Kategoria: Bez kategorii

  • MMM-2011

    Najbardziej znany rosyjski aferzysta, twórca największej piramidy finansowej w dziejach współczesnej Rosji „MMM”, Siergiej Mawrodi zapowiedział powrót do gry. Na swoim blogu oznajmił, że tworzy kolejną „dobroczynną” organizację. „Wszystko robię bezinteresownie, wszystko dla ludzi, nie chcę zarobić na tym ani kopiejki” – wyznał emfatycznie. „Społeczna sieć finansowa” MMM-2011 (My mozem mnogoje – my możemy wiele) ma, wedle autora pomysłu, wypłacać dwudziestoprocentowe dywidendy co miesiąc, szczególne uprawnienia mają mieć emeryci i inwalidzi. Ci z nich, którzy powierzą panu Mawrodi swoje oszczędności, mogą liczyć na 30-procentowe zyski. Żyć nie umierać. Nie bardzo wiadomo, gdzie jest ten sad, w którym na drzewach rosną obiecane przez Mawrodiego pieniądze. Tym bardziej że cudotwórca zapowiedział, że nie zamierza obracać powierzoną forsą, nigdzie jej nie chce inwestować, w niczym lokaować. Wszystkie operacje mają się odbywać za pośrednictwem internetu (web-money), a zyski mają się opierać „na wewnętrznej dyscyplinie inwestorów”. Jednym słowem – cuda w tej budzie. Oni mu dadzą dolary, a on im prześle wirtualne talony na balony. „Talony będą nabierać wartości” – zapewnia Mawrodi w swoim wideoblogu.

    Tych, którzy wierzą, że w kasynie można wygrać grubą forsę, zawsze było sporo. Ba, wielu chętnych zawsze się znajdzie, żeby zagrać w uliczne loteryjki czy w grę w trzy karty, mistrzem której był Franek Dolas. Ale piramida Mawrodiego to była grubsza historia. Spółka akcyjna „MMM” Mawrodiego, klasyczna piramida finansowa, oparta na zebraniu grubej kasy od pojedynczych obywateli omamionych perspektywą wysokich procentów od wpłaconych w kasach piramidy pieniędzy, funkcjonowała od 1990 roku, w 1997 ogłoszono jej bankructwo. Według danych śledztwa, poszkodowanych było 40 tys., według danych nieoficjalnych – grubo ponad milion (a nawet kilka milionów) drobnych na ogół ciułaczy, łącznie Mawrodi z wdziękiem oszwabił rodaków na ładną sumkę stu milionów dolarów. Ścigany od 1997 r., w 2003 roku został aresztowany.

    Ciekawa jest dalsza historia wymierzania sprawiedliwości pomysłowemu aferzyście. Po aresztowaniu Mawrodiego w jego mieszkaniu został znaleziony podrobiony paszport na nazwisko Zajcew. W związku z tym Mawrodi stanął przed sądem za fałszowanie dokumentów, dostał wyrok: 1 rok 1 miesiąc pozbawienia wolności. W styczniu 2004 r. wycofano wobec niego oskarżenie o uchylanie się od płacenia podatków w związku z przedawnieniem. W grudniu 2005 r. w toku śledztwa uzyskano dowody świadczące o złamaniu przez Mawrodiego art. 159 kk – oszustwo na dużą skalę. W kwietniu 2007 roku Mawrodi został skazany na karę 4,5 roku pozbawienia wolności za oszustwo i sprzeniewierzenie, ponadto skazany miał wypłacić rekompensaty w wysokości 20 mln rubli sześciuset powodom (występującym z powództwa cywilnego). Zaliczono mu w poczet kary czas spędzony w areszcie, przeto na wolność wyszedł już w 2007 roku, pod więzieniem witał go aktor grający legendarnego Lonię Gołubkowa – postać z szalenie popularnych reklamówek telewizyjnych „MMM”, Lonia namawiał w nich Rosjan do wpłacania pieniędzy do tej najlepszej z piramid. W 2008 roku rosyjski wymiar sprawiedliwości nierychliwie, ale sprawiedliwie przystąpił do poszukiwania własności Mawrodiego za granicą (bez powodzenia). Aby wypłacić rekompensaty oszukanym uczestnikom piramidy, spieniężono dom Mawrodiego w wypoczynkowej miejscowości Seliger (znanej w ostatnich latach z tego, że organizowane są tu obozy prokremlowskich młodzieżówek) oraz osobistą bibliotekę liczącą półtora tysiąca cennych woluminów.

