Kategoria: Bez kategorii

  • Znowu wysiedlają Sacharowa

    27 stycznia. Coraz bardziej żarłoczny putinizm czasu wojny rozprawia się z ostatnimi wysepkami pokojowego ruchu obywatelskiego: sąd zdecydował o likwidacji Moskiewskiej Grupy Helsińskiej, władze Moskwy wysiedlają Centrum Sacharowa z siedziby, niezależny portal Meduza uznano za „organizację niepożądaną”. Putin wieczorami w swoim dobrze strzeżonym bunkrze przymierza przed lustrem trencz Stalina.

    Moskiewska Grupa Helsińska (MGH) to najstarsza w Rosji organizacja obrony praw człowieka. Powstała w Związku Sowieckim, w latach siedemdziesiątych, gdy Breżniew jeszcze rozdawał karty, a KGB trzymało społeczeństwo za gardło. Członkowie Grupy domagali się władz przestrzegania praw człowieka – wprowadzili to pojęcie do wewnętrznej gry. Potem za czasów wegetariańskiego jeszcze Putina MGH zwracała uwagę na łamanie przez Rosję zobowiązań międzynarodowych. Putin chcąc uchodzić za kryształowego demokratę, wyrażał się z szacunkiem o MGH. Ale po wielkim gwałcie na prawie międzynarodowym w 2014 r., gdy Rosja zaanektowała Krym i rozpętała wojnę na wschodzie Ukrainy, Putinowi coraz bardziej zawadzała grupka aktywistów, którzy krytykowali jego politykę. W 2017 r. MGH zrezygnowała z zagranicznych grantów, aby nie dostać się na listę „agentów zagranicznych” i móc kontynuować działalność. W tymże roku Putin wykonał ostatni przyjazny gest wobec Grupy: odwiedził nawet nestorkę MGH, Ludmiłę Aleksiejewą w dniu jej dziewięćdziesiątych urodzin, wręczył wielki bukiet kwiatów, przyznał nagrodę za wybitny wkład w działania na rzecz obrony praw człowieka.

    Ministerstwo sprawiedliwości poszukiwało pretekstu do ustrzelenia niezłomnych obrońców godności. I znalazło powód więcej niż wątpliwy, ale przecież nie o literę prawa tu chodzi. W grudniu 2022 r. ministerstwo doszło do wniosku, że członkowie MGH, która jest zarejestrowana jako organizacja lokalna, moskiewska, bezprawnie, łamiąc przepisy statutu, uczestniczyli w wydarzeniach organizowanych w innych regionach, poza Moskwą. Absurd? Nie szkodzi.

    – Popełniacie wielki grzech, niszczycie ruch obrony praw człowieka! Likwidacja MGH to poważny cios w ruch nie tylko w Rosji, ale i w świecie – powiedział w sądzie współprzewodniczący Grupy, Walerij Borszczew. MGH kładła nacisk na to, że poza Moskwą żadnych imprez nie organizowała, a udział poszczególnych osób z Moskwy w przedsięwzięciach poza stolicą nie może być uważany za „działalność poza regionem”. Żadne argumenty obrony nie trafiły do przekonania sądu, wyrok był do przewidzenia, zanim rozprawa się rozpoczęła. Sprawę rozpatrywał ten sam sędzia, Michaił Kazakow, który w grudniu 2021 r. zdecydował o likwidacji Memoriału.

    O utworzeniu Moskiewskiej Grupy Helsińskiej w 1976 roku ogłoszono na konferencji prasowej zwołanej w mieszkaniu Andrieja Sacharowa, akademika, wybitnego fizyka, jednego z autorów bomby wodorowej, bodaj najbardziej znanego sowieckiego dysydenta, obrońcy praw człowieka. Za swoją działalność został wysiedlony ze swego mieszkania i przymusowo zesłany do miasta Gorki (Niżny Nowogród). I oto teraz mamy do czynienia z zadziwiającym zbiegiem okoliczności: 24 stycznia władze Moskwy powiadomiły Centrum Sacharowa o wypowiedzeniu umowy najmu na pomieszczenia biurowe, sale wystawowe i mieszkanie, znajdujące się w budynku zajmowanym przez Centrum. Jednym słowem: fora ze dwora. Koniec wystaw o obronie praw człowieka, odczytów, projekcji, seminariów, spotkań autorskich itd. Powód: 1 grudnia 2022 r. weszły w życie nowe przepisy zakazujące „agentom zagranicznym” (Centrum zostało wpisane na listę „agentów” w 2014 r.) korzystania z jakiejkolwiek formy pomocy państwowej, a siedzibę władze Moskwy udostępniały Centrum za darmo. Jeszcze jeden przykład, że żadne organizacje łączące ludzi niezależnych w myśleniu i działaniu nie mają prawa istnieć w prowadzącej brutalną wojnę putinowskiej Rosji.

