Kategoria: Bez kategorii

  • Nie tędy droga

    Moskiewskie merostwo nie wydało zgody na trasę marszu ruchu „O uczciwe wybory”, planowanego na 4 lutego. Organizatorzy złożyli wniosek o przejście kolumną po głównej obwodnicy centrum Sadowoje Kolco od placu Kałuskiego przez Nowy Arbat (d. Kalinina) do placu Maneżowego w pobliżu Kremla, gdzie zaplanowano 50-tysięczny wiec. Trasa nie jest przypadkowa – dokładnie tymi ulicami przeszła historyczna demonstracja 4 lutego 1990 roku, po której z konstytucji ZSRR wykreślono artykuł o kierowniczej roli partii komunistycznej. Jak widać, nieprzypadkowa jest również data. Ponadto zostanie równo miesiąc do wyborów. Zastępca mera Aleksandr Gorbienko wyjaśnił, że zapewnienie bezpieczeństwa na trasie plac Kałuski-plac Maneżowy jest niemożliwe. Władze miasta biorą pod uwagę inne lokalizacje – poza centrum (tam widocznie z bezpieczeństwem będzie lepiej). Organizatorzy mają się naradzić i dać odpowiedź.

    Stanisław Minin na łamach „Niezawisimej Gaziety”pisze: „W grudniu wydawało się, że władzy nie uda się przeczekać protestów. A teraz coraz częściej powstaje wrażenie, że może jednak się uda. Uda się przeczekać, aż ruch protestu zostanie skoszony przez wirus politycznego sekciarstwa. Symptomy tej choroby są dobrze znane: to moralny rygoryzm, czystki szeregów, radykalizacja haseł, podatność na prowokacje”.

    Władze nie omieszkają zapewne wykorzystać pęknięć w opozycyjnych szeregach. Już w nieoficjalnych komentarzach na blogach czy Twitterze przedstawicieli poszczególnych skrzydeł ruchu protestu wobec odmowy merostwa widać potencjalne szczeliny, w które można wbić klin (a może się nawet okazać, że klin nie będzie potrzebny). I tak np. bardziej radykalne grupy krzyczą: nie musimy mieć pozwolenia władz, aby demonstrować. Będziemy domagać się uwzględnienia naszych postulatów i marszu w centrum Moskwy – mówią inni. Możliwe są kompromisy – komentują umiarkowani. Żadnych kompromisów – odpowiadają co bardziej niepokorni.

    Tymczasem towarzysz Wilk wie, kogo zjeść. I zjada w swoim firmowym stylu, opracowanym przez sprawdzonych inżynierów dusz. Z lekką poprawką na dynamiczną sytuację. W ciągu ostatnich dni: artykuł podpisany nazwiskiem Putin w „Izwiestiach” (wydźwięk: wszystkie sukcesy – moja zasługa, wszystkie porażki – efekt złowrogich działań wrogów wszelkiej maści), posiedzenie rządu, na którym premier przedstawił dane, mające świadczyć o skuteczności jego rządów (ekonomista Jewgienij Gontmacher postawił mu w indeksie „niezaczot”, czyli nie zaliczył zajęć z ekonomii, bezlitośnie podważył podawane przez premiera dane), emisja w TV NTW filmu „Kryzys 2008. Uratować Rosję” (o tym, jak Władimir Putin dzielnie walczył ze światowym kryzysem i nie dał zatonąć Rosji; na najbliższy tydzień planowana jest emisja kolejnego filmowego panegiryku „Rosja. W osobie pierwszej”), rozmowa z kibicami w Petersburgu (przy piwie o sporcie), spotkanie z szefami najważniejszych federalnych mediów. Moi moskiewscy przyjaciele boją się otworzyć lodówkę, żeby nie okazało się, że Putin i tam siedzi i opowiada o swoich sukcesach.