    Jak będzie tym razem?

    Eksperci wypowiadający się na temat pomysłu Mawrodiego są wyjątkowo zgodni: to lipa i afera, żerująca na odwiecznych ludzkich cechach: naiwności i chciwości. Na aferze może zarobić co najwyżej najbliższy krąg Mawrodiego, ale na pewno nie miliony, które zechcą zaangażować się w tę hucpę (a Mawrodi ma nadzieję, że za rok w jego „MMM’2011” obracać się będą pieniądze co najmniej miliona Rosjan). Organy ścigania na razie są powściagliwe – powodu do zabronienia działalności Mawrodiemu na razie nie ma. W końcu każdy powierza Mawrodiemu pieniądze dobrowolnie. W komentarzach pod zapisem wideoblogu Mawrodiego najczęściej pojawia się pytanie: „Gdzie przynieść forsę? Na Kaszyrkę?”, a także: „Siergiej, powiedz, kiedy najlepiej się wycofać, żeby nie dostać po tyłku tak jak poprzednio”.

  • Kilkanaście krzeseł

    Reżyser Michaił Ugarow z moskiewskiego teatru Teatr.doc (w Polsce znany jest jego spektakl poświęcony zmarłemu w areszcie śledczym adwokatowi Siergiejowi Magnitskiemu) urządził polityczny performance pod rejonowym sądem twerskim w Moskwie. Wezwał ludzi do przynoszenia pod sąd starych krzeseł. Performance zainspirowały wydarzenia, jakie miały miejsce w wieczór sylwestrowy i Nowy Rok: po demonstracji „31” (rosyjska opozycja każdego 31 dnia miesiąca protestuje przeciwko łamaniu 31 artykułu konstytucji, gwarantującego wolność zgromadzeń) milicja zatrzymała kilku przedstawicieli opozycji, m.in. Borysa Niemcowa (za to, że szedł ulicą; sąd nie zgodził się na rozpatrzenie materiałów wideo świadczących o tym, że Niemcow nie dopuścił się żadnego wykroczenia, dał za to wiarę kłamliwym zeznaniom milicjantów, którzy oskarżyli Niemcowa o stawianie oporu przedstawicielom władzy), Eduarda Limonowa (za to, że wyszedł z domu), Ilję Jaszyna. Najbardziej humanitarny sąd na świecie skazał Niemcowa na 15 aresztu administracyjnego. Niemcow w czasie całego posiedzenia musiał stać, jak wyjaśnił sąd – „z powodu braku krzeseł”. Ugarow liczy, że władze docenią walory sztuki aktualnej i zamiast ludzi zaczną aresztować krzesła.

    „Nie jestem politykiem i nigdy nie chodziłem na demonstracje – powiedział Ugarow w wywiadzie dla Radia Swoboda. – Ale jestem wstrząśnięty tym, co się dzieje, nie wiem, jak mogę zareagować, jak w ogóle mogę tu istnieć. W takich razach przychodzą mi do głowy twórcze pomysły. W głowie mi się nie mieści, że Niemcowowi przez kilka godzin w sądzie nie pozwolono usiąść. To jakiś wysublimowany sadyzm sędzi. Moja akcja jest efektowna, ale pozbawiona agresji, to po prostu akcja artystyczna, wskazująca na to, że już najwyższy czas na zmiany. Trzeba wymieniać stare na nowe. Dlatego wzywam mieszkańców Moskwy, aby na Kreml przynosili stare rzeczy”.

