„Nawet najbardziej tępy deputowany jest mądrzejszy od przeciętnego obywatela” – takimi przemyśleniami podzielił się w jednym z wywiadów deputowany Dumy Państwowej z ramienia Jednej Rosji Ilja Kostunow. Wypowiedź była w tym tygodniu hitem rosyjskich mediów internetowych i forów dyskusyjnych na równi z losem odwołanego ze stanowiska eksministra obrony Anatolija Sierdiukowa (o tym w dalszej części). Komentatorzy sentencji Kostunowa podzielili się z grubsza na trzy obozy. Jeden obóz przyznawał poniekąd rację złotoustemu – wybierać do Dumy tępych deputowanych może tylko jeszcze bardziej tępe społeczeństwo. Drugi obóz trwał przy twierdzeniu, że parlament to społeczeństwo w miniaturze i procent tępoty jest mniej więcej równy i tu, i tu. Trzeci obóz wychwala pod niebiosa szczerość i trafność wypowiedzi pana Kostunowa.
Ciekawsze niż egzegeza wypowiedzi deputowanego Kostunowa wydaje się bliższe przyjrzenie się nowej formacji, która zaczęła zasilać szeregi rosyjskiej polityki. Na razie to nie są pierwsze szeregi, ale politycy tej generacji coraz sprawniej przesuwają się na czoło. Ilja Kostunow, lat 32, należy do „młodych wilków Putina”. Był aktywistą prokremlowskiej młodzieżówki Nasi, uczestnikiem, organizatorem, a potem dyrektorem obozów Naszych nad pięknym jeziorem Seliger. Na obozach młodzież zdobywała cenną wiedzę o pionie i poziomie. Głównie o pionie władzy – wszakże zaszczycali obozowe namioty nie tylko kremlowscy urzędnicy szczodrze sypiący rubelkami na szkolenie młodzieżówek, ale nawet sam Władimir Władimirowicz (np. żeby zaprezentować świeżo zasilone botoksem oblicze). Co do poziomu, to młodzież kilkakrotnie wykazała się poziomem, np. urządzając obraźliwe happeningi kpiące z opozycjonistów.
Takich „pięknych dwudziestoparo-, trzydziestoletnich” jest w Dumie jeszcze kilku, większość przeszła przez szkołę zaangażowanych po stronie umiłowanej władzy młodzieżówek, gdzie nauczyła się nie mieć wątpliwości, gdy władza każe coś zrobić. W Dumie obecnej kadencji występują z cennymi inicjatywami ustawodawczymi, np. 27-letni Robert Szlegiel, sekretarz prasowy Naszych, ma na swoim koncie inicjatywę ustawodawczą w sprawie przywrócenia w kodeksie karnym artykułu przewidującego karę za oszczerstwo czy interpelację w sprawie finansowania transmisji z antyputinowskich protestów ulicznych przez internetową telewizję Deszcz. Aleksandr Sidiakin, lat 34, z frakcji Sprawiedliwa Rosja, może się poszczycić przeprowadzeniem ustaw o podniesieniu kar za naruszenie przepisów dotyczących zgromadzeń ulicznych oraz o zagranicznych agentach. Z kolei Władimir Burmatow, lat 31, jest autorem listu otwartego do kierownictwa Aerofłotu w sprawie wykluczenia Aleksieja Nawalnego z rady dyrektorów tej firmy oraz kilku interpelacji w sprawie protestów.
„Charakterystyczne cechy putinowskich wilków to absolutne przekonanie o własnej nieomylności (pilnie uczyli się od Putina), zdrowy brak jakichkolwiek zasad […] i całkowity brak hamulców. Dlatego to właśnie oni, a nie zasłużeni aksakałowie z Dumy, idą w bój jako pierwsi, gdy trzeba czegoś zakazać, natychmiast wprowadzić jakieś kary albo napisać na kogoś donos w formie interpelacji poselskiej. Ich nazwiska na równi z głównymi „siłowikami” będą symbolizować epokę nowego przykręcania śruby, która rozpoczęła się wraz z powrotem Putina na Kreml” – napisał w portalu Openspace Dmitrij Kamyszew. Komentator wyraża przypuszczenie, że głodne wilki na razie jeszcze słuchają swego mentora, ale wcale nie jest powiedziane, że tak będzie zawsze.
