Kategoria: Bez kategorii

  • Wazeliniarz roku

    Wedle nowej świeckiej tradycji dziennik „Kommiersant” urządza pod koniec grudnia konkurs na największego podlizucha roku – czytelnicy mogą wybierać najbardziej wazeliniarską wypowiedź skierowaną pod adresem rządzących.

    Z wielkiej obfitości pochwalnych dytyrambów na cześć rządzącego tandemu Putin-Miedwiediew w parze i indywidualnie redakcja dla ułatwienia wyłoniła czołówkę. Uwielbienie dla przywódców ogarnęło wszystkie grupy społeczne, ale na czoło konkursowych cytatów wysunęli się przedstawiciele kasty artystów, polityków i duchownych.

    Oto kilka przykładów. „Kiedy pytają mnie, co myślę o partii rządzącej, odpowiadam: tam, gdzie Putin – tam wszystko jest w porządku. Uważam, że niekoniecznie trzeba należeć do partii, ale skoro Putin tam poszedł, to i ja całą duszą tam jestem” – Jurij Baszmet, muzyk.

    „Jedyne, czego Putinowi brakuje, to być Czeczenem. Pozostałe pozytywne cechy już ma” – Ramzan Kadyrow, prezydent Czeczenii. „Zawsze się za niego [Miedwiediewa] modlę. Za niego i za Putina. Ze wszystkich władców od początku XX wieku są mi – poza Mikołajem II – najbliżsi, najsympatyczniejsi. Władcy są albo posyłani narodowi za grzechy, albo jako błogosławieństwo Boże. Myślę, że nasi dzisiejsi przywódcy są właśnie błogosławieństwem” – ihumen Siergij (Rybko), proboszcz cerkwi Zesłania Ducha Świętego w Moskwie. „Putin jest na pewno ważniejszy od Alaksandra Łukaszenki. Dla mnie to on w ogóle jest osobowością numer jeden na kuli ziemskiej” – Michaił Bojarski, aktor. „Jeśli popatrzeć na naszego prezydenta, to on jest wyrazistym młodym, pięknym sportsmenem. Wszystkie moje wychowanki z zachwytem wpatrują się w Dmitrija Miedwiediewa. Dla mnie jest ogromnym szczęściem, kiedy nasze dzieci i ja śpiewamy hymn Rosji stojąc na podium [na zawodach sportowych]. I ja wiem, że hymn ten grają także na cześć prezydenta naszego kraju” – Irina Winer, główny trener reprezentacji Rosji w gimnastyce artystycznej. „Putin jest uroczy, dlatego mu wierzę” – Borys Mojsiejew, piosenkarz.

    Są jeszcze ody, hymny, piosenki dla dzieci, rysunki i wiersze. Do wyboru, do koloru. Ja też uważam, że trener klubu „Tęcza” ciągle się zamęcza, a wredne ludzie to jeszcze wtykają mu szpilki – to nie ludzie, to wilki. I wszyscy razem: łubu-dubu…

     

    Szanowni Państwo! Życzę wspaniałych Świąt Bożego Narodzenia!

  • To idzie młodość

    Na koniec Roku Młodzieży w Rosji rozdano nagrody dla najlepiej zapowiadających się przedstawicieli młodego pokolenia „PRORYW”.

    Na wiec z udziałem osiemnastu tysięcy młodych ludzi z osiemdziesięciu podmiotów Federacji Rosyjskiej przybył witany owacyjnie prezydent Miedwiediew. Prezydent wręczył grupie inżynierów główną nagrodę (pomniejsze nagrody w mniej znaczących kategoriach wręczali inni politycy i ludzie mediów, nagrodzono i bohaterskie czyny, i dziennikarstwo, i osiągnięcia naukowe).

    Prezydent wezwał musującą i rwącą się do dzieła młodzież do „zbudowania silnego i potężnego państwa”.