    Od dwóch dni intensywnie komentowane jest w rosyjskich mediach właśnie to spotkanie premiera Putina z dziennikarzami. A najczęściej cytowany jest fragment: „Wszyscy lubimy pisarza Akunina. Pisze bardzo ciekawe, w każdym razie dla mnie, bo lubię rosyjską historię, ciekawe rzeczy pisze. Rozumiem, że mógł nie zaakceptować działań Rosji w czasie kryzysu i wydarzeń na Kaukazie, właściwie konfliktu zbrojnego pomiędzy Gruzją i Rosją, kiedy Rosja była zmuszona bronić południowych Osetyjczyków i swoich rozjemców, na których napadnięto i których zabito. […] Co mieliśmy robić? Ludzie, w tym również etniczni Gruzini, którzy mieszkają tu, w Rosji, a także – jestem o tym przekonany – większość Gruzinów w samej Gruzji, w swojej ojczyźnie, rozumieją motywy naszego postępowania. A co mieliśmy robić? [znowu to samo retoryczne pytanie] To nie my pogwałciliśmy porozumienia międzynarodowe. To po pierwsze. Po drugie, ciągle dyskutowany jest problem związany z systemem obrony przeciwrakietowej USA. Dla nas nie jest obojętne, gdzie znajdą się te systemy – bliżej czy dalej od naszych granic. W takiej Gruzji na przykład. I co – powinniśmy wycelować nasze systemy w Gruzję? Czy zdajecie sobie sprawę, jaki to koszmar? A czy mamy gwarancję, że tak się nie stanie? Mówiliśmy naszym gruzińskim kolegom, zróbmy to albo tamto, zawsze odmawiają, a jednocześnie postępują agresywnie wobec Osetii. To co my mamy robić [znowu to pytanie]? Jesteśmy gotowi ze społeczeństwem gruzińskim poszukiwać wyjścia, jeśli z nami chcą rozmawiać”.

    Akunin od dawna krytykuje Putina, jest jednym z najaktywniejszych inicjatorów ruchu protestu, wszedł w skład Ligi Wyborców. Po tej wypowiedzi Putina na temat swojego gruzińskiego pochodzenia Akunin powiedział: „Ja nie traktuję tego poważnie. Tak go nauczono w specszkole, to taka normalna metoda oczernienia oponenta. Ja nie widzę w tym nic oczerniającego mnie. Owszem, jestem Gruzinem i co z tego? Ale to było powiedziane aluzyjnie, że jestem etnicznym Gruzinem, a więc jakoby jestem wrogiem Rosji. Myślę, że żaden normalny człowiek nie wziął tego poważnie. Po prostu Władimir Władimirowicz po raz kolejny zademonstrował wszem wobec, jakim jest człowiekiem i jaki jest jego poziom myślenia”.

    A bezpośrednie spotkanie Putina z potencjalnym elektoratem na ulicach Petersburga miało przebieg podobny do symptomatycznego spotkania Putina z potencjalnym elektoratem na Łużnikach (podczas imprezy sportowej publiczność wygwizdała premiera): kiedy kolumna samochodów wioząca Putina na niewymuszone spotkanie z kibicami mknęła przez ulice miasta, kierowcy, zepchnięci z trasy przejazdu i stojący w korku, witali premiera wyciem klaksonów.

  • Who is Mr Neputin?

    Wezwania opozycji do tego, by głosować w grudniowych wyborach parlamentarnych na każdą inną partię, byle nie na rządzącą Jedną Rosję, mocno pomieszały szyki obozowi władzy. Teraz podobne hasło w różnych wariacjach powtarzane jest w rozdyskutowanym środowisku „dekabrystów”, jak nazywa się aktywistów grudniowych wielotysięcznych demonstracji protestu przeciwko fałszerstwom wyborczym: głosuj na „nie-Putina”. Kim jest „nie-Putin”? Czy w ogóle jest?