Zostawmy młody polityczny las, zwróćmy swe oczy jeszcze na las stary, w każdym razie starszy. Skandal wokół dymisji ministra obrony Anatolija Sierdiukowa daje obfitą pożywkę do rozważań o kondycji wierchuszki i o motywach działania Putina. Wszystkie media – w tym usłużna w każdym calu telewizja – zmieszały już Sierdiukowa z błotem za wszystkie popełnione i niepopełnione grzechy. Wyemitowano obszerne programy odsłaniające schematy korupcyjne, stworzone w resorcie obrony pod opiekuńczymi skrzydłami ministra. Wyciągnięto na światło dzienne brzydkie sprawki nieuczciwej prywatyzacji mienia wojskowego. Jeden z komentatorów wojskowych napisał, że w ministerstwie szampan lał się po dymisji Sierdiukowa strumieniami: „Od czasów zwycięstwa nad faszyzmem nie było wśród wojskowych takiej radości”. Dlaczego z takim upodobaniem rozpętano te antysierdiukowskie bachanalia?
Czy to nowy znak czasów? Czy Putin złamał żelazne zasady, jakie stosował w grze ze swoim otoczeniem przez ostatnie dwanaście lat? Jedną z tych zasad było: swoich nie poddajemy. W pewnym momencie pojawiła się w mediach informacja, że Sierdiukow zostanie przygarnięty przez starego druha Putina, Czemiezowa, do agencji Rostiechnołogii jako doradca. Dziś tę wiadomość zdementowano. A nagabywany w sprawie pracy dla Sierdiukowa Putin oględnie powiedział, że nie widzi żadnych przeszkód, by Sierdiukow gdzieś się zatrudnił. Łaskawy pan.
Jedna z wersji, przedstawiona przez Aleksandra Golca, brzmi: „rozprawa z Sierdiukowem nosi charakter pokazowy. Chłosta na widoku publicznym miałaby rzekomo podziałać na innych skorumpowanych urzędników (ciekawe, czy bywają nieskorumpowani), jak niegdyś sprawa Chodorkowskiego była sygnałem dla wszystkich wielkich przedsiębiorców, by bez pozwolenia Kremla nie finansowali partii politycznych. Ale przecież tylko naiwny człowiek (a Putin na pewno nie jest naiwny) mógł pomyśleć, że po historii z Sierdiukowem wyżsi urzędnicy ustawią się w kolejce, by oddać nielegalnie zgromadzone majątki”. Zdaniem Golca, odwołanie Sierdiukowa to początek wymiany kadr, albo – jeśli Państwo wolą – czystka. Putin stwierdził, że nie może już dłużej stosować zasad „kodeksu podwórkowego”, jakim pozostawał wierny w ciągu dwunastu lat rządów. „W pewnym momencie cały ten misternie spleciony kokon wzajemnych powiązań [w ramach grupy trzymającej władzę] zaczyna być przyciasny. I trzeba się pozbyć przyjaciół, których jeszcze wczoraj wciągnął na szczyty władzy, kierując się szlachetną lojalnością. Trzeba się ich pozbyć, bo oni pamiętają go jeszcze z czasów, kiedy nie był mieszkańcem Olimpu. A to go zaczyna już drażnić. Potrzebni są nowi – młodzi i gotowi na wszystko. Jednym słowem – wychowankowie Seligeru, dla których nawet „kodeks podwórkowy” Putina to nieosiągalny szlachecki kodeks honorowy. Oni nie mają najmniejszych wątpliwości, że wódz jest genialny. Oni będą wierni i zobowiązani”.
A więc jednak młode wilki. Sytuacja robi się rzeczywiście bardzo ciekawa. Bo stan zawieszenia i oczekiwania na to, jakie będą wytyczne Kremla, jakie zasady będą regulować stosunki władza-społeczeństwo oraz stosunki wewnątrz grupy trzymającej władzę, trwa już długo. Bardzo długo. Za długo jak na dynamiczne procesy wewnątrz społeczeństwa i wewnątrz elit. Stary porządek odchodzi, a właściwie już odszedł do lamusa. A co do nowego – nadal nie ma jasności w temacie Marioli.