    Krzeseł potrzeba będzie więcej. Od kilku dni milicja zatrzymuje uczestników pikiet domagających się wypuszczenia z aresztów zatrzymanych w sylwestra opozycjonistów. Mimo świat Bożego Narodzenia zatrzymania trwają.

    Czemu tak ostro? Krytyk Kremla, Andriej Piontkowski, wysuwa przypuszczenie, że aresztowanie Niemcowa to osobista zemsta Władimira Putina. Za co? Znowu musimy zajrzeć do sądu – też najbardziej humanitarnego na świecie, tym razem rejonowego zamoskworieckiego. Właściciel świetnie prosperującej firmy Gunvor Giennadij Timczenko pozwał Niemcowa – autora raportu „Putin, 10 lat, podsumowanie” – za to, że w raporcie Timczenko został nazwany „znajomym Putina”. Dlaczego Timczenko poczuł się dotknięty? Czy bycie „znajomym Władimira Putina” to inwektywa? Nie wiadomo, jaki był powód powództwa. Tak czy inaczej Timczenko domagał się sprostowania. Tymczasem 17 grudnia pozwany Niemcow przedstawił w sądzie banalny dokument: potwierdzenie, że w maju 2008 roku w Pradze wylądował w drodze z Moskwy do Soczi prywatny samolot pana Giennadija Timczenki z biznesmenem Nikołajem Szamałowem i deputowaną do Dumy Państwowej Aliną Kabajewą. „Oficjalnie tego dnia pan prezydent Putin pracował z dokumentami w Soczi. Pasażerowie samolotu postanowili najwidoczniej zatrzymać się na śniadanko w Pradze. Jak szaleć, to szaleć, zwłaszcza na koszt pana Timczenki – ironizuje Piontkowski. – Przecież nie mógł pan Putin powierzyć nieznanemu międzynarodowemu aferzyście tego, co najdroższe. Mam na myśli pana Szamałowa, nominalnego właściciela pałacu nad Morzem Czarnym, wartego 1 miliard dolarów [pod koniec grudnia jeden z partnerów biznesowych Szamałowa ujawnił zachodniej prasie, że ów pałac został zbudowany dla Władimira Władimirowicza, za pieniądze bliskich „ciału” oligarchów według wymyślonego przez samego Putina schematu przekrętu]. Dzięki temu dokumentowi o lądowaniu samolotu Timczenki w Pradze w drodze do Soczi, nie udało się zdezawuować raportu Niemcowa” – optymistycznie podsumowuje Piontkowski.

    A może wcale nie chodzi o osobisty rewanż naclidera za wyciągnięcie na światło dzienne niewygodnych potwierdzeń niewygodnych faktów z życia pozapublicznego (pan Putin zawsze szalenie nerwowo reaguje na wszelkie pytania dotyczące sfery prywatnej)? 

    Co ciekawe, Niemcow też chce się sądzić z Putinem, który podczas rytualnego dialogu ze społeczeństwem 16 grudnia stwierdził, że Niemcow [i inni] pragną władzy i pieniędzy, że w latach 90. narobili przekrętów, potem zostali odepchnięci od koryta i marzą o tym, by tam wrócić, ale gdy wrócą, to się już drobniejszymi kwotami nie najedzą, a wyciągną miliardy dolarów, całą Rosję sprzedadzą. Niemcow zaprotestował, nazwał słowa Putina potwarzą i zapowiedział złożenie pozwu w sądzie.

    Dziś areszt opuścił Ilja Jaszyn (został skazany na pięć dni pozbawienia wolności). Zapewnił, że władza, która chciała złamać ducha opozycji i upokorzyć ludzi, nie dopięła swego, a skompromitowała się.

    Może choć na czas świąt emocje się uspokoją.

