W ciszy wyborczej

Czy w ferworze kampanii wyborczej i demonstracji protestu ktoś pamięta jeszcze Dmitrija Anatoljewicza Miedwiediewa? A przecież to ciągle jeszcze urzędujący prezydent. Człowiek, który ma pod palcami wszystkie najważniejsze guziki na konsoli nawy państwowej, w tym guzik atomowy. Nominalnie wciąż może zrobić na rosyjskiej scenie politycznej wszystko.

Tymczasem nawet jeden z jego najbliższych współpracowników Igor Jurgens zaczął kilka dni temu powątpiewać, czy Miedwiediew w ogóle zostanie premierem, jak zostało to ogłoszone podczas słynnej cynicznej zapowiedzi roszady 24 września.

Po internecie chodzi klip „Preved Medved” („Dmitrij Anatoljewicz, nam was oczeń żałko”) w wykonaniu popularnych dziennikarzy telewizyjnych (Ksenia Sobczak, Leonid Parfionow) i muzyka (Wasilij Obłomow), którzy płynąc łódką Romantika, śpiewają hiphopowy list do prezydenta. (Można obejrzeć na Youtube: http://www.youtube.com/watch?v=do0wm-0xTNY; ponad milion odsłon w ciągu trzech dni). Wykonawcy pytają prezydenta, czy jeszcze żyje, bo nigdzie się nie pokazuje, nie bierze udziału w najważniejszych wydarzeniach z życia kraju, naród o nim zapomniał, wszędzie widać tylko premiera. „Czy bez waszego słowa będziemy wiedzieć, czy potrzebny nam jest Wowa czy nie-Wowa?” – pyta Parfionow.

Może wywołany w ten sposób do odpowiedzi, a może z własnej inicjatywy kandydat na prezydenta przypomniał wczoraj, że prezydent po zakończeniu w maju kadencji jednak zostanie – zgodnie z uprzednimi zapowiedziami – premierem.

Jutro akt przy urnie – dzisiaj cisza wyborcza. Z różnych miejsc napływają doniesienia, że w komisjach zabrakło „otkriepitielnych” (zaświadczeń o możliwości głosowania w lokalu innym niż przynależny z racji zameldowania) – czy to papieru nie dowieźli, żeby wydrukować odpowiednią liczbę blankietów, czy to nagle wszyscy chcą głosować nie u siebie w obwodzie i druczki tak masowo „wyszły”?

A zatem jutro w przezroczystych urnach znajdą się głosy oddane na Putina lub któregoś z czterech jego kontrkandydatów. Tak się złożyło podczas tej kampanii, że Putin nie z nimi walczył, a ponad ich głowami – z placem Błotnym i okolicami.

Jutro – głosowanie w najważniejszych wyborach. Prezydent jednak się odnalazł i wygłosił dyżurne orędzie do narodu, w którym wezwał do urn. Ale, cóż za niespodzianka, to nie było jedyne orędzie – w telewizji z własnym orędziem wystąpił, tak, zgadli Państwo, premier Putin, w jednej osobie kandydat na prezydenta.