10 lutego 2026. Generał Władimir Aleksiejew, zastępca szefa GRU, ofiara zamachu, leży w szpitalu w ciężkim stanie (https://labuszewska.pl/jeszcze-jeden-zamach-jeszcze-jeden-general/). Minęło dni kilka i oto dzielne rosyjskie służby w rekordowym tempie pojmały dwóch sprawców, a dwóch pozostałych ustaliły z imienia, nazwiska i pochodzenia.
Według ustaleń ekspresowego śledztwa, do generała strzelał niejaki Lubomir Korba, lat 66; został aresztowany w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Dziwne przygody Korby w Rosji opisała na X działająca w Kijowie agencja informacyjna o wymownej nazwie FAKE OFF (https://x.com/fakeofforg/status/2020769138348540050): Korba urodził się w Tarnopolu, z zawodu jest mechanizatorem, od lat 90. mieszkał w Moskwie, gdzie spotykał się z moskwianką Anną Morozową, próbował swoich sił w handlu, ale mu nie szło, w 2010 r. jego firma padła. Korba powrócił do Tarnopola, ożenił się. I oto ni z tego ni z owego pod koniec 2025 r. pojawił się w Moskwie. Zamieszkał u Morozowej. Drugi podejrzany to Wiktor Wasin, rówieśnik Korby. Miał być osobą wspierającą wykonawcę zamachu. Trzecia podejrzana – Zinaida Sieriebricka – mieszkała w domu, gdzie doszło do zamachu na Aleksiejewa; pochodzi z wioski w obwodzie ługańskim, w lipcu ubiegłego roku sprzedała tam dom i przeniosła się Moskwy. Od 2020 r. ma obywatelstwo Rosji (wtedy zmieniła nazwisko na Sieriebricka, przedtem nazywała się Antoniuk). Po zamachu wsiadła do autobusu dalekobieżnego i wyjechała na Ukrainę.
Czy te trzy osoby coś łączyło? Na pierwszy rzut oka – nic. Ale rzut swego wprawnego oka wykonał na tę gromadkę dziennikarz śledczy Christo Grozew. O tym, co zobaczył – za chwilę.
„Świetny zestaw podejrzanych: dwie osoby z Ukrainy i ich moskiewski pomocnik, szukający zatrudnienia – piszą komentatorzy – idealna baza do opowiadania o „ukraińskim śladzie”. O tym, że zamach jest dziełem Ukrainy, mówił zaraz po zamachu minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. Opowieść o udziale Ukrainy wzmocniło zatrzymanie kolejnego podejrzanego: Pawła Wasina, syna Wiktora, który przyznał się do współudziału i współpracy z SBU (wedle jego zeznań, został z werwą zwerbowany przez Korbę). Widocznie śledczy uznali, że jeden syn to za mało i wyciągnęli także syna Korby, Lubosza. Lubosz jest obywatelem Polski, mieszka w Katowicach. Stąd już prosty wniosek: Polska maczała w zamachu swoje polskie paluszki.
Teraz o ustaleniach Grozewa (https://www.youtube.com/watch?v=r57Fh9BIZD8). Wiktor Wasin nie jest, jak podawała FSB, pracownikiem firmy odpowiadającej za usługi komunalne: do sierpnia 2025 r. był głównym ekspertem w ośrodku naukowo-technicznym Atlas, utworzonym przez FSB, od 2017 r. w strukturach korporacji państwowej Rostech. Atlas specjalizuje się w pracach nad aparaturą służącą do operacyjnej pracy służb specjalnych. Denis Korotkow, dziennikarz centrum „Dossier”, twierdzi, że Wasin jest emerytowanym wojskowym, absolwentem Wojskowej Akademii Łączności. A w ośrodku Atlas odpowiadał za bhp – emerytowani wojskowi często podejmują się po przejściu w stan spoczynku takich fuch (https://www.svoboda.org/a/vse-sledy-vedut-k-fsb/33673338.html).