Kategoria: Bez kategorii
-
Uśmiech młodych wilków
-
Operacja „Następca” – reaktywacja?
Nie minął tydzień od sensacji towarzyszących wymianie na stanowisku ministra obrony, a już nowego ministra – zasłużonego ratownika Wszech Rusi, Siergieja Szojgu – komentatorzy wpisali jednym zgodnym pociągnięciem pióra na czoło listy kandydatów do objęcia najważniejszego urzędu w państwie. To taka stara rosyjska zabawa – typowanie, kto przejmie ze słabnących rąk władcy berło i jabłko.
Zabawa towarzyszyła przez długie miesiące niepewności komentatorom i politykom pod koniec drugiej kadencji Władimira Putina w 2008 roku. Z uwagą obserwowano każde tchnienie i spojrzenie „naclidera” – ku któremu z możliwych kandydatów nakłoni swe ucho i głowę Władimir Władimirowicz, kogo wskaże, kogo namaści. Owszem, w Rosji odbywają się wybory. Ale przecież trzeba wiedzieć, kogo wybrać. Putin wybrał Miedwiediewa, który doskonale sprawdził się jako „grzejący tron” dla prawdziwego przywódcy, który w tym roku powrócił na Kreml.
Męka wyborów osłabiła politycznie Putina – zwycięstwo w marcu nie było ewidentne i niepodważalne. Protesty i kryzys u bram, gaszony przez Putina populistycznymi obietnicami stworzyły nowy porządek dnia. Początek kolejnej kadencji przyniósł wiele pytań.
Po pierwsze, jaka ma być nowa umowa społeczna w miejsce zakwestionowanej starej umowy (spokojne bytowanie społeczeństwa z dala od polityki, klasa polityczna miała za to zapewniać społeczeństwu wikt). Część społeczeństwa jednak zaznaczyła mocno, że te piękne czasy minęły i że ona też chce mieć coś do powiedzenia w polityce, a Putina ma po dziurki w nosie. Na razie odpowiedzią władz są punktowe represje wobec tych, którym się władza nie podoba.
Po drugie zaś niejasny jest nowy paradygmat współpracy w ramach putinowskiego „Biura Politycznego”. Co ma przyjść w zamian za dotychczasowe przyzwolenie na robienie interesów, powiększanie stanu posiadania, korupcję? Bo widać gołym okiem, że ta formuła życia „po poniatijam” i skutecznego arbitrażu Putina ponad konfliktami w łonie grupy trzymającej władzę z dnia na dzień coraz mocniej się kruszy. Najpierw sprawa deputowanego Gudkowa – pozbawionego mandatu Dumy za prowadzenie dochodowego biznesu ochroniarskiego. To był sygnał, że od teraz biznes polityka może stać się pretekstem wygnania go z raju (choć prawdziwym powodem jest – jak w przypadku Gudkowa czy Ludmiły Narusowej – niebłagonadiożna działalność polityczna czy poglądy odbiegające od linii). Tydzień temu w świetle kamer przeczołgano po dywanie ministra obrony Anatolija Sierdiukowa – skandal z jego udziałem miał nie tylko pikantne aspekty obyczajowe, ale także ujawnił to, co było do tej pory wstydliwie ukrywane: schematy przewał, jakich dopuszczają się ludzie na wysokich stanowiskach.