  • Sędzia Daniłkin czyta wyrok

    Już nie ma wątpliwości: sędzia Wiktor Daniłkin na początku odczytywania sentencji wyroku w drugim procesie Michaiła Chodorkowskiego i Płatona Lebiediewa uznał winę obu oskarżonych. Teraz jedyne pytanie, na jakie nie znamy odpowiedzi, brzmi: na jaki wyrok oskarżeni zostaną skazani.

    Kilka lat temu, kiedy odczytywanie wyroku w pierwszym procesie eks-właściciela koncernu Jukos Michaiła Chodorkowskiego trwało całymi dniami, po Moskwie krążył ponury dowcip, że Chodorkowski został skazany na wieloletnie wysłuchiwanie orzeczenia sądu. Zapowiada się, że tym razem podobna procedura się powtórzy: sędzia będzie czytał wyrok przez wiele dni, a wymiar kary poznamy dopiero po Nowym Roku.

    Termin wybrano fachowo (31 grudnia Rosja zaczyna niemal dwutygodniowe ogólnokrajowe wakacje świąteczne, podczas których głównie je, pije i popuszcza pasa, a nie myśli o polityce i ewentualnych protestach). Początkowo wyrok miał być ogłoszony 15 grudnia, w przeddzień jednak bez podania przyczyn termin przeniesiono na 27 grudnia. 16 grudnia premier Putin podczas rytualnego seansu łączności ze społeczeństwem na pytanie o proces Chodorkowskiego odpowiedział: „złodziej powinien siedzieć w więzieniu”. Gros komentatorów uznało tę odpowiedź za bezpośrednie wywarcie nacisku na sąd. Spodziewano się powszechnie, że w takim razie na pewno w tym dziwnym procesie nie zapadnie wyrok uniewinniający. Choć pewne nadzieje, że nie musi tak być, wzbudził prezydent Miedwiediew, który w paradnym wywiadzie dla rosyjskich stacji telewizyjnych kilka dni temu delikatnie zaznaczył, że żaden z urzędników nie powinien wywierać presji na sąd przed wydaniem wyroku. Nadzieje, jak się okazało, były nieuzasadnione. Na czym były zbudowane? Hm, czy można sobie wyobrazić, że po wielomiesięcznych zabiegach procesowych o znalezienie dziury w całym teraz nagle putinowski system, dla którego Chodorkowski jest nie tylko oponentem, ale także zagrożeniem, zrezygnuje z posadzenia go na kolejne lata?

    Chodorkowski też dokonał wyboru. Kilka lat temu i teraz ponownie: jestem wolnym człowiekiem (choć siedzę w więzieniu), mówi Chodorkowski za każdym razem, i na żadne targi z oprawcą mym nie pójdę. Ostatnio nawet użalił się nad swoim adwersarzem – człowiekiem zimnym, niekochanym, zniewolonym, zakładnikiem zbudowanego przez siebie samego systemu: „Miłość do psów to jedyne szczere, dobre uczucie, rozkruszające pancerz „narodowego symbolu” początku lat 2000. Miłość do zwierząt, podobnie jak miłość do piłki nożnej jest u tych dzieci substytutem miłości do ludzi…”.

    Odczytywanie wyroku w sali rozpraw rejonowego sądu w moskiewskich Chamownikach (nazywanego przez rosyjskich internautów w skrócie „Cham-sud”) odbywa się w reżimie zamkniętym. Najpierw z sali wyproszono telewizję, a potem nawet żonę i córkę Chodorkowskiego. Widocznie straszne tajemnice ma do ukrycia rosyjska władza, skoro w najgłośniejszym procesie ostatnich lat musi się i je ukrywać za zamkniętymi drzwiami. Przecież w pokazowych procesach ten fragment procedury sądowej jest na ogół chętnie pokazywany, wręcz nagłaśniany. Chodzi o to, aby wszyscy dowiedzieli się o winach siedzącego na ławie oskarżonych podleca i odtąd uważali, by się podobnych złych czynów nie dopuszczać, opinia publiczna powinna być oburzona niegodziwościami, jakie popełnił oskarżony i powinna móc wyrazić swoje oburzenie z powodu tych niegodziwości oraz radość z powodu sprawiedliwego osądzenia winowajcy. A tak powstaje wrażenie, że oskarżenie nie było bezdyskusyjne, a przedstawione dowody niepodważalne, skoro trzeba je skryć przed okiem i uchem publiczności. Oburzonych nie brakuje – tyle że oburzenie nie jest skierowane wobec podsądnych, a wobec sędziego, który wykonuje polityczne zamówienie. „Wolność” – krzyczeli dziś zgromadzeni pod sądem ludzie, wspierający Chodorkowskiego. Kilkanaście osób zatrzymano.