    Co będzie z archiwum Centrum Sacharowa, nie wiadomo. Podobnie jak nie wiadomo, co się stanie w unikatową ekspozycją pokazującą historię sowieckiego reżimu totalitarnego. Ludzie związani z Centrum mówią: – Ta wystawa miała pomóc społeczeństwu w uświadomieniu, że powtórzenie politycznych represji, deportacji, agresywnej polityki zagranicznej jest dla państwa zgubne i nie powinno się powtórzyć, że droga do godnej przyszłości nie może prowadzić przez samowolę, przemoc i krew.

    I jeszcze jeden akord – uderzenie w niezależne media. Prokuratura Generalna Rosji uznała niezależny portal rosyjskojęzyczny Meduza za „organizację niepożądaną”. To oznacza, że w Rosji sprawa karna grozi teraz zarówno pracownikom i współpracownikom portalu, jak i tym czytelnikom, którzy będą wpłacać pieniądze na jego działalność (portal utrzymuje się z dobrowolnych datków). Jakiekolwiek powołanie się w mediach na publikacje Meduzy też zagrożone jest na terytorium Rosji karą. Nawet na stare publikacje, sprzed przyznania nowego statusu „trędowatego”, bo tak należy odczytywać przypięcie łatki „organizacji niepożądanej”.

    Meduza działa z terytorium Łotwy. Zdaniem prokuratury jej działalność stanowi zagrożenie dla podstaw ustroju konstytucyjnego i bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej.
    Co ciekawe, portal – choć mający siedzibę w Rydze – podporządkował się wymogom rosyjskiej ustawy o „agentach zagranicznych” i umieszczał przy każdej swojej publikacji adnotację, że jest owym agentem. Po tym, jak prokuratura ogłosiła o swoim postanowieniu, te adnotacje zniknęły ze strony internetowej.

    Po wkroczeniu armii rosyjskiej na terytorium Ukrainy, federalna agencja ds. mediów Roskomnadzor zablokowała dostęp do strony internetowej Meduzy na terytorium Rosji z powodu publikacji o wojnie.

    Dmitrij Koleziew („agent zagraniczny”) z portalu Republica napisał: „To nie jest silna władza, a słaba. Silna władza nie walczy z dziennikarzami, nie zamyka ust krytykom, nie złości się na lustro. Dziennikarstwo nie może być przestępstwem”.

  • Mała rosyjska panorama

    20 stycznia. Wielka scena polityczna na co dzień przyciąga uwagę obserwatorów, którzy nie spuszczają oka z Putina i jego otoczenia. Ale role pierwszoplanowe to jeszcze nie cała obsada – czasem warto popatrzeć, co dzieje się na drugim planie, a nawet poświęcić chwilę zadumy aktorom epizodycznym.

    Konkursy piękności nie wchodzą do pierwszej dwudziestki najciekawszych wydarzeń światowego formatu, ale tegoroczna rywalizacja o tytuł Miss Universe wywołała komentarze również w kontekście politycznym. Po pierwsze prasa komentowała to, że do konkursu została dopuszczona kandydatka z Rosji. Po rosyjskiej agresji na Ukrainę wiele sportowych federacji wykluczyło z udziału w zawodach mistrzowskich rosyjskich sportowców, filharmonie i sale koncertowe pozrywały kontrakty z artystami popierającymi Putina, zachodnie wytwórnie filmowe wycofały swoje filmy z rosyjskich kin. Tymczasem takie wydarzenie jak konkurs Miss Universe powitało 22-letnią Annę Linnikową z Rosji bez uwag. To znaczy organizatorzy uwag nie mieli. Bo już brać dziennikarska, a nawet niektóre uczestniczki zaznaczyły, że obecność Miss Rosja vel Miss Agresja nie jest pożądana. Oliwy do ognia dolała jeszcze kreacja, w jakiej Linnikowa zaprezentowała się publiczności. Czerwona suknia wyszywana perełkami i błyskotkami nawiązywała do carskiego stylu, jak napisali ukraińscy dziennikarze: do stylu imperialnego. Suknia w kolorze krwi. Świadome wyzwanie? Nieświadoma wtopa?