Posunięcia Putina w pierwszych miesiącach jego najnowszej kadencji wskazują na betonowanie wszystkiego, co jeszcze śmie się na scenie politycznej ruszać. Tymczasem, jak mawiał nieoceniony Ostap Bender z „Dwunastu krzeseł” Ilfa i Pietrowa, „Lod tronułsia” [Lody ruszyły]. Jak ten proces powstrzymać? Czy w ogóle się da? Na tym tle Putin daje powody do rozważań, czy jest w stanie zapanować nad tym, co się dzieje. Pogłoski o pogarszającym się stanie zdrowia powstały m.in. dlatego, że przywódca już tak często i tak chętnie się nie udziela na każdych chrzcinach i każdym weselu, jak to drzewiej bywało. Poza tym coraz częściej za niego mówi złotousty rzecznik, a nie on sam. Różne sprzeczne sygnały pogłębiają wrażenie narastającego chaosu i niepewności. Dziś jak na komendę większość mediów internetowych wrzuciła temat: czy Szojgu, nowy minister obrony, będzie następcą Putina? I większość uważa, że to dobra kandydatura. Skąd nagle taka panika na początku wydłużonej przecież do sześciu lat kadencji prezydenckiej? Przecież to jeszcze szmat czasu, zwłaszcza że teoretycznie możliwa jest jeszcze druga sześcioletnia kadencja i szczęśliwe rządy Putina do 2024 roku. Oleg Kaszyn w komentarzu na Openspace.ru daje nawet podtytuł: „Dlaczego Siergiej Szojgu nie może nie zostać prezydentem Rosji”. I dalej wywodzi: „Za Szojgu na urzędzie prezydenta Rosji w jego ministerstwie [ds. sytuacji nadzwyczajnych] wznoszono toasty jeszcze za czasów Jelcyna. Teraz jeśli nad tym w ogóle się zastanawiać, to jedynie, jak Szojgu przejmie władzę: albo Putin wyznaczy go na następcę, albo Szojgu wyznaczy się sam. […] Jeszcze nigdy w postsowieckiej Rosji na czele sił zbrojnych nie stała samodzielna polityczna figura, która nie ma zobowiązań wobec urzędującego prezydenta i która ma w swojej dyspozycji samodzielną, niezwiązaną z ministerstwem obrony strukturę siłową [Kaszyn twierdzi, że Szojgu nadal kieruje resortem ds. sytuacji nadzwyczajnych, a resort jest wobec niego – i tylko wobec niego – lojalny do ostatniej żyłki]. Wiosną utopiono projekt Szojgu powołania korporacji rozwoju Syberii I Dalekiego Wschodu, którą Szojgu sam chciał pokierować. Wtedy chodziły słuchy, że Putinowi nie spodobało się to, że Szojgu zostałby gospodarzem całej Syberii. Dziwne – kilka miesięcy temu Putin bał się Szojgu – włodarza Syberii, a teraz nie boi się Szojgu na czele całej armii. Najwidoczniej coś się przez te pół roku zmieniło”.
A kremlinożerca Andriej Piontkowski dodaje: „Szojgu jest jedynym kandydatem spośród putinowskiej hałastry, którego można przedstawić ludowi jako godnego następcę i bez specjalnych fałszerstw przeprowadzić przez wybory. […] A może „elita” zechce powtórzyć genialną kombinację z roku 1999. Wtedy jelcynowski klan postawił na czele wybranego przez siebie człowieka. Co więcej – sprzedał go ufnemu ludowi jako anty-Jelcyna. Więc dlaczegóż to dziś jelcynowsko-putinowski klan nie miałby postawić na czele „swojego chłopa”, sprzedając go ufnemu ludowi jako anty-Putina?”.
Będzie się działo? -
Zmiany, zmiany, zmiany
Minister obrony Anatolij Eduardowicz Sierdiukow, cywil na czele wojskowego resortu, obudził się dzisiaj ministrem po raz ostatni. Rano gruchnęła po Moskwie wieść, że Sierdiukowa odwołano. Na jego miejsce prezydent Putin powołał swojego wiernego pretorianina do specjalnych poruczeń Siergieja Szojgu. Pan Szojgu był przez lata ministrem ds. sytuacji nadzwyczajnych, czyli ratownictwa wszelkiego (znakomity satyryk Michaił Żwaniecki pisał, że Rosja jest krajem stworzonym wprost do tego, żeby mieć takie ministerstwo – bez przerwy się coś pali, wali, tonie etc.), a w maju tego roku był rzucony na trudny odcinek: został gubernatorem obwodu moskiewskiego, gdzie trzeba było zaprowadzić porządek, zwłaszcza jeśli chodzi o kontrolę nad finansami.
A więc nastąpiła zmiana na jednym z kluczowych stanowisk w rządzie. Bloger ChurovCat napisał prześmiewczo w Twitterze: „Putin zdymisjonował Putina. Nowym Putinem został mianowany Putin, który zwolnił stanowisko Putina dla ministra obrony”.