    Władimir Putin pozostaje najpopularniejszym politykiem i kandydatem w marcowym plebiscycie jego popularności, nazywanym ciągle wyborami prezydenckimi. Ośrodek socjologiczny WCIOM odnotowuje już trzeci tydzień z rzędu rosnący ranking poparcia dla pana premiera: jeżeli frekwencja 4 marca wyniesie 70 procent, to Putin zdobędzie 50 procent głosów i wyścig zostanie rozstrzygnięty w pierwszej turze – twierdzi ośrodek. Eksperci powątpiewają: pomiary popularności mogą okazać się bałamutne, gdyż ostatecznie może zdecydować „efekt figi”, którą społeczeństwo może pokazać Putinowi. Putin walczy o zwycięstwo w pierwszej turze i zapewnienie sobie uznania jego legitymacji władzy, podważanej przez protestujących po sfałszowanych wyborach parlamentarnych. Ale to temat na inną opowieść, o czym może w następnym odcinku kroniki. A teraz wróćmy do tematu: na kogo mogą zagłosować ci, którzy nie chcą głosować na Putina?

    Żelaznym kandydatem z ramienia reliktowej partii komunistycznej będzie w marcowym głosowaniu niezmienny jej lider Giennadij Ziuganow. Od lat wygodnie ułożony z Kremlem w pozycji opozycji systemowej, która nie wadzi nikomu, ze stałym, choć z naturalnych przyczyn topniejącym elektoratem mniej lub bardziej ideowych zwolenników komunistycznego raju na ziemi. W prasie rozważany jest wariant, że Putin nie zwycięża w pierwszej turze i konieczna jest tura druga, w której szpady skrzyżują Putin i właśnie Ziuganow. Publicystka Marina Litwinowicz tak uzasadnia konieczność zagłosowania na Ziuganowa: „Głosowanie na Ziuganowa w potencjalnej drugiej turze to idea wyłącznie technologiczna, a nie ideologiczna, która ma na celu maksymalną delegitymizację Putina. Głosowanie z zatkanym nosem”. Przekonujące? Chyba nie bardzo.

    No, dobrze, a jeśli ktoś nie chce zatykać sobie nosa i nie chce powierzać losów kraju zasłużonemu komuniście, to na kogo może oddać głos 4 marca? Startuje jeszcze kopnięty kilka miesięcy temu przez najwyższe władze były przewodniczący Rady Federacji Siergiej Mironow. Zleciał z federalnego Olimpu, ale otrzepał się i stanął do wyścigu. Ludzie z jego partii Sprawiedliwa Rosja, którzy kręcą się wokół „dekabrystów”, agitują, by głosować na Mironowa. Jego wizerunek utrąconego przez Putina męczennika słabo się jednak sprzedaje.

    Kandyduje niezatapialny „Żyrik” – Władimir Żyrinowski. Zawsze gotowy podpierać tron i zawsze ustawiający się na bezpiecznej pozycji. Na poszerzenie elektoratu nie ma co liczyć, a kampanię wyborczą traktuje jak możliwość lansu. Stary błazen cokolwiek stracił na ostrości sądów, nie epatuje już ani jurnością, ani niewyparzonym językiem. Ale instynkt samozachowawczy ciągle go nie zawodzi. Spełni swoją rolę, zdobędzie kilka procent głosów.

    Jest jeszcze „wieczny nieudacznik rosyjskich wyborów” Grigorij Jawliński, lider partii Jabłoko, wyrosłej z demokratycznej jabłonki, poturbowanej przez ostatnie dziesięciolecie i spoczywającej na marginesie opozycji pozaparlamentarnej. Popiera go część „dekabrystów”, trochę inteligencji. Jawliński nie został jeszcze zarejestrowany (zgłosił kandydaturę, dziś upływa termin dostarczenia 2 mln podpisów wyborców do CKW; Jawliński oświadczył, że podpisy są w porządku, ale on i tak nie wierzy, że zostanie dopuszczony do wyborów).