    „Macie już wszystko. Bierzecie udział w rozwoju kraju. Najważniejsze, aby nasze państwo stało się silne i potężne. Mamy surowce – to świetnie, że je mamy. To jednak nie wszystko. Mamy rakiety – to doskonale, że je mamy, bo pozwalają nam zachować naszą potęgę. Ale to nie najważniejsze – najważniejsze to rozwijać kraj z pomocą mądrej i nowoczesnej ekonomii. […] Państwo powinno się zmieniać – powinno się zmieniać pod wpływem waszych wymagań” – przemówił Miedwiediew.

    Słowa prezydenta o rakietach wywołały spontaniczny, entuzjastyczny ryk najlepszych synów i cór Federacji Rosyjskiej. Ryk zagłuszył słowa o potrzebie mądrej i nowoczesnej ekonomii i potrzebie wpływu młodzieży na przekształcenia w państwie. Ale po co komu ekonomia, skoro mamy rakiety.

    Drugi wybuch patriotycznego entuzjazmu młodzieży (choć już nie tak głośny jak w przypadku rakiet) wywołały słowa polarnika i deputowanego Dumy Państwowej Artura Czilingarowa: „Arktyka jest nasza! Hurra!”, który wręczał nagrodę dzielnej brygadzie polarników, którzy zatknęli na biegunie północnym rosyjską flagę. Ze sceny padły zapewnienia, że flaga zawieziona na Arktykę pięknie się prezentuje.

    Cała uroczystość odbywała się w formie wrzasku: wrzeszczeli prowadzący i wręczający nagrody, wrzeszczała znakomita większość laureatów, no i wrzeszczała publiczność – trzydzieści sześć tysięcy płuc, osiemnaście tysięcy gardeł – to zaiste siła. I rakiet nie trzeba.

    Młodzież (nie tylko tę zgromadzoną wczoraj w kompleksie „Olimpijski” w Moskwie) przez ten rok – a i wcześniej również – ćwiczono na prokremlowskich obozach nad jeziorem Seliger i innych imprezach na miejscu i na wyjeździe. Młodzieżówka proputinowska niedawno pięknie się odznaczyła, protestując pod domem dziennikarza Aleksandra Podrabinka, gdy ten śmiał napisać, że weterani wojny to nie tylko ci, co walczyli na froncie, ale i ci, co wykonywali egzekucje na swoich i że w związku z tym nie wszystkim należy się cześć i chwała.

    W czasie ostatniej bezpośredniej linii z premierem Putinem przedstawicielka młodzieży, patrząc przywódcy ufnie w oczy, zapytała: „Jakie cele stoją przed dzisiejszą młodzieżą? Władimirze Władimirowiczu, proszę nam powiedzieć, jaką Rosję mamy zbudować, jaką przyszłość naszego kraju pan widzi”. Jednym słowem: czekamy, aby wódz poprowadził nas ku świetlanej przyszłości.

    Młodzież jest różna – tak jak ludzie wszystkich kategorii wiekowych są różni. Są tacy, którzy nie potrzebują żadnych odgórnych wytycznych, czym się mają zająć. Są tacy, którzy dystansują się od rzeczywistości, kontestują, oponują, walczą z niesprawiedliwością. Ale dziwnym trafem w telewizji na okrągło pokazuje się, a w prasie opisuje się rozentuzjazmowane tłumy uwielbiające rządzący tandem i na każde hasło z góry reagujące gromkim okrzykiem „Hurra!”.

    Niedawno Rosja obchodziła nowe święto – Dzień Bohaterów Ojczyzny. W związku z tym świętem przeprowadzono badania opinii, kogo Rosjanie uważają za największego bohatera narodowego. Badani w kategorii wiekowej 20 lat za bohatera uznali Ilję Muromca (postać z bajek – wielki, dobrze zbudowany, szlachetny i przenikliwy olbrzym, który zabija wszelkie smoki i inne potwory, czyni dobro i w ogóle działa w imię dobra), drugie miejsce zajął Sasza Bieły (to z kolei postać z filmu – kultowego serialu „Brygada” o bandytach).