Pretekstem do odwołania ministra Sierdiukowa były: korupcja, machinacje i nadużycia w finansach resortu, przez który przepływa gigantyczna forsa na obsługę armii. To oficjalnie. A nieoficjalnie mówi się o nazbyt bujnym temperamencie ministra (teraz już eksministra), któremu testosteron nie dawał spokoju. Anatolij Sierdiukow był zięciem Wiktora Zubkowa, niegdyś premiera, do niedawna wicepremiera, osoby wielce wpływowej, członka kooperatywy Oziero. Po Moskwie chodzą słuchy, że dymisja to osobisty odwet Zubkowa za córkę Julię, z którą Sierdiukow od dawna już pono nie mieszka. Kolejny romans Anatolija Eduardowicza z atrakcyjną bella bionda Jewgienią W., członkiem rady dyrektorów firmy Oboronserwis, był tajemnicą poliszynela. Skandal wybuchł, gdy w trzynastopokojowym mieszkaniu Jewgienii W. (znajdującym się w tym samym domu, co mieszkanie ministra) podczas rewizji oficerowie z Komitetu Śledczego znaleźli o szóstej rano… ministra. Wiadomość o tym, wraz z opisem i zdjęciami szykownej biżuterii pani W., znalazła się na stronie internetowej lifenews.ru, a stamtąd rozprzestrzeniła się jak pożar po całej sieci.
Wersja obyczajowa, niewybrednie smakowana przez tabloidy, to tylko jedna z wersji, nic więcej. Zapewne nie poznamy powodów, dla których poczciwego acz nieostrożnego ministra w trybie nagłym zdjęto z jednego z najważniejszych stanowisk w państwie. Może po prostu przegiął z „rospiłem babła” w powierzonym mu ministerstwie.
Anatolij Eduardowicz, firmujący reformy armii, był solą w oku wielu osobom. Gazety wiele pisały o jego konflikcie z Dmitrijem Rogozinem, człowiekiem odpowiedzialnym w rządzie za zbrojeniówkę. Ciągle wybuchały jakieś konflikty o zakupy broni dla wojska, padały zarzuty o brak finansowania na nowe typy uzbrojenia, lały się hektolitrami gorzkie słowa o demontażu prześwietnej i niezwyciężonej armii. Cywil Sierdiukow nie miał poważania w gronie mundurowych, którzy lepiej wiedzieli, jak zarządzać środkami przeznaczanymi hojnie na armię i w ogóle jak armią zawiadywać. Sierdiukow wziął na siebie i przeprowadził kilka ważnych zmian. Armia pod jego rządami odeszła od koncepcji masowej armii mobilizacyjnej z obowiązkową służbą wojskową dla wszystkich czy się do tego nadają czy nie nadają. Druga część reformy polegała na rozmontowaniu i komercjalizacji rozbudowanego jeszcze w czasach ZSRR wojskowego zaplecza. Firma Oboronserwis, która znalazła się teraz w centrum korupcyjnego skandalu (za który wyleciał Sierdiukow), zajmowała się zagospodarowywaniem mienia wojskowego. Komitet Śledczy zainteresował się sprzedażą po zaniżonych cenach nieruchomości należących do ministerstwa obrony. Straty państwa przy tych podejrzanych transakcjach oszacowano na 3 miliardy rubli.
Krytyczna wobec Kremla „Nowaja Gazieta” napisała, że roszada na stanowisku ministra obrony to świadectwo kryzysu systemu stworzonego przez Putina. Kooperatywa Oziero robi bokami. „Sezon skandali korupcyjnych [dotyczących ludzi z najbliższego otoczenia Putina] został otwarty. Problem polega też na deficycie kadr – Putin nie ma po kogo sięgnąć, by zastąpić odwoływanych za skandale. I jeszcze na tym, że Putin przestał wierzyć ludziom z najbliższego kręgu. Nominacja Szojgu, którego ściągnięto z ważnego odcinka, objętego ledwie kilka miesięcy temu, świadczy o histerii Putina. Trwają poszukiwania efektywnego menedżera”.