    Okazało się, że Anna nie miała takich skojarzeń. „Jestem w szoku – mówiła w wywiadzie dla dziennika „Komsomolskaja Prawda”. – Nie przyszło mi do głowy, że tak wszystko przekręcą. Nasz kostium nazwaliśmy „Korona Imperium Rosyjskiego”, chcieliśmy w ten sposób oddać cześć naszej historii, naszym przodkom, naszej kulturze. To było po carsku, pięknie, kobieco. Z powodu mojej sukni wybuchł wielki skandal, a szlachetny ciemnoczerwony kolor nazwali barwą krwi”.

    No tak, żadną miarą nie można było przewidzieć, że ta carska ostentacja może wywołać określone skojarzenia, a „Korona Imperium Rosyjskiego” podkreśla nie tylko żarłocznego ducha przodków pożerających kolejne terytoria, ale także współczesnych Rosjan, prowadzących krwawą agresję na sąsiednie państwo. O tym, że jej suknia jednak wywołała negatywne skojarzenia, Linnikowa przekonała się, zaglądając do swoich mediów społecznościowych – na jej profilach zaroiło się od mocnych komentarzy. Użytkownicy z Ukrainy stworzyli na cześć Linnikowej specjalny hashtag #Miss Ludobójstwa. Dziennikarzowi „KP” Anna przyznała się, że przeżyła z tego powodu załamanie nerwowe, nawet się popłakała. „Ale niektóre dziewczyny, na przykład z Ukrainy, ze Szwajcarii w żaden sposób mi nie pomagały”. Zaiste potwory. Anna znów ma kłopoty z połączeniem kropek – reprezentantka Ukrainy nie tylko jej nie otarła łez, ale nie pozwoliła na wspólne zdjęcie. I Anna naprawdę nie wie, dlaczego. Bo jej zdaniem „piosenka, sport i inne dziedziny twórcze powinny być poza polityką”. Jak rozumiem, chodzi o to, żeby rosyjscy reprezentanci wszędzie mogli się lansować, natomiast w samej Rosji kultura może się znajdować pod butem władzy. „Niebłagonadiożni” artyści powinni być wpisywani na listę „agentów zagranicznych”, sporządzaną przez ministerstwo sprawiedliwości, co uniemożliwia im działalność w Rosji.

    Przykładów eliminowania z życia kulturalnego osób, które śmiały wypowiedzieć zdanie krytyczne wobec krwawej wojennej kampanii w Ukrainie, jest aż nadto. Przytoczę tu tylko najnowszy przykład. Aktor Dmitrij Nazarow i jego żona Olga Wasiljewa zostali zwolnieni z teatru MChT imienia Czechowa za antywojenną postawę. Pod zwolnieniem podpisał się dyrektor teatru, znany aktor Konstantin Chabienski („Geograf przepił globus”, „Admirał”). Nazarow stracił też pracę w telewizji i filmie. Odwoływane są jego występy.

    Zejdźmy z wysokiej sceny na scenę niższą. Bodaj najczęściej ostatnio cytowanym aktorem rosyjskiej sceny politycznej jest Jewgienij Prigożyn, kiedyś nazywany „kucharzem Putina”, ale od czasu wzmocnienia stworzonej przez niego prywatnej firmy militarnej „Grupa Wagnera” z gastronomią mało się kojarzy. Niemal codziennie Prigożyn i jego podopieczni przyciągają uwagę mediów barwnymi powiedzonkami i nie mniej barwnymi wyczynami. Jakiś czas temu wojewoda wagnerowców osobiście powitał pierwszą partię wyciągniętych z łagrów zeków wysłanych na front, którzy odsłużyli pół roku i teraz mogą hulać. Udzielił im zbawiennej rady na wolną drogę życia: „Nie pić za dużo, narkotyków nie zażywać, bab nie gwałcić, no chyba że z miłości, i w ogóle nie szaleć”.