Korba i Wasin najprawdopodobniej znali się od 2016 r. – Wasin przelewał Korbie niewielkie sumy. „To nie była przypadkowa znajomość, a kontakt operacyjny, który aktywowano w grudniu 2025 r. Korba nieoczekiwanie powrócił do Moskwy, odnowił kontakty z Anną Morozową. Idealna legenda: mężczyzna powraca do kobiety, której złamał serce. Ona mieszka sama, przyjmuje Korbę pod swój dach” – pisze Ołeh Czesławski z FAKE OFF. Jego zdaniem, zamach na Aleksiejewa, to klasyczny schemat FSB z wykorzystaniem agentury pod obcą flagą. Obudzeni agenci wykonują powierzone zadania, aby uwiarygodnić „ukraiński ślad”. Ale FSB nie doprecyzowała szczegółów i nie sprawdziła agentów. Wasin okazał się nie zwykłym hydraulikiem z administracji domu, a wojskowym związanym z Atlasem.
Ale show FSB must go on, więc Korba i Wasin przyznają się do winy przed kamerą. No i dalej rozwija się wątek zdradzieckich synów, wyciągnięty jest też epizod z życia Wasina, jakoby miał on w przeszłości ciągotki do Fundacji Walki z Korupcją Nawalnego (https://www.kommersant.ru/doc/8419406). Nie brzmi to przekonująco.
A ciąg dalszy zapewne jeszcze nastąpi.
Kategoria: Bez kategorii
-
Cień firmy Atlas nad generałem
-
Jeszcze jeden zamach. Jeszcze jeden generał
6 lutego 2026. Na klatce schodowej domu, w którym mieszkał, przy Szosie Wołokołamskiej w Moskwie został postrzelony przez zamachowca generał Władimir Aleksiejew, zastępca szefa GRU. Sprawca oddał kilka strzałów, a następnie zbiegł z miejsca zdarzenia, pistolet znaleziono w zaspie na podwórku. Generał w stanie ciężkim został przewieziony do szpitala. Lekarze nie informują, jakie są jego szanse na przeżycie. Aleksiejew stał się obiektem czwartego zamachu na rosyjskich generałów w ciągu minionego roku. W poprzednich zamachach generałowie zginęli na skutek eksplozji podłożonych ładunków. Dzisiejszy zamach był pierwszym z bezpośrednim użyciem broni palnej.
Na razie nikt nie wziął na siebie odpowiedzialności za zamach. Śledczy gromadzą materiał dowodowy, z przecieków do mediów wynika, że mają rysopis sprawcy na podstawie zeznań sąsiadów. Być może kilerem była kobieta. Ale czy to pewne?
Na tym wstępnym etapie można mówić o kilku niepewnych wersjach. Wersja 1 – to porachunki pomiędzy rywalizującymi rosyjskimi służbami, a więc „Aleksiejewa rąbnęli swoi”. Wersja 2 – ślad ukraiński, a więc „Aleksiejewa rąbnęli obcy”. Obie wersje mają kilka „podwersji”. Żadna nie jest ani bardziej, ani mniej prawdopodobna. Rosyjski minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow, nie czekając na dowody, już rzucił oskarżenie pod adresem Ukrainy i zaklasyfikował zamach jako „próbę zerwania rozmów pokojowych pomiędzy Rosją, Ukrainą i USA”, jakie toczą się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich (można na marginesie dodać, że w składzie rosyjskiej delegacji jest bezpośredni zwierzchnik Aleksiejewa, Igor Kostiukow). Potwierdzenia, że zamach ma jakikolwiek związek z rozmowami, brak.
