Kategoria: Bez kategorii

  • Słuchaj, brachu

    Od kilku lat na stronie internetowej vladimir.vladimirovich.ru można czytać humoreski Mr. Parkera (w „cywilu” Maksima Kononienki). Ich głównym bohaterem jest Władimir Władimirowiczä. Zbieżność imienia i imienia odojcowskiego z premierem Rosji nie jest oczywiście przypadkowa.

    Postać W.Wä mówi slangiem z elementami „fieni” (gangsterskiego żargonu), zwraca się do rozmówców per „brachu” (bratello), scenki dotyczą spraw bieżących lub pływają w wielkim oceanie abstrakcji. Czasem mikrodialogi z życia najwyższych sfer są lekkie i zabawne, czasem niekoniecznie. Czasem są hermetyczne i wysublimowane. Czasem niezrozumiałe. Czasem dla władzy łagodne, a czasem ostre. Czasem „lecą Monty Pythonem”, a czasem snują się na podobieństwo bajek ludowych. Dawno na tę stronę nie zaglądałam, a gdy zajrzałam dziś, znalazłam taki ostatni wpis.

    „Wtorek, 5 stycznia 2010.
    Pewnego razu Władimir Władimirowiczä Putin i prezydent Federacji Rosyjskiej Dmitrij Anatoljewicz Miedwiediew pili metyl.

    – Widzę cię – mówił Dmitrij Anatoljewicz, nalewając trzecią kolejkę. – A ty mnie?

    – I ja cię widzę – odpowiedział Władimir Władimirowiczä. – Pijemy dalej.

    I rzeczywiście dalej pili”.

  • Rzeka trędowatych

    Aleksiej Bałabanow ma zamiłowanie do turpizmu. Turpizm w jego filmach niejedno ma imię. W niedawno nakręconym „Ładunku 200” brzydota podkreśla rozkład rozsypującego się Związku Radzieckiego, w „Bracie” ma z kolei odcień chuligański. Brzydota w „Rzece” jest na swój sposób urzekająca. Dziewiętnastowieczna kolonia trędowatych w tajdze, w odległej Jakucji, kilkoro ludzi i ich pełne napięcia relacje. Krótkie sekwencje, szkicowo zarysowane sytuacje, narrator pomiędzy kolejnymi obrazami dopowiada, co się wydarzyło. Akcja zaklęta jest więc bardziej w słowie opowieści narratora niż w nakręconych z udziałem aktorów (naturszczyków) ujęciach. Film nie tylko opowiada dramatyczną historię, ale sam dramat „przeżył”: w połowie zdjęć zginęła w wypadku samochodowym odtwórczyni jednej z głównych ról znakomita Tujara Swinobojewa. Stąd te dopowiadane przez narratora łączniki, które Bałabanow dopisał podczas montażu.

    Surowe warunki bytowania w odludnej okolicy, ubóstwo na granicy przetrwania, straszliwa choroba tocząca twarze bohaterów kontrastuje z niezwykłą urodą pejzażu jakuckiej tajgi. Warto obejrzeć ten film choćby ze względu na plastyczną kompozycję kadru – wysublimowaną, oszczędną i doskonałą.

    Scenariusz powstał na podstawie opowiadania polskiego pisarza Wacława Sieroszewskiego „Na dnie nędzy”. Do kolonii przypadkiem trafia zdrowa dziewczyna – trudniąca się myślistwem i kradzieżami, zakochuje się w jednym z młodych mężczyzn, dotkniętych trądem, oczekuje jego dziecka. Ta miłość doprowadza do tragedii. Bałabanow perfekcyjnie buduje napięcie narastające w tej zamkniętej, dusznej przestrzeni emocji i uczuć, zatopionej jednocześnie w bezmiarze przestrzeni syberyjskiej przyrody. Sieroszewski napatrzył się na urodę syberyjskiej tajgi podczas dwunastoletniego zesłania (jako etnograf prowadził badania wśród Jakutów, jego prace doceniło rosyjskie środowisko naukowe, dzięki czemu mógł powrócić do Królestwa Polskiego), Bałabanowowi udało się przełożyć to literackie urzeczenie na język filmu.

    Niedokończone filmy mają w sobie jakąś tajemnicę, zagadkę. Ileż nowych pytań stawia choćby „Pasażerka” Munka prze to, że zabrakło w niej sekwencji współczesnej. Jak napisał jeden z krytyków, takie filmy balansują na cienkiej granicy bytu i niebytu.

    W „Rzece” Bałabanowa warto się zanurzyć. Koniecznie.

