„Premier Władimir Putin omówił z prezydentem Inguszetii Muratem Ziazikowem społeczno-ekonomiczną sytuację w republice” – doniosły wczoraj rosyjskie agencje informacyjne. Dyżurny obrazek ze spotkania zatroskanego sytuacją społeczno-ekonomiczną premiera z zatroskanym sytuacją społeczno-ekonomiczną prezydenta republiki pokazała telewizja: piękny, nowiutki, wyglansowany gabinet premiera, a w nim dwaj mężowie stanu pochyleni nad wskaźnikiem odbudowy pięciuset domów w rejonie osunięć ziemi.
Dach nad głową dla pozbawionych domów obywateli Inguszetii to rzecz święta, bezspornie. Można i nawet trzeba się nad tym zagadnieniem pochylić (powinny to zwłaszcza zrobić władze samorządowe poszkodowanego rejonu). Podobnie jak nad całokształtem sytuacji społeczno-ekonomicznej w Inguszetii. No, właśnie, ten całokształt faktycznie może zaniepokoić, ale o tym ani słowa w oficjalnych doniesieniach.
Inguszetia to najmniejsza spośród republik Federacji Rosyjskiej, położona na Kaukazie Północnym, graniczy z Czeczenią (za czasów radzieckich stanowiły jedną republikę autonomiczną). Podczas wojny czeczeńskiej rządzona przez Rusłana Auszewa, cieszącego się popularnością i szacunkiem ziomków, weterana „Afganu”, człowieka Kaukazu. W czasie tragicznych wydarzeń w Biesłanie Auszew przyjechał prowadzić negocjacje (nie był już wtedy prezydentem, ale nadal cieszył się autorytetem), wyrwał bandziorom przetrzymującym dzieci w szkole grupę najmłodszych i wyprowadził je na wolność (do dalszych negocjacji nie doszło; doszło natomiast do szturmu, w którym zginęło ponad trzysta osób). Chciał wprowadzić w Inguszetii tradycyjne prawo szariatu (w tym wielożeństwo), uważał, że tylko to pozwoli republice uniknąć demoralizacji. Podczas wojny czeczeńskiej przyjął wielotysięczną rzeszę czeczeńskich uchodźców, pozbawionych dachu nad głową, do dziś w Inguszetii pozostaje co najmniej 38 tysięcy czeczeńskich uchodźców.
Samodzielność Auszewa nie podobała się prezydentowi Putinowi. W 2002 r. na prezydenckim tronie Moskwa osadziła więc swojego człowieka – Murata Ziazikowa, generała Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Na kluczowych stanowiskach w mini-państewku on z kolei osadził swoich krewnych i znajomych. Sytuacja w republice stopniowo zaczęła wymykać się spod kontroli. Mówi się, że Ziazikow kontroluje co najwyżej wnętrze opancerzonego samochodu, którym jest wożony. W kwietniu 2004 r. zamachowiec-samobójca staranował prezydencką kolumnę samochodów, w wyniku eksplozji zginęło kilku ochroniarzy, Ziazikow został wtedy lekko ranny.
Już w 2005 r. mieszkańcy zaczęli się energicznie domagać odwołania niepopularnego prezydenta, skarżąc się na korupcję, nepotyzm, rozkradanie publicznych pieniędzy, przymykanie oczu na bezprawie, ale Kreml znowu poparł Ziazikowa. Zaczęły się mnożyć akty terroru i napaści na członków rodziny i klanu Ziazikowów. Kilka miesięcy temu sam Ziazikow został ciężko pobity przez jednego z inguskich biznesmenów. I co? I nic. 26 lutego otrzymał z rąk prezydenta Władimira Putina order „Za zasługi dla Ojczyzny” za – jak donosił TASS – olbrzymi wkład w społeczno-gospodarczy rozwój republiki i wieloletnią wydajną pracę.
Olbrzymiego wkładu i wydajnej pracy nie docenili najwidoczniej mieszkańcy republiki, którzy z marcowego nadzwyczajnego zgromadzenia narodu inguskiego wystosowali do Putina i prezydenta-elekta Miedwiediewa apel o powstrzymanie samowoli władz Inguszetii, którym zarzucali m.in. nieudolność, pobłażliwość dla bezprawia, wymuszenia, pozostające bez kary zabójstwa, uprowadzenia, terror organów bezpieczeństwa, upadek gospodarki, powszechne łapownictwo, bezrobocie. I co? I nic. Ziazikow pozostał (dodajmy tylko na marginesie, że w marcowych wyborach Dmitrija Miedwiediewa frekwencja w Inguszetii wyniosła ponad 90 proc. Czy za taką wierność można karać i zdejmować ze stanowiska?).
Ziazikow za to zdymisjonował rząd republiki. A następnie powołał tych samych ministrów. „Nie możesz mnie zdymisjonować – miał powiedzieć jeden z ministrów podczas spotkania z Ziazikowem. – Zapłaciłem ci za to, że będę ministrem jeszcze rok”. (Taką śmiałą informację demaskującą istotę systemu władzy w Inguszetii podała strona internetowa Ingushetiya.Ru – 6 czerwca moskiewski sąd rejonowy nakazał zamknięcie strony za publikowanie ekstremistycznych materiałów). W razie dymisji ministrowie odsunięci od opłaconych stanowisk mogliby się domagać zwrotu wpłat – tłumaczyli przedstawiciele inguskiej opozycji.
Ludzie w Inguszetii nie chcieli się uspokoić po „zdymisjonowaniu” rządu, na który Ziazikow chciał przerzucić odpowiedzialność za fatalną sytuację w republice. Nadal skrzykują się, by odsunąć znienawidzonego prezydenta. Zaczęli zbierać podpisy pod petycją o przywrócenie do władzy Rusłana Auszewa.
Inguska łódka pod komendą Ziazikowa jest rozhuśtana jak nigdy dotąd. Faktycznie najwyższy czas, by właśnie w tym momencie z troską pochylić się nad rejonem osunięć ziemi, o czym łagodnie i spokojnie informuje telewidzów na dobranoc ogólnorosyjska dostarczycielka propagandowo-indoktrynującej papki – putinowska telewizja. Spokojnoj noczi, małyszy.