  • Słowo o reformie Jegora

    Znowu pożegnanie. Odszedł twórca reformy rynkowej czasów wielkiego przełomu, odważny ekonomista i wizjoner Jegor Gajdar. Nagle, niespodziewanie, w wieku zaledwie 53 lat.

    Przez demokratów i reformatorów w Rosji żegnany jest z żalem, należnym szacunkiem i nawet patosem. Przez szerokie kręgi społeczeństwa i dziś bezrefleksyjnie uważany za sprawcę nieszczęść i zawalenia się wspaniałego radzieckiego systemu sprawiedliwości społecznej.

    Wczoraj późnym wieczorem stacja telewizyjna „Pierwyj Kanał” przypomniała marcową rozmowę Jegora Gajdara w znakomitym cyklu wywiadów prowadzonych przez Władimira Poznera. Przytaczane w programie wypowiedzi przechodniów, którzy mieli możliwość zadać pytanie Gajdarowi, obracały się wokół tego powszechnego po dziś dzień w rosyjskim społeczeństwie wyrzutu: „Czy może pan, drogi Jegorze Timurowiczu, spać spokojnie, wiedząc, że pozbawił pan oszczędności miliony ludzi, że skazał ich pan na nędzę?”. Wyraźnie poruszony (choć nie zaskoczony) Gajdar odpowiadał: „Na posiedzeniach rządu radzieckiego na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych najczęściej używanym słowem było słowo „katastrofa”. Radzieckiej gospodarki nie było. To już nie był czas na reformy – reformować radziecką gospodarkę można było pod koniec lat siedemdziesiątych, ale wtedy nic nie zrobiono. To był czas, kiedy trzeba było ratować kraj przed krwawą wojną domową, przed głodem. I to nam się udało. Na początku lat dziewięćdziesiątych w rządzie siedzieli ludzie, którzy mieli dobrze po sześćdziesiątce, przez całe życie robili karierę, zajmowali się tylko planowaniem. Ale w tej sytuacji nie wiedzieli, co robić. I dlatego dopuścili nas, trzydziestolatków. W skarbie państwa – zero rezerw, Rosja musiała prosić o pomoc finansową międzynarodowe instytucje finansowe. I chodziło nie tylko o kredyty, ale o pomoc humanitarną. Taką pomoc, jaką dostają najbiedniejsze kraje świata”.

    Ludzie, którzy na początku lat dziewięćdziesiątych stracili oszczędności całego życia, uważali i – jak widać – nadal uważają, że dobytku pozbawił ich Gajdar i jego reformy, a nie uprzednia zapaść niewydolnego systemu. „Tych pieniędzy dawno nie było. Istniały tylko na papierze. Wszystkie rezerwy zostały już wydane” – tłumaczył Gajdar w programie Poznera. Trzeba było kolosalnej odwagi, żeby na tych ruinach po omacku szukać mimo wszystko drogi wyjścia, bez przemocy. „Gdyby nie Gajdar, w Rosji doszłoby do krwawej łaźni i bałkańska wojna po rozpadzie Jugosławii przy tej rosyjskiej wersji zdałaby się zabawą dzieci w piaskownicy” – napisał w pożegnalnym tekście Ilja Milsztejn z internetowych „Grani”.

    Krytycy rosyjskiej transformacji podnoszą, że w wyniku reform Gajdara doszło do niesprawiedliwej prywatyzacji, która pozwoliła zgromadzić w rękach nielicznych szczęśliwców ogromne fortuny. Sam Gajdar w cytowanym wywiadzie nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi na ten zarzut. „Oczywiście można było wszystko zrobić inaczej, ale wtedy pole do działania było takie, jakie było”. Gajdar został wicepremierem w 1991 roku, w 1992 p.o. premierem, jego gabinet nazywano „rządem kamikadze”. Przeprowadził terapię szokową, uwolnił ceny, potem próbował opanować hiperinflację. Puste półki sklepowe zapełniły się towarami. „Gajdar zrobił rzecz niebywałą: nauczył nas wszystkich – od ministra do tragarza – liczyć pieniądze” – mówił o swoim premierze prezydent Borys Jelcyn. Prywatyzację na dobrą sprawę robili już inni, kiedy Gajdar przestał być premierem.