Generał Aleksiejew był ważną figurą. Przy jego nazwisku można odnotować spory spis „antyzasług”. Brał udział w operacji wojsk rosyjskich w Syrii, potem na Donbasie (m.in. „legalizacja” referendów). Od 2016 r. znajduje się na amerykańskiej liście sankcyjnej, przypisuje mu się nadzorowanie cyberataków i operacji wymierzonej w wybory prezydenckie. W 2019 r. jego nazwisko zostało wpisane na europejską listę sankcyjną za koordynowanie operacji otrucia nowiczokiem Siergieja Skripala i jego córki w Salisbury w Wielkiej Brytanii. W czerwcu 2023 r. był jednym z tych, którzy odegrali ważną rolę w czasie buntu wagnerowców, pojechał do Rostowa nad Donem, aby spotkać się z Jewgienijem Prigożynem, nagrał apel do wagnerowców, wzywając do zachowania spokoju. Jego rola w buncie Prigożyna nie jest do końca jasna. Na polecenie ówczesnego ministra obrony Siergieja Szojgu organizował prywatną grupę wojskową Redut, która miała być alternatywą dla rosnących w siłę wagnerowców. Po stłumieniu buntu wielu wagnerowców przyciągnął do nowych struktur. Z ramienia GRU roztaczał opiekę nad jednostkami najemników i ochotników (m.in. batalion Espaniola), które wysyłał na front ukraiński. Według niepotwierdzonych danych, Aleksiejew miał być tym, który zbierał materiały obciążające byłego wiceministra obrony Timura Iwanowa (Iwanow dostał 15 lat łagru za korupcję – https://labuszewska.blog.tygodnikpowszechny.pl/2024/05/04/wiceminister-w-kajdankach/) i przyczynił się do rozbicia „klanu Szojgu” w ministerstwie obrony (https://novayagazeta.eu/articles/2026/02/06/chto-izvestno-o-vladimire-alekseeve-kotorogo-pytalis-ubit-v-moskve). Strona ukraińska utrzymuje, że to właśnie Aleksiejew odpowiada za przygotowanie danych do ataków na obiekty znajdujące się na terytorium Ukrainy, wskazuje go jako jednego z odpowiedzialnych wojskowych za fazę przygotowań do agresji.
Każda z wyżej wymienionych okoliczności aktywności generała mogła stać się przyczyną zamachu. A może była jeszcze inna.
Zwolennicy wersji nr 1 („Aleksiejewa rąbnęli swoi”) wskazują na to, że nawet po trzech poprzednich zamachach na generałów nie wprowadzono żadnych dodatkowych zabezpieczeń. Aleksiejew mieszkał w wieżowcu, który nie miał specjalnej ochrony, jemu samemu także nie towarzyszyli ochroniarze.
Jak podaje „Meduza”, od początku „specjalnej operacji wojskowej” zginęło 15 rosyjskich generałów (trzej w ciągu ostatniego roku w zamachach).
-
Akunin o zaostrzonym rygorze
27 stycznia 2026. Sąd w Moskwie przychylił się do wniosku prokuratury i zamienił wyrok 14 lat łagru na wyrok 14 lat łagru o zaostrzonym rygorze, orzeczony wobec pisarza Borysa Akunina (właściwie Grigorij Czchartiszwili). Zaocznie, bo Akunin od lat nie mieszka w Rosji. Według putinowskiego wymiaru niesprawiedliwości pisarz złośliwie uchyla się od obowiązków wynikających ze statusu „agenta zagranicznego” i „terrorysty”, dopuszcza się ponadto wypowiedzi godzących w honor armii rosyjskiej, co nazywane jest w nowomowie „rozpowszechnianiem fejków”.
To kolejny etap represjonowania pisarza za jego antywojenną postawę. „Za swoje antywojenne wypowiedzi Akunin znalazł się na celowniku putinowskiego aparatu represji już dawno, reżim stopniowo wzmacniał środki nacisku i wymiar kary” – pisałam w lipcu 2025 r. w „Rosyjskiej ruletce”, gdy Akunina skazano na 14 lat łagru (https://www.tygodnikpowszechny.pl/rosyjski-pisarz-boris-akunin-skazany-na-kare-lagru-nie-tylko-nie-przyznaje-sie-do-winy-ja-w-ogole). Ale w związku z tym, że nie zjawił się w Rosji, aby odbyć karę i nadal nie poddał się rygorowi obowiązującemu „agentów zagranicznych”, 3 grudnia 2025 r. sąd humanitarnie dołożył mu jeszcze rok odsiadki (https://www.fontanka.ru/2026/01/27/76234469/).
Sądy w Rosji mają pełne ręce roboty, co rusz do mediów trafiają opisy kuriozalnych procesów, kończących się wysokimi wyrokami za niebłagonadiożny wpis w mediach społecznościowych, krytyczną wypowiedź czy nawet żart.