    Michaił Prochorow, miliarder, wyślizgany we wrześniu z przywództwa partii Słuszna Sprawa (Prawoje Dieło). Według doniesień prasowych pozbierany z podłogi przez kremlowskich inżynierów dusz i uruchomiony w trybie pilnym po proteście 10 grudnia jako ewentualne zapasowe lotnisko, gdyby protesty zagroziły kandydaturze Putina. Prochorow wypowiadał się ostatnio, że jak zostanie prezydentem, to premierem uczyni uwolnionego i uniewinnionego Michaiła Chodorkowskiego. Też musi złożyć w CKW listę z poparciem 2 mln wyborców.

    Do wyborów szykuje się też nieznany szerszej publiczności gubernator obwodu irkuckiego Dmitrij Mieziencew, uważany za „technicznego” kandydata władz. Po internecie hulały świadectwa fałszerstw, jakich dopuszczono się podczas zbierania podpisów.

    „Drugich kandidatow u nas niet” – można sparafrazować znane zdanie znanego polityka z przeszłości. „Dekabryści” nie odpuszczają, debatują, dyskutują. Dziś została powołana Liga Wyborców, obywatelski projekt, mający na celu wspieranie akcji „O uczciwe wybory”. Komitet organizacyjny tworzą osoby spoza sceny politycznej, ulubieńcy placu Błotnego: m.in. pisarze Dmitrij Bykow, Ludmiła Ulicka i Borys Akunin, dziennikarz Leonid Parfionow, muzyk Jurij Szewczuk. Jedna z najbardziej wyrazistych twarzy protestu Aleksiej Nawalny nie wszedł w skład grupy ojców-założycieli Ligi, argumentując, że chce startować w wyborach prezydenckich. Ale chyba nie w tych. W tych – poza oddaniem głosu na Putina lub nie-Putina pozostaje „taktyka nach-nach” – oddanie nieważnego głosu. Ta taktyka, podobnie jak w wyborach parlamentarnych, ma wielu zwolenników i wielu przeciwników. No i pobrzmiewa jeszcze wezwanie do bojkotu wyborów jako nieuczciwych od początku do końca.

  • Rok Historii Rosji 2012

    Prezydent Dmitrij Miedwiediew wystąpił z nową historyczną inicjatywą – ogłosił rok 2012 Rokiem Rosyjskiej Historii i zaraz powołał też konieczny w takich poważnych przedsięwzięciach komitet organizacyjny. Celem ma być „przyciągnięcie uwagi społeczeństwa do rosyjskiej historii i roli Rosji w światowym procesie historycznym”. Miedwiediew podpisał dekret i dekret stanie się już wkrótce ciałem. Ciałem zapewne kolegialnym, złożonym z osób poważanych, ciałem obradującym w złocistych salach Kremla, w majestacie carskich i radzieckich tradycji. Po co ta kolejna „potiesznaja” inicjatywa Dmitrija Miedwiediewa?

    W maju 2009 roku świeżo upieczony prezydent Miedwiediew powołał z wielką pompą komisję ds. przeciwdziałania fałszowaniu historii na szkodę Rosji. Komisja kilka razy zebrała się, wygłosiła jedynie słuszne poglądy na temat nieskazitelności decyzji, jakie kiedykolwiek podejmował jakikolwiek przywódca Rosji lub ZSRR. Miała m.in. wojować z tymi, którzy potępiają jako zbrodniczy pakt Ribbentrop-Mołotow albo inaczej niż Moskwa widzą historię najnowszą krajów bałtyckich czy Ukrainy. Poszczególni członkowie komisji wypowiadając się w mediach wielokrotnie bulwersowali i rosyjską, i ościenną opinię publiczną (m.in. niestrudzona profesor Natalia Narocznicka, która powątpiewała w radzieckie autorstwo zbrodni katyńskiej). Oręż historii miał służyć – i służył – wybijaniu z głowy niektórych pomysłów jednoczenia się z Europą, a niektórym innym – wspieranie takich trendów. Ostatnie posiedzenie komisji odbyło się we wrześniu ubiegłego roku. Ale wtedy o Roku Historii Rosji 2012 mowy nie było. Musi to więc być pomysł nowy.