Jednym słowem, uczciwy „ratownik” Szojgu wygląda jak ostatni sprawiedliwy w skorumpowanej Sodomie putinowskiej korporacji, która rozpada się wzdłuż linii podziału interesów. Nominację Siergieja Szojgu – generała armii – w ministerstwie obrony przyjęto z zadowoleniem. -
Szlachetne zdrowie
Po słynnym przelocie na motolotni na czele stada śnieżnych żurawi prezydent Władimir Putin zaczął utykać. Po kolei odwołano kilka jego wizyt zagranicznych – do Turcji, do Indii, na szczyt państw WNP. Oficjalnie powody podawano różne, przeważnie mgliste. Putin nie pojechał na imprezę związaną z rozruchem gazowego złoża Bowanienkowskiego, choć to on właśnie miał uroczyście uruchamiać to arcyważne złoże. Prezydent spędza większość czasu w podmoskiewskiej rezydencji w Nowo-Ogariowie, nawet na Kreml jeździ rzadko.
Od wczoraj rosyjski Internet z animuszem dyskutuje nad stanem zdrowia prezydenta. Podczas lotu z żurawiami Władimirowi Władimirowiczowi miała się odnowić stara przypadłość w kręgosłupie.
Reuters, powołując się na własne dobrze poinformowane źródła na Kremlu, podał, że Putin może być nawet operowany w związku z problemami z kręgosłupem. „Nikt formalnie o tym nie informował, ale wszyscy doskonale wiedzą, że wizyty zagraniczne zostały odwołane z powodu choroby” – cytuje agencja jednego z rozmówców. Zawsze prostolinijny do granic rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow zdementował rewelacje agencji w zawadiackim stylu: odwołane wizyty? Owszem, ale za każdym razem były ważne po temu powody. Nie rusza się z Nowo-Ogariowa? Tak, ale to dlatego, żeby nie powodować korków w Moskwie [za każdym razem, gdy prezydent jedzie do pracy na Kremlu, na czas jego przejazdu blokowane są ulice]. Nie będzie tradycyjnej „bezpośredniej linii” ze społeczeństwem? To tylko dlatego, żeby łączącym się za pośrednictwem telewizji i zadającym spontaniczne pytania członkom społeczeństwa nie zmarzły uszy i nosy w oczekiwaniu na połączenie. A do Indii prezydent pojedzie w grudniu po południu, kiedy będą gotowe merytoryczne kwestie. Trzeba powiedzieć, że pan Pieskow ma wybitne talenty sowizdrzalskie.
Według gazety „Wiedomosti”, prezydentowi zaaplikowano obecnie serię zabiegów fizjoterapeutycznych, lekarze zalecili, by prezydent w tym czasie nie latał – ani samolotem, ani tym bardziej motolotnią.
Stan zdrowia rosyjskiego prezydenta przez ostatnie dwanaście lat nie był tematem numer jeden – prezydent Putin tryskał zdrowiem. Mało tego – prezentował się jako wybitnie sprawny, wysportowany i gotów na każde wyzwanie. Po okresie rządów sowieckiej gerontokracji – stetryczałego Breżniewa, podłączonego do sztucznej nerki Andropowa, gasnącego w oczach Czernienki, a potem ciężko chorego na serce i miłość do mocnych trunków Jelcyna krzepki Władimir Władimirowicz prezentował się sprężyście. I wszyscy o temacie zdrowotnym zapomnieli.
„W kraju, gdzie połowa mężczyzn nie dożywa do emerytury, a druga połowa marzy, żeby w wieku 60 lat wyglądać tak, jak wygląda Putin, w takim kraju taki człowiek – uprawiający wszystkie możliwe dyscypliny sportu, pracujący bez odpoczynku i od rana do nocy pełen werwy – nie mógł nie mieć poparcia. Dlatego nie spiskująca opozycja, nie zakusy Zachodu i nawet nie spadek cen ropy są głównym zagrożeniem dla rządów Władimira Putina. Głównym zagrożeniem jest zniszczenie wizerunku silnego i zdrowego człowieka” – napisał w blogu komentator Echa Moskwy Anton Oriech.
Może rzecznik prezydenta dobrze o tym wie i dlatego jak ognia unika potwierdzania pogłosek o niedyspozycji szefa. W czasach ZSRR zachodnia kremlinologia specjalizowała się w stawianiu na odległość diagnoz członkom radzieckich władz – Kreml zawsze milczał jak zaklęty, temat zdrowia przywódców był sferą tabu. Słowna ekwilibrystyka rzecznika Pieskowa każe się zastanowić, czy nie trzeba będzie powrócić do tych starych praktyk.