    „Na to, że reformy będą zabójcze dla jego kariery politycznej, Gajdar był przygotowany – kontynuuje Milsztejn. – Odnosił się do tego z filozoficznym spokojem, znał losy innych reformatorów w Rosji. To była cena za humanitarne, bez wielkich represji i milionowych ofiar wyjście ze skazanego na zagładę systemu w stronę wolnego rynku. Przez ostatnie dziesięć lat obserwował, jak jego sukcesy wykorzystują dranie. Władza służb specjalnych sprywatyzowała Gajdarowskie reformy, odrzucając główny jej składnik: wolność. […]  Niewdzięczność plus niewiedza – dominujące w społeczeństwie oceny wysiłków Gajdara – są jak pretensje uratowanego topielca, że ratownik wyciągał go z wiru za włosy i teraz z tego powodu niedoszłą ofiarę boli głowa. Żeby ludzie mogli w pełni ocenić i docenić reformy Gajdara, musi się zmienić sam kraj, który do tej pory bardziej czci krwawego tyrana, który wymordował miliony, kraj, który wychwala katów, a przeklina zbawców”.

    W wielu pożegnalnych tekstach o Jegorze Gajdarze powtarza się stwierdzenie, że Gajdar uratował Rosję, która go nie zrozumiała i nadal nie rozumie.

  • Człowieku, nie jedz bez sensu

    Na weekend temat lżejszy – albo, jak kto woli – cięższy: walka z nadwagą i otyłością. Rosjanie też borykają się z problemem nadmiernej wagi ciała, czasopisma o tematyce społecznej prowadzą stałe rubryki z poradami dla tych, którzy z problemem nie potrafią sobie poradzić sami, działają poradnie, w których można zasięgnąć opinii specjalisty. W Internecie można znaleźć tysiące stron poświęconych dietom i zachęt do stosowania tajemniczych preparatów zapewniających, że z nadwagą można sobie poradzić  łykając zielone kapsułki. Na pragnieniu pozbycia się zbędnych kilogramów zarabiają też niezliczeni hochsztaplerzy. Kilka lat temu głośna była sprawa rozprowadzania w Moskwie cudownego środka z Chin czy Mongolii, który faktycznie „cudownie” odchudzał w krótkim czasie, ale okazał się… larwami tasiemca.