    Komentatorzy przypuszczają, że nie chodzi o zgłębianie tajemnic historii, wspieranie badań naukowych (zawodowi historycy twierdzą, że archiwa rosyjskie są coraz szerzej zamknięte). Celem jest „usprawiedliwienie historią dzisiejszego stanu oficjalnych władz, zapewnienie rozdrapania pieniędzy, przeznaczanych przez władze na propagandę. „Krótki kurs historii WKP(b)” miał płomienny cel: uzasadnić poprzez odpowiednią interpretację wydarzeń historycznych władzę Stalina. W 2012 roku, kiedy rosyjska historia budzi się, pozbywając się zaczadzenia ropą i gazem, najwyższy czas, aby zacząć podchodzić do historii w duchu wygodnym dla Władimira Putina” – napisał Andriej Kolesnikow w internetowej „Gazecie.ru”.

    Historia stanie się znowu narzędziem w rękach polityków. Ciekawe, czy komitet organizacyjny Roku Historii Rosji – o ile się ukonstytuuje – będzie się przyglądał z okien Kremla, jak na ulicach i placach tworzy się historia najnowsza Rosji? Bo 2012 może jak najbardziej być Rokiem Historii Rosji, historycznym rokiem dla Rosji.

  • Blękitne szerokie okna

    Od 31 grudnia życie w Rosji na ogół przestawia się na inne tory – co najmniej do tak zwanego starego Nowego Roku (13 stycznia) trwa beztroskie świętowanie. Powitanie nowego Nowego Roku, prawosławne Boże Narodzenie – mnóstwo wolnych dni na bale, prywatki, wyjazdy na narty – te jeżdżące po śniegu lub te śmigające po wodach ciepłych mórz. Rosyjska elita biznesowo-polityczna na ogół bawiła się w okresie noworoczno-świątecznym w ekskluzywnych kurortach. Życie polityczne po wygłoszeniu prezydenckiego orędzia noworocznego w kraju zamierało, gazety nie wychodziły, Internet skupiał się na poradach, jak wyleczyć zgagę i kaca, a w telewizji królowały odgrzewane sowieckie komedie, wycekinowane koncerty gwiazd estrady i doniesienia z miejskich ślizgawek, na których szalała szczęśliwa młodzież różnych kategorii wiekowych.

    Dzisiaj większość gazet też wprawdzie w Rosji nie wyszła, ale Internet nie śpi – komentarze na temat nowego rosyjskiego przebudzenia pojawiły się już z samego rana. Co oznacza, że aktywna część publiczności odespawszy sylwestrowe zabawy, zabrała się do pracy. Ale – co bardziej znamienne – nie tylko niektórzy dziennikarze pracują. Satyryk Wiktor Szenderowicz w swoim blogu zamieścił wiele mówiącą trzyzdaniową miniaturkę.

    „Dzwoni do mnie spostrzegawczy przyjaciel. – Słuchaj, koniec świata, gniew ludu dosięgnął uzurpatorów. – W jakim sensie? – pytam. – Wczoraj wieczorem przejeżdżałem koło placu Starego [przy placu Starym znajduje się kompleks budynków rządowych], we wszystkich oknach świeciło się światło! Pracują! Koniec z Courchevelem! Narty stoją przy piecu!”.

    Władza przespała moment nowego rosyjskiego przebudzenia i teraz najwidoczniej postanowiła nadrobić zaległości. Czasu jest niewiele, a wydarzenia mkną z coraz większą prędkością.