Problemy z kręgosłupem to fatalna rzecz, życzę prezydentowi Putinowi zdrowia. Aha, i jeszcze jedno: żurawie, które prezydent prowadził na motolotni na miejsce zimowania, nie zaadoptowały się w nowym miejscu i trzeba je było z powrotem przywieźć do rezerwatu pod opiekę specjalistów. -
Ostatni as hrabiego Barry Kenta
Białoruś rozpatruje możliwość zmiany swojej pozycji, jeśli chodzi o kwestię niepodległości Abchazji i Osetii Południowej – taki nieoczekiwany sygnał wysłał dziś minister spraw zagranicznych Białorusi Uładzimir Makiej po rozmowach z rosyjskim kolegą w Mińsku. Czego Białoruś spodziewa się w zamian?
Białoruska gospodarka od dawna robi bokami. Kontredanse prezydenta Łukaszenki polegają na wiecznym targowaniu się z Moskwą o przywileje i ulgi, które pozwalają jako tako utrzymać się „na pławu”. Przez całe lata Bat’ka skutecznie opierał się naciskom i nie oddawał w rosyjskie ręce najważniejszych przedsiębiorstw – rafinerii i zakładów chemicznych. Wcześniej jeszcze też długo i męczliwie grał o zarządzanie rurociągami biegnącymi przez terytorium Białorusi, przez które na Zachód płynie rosyjska ropa i gaz. Łukaszenka w wielu z tych kwestii własnościowych musiał w końcu Rosji ustąpić, gdy widmo bankructwa zaglądało mu w oczy, ale jedną kartę trzymał cały czas w rękawie – kwestię uznania niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, na czym szczególnie zależało Moskwie.
Moskwie zależało, Moskwa niejednokrotnie wydawała z siebie niezadowolone pomruki, ale Bat’ka się nie ugiął. To, że Białoruś nie uznała niepodległości tych oderwanych w 2008 roku w sierpniowej wojnie gruzińskich prowincji, było poniekąd rysą na wizerunku Rosji. Ha, skoro tej awantury nie chce przypieczętować nawet najbliższy partner Kremla, to co dopiero mówić o innych. Akty uznania Abchazji i Osetii przez Nauru czy Vanuatu nie miały ciężaru gatunkowego i częściej stanowiły pożywkę dla kpin niż poważnych analiz.
Czy wypuszczane z białoruskiego MSZ sygnały to tylko kolejne baloniki próbne w nieodmiennej grze Łukaszenki w kotka i myszkę? Czy jednak dojdzie w tej sprawie do przełomu? Takiego asa można zagrać tylko raz i tylko raz uzyskać za to profity. Tymczasem Białorusi potrzebne jest długodystansowe wsparcie ze strony Moskwy.
Eksperci od gospodarki mówią, że ekonomika Białorusi pogrąża się w stagnacji, jest nieefektywna, nie wypracuje więc więcej niż dotąd, raczej mniej. Tymczasem zobowiązania rosną, przy niskich dochodach z eksportu trudno się będzie z nich wywiązać. A na przyszły rok przypadają terminy spłaty 3-miliardowego kredytu. Na dodatek Rosja zażądała od Mińska wypłaty 1,5 mld dolarów zaległych ceł za wwóz do Rosji „rozpuszczalników” (Rosja w końcu przestała przymykać oczy na stosowany przez Białoruś proceder omijania barier celnych dotyczących handlu materiałami ropopochodnymi, które przez granice przejeżdżały jako rozcieńczalniki i rozpuszczalniki).
Podczas mińskich rozmów ministra spraw zagranicznych Rosji stanęła jeszcze jedna kwestia: wzmocnienia systemu rosyjskiej obrony przeciwrakietowej na kierunku zachodnim. Strona białoruska ma wziąć w tym udział. Jeśli chodzi o współpracę wojskową Moskwa-Mińsk, to tutaj żadnych sporów i konfliktów nie ma. Współpraca rozwija się znakomicie.