  • Święta, święta i po świętach

    Wyznawcy prawosławia obchodzą Boże Narodzenie. Wieczór 6 stycznia, kończący czterdziestodniowy ścisły post nosi piękną nazwę soczelnik. Przed pójściem do cerkwi na wieczorne nabożeństwo, gdy na niebie błyśnie pierwsza gwiazdka, spożywa się kutię (zwaną także socziwo lub koliwo) – gotowaną pszenicę utartą z makiem, bakaliami i roztopionym miodem. W niektórych rosyjskich wsiach zachowano do dziś miejscowe tradycje specjalnych wypieków – okolicznościowych pierniczków i ciasteczek. Przed ikonami zapala się świece. Stół do wieczerzy na soczelnik należy nakryć śnieżnobiałym obrusem, pod nim umieścić pęczek sianka i podać dwanaście potraw. Dania mięsne (w tym tradycyjne pieczone prosię) spożywa się dopiero 7 stycznia.

    Tradycje te nie są w Rosji powszechne, nierzadko – w ogóle nie są znane.

    Rosjanie mają już za sobą obchody najważniejszego święta – Nowego Roku, z choinką, prezentami, szampanem, rodzinną biesiadą i życzeniami. Boże Narodzenie jest w Rosji raczej przywróconym po okresie socjalistycznej bezbożności świętem religijnym niż tradycyjnie głównym wydarzeniem w kalendarzu rodzinnym czy państwowym. Tradycje rozmyły się przez lata ateizacji, niektóre przystosowano do świeckiego noworocznego rytuału.

    Główne uroczystości religijne odbywają się w Świątyni Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, liturgii przewodniczy patriarcha Moskwy i całej Rusi. Nabożeństwo począwszy od 1992 r. odwiedzają przedstawiciele najwyższych władz, chcąc podkreślić ważność odrodzenia religijnego kraju po upadku komunizmu, uroczystość jest transmitowana przez telewizję. W tym roku na główne obchody przybył prezydent z małżonką. Premier Putin, który od kilku lat odwiedza na Boże Narodzenie któryś z ośrodków poza stolicą, pojechał do Sieliszcz pod Kostromą. Telewizja nadała też specjalne wystąpienie patriarchy Cyryla z okazji świąt.

    Według szacunków, podanych przez MSW, w nabożeństwach bożonarodzeniowych w cerkwiach całego kraju wzięło udział łącznie około trzech milionów osób, w 10-milionowej Moskwie – 135 tysięcy. Rosjanie świętują od 31 grudnia przez wiele dni Nowego Roku (w tym roku – do 10 stycznia). Boże Narodzenie nie jest punktem kulminacyjnym tego okresu ogólnej zabawy i radości, choć z każdym rokiem rośnie wiedza o zapomnianych bożonarodzeniowych tradycjach i potrzeba wzmocnienia duchowego komponentu ogólnokrajowego świętowania.

  • Z biegiem lat, z biegiem dni

    Wstriecza Nowogo goda – powitanie Nowego Roku nie może obejść się jak Rosja długa i szeroka bez dwóch obowiązkowych komponentów: obejrzenia w telewizji wielkiego, kultowego filmu Eldara Riazanowa „Ironia sudby” (w wersji polskiej „Szczęśliwego Nowego Roku”) i spożycia sałatki Olivier. Musi być jeszcze choinka, prezenty i szampan o północy – to oczywista oczywistość.

    Rok stary ma prawo się skończyć, a rok nowy zacząć dopiero wtedy, kiedy jasnowłosa Barbara Brylska w Riazanowskiej komedii długimi palcami przebiegnie po strunach gitary i zaśpiewa głosem Ałły Pugaczowej piosenkę do wiersza Mariny Cwietajewej „Mnie nrawitsia, czto wy bolny nie mnoju” („Podoba mi się”), kiedy w ekranu padnie zaklęcie „Kakaja gadost’, kakaja gadost’ eta wasza zaliwnaja ryba” (Co za paskudztwo ta pani ryba w galarecie), kiedy bohaterowie w finale połączą się węzłem miłosnym, duszeszczipatielnym i wprowadzającym cały kraj w odpowiedni nastrój.

    Sałatka Olivier nosi nazwisko swego twórcy – kucharza Luciena Oliviera, który w latach 60. XIX wieku prowadził słynną restaurację „Ermitaż” na placu Trubnym w Moskwie. „Prasałatka” zawierała obowiązkowo trufle, jarząbki, szyjki rakowe, jaja na twardo i ziemniaki, potem składniki zmieniały się wraz ze zmianami w zaopatrzeniu. W epoce ogólnego egalitaryzmu niegdyś elitarna sałatka wyższych sfer zbłądziła pod strzechy, trufle i szyjki rakowe pozostały na kartach książek kucharskich, miejsce subtelnych jarząbków zajęła kura lub kurczak. Zacny kucharz Olivier pozostał jednak patronem tego kulinarnego dzieła wszech czasów. Moskwa pamięta o mistrzu patelni, który podarował Rosji niezrównaną sałatkę – grób Luciena Oliviera na cmentarzu Wwiedieńskim jest zadbany i odwiedzany.