    Spośród dzisiejszych komentarzy dziennikarsko-politologicznych uwagę zwraca Andriej Piontkowski, znany z krytycznych opinii o rządach Putina. W tekście „Przerwany dialog” wskazuje na najbardziej zasłużonego opozycjonistę kraju – Michaiła Chodorkowskiego – jako osobę, która powinna stanąć na czele delegacji społeczeństwa obywatelskiego, upełnomocnionej do negocjowania warunków „amPutinacji”.

    Piontkowski po raz kolejny wraca do praprzyczyny wsadzenia Chodorkowskiego za kratki. Po pierwsze podpadł władzy i powiązanej z nią oligarchii, działającej „rączka w rączkę”, gdyż chciał z Jukosu zrobić przezroczyste przedsiębiorstwo, a to stało w sprzeczności z zasadami złodziejskiego kapitalizmu oligarchicznego, łączącego politykę, biznes i struktury siłowe. A po drugie, dotknął do żywego samego Putina i jego osobiste interesy.

    „Wart 13,7 mld dolarów kontrakt Putin-Abramowicz dotyczący zakupu Sibniefti w 2004 r. [już po aresztowaniu Chodorkowskiego], którego mechanizm pokazano publicznie dopiero niedawno na procesie Bieriezowskiego i Abramowicza w londyńskim High Court, postawił kropkę nad i [o procesie pisałam na blogu: http://tygodnik.onet.pl/4,439600943,labuszewska.blog.onet.pl,druk.html). Wszystko stało się jasne. Sam tego nie podejrzewając Chodorkowski wtedy [w 2003 r.] uderzył w najczulsze miejsce władzy, dobrał się do najtajniejszej tajemnicy reżimu”.

    Dlaczego Chodorkowski nadawałby się na delegata z ramienia społeczeństwa? „Po pierwsze, on jako pierwszy postawił najważniejsze pytania gospodarczego i politycznego rozwoju kraju w swoim dialogu z władzą dziewięć lat temu. Po drugie zapłacił za to dziewięcioletnim męczeństwem. Po trzecie, w czasie odsiadki napisał szereg poważnych prac na temat państwa”. Piontkowski zejście Putina ze sceny politycznej i upolitycznionego biznesu uznaje za „fakt medyczny”, do dyskusji są ewentualnie termin i drogi odejścia.

    Na stronie rozgłośni Echo Moskwy chodzi filmik o tym, jak wyglądają wybory prezydenta Rosji. Wszyscy zawodnicy ustawiają się do biegu, Putin startuje jako pierwszy, dopiero gdy odbiega na pewną odległość, pada strzał (strzela sam Putin) i może ruszyć reszta stawki, w trakcie biegu Putin strzela już nie w powietrze, a do rywali, pada m.in. Aleksiej Nawalny, a potem, gdy Putin ostatkiem sił zbliża się do mety, czujny szef Centralnej Komisji Wyborczej czarodziej Czurow usłużnie przesuwa taśmę oznaczającą metę, by swą wypiętą piersią Putin mógł ją przeciąć jako pierwszy. (http://www.echo.msk.ru/blog/echomsk/845022-echo/). „Świetne, kto jest śmieszny, ten nie jest straszny” – napisał jeden z komentujących.

    A najnowszy wiersz w popularnym cyklu „Poeta obywatel” pióra Dmitrija Bykowa w wykonaniu Michaiła Jefriemowa przedstawia natomiast wskrzeszonego Jurija Andropowa: http://www.echo.msk.ru/blog/g_p/844702-echo/ Analogia nasuwa się sama.

    Demonstranci domagający się 31 grudnia w Moskwie i Petersburgu uwolnienia więźniów politycznych (m.in. Siergieja Udalcowa) zostali rozpędzeni, niektórzy zatrzymani (dwie osoby skazano na 10 dni aresztu administracyjnego). Protest – mimo świątecznej daty – był liczniejszy niż analogiczne wcześniejsze protesty „strategii 31” (występujące o wolność zgromadzeń, zagwarantowaną w art. 31 konstytucji).