    W grudniu media opublikowały wstrząsające wideo, pokazujące egzekucję młotem kowalskim na Jewgieniju Nużynie. Nużyn był więźniem łagru, został zwerbowany przez Grupę Wagnera na wojnę w Ukrainie. Dostał się do ukraińskiej niewoli, po czym został wymieniony w grupie jeńców i znowu trafił do Wagnera. Pobratymcy bez sądu sami zdecydowali o jego losie: za to, że rozmawiał z Ukraińcami o porządkach panujących wśród wagnerowców, rozbili mu głowę młotem. Młot stał się jednym z kultowych przedmiotów w środowisku najemników i tych, którzy popierają brutalne metody prowadzenia wojny.

    Dziś przewodniczący partii Sprawiedliwa Rosja (sankcjonowana opozycja) Siergiej Mironow, który od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę wyskakuje z portek, aby dowieść, że popiera linię władz, zamieścił w mediach społecznościowych swoje zdjęcie z „młotem Wagnera”, który otrzymał w prezencie od Prigożyna. We wpisie na Twitterze obiecuje użyć tego „przydatnego instrumentu” do tłuczenia „redut nazistów, którzy zagrażają naszemu krajowi”. Mironow ma już zasługę u Prigożyna, bo poparł jego postulat chowania poległych wagnerowców z honorami wojskowymi. I tak się dzieje. Jeden z przypadków opisałam w „Rosyjskiej ruletce”: „Tymczasem trwa heroizacja poległych wagnerowców. Jeden z przykładów: miasto Sierow w obwodzie swierdłowskim ma nowego bohatera, poległego w Ukrainie wagnerowca Siergieja Mołodcowa. To jeden z wyciągniętych z łagru przez Prigożyna więźniów, którzy zasilili szeregi walczących na froncie. Mołodcow odsiadywał wyrok 9 lat łagru za zamordowanie własnej matki. W oficjalnym komunikacie mówi się o nim jako człowieku twórczym, niezwykłym, wrażliwym na potrzeby bliźnich, pełnym oddania dla słabszych, kochającym muzykę; o zabójstwie matki ani słowa. Według rosyjskich władz, znakomity przykład do naśladowania dla dzieci i młodzieży miasta Sierow” (https://www.tygodnikpowszechny.pl/dlaczego-putin-zmienil-glownego-dowodce-w-ukrainie-182004).

    Ciąg dalszy nastąpi

  • Samotne święta Putina

    8 stycznia. Izolacja Władimira Putina osiągnęła swoje apogeum – nawet w święta prawosławnego Bożego Narodzenia z Kremla popłynął komunikat: prezydent sam pojawił się w Soborze Zwiastowania.

    Zwykle w wigilię Bożego Narodzenia Putin udawał się do jakiejś cerkwi poza Moskwą na nocne nabożeństwo, lubił prezentować się przed telewizyjnymi kamerami w towarzystwie takiej czy innej grupy wiernych. Imitował religijne zaangażowanie w obrzędy i przekazywał życzenia dla wszystkich prawosławnych Rosjan. Podkreślał, że to święto pełne ciepła i nadziei. Słuchał pięknie śpiewających chórów, zapalał świeczki, uśmiechał się, obdarzał prezentami, jednym słowem – świętował. Wyjątkiem było zeszłoroczne Boże Narodzenie, które Putin spędził w rezydencji w Nowo-Ogariowie, wyjaśniając swoje odosobnienie względami epidemiologicznymi.

    W tym roku zjawił się w kremlowskim Soborze Zwiastowania (według tradycji była to prywatna cerkiew rodziny carskiej), nie wyjechał nie tylko poza Moskwę, ale nawet poza Kreml. Co więcej – znowu zjawił się sam, choć zagrożenia epidemią już nie ma. Na zdjęciach przekazanych prasie nie zauważono nawet nikogo z obstawy: Putin stoi samiusieńki po ikonami, ma twarz smutną jak na pogrzebie, a nie radosnym nabożeństwie z okazji przyjścia na ludzki świat Syna Bożego (https://meduza.io/short/2023/01/07/putin-v-odinochestve-vstretil-rozhdestvo-v-kremle-fotografiya). Po pewnym czasie zadumę Putina przerywa duchowny, który uroczyście odśpiewuje modlitwy. Później dołącza jeszcze kilku duchownych.

