatywny wobec zachodniego format, decydujący o sytuacji w regionie. Dziś odbyły się konsultacje ministrów spraw zagranicznych Rosji, Turcji i Iranu. Siergiej Ławrow powiedział po spotkaniu: „uważam ten format za najbardziej efektywny. To nie oznacza, że chcę rzucić cień na wysiłki naszych partnerów. To po prostu konstatacja faktu”.