    Szanowanym autorytetem w dziedzinie leczenia otyłości jest moskiewski lekarz – doktor Anatolij Wołkow, autor ciekawej teorii. Zdaniem doktora Wołkowa, człowiek współczesny oduczył się odżywiania. Tymczasem klucz do sukcesu leży w poznaniu swojego organizmu, jego potrzeb i możliwości. „Większość ludzi uważa, że dieta to doraźny sposób na poprawę stanu zdrowia. Czyli że dietę można stosować przez jakiś czas, a potem powrócić do dawnych nawyków. To zgubne myślenie – mówi doktor w wywiadzie dla tygodnika „Ogoniok”. – Gatunek ludzki utracił możliwości adaptacyjne. Organizm musi sobie dać radę ze stałym przeciążeniem, pracuje nieprzerwanie w trybie obrony koniecznej i błyskawicznie traci zasoby. Człowiek, który we współczesnym mieście nie zwraca uwagi na sygnalizację świetlną, długo nie pożyje. To samo dotyczy jedzenia. Nie słuchamy naszego organizmu, jego potrzeb, wrzucamy do  środka to, co wydaje się nam pożyteczne, w ilościach, które wydają się nam odpowiednie, a częściej takie, do jakich się przyzwyczailiśmy. Proszę popatrzeć, jak obżerają się dziś klienci restauracji. Wstają od stołu tak najedzeni, że aż im się w oczach ciemno robi. Jedzenie istnieje w oderwaniu od potrzeb organizmu, a w ciągu ostatnich dwustu lat jedzenie
    zaczęło odgrywać zupełnie absurdalną rolę: stało się wskaźnikiem określającym status społeczny konsumenta”.
    Ale z drugiej strony istnieje moda na odchudzanie. Wielu ludzi myśli nie o jedzeniu, a o zdrowiu. Doktor Wołkow wyjaśnia: „Schudnąć można na dwa sposoby. Pierwszy: pozbawić człowieka możliwości jedzenia pewnych produktów. Ale to nie zawsze jest zdrowe. Na przykład ktoś ma wielką ochotę zjeść kawałek słoniny, ale się powstrzymuje i zjada chudą gotowaną wołowinę, której nie znosi. Tymczasem niechęć do jedzenia mięsa może oznaczać obniżenie funkcji pęcherzyka żółciowego, a kawałek słoninki bardzo by pomógł w uregulowaniu pracy tego organu. Więc na
    dłuższą metę nie jest to dobry sposób. Drugi sposób: pozwolić organizmowi prawidłowo funkcjonować. Organizm jest zdolny do samoregulacji, trzeba mu tylko dostarczyć energii. A zatem zapewnić odpowiednie produkty, zgodne z jego systemem immunologicznym. Nie truć organizmu, a oczyścić. Dietetyka powinna na dobrą sprawę badać konkretny organizm i dobierać każdemu indywidualnie odpowiednią dietę”. Doktor Wołkow w swojej słynnej klinice opracowuje indywidualne kuracje, uczy swoich pacjentów jeść. Mówi, że sposób odżywiania należy dobrać tak, jak dobiera się obuwie: na miarę potrzeb i możliwości. Główny problem polega na tym, że ludzie „nie lubią rozstawać się się ze swoimi ukochanymi nawykami. O wiele prościej jest przez tydzień żywić się wyłącznie warzywami (a potem wrócić do obżarstwa) niż zmienić styl życia. A to konieczne, bo właśnie styl życia doprowadził do problemów. Niektórzy zaczynają to rozumieć. Moi pacjenci jedzą tyle posiłków, ile potrzebują. Uczę ich czytać w organizmie. Pacjenci obserwują, po jakim jedzeniu czują się ociężali, a po jakim jest im lekko. I stopniowo sami dochodzą do wniosku, jak zestawiać posiłki, co wyeliminować. Najważniejsze to uświadomić sobie własne potrzeby. I rozróżniać, czy organizm chce pić czy jeść. Zwykle jest tak, że organizm chce pić, a dostaje bułeczkę albo kurczaka z ziemniakami. Podstawowa zasada, której uczę: jeśli ci się wydaje, że chce ci się jeść, najpierw napij się wody. Druga zasada: jeść różnorodne produkty i nigdy się nie obżerać. I zasada trzecia: na zawsze pożegnać się z wszelkimi dietami”
    .

  • Seans spirytystyczny, czyli wywiady „Niedźwiedzia”

    W czasopiśmie dla prawdziwych mężczyzn „Miedwied’” ukazały się ostatnio dwa wywiady, które wychodzą poza profil rozrywkowego periodyku dla „silnych, pełnych energii mężczyzn w wieku 25-35 lat, którzy wierzą w swój sukces”.  Tatiana Djaczenko-Jumaszewa, starsza córka Borysa Jelcyna, jego doradca polityczny, udzieliła tradycyjnego wywiadu, który reklamowany jest jako „uchylenie rąbka tajemnicy, jak Putin doszedł do władzy” (oryginał: http://medved-magazine.ru/?mode=article_view&sid=49&id=260 ). Drugi wywiad to „seans spirytystyczny” z Józefem Stalinem (oryginał: http://medved-magazine.ru/?mode=article_view&sid=7&id=257). Nietradycyjny wywiad Ojca Narodów spreparowali Alfred Koch – w drugiej połowie lat 90. członek „rządu młodych reformatorów” – i Borys Minajew.