    Odświętny Władimir Putin w sylwestrowy wieczór czarował publiczność zaklęciem w starym stylu: „2012 to według wschodniego kalendarza Rok Smoka, ja urodziłem się w Roku Smoka, na ogół te lata były dla nas dobre”.

  • Wazeliniarz roku 2011

    Koniec roku, a więc urodzaj na plebiscyty. Tygodnik „Kommiersant Włast’” po raz piąty podsumowuje plebiscyt na największego wazeliniarza Federacji Rosyjskiej podlizującego się władzy. Wśród wazeliniarzy znaleźli się politycy, urzędnicy, artyści, biznesmeni, duchowni i piloci.

    Spośród dwudziestu pięciu nominowanych zwraca uwagę złotousty prezydent Czeczenii Ramzan Kadyrow („Gdyby nie on [Władimir Putin], to by mnie nie było”). Biznesmen Wadim Briednij wystąpił w bardziej barokowym stylu: „Putin jest piękny. Pewny siebie, kompetentny, w pozytywnym sensie słowa zajadły. A najważniejsza jest realna we wszystkich swych poczynaniach osobowość, silna osobowość, która zawsze ma odpowiednie podejście państwowe”. Zasługi Putina pod niebiosa zawodowo wysławia Stanisław Goworuchin, który został szefem sztabu wyborczego Władimira Władimirowicza: „Rosja potrzebuje odważnego, silnego, mądrego przywódcy, który potrafi nie tylko bronić praw i swobód obywateli, ale także przypominać wszystkim o ich obowiązkach… I Rosja ma takiego człowieka. To Władimir Władimirowicz Putin”.

    Adresatem transportów wazeliny jest też „niedopriezidient”, jak złośliwie nazywają go internetowi antywazeliniarze, Dmitrij Miedwiediew. Wiceprzewodnicząca Dumy poprzedniej kadencji Swietłana Żurowa: „Swojemu siedmioletniemu synowi radzę, by brał za wzór prezydenta. Miedwiediew to godny przykład do naśladowania – to i patriotycznie, i słusznie”. A miss Republiki Mordwa Ksienia Potapowa nie mogła odżałować, że Miedwiediew opuszcza Kreml: „Taki silny, czarujący, energiczny! Jaka szkoda, że on [Dmitrij Miedwiediew] zostawia fotel prezydenta. Myślę, że to będzie wielka strata dla Rosji! Potrzebujemy więcej takich przywódców! Dzięki niemu zaczęłam się interesować polityką, na wyborach zagłosuję na Jedną Rosję! Zawsze solidaryzuję się z moim idolem!”.

    W czasach, kiedy jeszcze nie było wiadomo, kto będzie siedział na kremlowskim tronie przez najbliższe sześć lat, niektórzy przezornie woleli nakadzić i jednemu, i drugiemu członkowi rządzącego tandemu. „Każdy z dwóch wyrazistych polityków, dwóch liderów ogólnokrajowego formatu patrzy na wydarzenia światowej sceny politycznej po swojemu. Ale w gruncie rzeczy mają wspólne zdanie. I dlatego są silni” (gubernator Kraju Krasnodarskiego Aleksandr Tkaczow). A przewodnicząca związku farmerów obwodu twerskiego Swietłana Maksimowa zachwycała się oboma przywódcami nawet po 24 września, kiedy wiadomo już było o roszadzie: „Obaj nasi liderzy znajdują się w złotej swej epoce. Wymysły oponentów, że oni komukolwiek ustąpią miejsce u steru władzy, są absurdalne”.

    Wazelina obecna była także wewnątrz tandemu. Na zjeździe Jednej Rosji 27 listopada prezydent Dmitrij Miedwiediew o Putinie powiedział: „Putin jest najpopularniejszym, najbardziej doświadczonym i cieszącym się największym powodzeniem politykiem Rosji”.

    Rozstrzygnięcie plebiscytu po Nowym Roku. A ja życzę Państwu wszystkiego najlepszego w tym Nowym Roku 2012.