Jeden z takich procesów właśnie dobiega końca w Moskwie. Przed sądem został postawiony komik, satyryk, stand-uper Artiemij Ostanin. Prokuratura zażądała kary 5 lat i 11 miesięcy oraz grzywny w wysokości 300 tys. rubli za – jak to ujęto w akcie oskarżenia – „rozniecanie nienawiści i obrazę uczuć religijnych”. A tak naprawdę za dwa żarciki. Sprawę przeciwko Ostaninowi wszczęto w marcu 2025 r. na podstawie donosów aktywistów putinistów. W donosie znalazł się opis dowcipu o inwalidzie, który śledczy sklasyfikowali jako „wrogą wypowiedź pod adresem uczestnika SVO (specjalnej operacji wojskowej)”. Ostanin twierdzi, że nic nie mówił o „weteranie SVO”, podśmiewał się tylko z żebraka w metrze, który od 20 lat jeździ bez nóg na deskorolce. Dowcip może niezbyt wysokich lotów, ale żeby skazywać za te słowa na prawie sześć lat? Drugi epizod rozpatrywany przez sąd to występ komika w moskiewskim klubie, podczas którego Ostanin miał się dopuścić niedopuszczalnego szyderstwa, desakralizacji i wyśmiania Jezusa Chrystusa.
Ostanin nie przyznał się do winy, podczas procesu opowiedział o tym, że gdy zatrzymano go na Białorusi, został pobity, a następnie przymusowo ostrzyżony (nosił dredy). Jak pisze portal Meduza, „na rozprawie prokuratura nazwała Ostanina liderem zorganizowanej grupy przestępczej, która wymyśla obraźliwe dowcipy”.
Bo śmiać się, a zwłaszcza wyśmiewać mądrą politykę władz, to w Rosji zbrodnia.
Rozwija się jeszcze jeden wątek sądowy. Na wokandę wpisano właśnie sprawę Michaiła Chodorkowskiego, przebywającego na emigracji, aktywnego antyputinisty, ongi oligarchy, właściciela koncernu Jukos. Zarzuca się mu zamieszczanie w mediach społecznościowych fałszywego świadectwa przeciwko najświętszej i najszlachetniejszej w swych zamiarach i czynach armii rosyjskiej. To już kolejna sprawa – Chodorkowski ścigany jest już jako „terrorysta i ekstremista” za organizowanie zamachu stanu i dowodzenie grupą terrorystyczną (Antywojenny Komitet Rosji). Chodorkowski wszedł w skład grupy przedstawicieli rosyjskiej opozycji na emigracji – tworzona jest „platforma dialogu” przy Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy (https://www.svoboda.org/a/delo-protiv-hodorkovskogo-po-statje-o-feykah-napravleno-v-sud/33661497.html). Kremlowi ta inicjatywa, jak i wszelkie inne tego typu inicjatywy, na pewno się nie spodoba.
-
Enerhomor, czyli Putin zamraża Ukrainę
25 stycznia 2026. Putin broni się przed pokojem jak oszalały. W dniu, gdy w Abu Zabi rozpoczęły się trójstronne konsultacje ukraińsko-rosyjsko-amerykańskie w sprawie wypracowania formuły zawarcia pokoju, armia rosyjska po raz kolejny uderzyła w ukraińską infrastrukturę energetyczną. Od wielu dni na Ukrainie trwa gehenna ludności cywilnej – w warunkach srogiej, mroźnej zimy od ogrzewania i prądu odcięte są tysiące domów w Kijowie, Charkowie, Odessie, Czernihowie i innych ukraińskich miastach. Grozi im katastrofa humanitarna na wielką skalę. Kiedyś Stalin chciał rzucić na kolana Ukrainę głodem, co nazwano potem Hołodomorem. Putin chce zmusić Ukrainę do uległości, odcinając możliwość dostarczania ludziom energii, co nazywam Enerhomorem.
W stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich odbyło się trójstronne spotkanie – przedstawicielom Rosji, Ukrainy i USA nie udało się wypracować na nim żadnych konkretnych ustaleń. Prezydent Wołodymyr Zełenski określił rozmowy jako „konstruktywne”, bez detali. Amerykanie wyrazili ostrożny optymizm, że sprawy idą w dobrą stronę. Gdzie jest dobra strona – nie powiedzieli. W rozmowie z dziennikarzami dali do zrozumienia, że na stole leżały sporne kwestie (rosyjskie żądania dotyczące przekazania całego Donbasu, spór wokół Zaporoskiej Elektrowni Jądrowej). I leżą tam dalej. Teraz mówi się o konieczności odbycia jeszcze co najmniej jednej rundy trójstronnych rozmów w Abu Zabi, a potem może wreszcie uda się zorganizować spotkanie w Moskwie lub Kijowie. Może to tylko dobra mina do złej gry. Bo ze strony Kremla nie płyną żadne komunikaty, które można by uznać za dające nadzieję na uregulowanie. „Rosja odrzuca wszelkie inicjatywy, które nie przewidują jej pełnej kontroli nad Donbasem” – pisze „The New York Times”. I tak można ciągnąć tę gumę bez końca.
Ciekawy był sam skład rosyjskiej delegacji na rozmowy – na czele stał Igor Kostiukow, szef GRU, a wspierał go Aleksandr Zorin, też z GRU, tylko niższy szarżą – zastępca szefa pionu informacyjnego, ongi położył wielkie zasługi w werbowaniu Syryjczyków do WCzK Wagner (Grupa Wagnera) w Libii. Świetna rekomendacja przed zajęciem miejsca przy stole negocjacyjnym, nieprawdaż? (Więcej o Zorinie – na portalu Agientstwo https://www.agents.media/na-peregovory-v-abu-dabi-rossiya-otpravila-luchshego-peregovorshhika-zanimavshegosya-verbovkoj-sirijtsev-dlya-chvk-vagnera/).
Wróćmy do zamarzającego Kijowa. Oglądam codzienne seanse nienawiści w rosyjskiej telewizji – wypowiadający się tam propagandyści nie ukrywają wielkiej satysfakcji i radości z powodu cierpień ludności cywilnej na Ukrainie. Niektórzy dogadują: „Już pierwszej zimy powinniśmy byli im tak dołożyć, żeby zamarzli”; „To, co dzieje się w Kijowie – cały ten brak ogrzewania, wody, prądu – to nie jest wina Rosji, a miejscowych władz, które nie dbają o ludzi”; „Energia dostarczana do zakładów przemysłu zbrojeniowego spokojnie wystarczyłaby do ogrzania bloków mieszkalnych”; „Jedyny sposób na wyjście z sytuacji to wygnać Zełenskiego” itd. (https://www.facebook.com/watch/?v=1934988830778944). Cynizm level hard.
Tymczasem w rosyjskich gazetach czytam, że Murmańsk i Siewieromorsk od trzech dni borykają się z blackoutem. Nie, nikt ich nie atakował, nikt nie wysyłał rakiet ani dronów. Po prostu infrastruktura wzięła i nie wytrzymała, zwaliły się słupy energetyczne, w części domów nie ma światła, nie jeżdżą trolejbusy, nie działają windy, nie działa sygnalizacja świetlna na skrzyżowaniach. Lokalne władze obiecują, że ciepło niebawem powróci do domów. W Siewieromorsku, gdzie znajduje się dowództwo Floty Północnej, też następują rotacyjne odłączenia prądu (https://www.severpost.ru/read/202160/). Czy ma to wpływ na stan bazy? Tego nikt nie ujawnia.
-
1418 dni i więcej, i więcej
16 stycznia 2026. W Rosji ludzie często zwracają uwagę na symboliczne daty, postępki, hasła. Czasem jest to powód do dumy i radości, a czasami do niewesołych refleksji. Albo do zepchnięcia w zapomnienie. Reakcję wyparcia ze świadomości przez oficjalną propagandę oraz wzmożenie poza oficjalną sferą można było zaobserwować w związku z przekroczeniem rubieży „1418”.
Czym jest „1418”? To liczba dni wielkiej wojny ojczyźnianej. Związek Sowiecki wyjął część II wojny światowej – od napaści Niemiec 22 czerwca 1941 r. na ZSRS do aktu kapitulacji Niemiec 8/9 maja 1945 r. – i nazwał ją właśnie wielką wojną ojczyźnianą. Reszta świata nie istniała, reszta świata nie walczyła, reszta świata się nie liczyła – był tylko jeden zwycięzca: ZSRS (Stalin), był tylko jeden ból narodu radzieckiego, była tylko jedna prawda i była tylko jedna Pobieda – niepokalana, niosąca ludom wyzwolenie, wolność i prawość. Po upadku Związku Sowieckiego również Rosja zbudowała wokół tego mitu swoją ideologię państwową. Putin uczynił z Pobiedy fetysz swojej władzy. I jej fundament.