  • Cyfry, liczby, procenty

    Rosjanie za polityka roku uznali Władimira Putina (55%). Drugie miejsce w badaniu socjologów ośrodka WCIOM zajął, tak, zgadli Państwo, Dmitrij Miedwiediew (37%). Na pudle zmieścił się jeszcze (z 5% głosów) wieczny jak trawa Władimir Żyrinowski, szef Liberalno-Demokratycznej Partii Rosji (która jest jak świnka morska – ani świnka, ani morska, to znaczy ani liberalna, ani tym bardziej demokratyczna). Na marginesie zacytuję jego dzisiejszą wypowiedź na temat wyborów prezydenckich na Białorusi: „Łukaszenka przegrał wybory i powinien odejść. Nie powinno być żadnej inauguracji, powinien rozpisać nowe wybory, a sam w nich nie brać udziału. To byłby najlepszy podarunek świąteczny dla narodu białoruskiego i dla rosyjskiego też”.

    Za najważniejsze wydarzenie polityczne roku w kraju respondenci uznali wojnę o tron w Moskwie – odwołanie Jurija Łużkowa i powołanie nowego mera Moskwy Siergieja Sobianina. Za najważniejsze wydarzenie w skali światowej – letnie pożary lasów w środkowej Rosji (dla porównania – w ubiegłych dwóch latach Rosjanie za najważniejsze wydarzenie uznawali światowy kryzys gospodarczy).

    Przywołam jeszcze wyniki badań innego ośrodka socjologicznego: Centrum Lewady. Na pytanie, jaka powinna być ich zdaniem Rosja, 38% zadeklarowało, że chce, aby Rosja była wielkim mocarstwem. Ale aż 59% odpowiedziało, że chciałoby, żeby Rosja była krajem o wysokim poziomie życia, choć nie musi mieć statusu wielkiego mocarstwa, powinna być zamożna, ale niekoniecznie najpotężniejsza. 3% nie umiało odpowiedzieć na to pytanie. Norman Davis w niedawnym wywiadzie powiedział, że nie można zakładać, że Rosja się nie zmienia. Być może się zmieni, może to jeszcze potrwa, a może też nic z tego nie będzie. (Może uda się przeprowadzić takie badania ponownie za rok, dwa i porównać wyniki).

    Szanowni Czytelnicy! W czas Bożego Narodzenia życzę wiele radości i zdrowia.

  • Wewnętrzna sprawa Mińska

    Rosyjski prezydent z przyjemnym wyrazem twarzy stwierdził dziś podczas konferencji prasowej, że „wybory prezydenckie na Białorusi to wewnętrzna sprawa Mińska”. Wyraził też nadzieję, że Białoruś nadal podążać będzie drogą demokratycznego rozwoju, a to da znakomity fundament dla dzieła budowania wspólnego Państwa Związkowego. Nie zauważył ani naruszeń demokratycznych procedur, ani brutalnego złomotania demonstracji opozycji, protestującej przeciwko fałszerstwom wyborczym, ani zatrzymania większości kontrkandydatów. Czy to oznacza, że Moskwa akceptuje zwycięstwo Alaksandra Łukaszenki i jego czwartą kadencję? Miedwiediew zastrzegł, że nie zna jeszcze oficjalnych wyników, ale sygnał był więcej niż czytelny: Rosja uznaje wyniki wyborów prezydenckich na Białorusi (prawie 80-procentowe zwycięstwo Łukaszenki) i zapowiada rozwijanie braterskich stosunków z Mińskiem. Czy Moskwa mogłaby nie uznać wyników? To oznaczałoby (zwłaszcza w obliczu nieuznania wyników przez Zachód, zaniepokojony rozmiarami akcji przeciw opozycji) pełną izolację Łukaszenki, podcięłoby jedną z głównych gałęzi, na których siedzi.