    Żaden inny film, żadne inne kulinarne wynalazki i nowinki z biegiem lat nie są w stanie zepchnąć z noworocznego piedestału „Ironii” i Oliviera. Jest w nich jakaś zadziwiająca magia.

    Szanowni Państwo! Życzę udanego powitania Nowego Roku i wielu dobrych przeżyć w całej jego rozciągłości.

  • Pietrik Pan

    Filtry oczyszczające wodę – wybitny wkład niejakiego Wiktora Pietrika w naukową skarbnicę ludzkości – rzucają na kolana coraz szersze kręgi. Środowisko rosyjskich uczonych, polityków i komentatorów podzieliło się: jedni nazywają Pietrika genialnym naukowcem, „rosyjskim geniuszem”, inni – oszustem i chałturnikiem, który wykorzystuje dobre stosunki z politykami, by wyciągnąć kasę i zrobić karierę.

    Jeśli Państwo jeszcze nie znacie nazwiska Wiktor Pietrik, to najwyższy czas je poznać.  W dobie wyznaczonej przez prezydenta Rosji innowacyjności, modernizacji i innych nanotechnologii dokonanie przełomowych odkryć jest w cenie. Nie można się zatem dziwić, że uwagę świata mediów i środowiska naukowego, z członkami Akademii Nauk włącznie, przykuły pionierskie wynalazki Wiktora Iwanowicza Pietrika w dziedzinie oczyszczania wody, konstrukcji baterii słonecznych, chemii izotopów itd. Na stronie internetowej www.goldformula.ru , na której długo- i siwowłosego uczonego Pietrika nazywa się „geniuszem XXI wieku”, można przeczytać pochwalne artykuły o wielkim nieprzemijającym dziele uczonego oraz zobaczyć zdjęcia Wiktora Iwanowicza z prezydentem USA George’em Bushem seniorem (który, jak informuje nasz wybitny uczony na swej stronie, zwrócił się do niego z prośbą o pomoc w rozwiązaniu problemów ekologicznych) czy merem Moskwy Jurijem Łużkowem.

    Klub dziennikarzy piszących na tematy naukowe zażądał od przewodniczącego Rosyjskiej Akademii Nauk, by przeprowadzić ekspertyzę naukowych dokonań Pietrika, który każe się tytułować „akademikiem”, a którego nazwiska próżno szukać wśród doktorów i profesorów nauk przyrodniczych (jeśli chodzi o tytuły naukowe, to wiadomo jedynie, że ukończył wydział psychologii Leningradzkiego Uniwersytetu, a więc jest być może magistrem psychologii, później próbował się uczyć „na fizyka”, ale coś z tymi studiami nie wyszło). Dziennikarze zwracają uwagę, że Pietrik jest jednym z podwykonawców państwowego programu „Czysta woda”. Jego partnerem jest przewodniczący Dumy Państwowej Borys Gryzłow, który jest, jak się okazało, nie tylko twórcą znakomitych bonmotów (np. „Parlament to nie jest miejsce do dyskusji”), ale zdradza ambicje naukowe. Kolejny z programów ekologicznych, który ma uratować świat, „Czyste powietrze dla miast świata” opłaciła rządząca partia „Jedinaja Rossija”. Zainteresowania pana Pietrika są zaiste godne człowieka renesansu – ostatnio pracuje on nie tylko nad otrzymywaniem drogich metali (platyny), kamieni szlachetnych i półszlachetnych tajemniczą metodą własną za bezcen, ale i nad rozgryzieniem sekretu Stradivariusa i egipskich piramid.

    Na stronie internetowej tego rosyjskiego Leonarda da Vinci próżno szukać wzmianki o tym, że w czasach minionych spędził on osiem lat za kratkami za oszustwa i machinacje (był sądzony z trzynastu artykułów kodeksu karnego). Piszą o tym tylko ci złośliwcy, którzy w przeciwieństwie do samego Pietrika i grona jego wielbicieli z Rosyjskiej Akademii Nauk i członków elity politycznej, nie wierzą w geniusz Pietrika ani cudowne właściwości jego żywej, błękitnej wody. Pietrik umie zadbać o swój wizerunek i interesy: w reklamówkach żywej wody występuje obok przewodniczącego Gryzłowa także Siergiej Kirijenko, szef agencji energii atomowej, która – jak twierdzą krytycy Pietrika – finansuje program „Czysta woda”. Zawistni krytycy przypisują Wiktorowi Iwanowiczowi także poparcie Cerkwi i Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Żyć nie umierać, i zbijać majątek na przepuszczonej przez jakieś podejrzane niby-węglowe filtry wodzie.

    Każda epoka ma swego Caliostra. Jaka epoka – taki Caliostro.