Na wielką wojnę ojczyźnianą (wow) kremlowscy propagandyści powołują się w związku z pełnoskalową agresją Rosji na Ukrainę. Kompletnie od czapy? Nie szkodzi. Ta zbrodnicza „specjalna operacja wojskowa” (SVO) jest wprost porównywana do wow. Nazywana świętą wojną. Kłamliwa paralela ma też polegać na tym, że obie wojny były/są obronne. W tym uproszczonym i załganym ujęciu nie ma ani paktu Ribbentrop-Mołotow (a jeśli już się pojawia, to w pozytywnym świetle), ani Katynia, ani napaści na Finlandię. Nie ma też bohaterskiej obrony Ukraińców przed dzisiejszym najeźdźcą. To Rosja broni swego państwa przed „faszystami” – pokrzykują propagandyści.
Na samym początku inwazji na Ukrainę szerzyło się gromkie hasło moskiewskiej propagandy „Kijów w trzy dni”. Telewizyjna propagandystka Olga Skabiejewa z szerokim uśmiechem prezentowała w studiu niby to żartobliwy plan dla rosyjskiej armii, przewidujący między innymi defiladę na Chreszczatyku zaraz po obiedzie i uroczystym koncercie, jeszcze przed końcem lutego 2022 r. Zapaleńcy oklejali swoje auta hasłem „1945 – możemy powtórzyć”, hasłu towarzyszył obsceniczny obrazek przedstawiający pokonanego wroga (w tej roli wymiennie podstawiano Ukrainę, USA lub Europejczyków) w upokarzającej pozie, któremu rosyjski zwycięzca okazuje skrajną pogardę.
I oto 11 stycznia 2026 roku minęło 1418 dni od początku pełnoskalowej napaści Rosji na Ukrainę (piszę o pełnoskalowej napaści, bo Rosja wojuje z Ukrainą od lutego 2014 r., więc tutaj rachuba dni byłaby niepomiernie większa). Oficjalna rosyjska propaganda postanowiła nie zauważać tego dnia i związanej z nim mitycznej liczby dni. Z-blogerzy otrzymali zadanie przekonania swoich czytelników/widzów/słuchaczy, którzy jednak dostrzegą, że SVO trwa już tyle samo (i z każdym dniem dłużej) co wielka wojna ojczyźniana, że: -) to inna wojna; -) ta liczba nic nie znaczy; -) zwycięstwo i tak będzie nasze; -) a wojna dwudziestoletnia trwała dwadzieścia lat, a stuletnia – sto itd.
Komentatorzy, którzy nie mają rąk związanych propagandą, jechali z ostrymi replikami. Radio Swoboda zebrało różne głosy (https://www.svoboda.org/a/dney-blogery-o-tom-kak-svo-stala-dlinnee-chem-vov/33645958.html), np. „Przez 1418 dni Stalin doszedł do Berlina, a my z trudem – do garaży Wuhledaru”; „Te 1418 dni SVO to krach mitu imperium. Ukraina się nie poddała, stoi, broni się”; „reżim Putina pożera sam siebie. Oni bardzo chcieli powtórzyć, tymczasem powtórzyli tylko 1418 dni, a przez te 1418 dni przerobili kraj w kopię Rzeszy. Tej samej, przeciwko której walczyli wtedy”.
No tak, z punktu widzenia Kremla lepiej nie zauważać takich symbolicznych dat. Bo choć porównania jednej i drugiej wojny są z gruntu ułomne, to jednak liczy się symbol. A symbol ma wielką siłę oddziaływania. „To 1418 dni hańby!” – napisał jeden z komentatorów. Bardzo trafne określenie.
Tymczasem dla poprawy nastroju „wielkiego stratega” (jak coraz częściej pozwalają sobie nazywać Putina krytycy), rosyjska armia odznaczyła się zmasowanym atakiem na infrastrukturę krytyczną Kijowa, Charkowa i innych ukraińskich miast. Ludzie na Ukrainie zostali bez prądu i ciepła w siarczyste mrozy.