    Na stronie internetowej Kremla można zapoznać się z fragmentami bożonarodzeniowego posłania Putina (http://www.kremlin.ru/events/president/news/70334). Odwołuje się do wartości, jakie powinny być pielęgnowane przez ludzi wierzących: miłosierdzie, sprawiedliwość, dobro itd.

    5 stycznia Putin przekazał ministrowi obrony Siergiejowi Szojgu polecenie wprowadzenia na czas świąt zawieszenia broni, było to spełnienie apelu patriarchy Moskwy Cyryla. Służba prasowa Kremla rozpowszechniała wersję, zgodnie z którą przerwanie działań wojennych ma umożliwić wiernym walczącym na froncie i mieszkającym w pobliżu frontu udział w bożonarodzeniowych nabożeństwach. Prezydent Ukrainy zareagował na tę inicjatywę jednoznacznie: Rosja chce wykorzystać religijne święto jako przykrywkę (dla swoich celów). „Wszyscy na świecie wiedzą, jak Kreml wykorzystuje przerwy w działaniach wojennych, aby kontynuować wojnę z nową siłą. Ażeby skończyć wojnę, potrzebne jest coś zgoła innego: trzeba, aby obywatele Rosji znaleźli w sobie śmiałość choćby na 36 godzin (tyle miało trwać postulowane przez Putina zawieszenie ognia), choćby na czas Bożego Narodzenia wyzwolić się od swojego haniebnego strachu przed jednym człowiekiem na Kremlu (…), wojna zakończy się wtedy, kiedy wasi żołnierze albo się wycofają, albo zostaną przez nas wypędzeni”. Własną odpowiedź na gest Kremla znalazł doniecki watażka Denys Puszylin, który sprecyzował, że zawieszenie broni może oznaczać tylko wstrzymanie się od inicjowania wymiany ognia, ale nie powstrzyma jego wojsk od odpowiadania na działania zaczepne strony przeciwnej.

    Z kolei prezydent USA Joe Biden zwrócił uwagę, że Putin ostrzeliwał Ukrainę w dniu 25 grudnia w Boże Narodzenie, a także w noc sylwestrową i Nowy Rok. „Zapewne chce mieć chwilę przerwy” – podsumował.

    Politolożka Tatiana Stanowaja wiąże pokojową inicjatywę Putina z tym, co się stało w Makiejewce w noc z 31 grudnia na 1 stycznia (opisałam to w rubryce Rosyjska ruletka: https://www.tygodnikpowszechny.pl/nowy-rok-w-rosji-co-przyniesie-narastajaca-militaryzacja-181938) – koszary, pełne zmobilizowanych rosyjskich żołnierzy zostały ostrzelane przez siły ukraińskie, zginęło kilkaset osób (dane strony rosyjskiej i ukraińskiej na ten temat znacznie się różnią). „Siły zbrojne Ukrainy ostrzelały miejsce, w którym znajdowali się rosyjscy żołnierze, zaraz po północy. Budynek został zrównany z ziemią (…). Putin bardzo by nie chciał przeżyć czegoś podobnego również w Boże Narodzenie. Poza tym chciałby odegrać przed publicznością rolę dobrego cara. Putin postrzega siebie w tej wojnie jako ktoś, kto niesie dobro nie tylko Rosji, ale także bratnim narodom i generalnie całemu światu, wyzwalając go od hegemonii USA”.

    A co do samej Makiejewki, to dziś nastąpił specyficzny ciąg dalszy. Ministerstwo obrony Rosji zaczęło rozpowszechniać informacje, że w ramach tzw. operacji odwetowej zostały zniszczone uderzeniem rakietowym koszary armii ukraińskiej w Kramatorsku, w wyniku tej akcji miało zginąć sześciuset ukraińskich żołnierzy. Jednym słowem: oko za oko, ząb za ząb. Strona ukraińska nie potwierdziła tych rewelacji (https://www.pravda.com.ua/rus/news/2023/01/8/7383991/).

  • Pożegnanie smutnego roku

    31 grudnia. Dziś kończy się nieszczęśliwy stary rok. O północy zacznie się nowe odliczanie i masowe zaklinanie przyszłości – ludzie będą sobie składać życzenia Szczęśliwego Nowego Roku. Także ludzie w Rosji, gdzie Nowy Rok jest największym świętem.