    Tatiana Borysowna nie powiedziała nic nowego, a już tym bardziej nie uchylała żadnych rąbków żadnych tajemnic, na dodatek zawinęła szczelniej w bawełnę niezbyt chwalebne epizody przełomowych lat 1999/2000. Między innymi zaprzeczyła rozpowszechnionej opinii, że Putin został na następcę wybrany przez Familię i samego Borysa Jelcyna dlatego, że dał gwarancje bezpieczeństwa odchodzącemu prezydentowi. A jeśli ktoś chce się dowiedzieć, co robi Boria Jelcyn-junior (wnuk Borysa Nikołajewicza, syn Tatiany), to będzie usatysfakcjonowany lekturą.

    Znacznie ciekawszy – i ze względu na formę, i treść – wydaje się drugi wywiad. Józef Wissarionowicz odpowiada na pytania potomności, oceniając wydarzenia z okresu swoich rządów, czasami odnosi się do dzisiejszego stanu rzeczy.

    Stalin tłumaczy między innymi, dlaczego zawarł pakt z Hitlerem w 1939 roku („to był pakt taki jak dokumenty jałtańskie czy teherańskie, w których określano ład światowy”), dlaczego doszło do zbrodni katyńskiej („wiedziałem, co może nawyprawiać polska elita [na terenach odebranych Polsce w 1939] razem ze swoim ludem, kiedy zaczniemy włączać Polaków do rodziny narodów radzieckich, budujących socjalizm. Wybuchnie powstanie i wtedy ofiar będzie nie 20, nie 30 tysięcy, a o wiele więcej… Nigdy nie zapomniałem Polakom, że wygrali w wojnie 1920… że unicestwili wszystkich jeńców czerwonoarmistów”). Odpowiada na pytanie, czy wewnętrzne represje również były podyktowane zemstą (duch Stalina przyznaje, że żal mu było morzyć głodem i rozstrzeliwać chłopów w czasie kolektywizacji – to oni najbardziej ucierpieli podczas akcji represyjnych na przełomie lat 20. i 30., a nie represjonowani w osławionym 1937 członkowie bolszewickiej elity, inteligencja, wojskowi), czy wierzył w rewolucję światową („Tak, wierzyłem. Największą tragedią było dla mnie to, że w 1944 musiałem rozwiązać Komintern”), czy rzeczywiście w 1941 roku chciał pierwszy uderzyć na Niemcy („W sztabach wszystkich armii świata są różne warianty planów, był i taki”).

    Dużo tematów – i politycznych, i historycznych. Wywiad ogromy. Miejscami skręca w ryzykowną stronę. „A Sołżenicyn? – Spotkałem się tu z nim niedawno. Nie ma do mnie pretensji o to aresztowanie, bo, powiada, to było za agitację antyradziecką rzeczywiście… Jego dziadek był oligarchą, jak wy tam dzisiaj mówicie, to mu się podobała carska Rosja, a spróbowałby pomieszkać w domku zapijaczonego szewca w Gori!”. „Spotykam się tu czasem z Hitlerem, z którym nie znaliśmy się osobiście. To dosyć przyjemny człowiek. Chociaż przypomina mi Trockiego. Doskonale go wyczuwam – Hitler to człowiek, który nie lubił być zależnym od czynników zewnętrznych”.

    Próba stworzenia psychologicznego portretu Wodza, który jakoś nie może opuścić tego padołu i ciągle wraca nieuleczalną czkawką w świadomości społecznej Rosjan (może dlatego, że ciągle niezamknięte są rachunki krzywd z jego krwawych czasów), na dodatek na łamach pisma typu glamour „dla prawdziwych mężczyzn”, jest pomysłem cokolwiek karkołomnym.  Tematem numeru są charyzmatyczni przywódcy „Od Rasputina do Putina”. Redakcja chciała udzielić głosu Stalinowi w polemice, jaka toczy się nie od dziś w społeczeństwie: „Jego zbrodnie naszym zdaniem nie zasługują na usprawiedliwienie, ale nie możemy nie udzielić głosu oskarżonemu”.