    Jeszcze niedawno wydawało się, że w informacyjnych wojnach rosyjsko-białoruskich Bat’ka polegnie. Rosyjskie stacje telewizyjne wyemitowały kilka filmów, demaskujących reżim Łukaszenki i jego samego: wyciągnięto ciemne sprawki różnego kalibru (np. tajemnicze zaginięcia przeciwników politycznych), obśmiano życie prywatne (też obfitujące w skandaliczne wydarzenia), wystawiono na krytyczne spojrzenia telewidzów niespełnione obietnice niepoważnego Bat’ki dotyczące uznania niepodległości Abchazji i Osetii (na czym Moskwie ogromnie zależało), wyliczono skrupulatnie rosyjskie dopłaty do białoruskiej gospodarki. W białoruskich mediach natomiast w odpowiedzi opublikowano kilka raportów świadczących o mafijnych rządach Putina. Kampania wyborcza Łukaszenki nosiła silne zabarwienie antyrosyjskie (co ciekawe, w przeddzień wyborów WikiLeaks, jak na zamówienie Łukaszenki, opublikował kilka jego smacznych wypowiedzi, w których miotał on zakulisowe antyrosyjskie zatrute strzały, jeszcze bardziej jadowite niż te miotane w oficjalnej przestrzeni). Bat’ka próbował też flirtować z Zachodem, by pokazać Moskwie, że nawet „ostatni dyktator Europy” ma alternatywę.

    Po tegorocznych wojnach rosyjsko-białoruskich: mlecznej, medialnej, wreszcie naftowej i przymiarkach Moskwy do ewentualnego innego wariantu rozwiązania problemu sukcesji władzy na Białorusi Kreml ostatecznie postawił znowu na Łukaszenkę. Na tydzień przed wyborami prezydenckimi w Moskwie odbył się zjazd przywódców Rosji, Białorusi i Kazachstanu, podczas którego uzgodniono powołanie Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej. Do wspólnej przestrzeni jeszcze daleko – podpisane w Moskwie ramowe porozumienia ramowe trzeba jeszcze napełnić treścią, to po pierwsze, a po drugie – przewidziano tyle wyłączeń, obejść i przepisów specjalnych dla wrażliwych kategorii towarów, że o wspólnocie na razie mówi się zdecydowanie na wyrost. Łukaszenka, który jeszcze miesiąc temu buńczucznie „dziękował” za łaskawość Moskwy i krytykował jej przywódców, teraz zgadzał się na wszystko i w ekstazie obdarzał Dmitrija Miedwiediewa bombastycznymi epitetami. Dlaczego? Zapewne dlatego że podczas moskiewskich rozmów uzyskał rękojmię dalszych rządów: tanią rosyjską ropę (postanowiono znieść cła na ropę, które wywindowałyby cenę rosyjskiej ropy w górę, czego białoruska gospodarka nie wytrzymałaby zbyt długo).

    W targach z Moskwą Łukaszenka ugrał całkiem sporo: po pierwsze właśnie tanią ropę na przyszły rok, co oddala widmo krachu niewydolnej gospodarki, po drugie, nadal zachował do dalszych targów kartę uznania niepodległości Abchazji i Osetii. Sfera wojskowa pozostała nietknięta – na tym polu białoruski prezydent nie wchodzi Moskwie w drogę, Białoruś pozostaje więcej niż sojusznikiem.