    W poprzednich latach w ostatnim dniu roku opisywałam w blogu, jakie rosyjskie zwyczaje związane są z przechodzeniem przez tę niewidzialną linię, dzielącą albo łączącą stary i nowy rok. Pisałam o powszechnym uwielbieniu dla noworocznych komedii romantycznych, z których palmę pierwszeństwa nieodmiennie dzierży „Ironia losu” Eldara Riazanowa z Barbarą Brylską. Pisałam o sałatce Olivier i śledziku pod pierzynką – obowiązkowych daniach na noworocznych stołach Rosjan. W tym roku wszystkie radosne rytuały utonęły w bezmiarze zła doprawionego kłamstwem i perfidią. Rosja prowadzi krwawą wojnę z Ukrainą pod nieludzkimi hasłami. Nawet dziś rosyjska armia dokonała zmasowanego ataku rakietowego na Ukrainę, w Kijowie zawyły syreny, spadające na miasto pociski zabiły kolejną ofiarę tej wojny.

    Rosyjscy politycy zmienili tonację noworocznych wystąpień, dostosowując się do wojennych motywów. Putin, który zwykle nagrywał orędzie noworoczne do rodaków na tle wieży Spaskiej Kremla, tym razem zaprezentował się w całej powadze majestatu, mając za tło ludzi w mundurach (jak wypatrzyli czujni komentatorzy, niektóre osoby stojące za Putinem to już wielokrotnie wykorzystywani do odgrywania roli ludności funkcjonariusze ochrony prezydenta). Według oficjalnego komunikatu, nagrania dokonano w sztabie Południowego Okręgu Wojskowego, w okolicach Rostowa nad Donem, czyli stosunkowo blisko linii frontu. Czy faktycznie Putin pofatygował się osobiście do sztabu okręgu czy też w celach bezpieczeństwa okręg przywieziono do jednego z prezydenckich bunkrów? Tego możemy się nie dowiedzieć. O obecności Putina w Południowym Okręgu Wojskowym wiemy wyłącznie od rzecznika prasowego Pieskowa, który na co dzień mija się z prawdą w kremlowskich korytarzach.

    W orędziu Putin znowu oskarżył Zachód o całe zło świata, sprowokowanie wojny w Ukrainie, a to mianowicie po to, aby Rosję osłabić. I zapewnił rodaków, że te zachodnie sankcje to jedna wielka korzyść dla kraju, który „odzyskuje suwerenność”. Zwracał się do Rosjan z apelem, aby bronili ojczyzny – tak, bo Rosja się broni. Jak zawsze: broni się, a nie napada. A obrona ojczystej ziemi była i jest święta. I tak przez niemal dziesięć minut.
    Własne orędzie skierował do rodaków eksprezydent Dmitrij Miedwiediew (o jego starej-nowej roli pisałam w tym tygodniu w „Rosyjskiej ruletce”: https://www.tygodnikpowszechny.pl/czy-kreml-planuje-zamiane-putina-na-miedwiediewa-181920). Nagranie opublikował na swoim koncie w Telegramie. Podobnie jak umiłowany przywódca mówił o obowiązku udziału w wojnie. Co ciekawe, sformułował zadanie „specjalnej operacji wojskowej” w Ukrainie, o którym Putin zdaje się już zapomnieć: „Położyć kres przestępczemu nazistowskiemu reżimowi w Kijowie”, zapewnił, że ten i wszelkie inne cele operacji zostaną osiągnięte. A Zachodowi nie uda się złamać niezłomnej Rosji.

    A co znajdzie się na świątecznym stole Rosjan? Popularna gazeta „Komsomolskaja Prawda” zwykle z entuzjazmem opisująca sałatki, wędliny i trunki, tym razem zamieściła sążnisty materiał przestrzegający, w szczególności ludzi w starszym wieku, przed spożywaniem tradycyjnych dań. Są one bowiem zbyt kaloryczne, za tłuste i w ogóle szkodzą na wszystko. Pić też się nie zaleca. Cóż, ceny żywności poszły w górę. O tym prokremlowskie gazety raczej niechętnie wspominają, trzeba było wymyślić jakieś zastępcze porady.

    Skoro na stole niewesoło, to może chociaż telewizja dostarczy rozrywki? Pierwyj Kanał właśnie emituje „Ironię losu”, a ponadto zapowiada „Noc sylwestrową”, czyli tradycyjny koncert ulubionych piosenek estradowych. Twarzą tegorocznego koncertu będzie Filipp Kirkorow, który wszystkimi swoimi sztucznymi włosami i zębami popiera Kreml. Inne stacje pokażą „Romans biurowy”, „Moskwa nie wierzy łzom” i inne przeboje sowieckiej kinematografii, niewątpliwie potęgujące świąteczny nastrój.

    W Moskwie pojawiły się na ulicach dekoracje noworoczne, zawierające prowojenne motywy. Na WDNCh i w Parku Gorkiego wyeksponowano putinowskie „ziguszki” (https://msk1.ru/text/gorod/2022/12/17/71907299/). Podobne akcenty rozstawiono na ulicach większości rosyjskich miast (https://news.ru/society/pod-znakom-z-rossijskie-goroda-ukrashayut-sebya-simvolikoj-v-podderzhku-svo/).

    Mer Moskwy Siergiej Sobianin próbował sondować zapotrzebowanie mieszkańców na sposób obchodów Nowego Roku. Na portalu „Aktywny Obywatel” można było wypowiedzieć się, czy w związku z wojną zorganizować fajerwerki czy inne formy fety. Wzywał przy tym moskwian, aby sobie nie odmawiali dobrej zabawy i nie rezygnowali z imprez noworocznych, „aby stolica mogła zarobić”. Pozyskane środki obiecał przeznaczyć „na wsparcie wojny”. Ale mieszkańcy uznali, że obejdzie się bez sztucznych ogni i koncertów pod gołym niebem, wolą w tym roku kameralne spotkania w domach. Zresztą plac Czerwony i tak będzie zamknięty. A porządku w mieście ma pilnować ponad siedem tysięcy funkcjonariuszy policji i RosGwardii.

    Nie wszyscy spędzą noworoczną noc w radosnych pląsach. „Mijający rok złamał nam serca” – napisał rockman, wieczny buntownik Borys Griebienszczikow.

  • Hajda na dywersanta

    23 grudnia. Duma Państwowa przyjęła ustawę, wprowadzającą karę dożywocia dla dywersantów. Rada Federacji dwa dni później zaakceptowała akt. Za chwilę zapewne ustawa wyląduje na biurku Putina na Kremlu. Nic nie wskazuje na to, aby prezydent miał zawetować prawo, płynące z prądem militarystycznych planów rosyjskiej wierchuszki. Jak wiele innych nowych przepisów będzie podstawą do jeszcze większej kontroli społeczeństwa w warunkach nie wypowiedzianej wojny, nazywanej ciągle przez władze „specjalną operacją wojskową”.

    Zwraca uwagę, że ustawa przeszła nadzwyczaj szybką ścieżkę legislacyjną: pierwsze czytanie odbyło się 8 grudnia, a już dziś izba wyższa klepnęła nowe przepisy, czyli zakończył się parlamentarny etap prac nad ustawą. Przepisy zaostrzają kary za dokonanie dywersji – w obowiązującej do tej pory ustawie przewidywano dożywocie wyłącznie za dywersje, które pociągnęły za sobą ofiary śmiertelne. W obecnej wersji wystarczy przeprowadzić dywersję, aby dostać tak wysoki wyrok. Prawo wprowadza kary do 15 lat pozbawienia wolności za skłanianie do dywersji, werbunek lub inne formy organizowania dywersji, a także finansowanie grup szykujących akty dywersji na terytorium Federacji Rosyjskiej. A za takowe Kreml uważa też cztery okupowane regiony Ukrainy wcielone do Rosji we wrześniu br. I sytuacja właśnie w tamtych regionach jest przedmiotem troski najwyższych władz federacyjnych. 20 grudnia, w Dniu Czekisty, Putin jak zwykle zwrócił się z krzepiącym słowem do kolegów po fachu. Wezwał, aby ofiarnie walczyli ze szpiegami i dywersantami. Podkreślił, jak ważna jest ich misja, zwłaszcza na przyłączonych terytoriach, gdzie „sytuacja pozostaje poważna”.

    Trochę się ta pełna niepokoju narracja rozmija z oficjalnym przekazem, że ludność tych terenów gremialnie chciała wstępować do Rosji i kocha nowe władze oraz żyje z nimi w pokoju i zgodzie. Tymczasem codziennie media donoszą o kolejnych dokonywanych tam aktach sabotażu, dywersji czy terroru. Ale nie tylko – terenem pod szczególnym nadzorem są także rosyjskie obwody graniczące z Ukrainą.

    Federalna Służba Bezpieczeństwa pragnie się na niwie walki z dywersantami wykazać, czekiści meldują o zatrzymaniu terrorystów lub ich likwidacji. Raporty są częstokroć mocno naciągane, jak choćby ten z ostatnich dni listopada, gdy FSB poinformowała, że funkcjonariusze „udaremnili akcję dywersyjną na wojskowych i energetycznych obiektach obwodu woroneskiego”. Według wersji FSB, sabotaż przygotowywali „członkowie zakonspirowanej jaczejki (komórki) zrzeszającej zwolenników ukraińskiej ideologii nacjonalistycznej”. Podczas akcji zatrzymania dywersantów zabici zostali stawiający opór przywódca jaczejki oraz dwóch jej członków. Dziennikarze „The Moscow Times” ustalili, że tymi rzekomymi dywersantami byli członkowie miejscowego klubu gry airsoft, którzy nie mieli żadnych powiązań z Ukrainą.

    Wzmianka o dywersjach w okolicznościowym wystąpieniu Putina w Dniu Czekisty nie była przypadkiem – prezydent bardzo nerwowo reaguje na doniesienia o udanych akcjach dywersyjnych daleko od linii frontu. Najbardziej spektakularną akcją było wysadzenie fragmentu Mostu Kerczeńskiego (zwanego Krymskim). Putin musiał mocno przeżyć zamach na most, który od początku jest jego oczkiem w głowie, bo wiele tygodni później, już po ekspresowej naprawie przęseł, podczas jednej z uroczystości na Kremlu w obecności nowo odznaczonych bohaterów Rosji rozprawiał z ożywieniem o tym, że teraz Rosja niszczy infrastrukturę krytyczną w Ukrainie, ale jest to działanie w pełni usprawiedliwione: bo to odwet na tych, którzy wysadzili jego ukochany most (opisałam tę uroczystość w rubryce Rosyjska ruletka https://www.tygodnikpowszechny.pl/putin-pracuje-zdalnie-181813). Putin zdobył się na jeszcze jeden spektakularny gest: osobiście wsiadł za kierownicę samochodu osobowego, którym przejechał po odrestaurowanym kawałku mostu. Akcji towarzyszyły kamery telewizyjne, została ona triumfalnie nagłośniona przez medialną obsługę Kremla pod hasłem: „Możecie nam skoczyć, a my i tak odbudujemy nasz most”.

    Dywersja – wedle encyklopedycznej definicji – to niszczące działanie wojenne na zapleczu wroga, działania bojowe na tyłach przeciwnika. Rosyjska propaganda nie bardzo daje sobie radę z tłumaczeniem wybuchów, do jakich od miesięcy dochodzi w różnych obiektach wojskowych w głębi kraju. Na początku wyjaśniano, że pożary na lotniskach czy w składach broni są efektem nieostrożnego obchodzenia się załogi z papierosami. Później tej metody zaniechano, bo wywoływała wyłącznie wybuchy śmiechu, równie głośne jak eksplozje w wojskowych magazynach. Być może ekspresowe prace nad wprowadzeniem wysokich kar za dywersje związane są ze zmianą taktyki walki z grupami dywersyjnymi. Nowe regulacje wpisują się też w kontekst otwarcia nowego etapu „specjalnej operacji wojskowej”. Miała ona trwać trzy dni, niedawno minął trzechsetny dzień i nie zanosi się na to, aby działania wojenne miały się szybko skończyć. Putin z Szojgu zainicjowali na rozszerzonym kolegium ministerstwa obrony reformę armii, przewidującą m.in. zwiększenie limitów liczebności Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej (pisałam o tym bardziej szczegółowo w Rosyjskiej ruletce w tekście „Jeszcze więcej mięsa armatniego dla Putina”: https://www.tygodnikpowszechny.pl/jeszcze-wiecej-miesa-armatniego-dla-putina-181830).

    Mimo tych niezbyt pokrzepiających wiadomości, które powyżej opisałam – życzę Państwu Wesołych Świąt Bożego Narodzenia.
    https://www.youtube.com/watch?v=kcTvWI1PnJ8